Zaznacz stronę

1.

Jest piątek, ósma rano. Za oknem zimno i mglisto. Wsypałem kawę do włoskiej kawiarki i usiadłem za komputerem. Mam roboczy plan tekstu i wiem, o czym chcę napisać. To może być ciekawy tekst. Za jakieś trzy – cztery godziny tekst powinien być gotowy. Jak go skończę wrócę do pracy nad książeczką o radzeniu sobie z wątpliwościami pod własnym adresem. Oprócz tego mam dziś jeszcze kilka innych, mniej twórczych rzeczy do zrobienia.

Kawa przelała się z bulgotem. Kocham ten zapach. Nalewam ją do ulubionego kubka. Zaczynamy?

Dobra, dobra… zbyt dobrze znam tego starego drania, który teraz stuka w klawisze. Do dwunastej, mówisz? A nie chciałbyś tak czasem sobie popisać do wieczora? Albo przez najbliższe dwa dni? A co byś powiedział, gdybyś pracował nad tym tekstem przez najbliższy tydzień, zapominając po drodze o dziesiątkach innych rzeczy? Lubię cię stary draniu, ale wiem jak będzie. Gdy napiszesz pięć stron, przypomnisz sobie kilka dobrych anegdot, uruchomią ci się skojarzenia i stwierdzisz, że tekst będzie bez nich nie dość dobry. Z pięciu stron zrobi się trzydzieści albo nawet pięćdziesiąt. A potem pomyślisz, że to wszystko jest w zasadzie zbyt ważne by zamknąć w jednym, choćby długim artykule. Postanowisz napisać książkę i będziesz nad nią pracować przez kolejne dwa tygodnie. Potem, gdy wreszcie się zmęczysz, zaczniesz ją poprawiać. Pierwsze, drugie, trzecie czytanie a ona ciągle będzie wymagała zmian i udoskonaleń. Ciągle nie będzie to coś, z czego mógłbyś być zadowolony i co mógłbyś pokazać innym.

2.

Pragnienie doskonałości. Pogoń za pełnią. Stawianie sobie coraz wyższej poprzeczki. Poprawianie wszystkiego co się robi. Szukanie najlepszego i najpełniejszego wyrazu.

Czasem mu się poddaję. Niektóre z rzeczy, które piszę jest efektem takiej właśnie pogoni za doskonałością. Dochodzę do wniosku, że pogoń za ideałem jest biegiem w dobrą stronę. Pozwalam sobie na to, by zmienić plany i wydłużyć terminy. Czasem, zupełnie niespodziewanie powstają wartościowe rzeczy.

Ale jeszcze nie tak dawno, ten przymus poprawiania i doskonalenia, sprawiał, że moje życie było koszmarem.

Czasem ludzie zwierzają się, że napisali wiele listów, których nigdy nie wysłali, albo wiele tekstów, które leżą głęboko w szufladzie. W moim przypadku jest to siedmiuset stronicowa książka.

Miał to być krótki poradnik, który chciałem napisać w ciągu góra dwóch tygodni. Pisałem przez pół roku. Książka stawała się coraz bardziej doskonała, coraz bardziej wyczerpująca, coraz pełniejsza… aż w końcu przestałem rozumieć, o czym ona jest. W przebłysku jakiejś boskiej intuicji, zrozumiałem, że jedyne, co mogę zrobić to przestać nad nią pracować i pogodzić się z tym, że moja gorączkowa pogoń za doskonałym dziełem skończyła się gdzieś głęboko w buszu. Hm… bądźmy szczerzy: żadnym buszu, na wysypisku śmieci.

Przekombinowałem. Nie potrafiłem znaleźć umiaru. Nie wyczułem momentu, w którym to, nad czym pracowałem nadawało się do wypuszczenia w świat. Byłem wtedy skrajnym perfekcjonistą.

3.

