Zaznacz stronę

Jedna litera

Jedna litera opisuje różnicę kluczową dla sukcesu i aktywnego życia. Ta litera to „z” zamiast „w”. Konstruktywne życie to być z lękiem, przerażeniem, dyskomfortem, poczuciem klęski, poczuciem bycie nie ok.… Przegrane życie to żyć w lęku, przerażeniu, dyskomforcie, poczuciu klęski, poczuci bycia nie ok.…

Pisząc i mówiąc o akceptacji, czasem czuję jak wracają mi stare nawyki myślowe. Mówię słuszne rzeczy – żeby nie próbować się pozbywać lęku, by odczuwać go i nie wypierać ze świadomości. Ale czasem ludzie – i ja sam – rozumiemy je to tak: Nie da się nic zrobić. Pogrąż się w smutku, wątpliwościach i poczuciu klęski. Przeżywaj je a być może, to wszystko przejdzie. Czasem rzeczywiście przejdzie. Czasem rzeczywiście pewne rzeczy trzeba przeczekać. Trzeba swoje przepłakać, nauciekać i nawalczyć. A potem, któregoś dnia wszystko przejdzie. Obudzisz się rano a niebo, po raz pierwszy od lat nie będzie burzowe, ale lekkie i wiosenne.

Ale czasem – dosyć często – nie mamy takiego luksusu. Życie się toczy. Od naszych decyzji i działań zależy nasze jutro i los bliskich. Nie ma czasu, nie ma sensu i nie ma potrzeby siedzieć i czekać aż wszystko minie. I wtedy dociera do mnie, że tak naprawdę akceptacja polega na czymś zupełnie innym.

Akceptować nie znaczy, że masz żyć w lęku, poczuciu beznadziei czy depresji. Nikt nie powiedział, że masz płakać, późno wstawać, leżeć długie godziny w łóżku czy unikać tego, co cię przeraża. To nie jest akceptacja. To pogodzenie się, poddanie się, oddanie pola walki.

Czy naprawdę na niczym ci już nie zależy? Czy chcesz by tak to wszystko wyglądało?

Czy ten pełen wątpliwości, lęku i wahań człowiek, to naprawdę ty?

Czy to już wszystko?

Trochę to trudno opisać. Staram się, ale żaden opis nie zastąpi doświadczenia.

Nieprzyjemne emocje

Nasze życie jest pełne wielu nieprzyjemnych i bolesnych emocji. Nie masz wyboru, musisz doświadczać (przynajmniej czasem) lęku, smutku, depresji, poczucia bycia beznadziejnym przypadkiem… Ani za swoje grzechy, ani za grzechy rodziców, ani za kraj, w jakim się urodziłeś, ani za głupotę. Po prostu tak działa twój układ nerwowy.

Niektórzy mają lepiej, niektórzy gorzej. Ja sam jestem kopalnią nieprzyjemnych emocji. Kiedyś winiłem się za to, dziś przypisuję to konstrukcji mojego układu nerwowego. Po prostu niektórzy rodzą się przewrażliwieni, porywczy i z tendencją do smucenia, podczas gdy inni rodzą się stabilni, spokojni i uśmiechnięci. Jedni rodzą się wysocy, inni niscy. Mam taki układ nerwowy, jaki mam.

Nie to się liczy czy pojawiają się w tobie bolesne emocje, ale co z nimi zrobisz. I tu są trzy możliwości.

Pierwsza – poddać się i żyć w nieprzyjemnych emocjach

Niektórzy nazywają to akceptacją. Ale poddanie się to poddanie. Przyjrzyj się proszę ludziom, którzy skapitulowali. Popatrz na tych smętnych, przetłoczonych życiem staruszków siedzących na ławeczkach. Albo na tych młodych, którzy stwierdzili, że to wszystko ch…. i nie chce im się ruszać palcem w bucie. Przestało im zależeć na życiu. Ich emocje przejęły kontrolę na życiem. Tak jakby w nich utonęli. Są w swoim świecie, bez kontaktu z rzeczywistością. Płaczą, plują, wściekają się…ale nie żyją twórczo. Pomyśl o nich wszystkich, gdy przyjdzie ci ochotę się poddać, zrezygnować i opuścić ręce. Naprawdę tego chcesz?

