Zaznacz stronę

Sto lat nie byłem na szkoleniu w roli uczestnika. Gdzieś w okolicy marca zrobiłem sobie prezent i zapisałem się. Czerwiec wydawał mi się bardzo odległy. Pod koniec maja zacząłem z niepokojem zaglądać do kalendarza. No, nie – myślałem – jestem zapisany na szkolenie. Przecież ja nie mam czasu!.
Przez tydzień nosiłem się z decyzją czy iść czy zrezygnować. Może kiedy indziej? Może to bez sensu?

W końcu poszedłem. Powiedziałem sobie: w końcu to jakaś forma urlopu. Najwyżej się rozerwę. Szkolenie było świetne, choć niewiele miało wspólnego z urlopem. Po pierwsze, co rusz zderzałem się z samym sobą – swoimi oporami, lękami i ograniczeniami. Po drugie, trzeba było się dużo uczyć. Gdy się skończyło, czułem się jak przepuszczony przez wyżymaczkę. Ale bardzo, bardzo zadowolony.

Gdyby ktoś chciał nauczyć się hipnozy, a dodatkowo był profesjonalistą (psychologiem, terapeutą, lekarzem czy coachem) gorąco polecam. a href=”http://www.pocieszka.pl/index.php?page=hipnoza&menu=szkolenia&item=szkolinst”>Tu można znaleźć ofertę. Szczególnie dla tych, których drażnią uproszczenia i znikształcenia, jakie do geniuszu Milotna Ericsona, wprowadzili showmeni pokroju Bandlera.

Mam poczucie, że dostałem doskonałe narzędzie do pracy z ludźmi i sobą. Pewnie jeszcze wiele rzeczy do dopracowania, jednak czuję poezję tego narzędzia. Ręce mi się palą do działania. No, ale jeszcze stara robota czeka.

Tylko tyle dzisiaj, bo usiłuję zamknąć ostatni rozdziała książki o marzeniach. Albo mi się to szybko uda… albo będę wstawiał tu jej fragmenty.