Wiele osób dzieli ludzi na dwa typy:

(1.) Tych, którzy uparcie dążą do doskonałości; perfekcjonistów, którzy starają się być najlepsi na świecie; ludzi, którzy nigdy nie zadowolą się rzeczą z jakąkolwiek skazą.

(2.) Luzaków, którzy biorą życie takie, jakie jest, którzy robią wszystko byle jak najszybciej, byle skończyć i odhaczyć na liście.

Z perspektywy tych pierwszych, życie polega na tym by wiele od siebie wymagać. Ci drudzy są dla nich leniami, konformistami i darmozjadami.

Z perspektywy tych drugich, pierwsi są mistrzami komplikowania, utrudniania i robienia zamętu. Życie nie jest przecież po to, by ciągle się męczyć. Jest jak jest i po co filozofować?

4.

Jako urodzony perfekcjonista mógłbym długo wymieniać, jak bardzo luzacy nie mają racji i jak niebezpieczna jest bylejakość.

Bylejacy lekarze, którzy nie zadają sobie trudu by się doskonalić, zabijają ludzi.

Bylejacy kolejarze, którzy zamiast pracować piją na swojej zmianie wódę, wykolejają pociągi.

Bylejacy psycholodzy, którzy nie zadają sobie trudu by ciągle się rozwijać, mieszają pacjentom w głowie i utrudniają życie.

Bylejacy księża gadając na ambonie byle co, pozbawiają ludzi kontaktu z bogiem.

Bylejacy kierowcy, nie znający prawa ruchu, powodują wypadki.

Bylejacy rodzice, którzy nigdy nie zadają sobie trudu by przeczytać choćby jedną książkę z psychologii rozwojowej, rozwalają dzieciom życie emocjonalne.

Bylejacy dietetycy swoimi zaleceniami rozregulowują ludziom organizmy.

Bylejacy……

Można tą listę ciągnąć długo i długo. W każdym z punktów myślałem o jakiejś konkretnej osobie i konkretnym przypadku. Obawiam się, że każdy z nas mógłby dodać do tej listy przynajmniej tyle samo swoich własnych przykładów. Większość z nas to niestety perfekcyjności.

No to pora na coś, dla nas perfekcjonistów, mniej przyjemnego. Moje stracone pół roku, tak naprawdę nie było wielką stratą. Napisanie kilkuset stron, było w rzeczywistości dobrym ćwiczeniem. Perfekcjonizm jednak potrafi zaboleć znacznie bardziej.

5.

Alasdaire Clayre był człowiekiem uznawanym za wszechstronnie uzdolnionego. Doceniony został już w trakcie studiów na Oxford University gdzie zdobył kilka prestiżowych wyróżnień. Potem, jako profesor opublikował kilka docenianych prac naukowych. Ale na tym jego osiągnięcia się nie kończyły. Opublikował powieść, kilka tomów wierszy, nagrał kilka płyt z muzyką folk. Stworzył także dwunastoodcinkową serię programów telewizyjnych o Chinach – The Heart of the Dragon. Równolegle z programem powstała książka o tym samym tytule. W 1984 roku jego program zdobył Emmy Award (tzw. „telewizyjnego Oscara”).

Clayre’a nie było na ceremonii rozdania nagród. Nigdy nie zobaczył także wydanej pięknie książki. Kilka dni wcześniej skoczył pod nadjeżdżający pociąg.

Dr. Sidney J. Blatt, psycholog z Yale University stwierdził:

Śmierć profesora Clayre’a w ogromnym stopniu wiązała się z jego bezlitosnym perfekcjonizmem.

Clyre nigdy nie uważał tego, co zrobił za dość dobre. Gdy tylko udawało mu się coś osiągnąć, szybko dochodził do wniosku, że to nic takiego i stawiał sobie jeszcze wyższy, jeszcze bardziej wyśrubowany cel.