Druga – walczyć z emocjami

To pułapka, w którą wpadają małomieszczańscy kołtuni, narkomani, alkoholicy, mądrale z NLP i wyznawcy filozofii przyciągania.

Aby żyć musisz czuć się dobrze. Musisz coś zrobić ze swoimi emocjami. Sposoby poradzenia sobie są bardzo różne – od szkodliwych (picie), przez neutralne (afirmacje) po pożyteczne (ćwiczenia fizyczne). Ale za każdym razem założenie jest takie samo: Aby żyć musisz najpierw poradzić sobie ze swoimi nieprzyjemnymi emocjami. By osiągnąć sukces nie może być w tobie grama wątpliwości czy lęku. Inaczej przegrasz. Poza tym, tak łatwo przecież poradzić sobie z emocjami. Przecież wystarczy zebrać się w sobie, emocje są takie ulotne. Wystarczy je lekko odepchnąć. Wystarczy, że nauczysz się prostej techniki (zajmie ci to dziesięć minut) a całe twoje życie emocjonalne ulegnie zmianie.

To pułapka. Gdy zaczynasz walczyć z emocjami i robić w sobie porządek, szybko okazuje się, że twój przeciwnik jest znacznie potężniejszy. Im mocniej na niego napierasz, tym większy stawia opór. Im bardziej chcesz pozbyć się jakiejś nieprzyjemnej emocji, tym uporczywiej wraca. Emocje przestają być ulotne. Żywią się twoim oporem i po chwili stają się paraliżującym ruchy dinozaurem.

Życie zmienia się w zmaganie. Walka i naprawianie emocji staje się głównym celem człowieka. Wiele osób pozornie wygrywa walkę. Udaje in się kontrolować emocje. Problem jest jednak taki, że spotykając ich mamy nieodparte wrażenie, że mimo tej swojej pewności, wielkich haseł i urzędowego optymizmu w środku są puści.

Tam gdzie człowiek siłuje się ze swoimi emocjami, nie ma już miejsca na prawdziwe emocje.

Trzecia – żyć z negatywnymi emocjami, iść do przodu mimo

„Żyć w lęku” i „żyć z lękiem” to różnica. Tak samo jak „żyć w wątpliwościach na swój temat” i „żyć z wątpliwościami na swój temat”.

Parę pytań:

  • Co ci w tym momencie mówi twój umysł?
  • Czy możesz zauważyć, co się teraz dzieje z twoimi emocjami i myślami?
  • Czy to, co twój umysł ci teraz podpowiada jest przydatne czy nie?
  • Jakie myśli, doznania i emocje są teraz w tobie?
  • Ile jest w tobie lęku, wątpliwości czy przerażenia?
  • Gdyby twoje myśli i doznania były chmurami, jakimi by były. Jaki miałyby kształt, jaki kolor, jak szybko by się poruszały?

Wiesz co to znaczy, że jesteś w stanie zobaczyć swoje emocje i myśli? Nie jesteś swoimi emocjami. Nie jesteś wątpliwościami. Nie jesteś lękiem. Skoro możesz je zobaczyć, jesteś czymś więcej. Przynajmniej jesteś miejscem, w którym się pojawiają.

Poddać się, to znaczy zapomnieć o tym, że jest się kimś więcej. Tak samo zmienić swoje życie w wieczną szarpaninę.

Lękaj się i skocz mimo wszystko

Jeżeli twoim celem naprawdę jest pełne, twórcze życie, nie trać czasu na siłowanie się z samym sobą. Nie musisz usuwać lęku. Lękaj się i zrób to mimo wszystko.