Jego życie skończyło się w wieku 48 lat, ale aż strach pomyśleć, co ten człowiek czuł przez te lata. Musiał żyć z poczuciem bycia kimś nic nie wartym, odrzuconym, przegranym. Ciągłe wyobcowanie, niezadowolenie. Ciągłe poprawianie wszystkiego i dostrzeganie samych braków i niedoskonałości.

Perfekcjonizm czasem zabija. A czasem zmienia życie w ustawiczne pasmo udręki. Zabiera każdą radość, psuje każde osiągniecie, niszczy każde dzieło.

Perfekcjonista jest jak człowiek ścigający swój cień. Na początku to nawet zabawne. Ale z czasem coraz bardziej męczące. Cień jest ciągle przed tobą, a tym masz coraz mniej siły. Gdy uda ci się dopaść miejsca, w którym cień był wczoraj, już go tam nie ma. Jest znowu dalej. Czasem człowiek zaczyna mieć dość całej tej pogoni.

6.

Nie być perfekcjonistą – źle. Być perfekcjonistą – jeszcze gorzej. Czy jest jakieś wyjście?

Myślę, że tak. Jest postawa, która nie jest ani perfekcjonizmem, ani bylejakością.

Jeżeli jesteś przywiązany do słowa „perfekcjonizm” możesz ją nazwać „zdrowym perfekcjonizmem” (w odróżnieniu od „neurotycznego perfekcjonizmu”, na który cierpiał Clyre). Jeżeli wolisz inny termin, możesz tą postawę, za psychologiem Tal Ben-Shaharem, optymizmem.

Niezależnie od nazwy, jaką wybierzesz proponuję ci cztery punkty, które pozwalają skończyć z chorym, neurotycznym perfekcjonizmem i zmienić go w coś zdrowego:

  • · Zostaw w sobie to, co jest cenne, kultywuj pragnienie doskonałości.
  • · Pozbądź się tego, co złe, przestań unikać bólu i lęku, zaakceptuj je, jako nieodłączny element działania.
  • · Zmień punkt odniesienia dla swojego dążenia do doskonałości.
  • · Określ, w czym jesteś ograniczony i uwzględnij te ograniczenia.

Przyjrzyjmy się po kolei każdemu z punktów.

7. Potrzeba doskonalenia

W epoce wiktoriańskiej odmawiano prawa bytu potrzebom seksualnym. Kulturalny człowiek, jak przecież wiadomo, nie miał tak niegodnych potrzeb. Mógł dzięki temu nie rozpraszając się, z pełnym oddaniem poświęcać swój czas na życie religijne i społeczne.

Dziś to może śmieszy. Ale moment. Czy w naszych czasach tłumienie nie przeniosło się na inne potrzeby? Przynajmniej w sferze popularnej kultury?

Abraham Maslow miał rację, mówiąc, że ludzie mają różne potrzeby. Potrzebują nie tylko jedzenia, seksu, schronienia czy przynależności. Naturalną potrzebą każdego człowieka jest także potrzeba transcendencji, realizacji własnego potencjału, piękna czy doskonałości.

Dążenie do doskonałości i pełni, jest naturalną, wrodzoną potrzebą każdego człowieka. Perfekcjonizm nie jest wynaturzeniem. Jest czymś tkwiącym w naturze naszego gatunku.

Maslow nie miał jednak racji (co zostało potwierdzone przez wiele badań) że nasze potrzeby są ułożone w postaci piramidy. Wg. Maslowa potrzeby wyższego rzędu (np. piękna czy transcendencji) mogą pojawić się gdy zaspokojone zostaną potrzeby niższego rzędu (gdy czujesz się bezpieczny, kochany i szanowny, nie mówiąc o tym, że masz gdzie mieszkać, co jeść i z kim spać). Gdyby było tak, jak Maslow sobie wyobraża, nie byłoby głodujących artystów, a wszystkie odkrycia, wynalazki, poematy czy symfonie byłyby dziełem, grubych, obrośniętych tłuszczem, poważanych i podstarzałych przedsiębiorców.

Potrzeba doskonałości jest naturalną potrzebą każdego człowieka w każdym wieku. Gdy ktoś twierdzi, że nie ma takiej potrzeby, że bylejak mu wystarcza, to tylko, dlatego, że ktoś nauczył go ją tłumić, podobnie jak w epoce wiktoriańskiej uczono tłumić „nieczyste” myśli.

Nie blokuj w sobie potrzeby doskonałości. Nie mów sobie, że nie ma sensu się starać, że wystarczy zrobić coś byle jak. Szanuj swoją potrzebę perfekcji.

8. Ucieczka przed bólem

Alasdaire Clayre zapewne miał mocno rozwiniętą potrzebę doskonałości i piękna. Myślę jednak, że to nie ona była głównym powodem jego cierpień. Według jego przyjaciół, Clayre był potwornie przerażony tym, co o jego książce i filmach mogą powiedzieć krytycy.

Pułapka negatywnego perfekcjonizmu zaczyna się wtedy, gdy do wysokich standardów dochodzi obawa przed bólem.

Neurotyczny perfekcjonista ma w głębi przekonanie, że gdy osiągnie doskonałość, będzie szanowany, kochany i podziwiany. W rzeczywistości jego perfekcjonizm jest próbą ucieczki od cierpienia.

Zaczyna się to bardzo wcześnie. Tatuś będzie ze mnie dumny, jak będę przynosić same piątki. Mamusia będzie mnie kochała, jak utrzymam w swoim pokoju doskonały porządek. Szkolni koledzy przyjmą mnie do paczki, jak będę umiał zrobić sto pompek. I tak dalej….

Jakikolwiek błąd i niedoskonałość może sprawić, że zostanę pozbawiony miłości, szacunku czy przynależności.

Być skrytykowanym, odrzuconym, czy nieszanowanym to dla każdej istoty ludzkiej wielki ból. Aby uniknąć tego bólu, neurotyczny perfekcjonista stara się robić wszystko tak dobrze jak tylko może.

Dziecko przestaje się uczyć dla przyjemności poznawania nowych rzeczy, zaczyna się uczyć dla szacunku ze strony ojca, rówieśników czy nauczycieli. Chłopak chodzi na siłownie nie dlatego że lubi ruch, ale po to by nie zostać odrzuconym przez rówieśników.

To bardzo głupia strategia. Doskonałość nie chroni przed bólem. Choćbyś nie wiem jak był doskonałym, zawsze znajdzie się ktoś, kto ci wbije szpilę.

Zawsze znajdzie się ktoś, kto się przyczepi. A to znajdzie literówkę, a to kolor mu się nie spodoba, a to będzie mu czegoś za mało, a to za dużo. Jak mu będzie pasować forma, to treść będzie nie ta. Jak treść będzie w porządku, do forma mogłaby być lepsza. Ponieważ będzie miał zły dzień, to ci powie, że jesteś głupcem bo jest zupełnie inaczej – i tu swoimi słowami powie dokładnie to samo co ty.

To oczywiście doświadczenia z pisania bloga, ale tak samo jest w każdej innej dziedzinie. Jeżeli wychodzisz z czymkolwiek do ludzi, zawsze musisz się liczyć z bólem. Czy zrobisz to mniej, czy bardziej doskonale i tak komuś się nie spodoba.

Neurotycznemu perfekcjoniście wydaje się, że można uniknąć bólu. Żyje w złudzeniu, że jak zrobi coś doskonale, dziesięć razy przeczyta, sto razy sprawdzi litrówki i dobierze genialne ilustracje, to będzie bezpieczny.

Złudzenie. Taki sam odsetek ludzi cię skrytykuje jak napiszesz coś bliskiego doskonałości (w twojej opinii) jak i wtedy, gdy napiszesz coś średniego (w twojej opinii).