Jeżeli twoim celem naprawdę jest pełne, twórcze życie nie rezygnuj, nie poddawaj się. Jeżeli akceptacja znaczy dla ciebie życie w lęku, niczego nie akceptuj. Weź te cholerne wątpliwości, wpakuj je na plecy i rusz tyłek. Skąd wiesz, że nie możesz się ruszyć. Próbowałeś? Zrób chociaż jeden krok, najmniejszy. A potem zobacz czy możesz zrobić kolejny i kolejny…

Przypomnij sobie, co jest dla ciebie naprawdę ważne. Co naprawdę się liczy? Czy chodzi ci tylko o to by dobrze się czuć? A co by było, gdybyś się dobrze czuł? Co byłoby ważne? Co byś wtedy zrobił? Jaki byłby twój pierwszy krok?

Wcale nie potrzebujesz czuć się wyśmienicie by go zrobić.

Przestań odgrywać zwiędłe warzywo. Podnieś się i idź. Nikt magicznie nie usunie twoich ran. Nikt nie ukorzy twojego bólu. Nikt nie pozbawi cię lęku i wątpliwości. Nie zrobię tego ja, nie zrobi tego pan z wielkimi kciukami, krzyczący na arenie, że wszystko możesz. Sory…. Możemy jedynie przez chwilę zamącić ci w głowie. Ale wątpliwości wrócą. Lęk wróci. Zawsze jednak masz wybór, co z nim zrobić. Możesz się poddać. Możesz wdać się z nim w przepychankę. Możesz pójść do przodu, mimo, że siedzi ci na ramieniu.

Męstwo

Paul Tillich nazwał tą trzecią możliwość męstwem bycia. Nie jest męstwem pogrążyć się w rozpaczy. Nie jest męstwem brać tabletki dodające animuszu.

Nie jest mężny człowiek, który pada pod wpływem ran i krzyczy umieram, już nie żyje! Znam ludzi, którzy od kilkunastu lat już tak krzyczą. Zastanawiam się, skąd oni biorą na to energię? Niesamowita kondycja jak na kogoś, kto już nie ma siły.

Nie jest mężny człowiek, który zamiast iść do przodu, mówi: najpierw muszę wyleczyć wszystkie rany, muszę całkowicie odzyskać kondycję, a wtedy dopiero będę mógł coś zrobić. Leczą się tacy przez lata i ciągle im coś dolega. Ciągle jest coś do przepracowania, do naprawienie, do poprawy… A życie mija.

Człowiek mężny ani nie załamuje się z powodu ran, ani nie traci zbyt wiele czasu na ich gruntowne leczenie. To człowiek, który wstaje i idzie do przodu, tam gdzie toczy się walka.

Wiem jesteś poraniony. Tak jak ja, tak jak ci, którzy to czytają, tak jak 80% ludzkości. Zanim poszukasz kryjówki, zanim przyjmiesz, że nie żyjesz, zanim poddasz się zaleceniom lekarzy by unikać jakiegokolwiek wysiłku, zanim pozwolisz się owinąć w bandaże i zaaplikować sobie środki znieczulające … sprawdź, na co cię stać.

Chcę zobaczyć jak walczysz. Ale nie z samym sobą. Nie o to, by czuć się miło. Nie o to by być jak modelka w kolorowej gazecie czy postać z kreskówki. Nie o to by nie czuć żadnego bólu. Chcę zobaczyć jak walczysz o to, co jest dla ciebie naprawdę ważne.

Chcę zobaczyć jak robisz wszystko, co możesz. Choćby to był mały, niepewny krok.

Nie obchodzi mnie czy czujesz się dobrze czy źle. Nie obchodzi mnie ile masz wątpliwości czy jak często spływa na ciebie fala zwątpienia. Obchodzi mnie czy pamiętasz jeszcze o tym, co naprawdę ważne. Obchodzi mnie, czy potrafisz żyć mimo lęku, wątpliwości, przerażenia.