Zamiast podwyższać standardy naucz się akceptować negatywne doznania.

Ból, poczucie odrzucania, lęk, wyobcowanie – cały szereg negatywnych doznań jest częścią życia każdego z nas. Aby żyć szczęśliwe musimy to zaakceptować. Problem zaczyna się wtedy, gdy wyobrażamy sobie, że nasze życie może być całkowicie pozbawione trudnych emocji.

9. Punkt odniesienia

Możesz mieć pokusę by pominąć ten punkt. Trzy pozostałe wydaje się wystarczające. Nie rób tego. Jest bardzo ważny. To klucz do zmiany negatywnego, neurotycznego perfekcjonizmy w pozytywny.

Do 2001 roku firma Nike miała misję:

Być najlepszym na świecie przedsiębiorstwem w branży sportowej i fitness.

W 2001 Nike zmieniała misją. Dziś brzmi ona tak:

Nieść inspirację i innowację dla każdego sportowca* na świecie. *Jeżeli masz ciało, jesteś sportowcem

Widzisz różnicę?

Nike ciągle jest firmą, która stara się być najlepsze (wystarczy zobaczyć jej produkty). Ale dziś robi to w zupełnie inny sposób.

Wcześniejsza misja była celem neurotycznego perfekcjonisty. Współczesna jest misją optymalisty / zdrowego perfekcjonisty.

Podobne zmiany podejścia zdarzają się wielu innym przedsiębiorstwom. Podczas dyskusji w laboratorium firmy HP, jeden z inżynierów wykrzyknął:

Dlaczego mamy stawać się najlepszym laboratorium na świecie? Dlaczego nie mamy być najlepszym laboratorium dla świata?

Neurotyczny perfekcjonista chce być najlepszy na świecie, lepszy niż inny, chce być numerem jeden. Często temu pragnieniu towarzyszy skrywana zawiść. Dobitnie opisała to Karen Horney (w książce Nerwica a rozwój człowieka). Taka osoba…

…mówi sobie, że jest i będzie kimś nieporównanie lepszym od „nich”. Stanie się kimś naprawdę wielkim i wszystkich zawstydzi. Ona im pokaże jak dalece jej nie docenili i jak bardzo skrzywdzili. Stanie się wielkim bohaterem, prześladowcą, przywódcą, uczonym o nieśmiertelnej sławie.

Misja neurotycznego perfekcjonisty brzmi: Pokonać! Być lepszym niż to stado baranów!

Misja zdrowego perfekcjonisty brzmi: być najlepszym dla świata. Być najlepszym dla innych.

Dla zamiast od czy na. Małe słowo, ale gigantyczna różnica. Wymaga całkiem nowych umiejętności. By być najlepszym dla świata, musisz nauczyć się rozpoznawać, czego świat od ciebie naprawdę potrzebuje. Musisz przestać kurczowo trzymać się swoich własnych standardów doskonałości i wyobrażeń o tym, co się liczy a co nie.

Musisz przestać kurczowo trzymać się swojego własnego zadowolenia i zainteresować się zadowoleniem innych. Miło jest, gdy ja jestem zadowolony (np. z tekstu) i inni są zadowoleni. Ale jest wiele sytuacji, w których sprawy nie są takie proste. Na przykład ja jestem bardzo zadowolony a inni (ci, na których mi zależy) nie są. Albo ja jestem nie do końca zadowolony, ale inni są bardzo. Ściganie swojego własnego zadowolenie jest nigdy niekończącym się pościgiem. Prawdziwe, trwałe zadowolenie z pracy pojawia się wtedy, gdy moje własne zadowolenie jest na drugim planie. Gdy najbardziej liczy się to, czy i jak skorzystają z tego ludzie. TO jeden z wielu paradoksów: im bardziej ci zależy na twoim własnym zadowoleniu, tym bardziej jesteś niezadowolony ze wszystkiego, co robisz.

To przybliża nas do ostatniego punktu: neurotyczny perfekcjonista żyje w swoim własnym świecie, jest człowiekiem, który ma ograniczony kontakt z rzeczywistością. Nie tylko z rzeczywistością innych ludzi, ale także z czasem i zasobami.

10. Liczenie się z rzeczywistością

Dwa tysiące lat temu, pewien bardzo ceniony przeze mnie nauczyciel mówił do swoich uczniów:

“Któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć. Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.”

To jest postawa optymalisty. Chcę osiągnąć najwięcej, ale docenia swoje ograniczenia. Jego celem jest jak najlepsze wykorzystanie swojego czasu i zasobów. By osiągnąć optymalny wynik musi mieć dobre rozeznanie, czym dysponuje.

Neurotyczny perfekcjonista z kolei to ktoś, kto nie akceptuje rzeczywistości. Wymaga od siebie zwycięstwa nad dziesięciotysięczną armią, nawet wtedy, gdy dysponuje pięcioma osobami. Rzuca się do wznoszenia wieży, nie sprawdzając nawet ile ma w kieszeni. Trudno nawet powiedzieć by przeceniał swoje możliwości. On nigdy ich nie ocenia. Traktuje je tak, jakby były nieograniczone i niewyczerpane.

Oczywiście są zasoby nieograniczone i niewyczerpane. Jednak problem z naszym światem jest taki, że wiele z zasobów jest ograniczonych. Na przykład czas.

Jeżeli piszę notatkę do bloga, nie mogę pisać książki ani być z dziećmi. Jeżeli na napisanie tekstu do bloga poświęcę w ciągu tygodnie czterdzieści godzin, niewiele mi zostanie na naukę, odpisywanie na maile, odpoczynek czy życie rodzinne.

By osiągnąć optimum muszę podejmować decyzję. Muszę kontrolować swoją potrzebę dokładności i dopracowywania szczegółów.

Neurotyk nie dostrzega takich ograniczeń. Po prostu robi wszystko szczegółowo i drobiazgowo, dziesięć razy przegląda tekst, przez trzy godziny szuka ilustracji, przez następne trzy godziny zastanawia się nad tytułem, potem jeszcze raz szuka literówek (a nuż ta potworna zbrodnia przeciw ludzkości zdarzyłaby się i jemu…) A później jest zdziwiony, że nie miał czasu na naukę, ładowanie akumulatorów czy życie społeczne.

Neurotyczny perfekcjonista żyje głównie, jak nazywają to psycholodzy, w tzw. czasie subiektywnym. Traktuje czas, tak jakby był bogiem i zawsze mógł go sobie sam stworzyć, gdy zajdzie taka potrzeba.

Neurotyczny perfekcjonista ma także problemy i z innymi aspektami rzeczywistości. Typowe jest dla niego np. przeszacowywanie swojego wpływu na innych.

11. Być odrobinę mniej ważnym

Na przykład ktoś pisze książkę, albo bloga i denerwuje się, że ludzie, który go przeczytali nie zmienili swojego życia. Po przeczytaniu kilku tekstów?

Wcześniej była mowa o tym, że neurotycznego perfekcjonisty nie interesują potrzeby inny. O, wypraszam to sobie! – powie wielu z nich – mnie, nie interesują potrzeby innych?! A kto chce:

– Dać im niezależność

– Obudzić w nich świadomość

– Nauczyć ich niezależności

– Zapewnić im przyszłość

– Otworzyć ich na prawdę

– Uaktualnić ich pełen potencjał

– Sprowadzić ich na dobrą drogę

– Zmienić gruntownie ich życie

Zdarza ci się spotkać ludzi, którzy mają takie cele? Jak na nich reagujesz? Czy ty sam chciałbyś by ktoś „sprowadził cię na dobrą drogę” czy „zmienił twoje życie”? Wątpię.

Zmieniasz życie ludzi? Człowieku czy ty jesteś Bogiem? Zostaw „zmienianie życia” Bogu i samym ludziom. Znajdź coś bardziej konkretnego. Takie ogólniki świadczą tylko o tym, że tak naprawdę nie znasz potrzeb innych ludzi.

Znam ojca, który pracuje po czternaście godzin dziennie. Mówi, że robi to dla dzieci by „zapewnić im przyszłość”. Jest perfekcjonistą i przyszłość musi zabezpieczyć tak, by się nie przesunęła o milimetr.

Tymczasem jego dzieci najbardziej potrzebują jego obecności. Prostej, zwyczajnej i codziennej. Ojciec buja jednak w swoich wyobrażeniach i nie potrafi dostrzec ich prawdziwych potrzeb.

To jeden z najtrudniejszych momentów zmiany perfekcjonisty w optymalistę: zacząć traktować siebie, jako osobę odrobinę mniej ważną.

Naucz się oceniać rzeczywistą wartość tego, co robisz z perspektywy ludzi, dla których pracujesz i z którymi żyjesz. Staraj się być najlepszym dla nich, najlepszym w ich konkretnej sytuacji, najlepszym w konkretnym momencie.

Co najlepszego mogę zrobić dla nich teraz?

W czym mogę im pomóc?

Co najlepszego mogę im dać?

Co będzie miało dla nich największe znaczenie?

12. Ciężka praca neurotycznego perfekcjonisty

Neurotyczni perfekcjoniści zazwyczaj ciężko pracują. Ale Zazwyczaj 80% swojego czasu i energii poświęcają na rzeczy, które mają znaczenie tylko i wyłącznie dla nich samych, a które tak naprawdę nie wnoszą żadnej wartości dla innych ludzi.

Dzięki ich nadludzkiemu wysiłkowi „mucha nie siada”. Ale dla kogo to ma wartość? Tylko dla nich.

Pracują długie godziny, nie sypiają nocami, przykładają się, ale większa część pary idzie w gwizdek a nie w tłoki.

Są jak gigantyczna firma, w której 80% kosztów produkcji pożera biurokracja, a tylko 20% tworzy wartości dla klienta.

Czy twoje dopieszczanie, doskonalenie, wygładzanie, rzeczywiście niesie jakąś wartość dla innych?

Czy rzeczywiście ktoś skorzysta na tym? Czy ktoś to zauważy? Czy zamiast zmieniać świat nie starasz się zadowalać swojego wewnętrznego krytyka?

Gdy w którymś momencie przestałem być zaaferowany misją „pisać najlepiej na świecie” zacząłem zauważać coś dziwnego. Moje szybko pisane, rwane i niedoskonałe teksty często dawały ludziom znacznie więcej niż te dopieszczone, wypolerowane i pisane tygodniami.

Zaczęło do mnie docierać, że wiele z rzeczy, które do tej pory były obiektem moich wysiłków, nie ma żadnej wartości dla większości ludzi. Rozczarowanie? Może. Ale też ulga

13. Artysta czy najemnik?

Kogoś, kogo nazywamy tutaj „zdrowym perfekcjonistą” Seth Godin nazywa w swojej książce Linchjpin Artystą.

Artysta, to według niego, ktoś, kto daje. Godin pisze:

Przestań rozliczać się z tego, czy coś jest dość dobre i zacznij tworzyć sztukę, która ma znaczenie. Przestań pytać, co z tego będziesz mieć i zacznij dawać ludziom dary, które coś zmieniają. Wtedy i tylko wtedy, zrealizujesz swój potencjał.

Czy obdarzasz ludzi darami? Rzeczywiście i naprawdę? Czy jesteś tak zduszony przez system, tak zindoktrynowany, że nie potrafisz wyobrazić sobie tworzenia sztuki i zbliżeaia się do ludzi, którzy dla ciebie się liczą?

Tłumiący nas system, o którym wspomina Godin, stara się nam wmówić, że aby istnieć musimy konkurować, zwyciężać i pokonywać. Że musimy wygrywać z innymi w kolejnych, coraz bardziej bzdurnych konkurencjach. Np. ulubiona konkurencją blogerów jest liczba subskrybentów. Im masz ich więcej tym cenniejszego prowadzisz bloga. Bój się, jeżeli ci nie przyrasta.

Potrzeba bycia lepszym od innych i najlepszym na świecie, może i daje przez chwilę energię. Ale na dłuższą metę przytłacza i przeraża. Wiele osób traci czas, energię i potencjał. Patrzą na wyeksponowane statystyki wielkich i myślą: nigdy mi się nie uda ich dogonić, nigdy nie uda mi się być lepszym od nich.

Po co ci to? Nigdy nie przejmuj się tym, czy kogoś prześcigniesz czy nie. Nigdy nie przejmuj się tym, jak wiele masz konkurencji i jak bardzo jest „silna” (najczęściej statystycznie). Może rzeczywiście nigdy się nie przebijesz. Może rzeczywiście nigdy nie będziesz najlepszy.

Czy to coś zmienia?

Czy to coś zmienia, jeżeli parę razy uda ci się być najlepszym w danym momencie? Czy to coś zmienia, jeżeli uda ci się być najlepszym dla jednej, konkretnej osoby? Dla kogoś, kto jest w jakiejś konkretnej sytuacji i ma jakieś konkretne potrzeby? Statystyki zadbają (albo i nie) same o siebie. Troszcząc się o wygrywanie i pokonywanie innych, niepotrzebnie nakładasz na siebie ciężar.

Pokonać wszystkich to naprawdę potwornie ciężkie zadanie. Dawać ludziom coś dobrego, dzielić się z nimi, traktować ich nie jak masę, ale jak indywidualności, jak żywe osoby, to coś znacznie lżejszego.

Nie konkuruj ze światem. Pomagaj mu. Nie wyrywaj sukcesów, dziel się tym, co masz najlepsze. Nie bądź najemnikiem zdobywającym miasto po mieście, bądź artystą.

Bądź prawdziwym artystą, takim, który:

– nie tyle śpiewa piosenki, ale daje ludziom przeżycia;

– nie tyle zapisuje kartki książki, ale pomaga ludziom lepiej zrozumieć świat;

– nie tyle tłucze kamienie, ale buduje katedrę;

– nie tyle sprzedaje ryby, ale wzbogaca ich posiłki;

– nie tyle przygotowuje pisma, ale rozwiązuje ich problemy i daje poczucie bezpieczeństwa.

Artysta wkłada całe swoje siły nie w to by pokonać innych i dostać nagrodę, ale by wnieść coś cennego w życie innych.

14.

Za pięć minut dwunasta. No stary draniu, napisaliśmy ten tekst. Co mówisz? Że warto by było jeszcze popracować? Że boisz się, że nie wszystko jest klarowne i jasne? Pewnie tak.

Czy myślisz, że tego świat od ciebie najbardziej teraz potrzebuje? Czy poświęcenie temu tekstowi kolejnych pięciu godzin jest czymś, co istotnie zmieni wartość, jaką będzie miał dla ludzi?

Ja wiem, że się boisz, każde wyjście na zewnątrz wiąże się z obawą. Całkiem uzasadnioną. Ale wiesz, co? Tyle razy daliśmy sobie radę, że damy sobie i teraz. Poza tym, co by było, gdyby nikt cię nigdy nie krytykował. Jeszcze wyrosły by ci ośle uszy, jak Pinokiu w krainie zabawek.

To, co stary, wysyłamy ten tekst?


Zdjęcia na Creative Commons: exipolar, Thomas Hawk, Yannic Meyer