Zaznacz stronę

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i propozycje pomocy. Rzeczywiście nie było ze mną najlepiej (zresztą, czy kiedykolwiek było?). Ale nie dlatego milczałem. Większym powodem było to, że nie miałem nic szczególnie ważnego do powiedzenia. Dziś mam.

1.

Wyblakła kurtka, zgarbione plecy, spojrzenie spode łba. Mówi:

– Nikt nie jest szczery. Wszyscy oszukują. Jedna wielka hołota.

Chwila ciszy. Potem:

– Żeby przynajmniej przyznali się o co im chodzi. Po co te pozory?! Ukrywają swoje prawdziwe cele. Ale ludzie już nie są głupi. Już im się nie dadzą.

Wizja świata którym rządzą spiski. W którym dogadują się ponad głowami. Wszystko jest do niczego, bo padłem ofiarą machinacji wielkich sił.

Ale… jest w tym sporo racji. Tak, ja też coraz częściej myślę: Nikt nie jest szczery.

Ale nie obchodzą mnie politycy, biznesmeni, pracodawcy, sprzedawcy, niewierne żony, chodzący na dziwki mężowie, urzędnicy załatwiający coś pod biurkiem… Nie obchodzą mnie zastępy tych wszystkich posądzanych o nieczyste intencje ludzi.

Gdy mówię nikt nie jest szczery, myślę o odwadze bycia szczerym wobec samego siebie.

Czy ludzie są szczerzy wobec innych, to drugorzędna sprawa. Znacznie ważniejsze jest to, czy potrafią być szczerzy sami wobec siebie.

Gdy nie jesteś szczery wobec siebie, jesteś nieautentyczny, jesteś kopią, cytatem, zlepkiem myśli i pragnień innych. Nie żyjesz swoim życiem. Nie odczuwasz swoich emocji. Nie masz własnych marzeń ani ambicji. Nie masz własnych poglądów.

No dobrze Oskarze Wilde, zacytuję cię choć wiem co myślisz o cytatach, ale sam też do tego doszedłem, ty jedynie mocniej to ująłeś pisząc:

Większość ludzi żyje życiem innych. Ich myśli to cudze opinie, ich życie to imitacja. Ich namiętności to cytaty

2.

Dlaczego nie jesteśmy szczerzy? Bo to wymaga ogromnego wysiłku.

Podczas rewolucji przemysłowej zlikwidowaliśmy trud wytwarzania przedmiotów codziennego użytku. Wcześniej, jeżeli chciałeś mieć nową koszulę, garsonkę czy marynarkę, szedłeś do krawca. Ten cię mierzył, zapisywał potrzebne wymiary i zaczynał pracę. Po jakimś czasie przychodziłeś do przymiarki. Krawiec znów coś zaznaczał i znów wracał do pracy. Gdy wracałeś po raz kolejny, wreszcie mogłeś przekonać się czy całe to czekanie miało sens. Jeżeli dobrze poszło, wychodziłeś mając na sobie rzecz idealnie na ciebie pasującą (i na nikogo innego), stworzoną z materiału, nici i wysiłku krawca.

Dziś szycie na miarę to fanaberia.  Wchodzisz do sklepu i po paru minutach, bez czekania, niepewności o efekt, paradujesz z czymś co świetnie na tobie leży (co prawda tak samo dobrze / źle leży na tysiącach innych osób, ale to przecież nie przeszkadza). Postęp się dokonał się ogromny: uwolniliśmy zastępy krawców od wysiłku.

Aż tak bardzo krawców mi nie żal. Owszem, chciałbym mieć coś uszytego tylko dla mnie, ale przeżyję. Jest tak duża oferta, że bez wysiłku krawców, każdy jest w stanie znaleźć ubiór, który w miarę oddaje jego osobowość.

Prawdziwy problem zaczyna się dopiero teraz, podczas rewolucji komunikacyjno – relacyjnej.  Rewolucji, w której zmienia się nie sposób produkcji, ale przyswajania myśli, poglądów, emocji i aspiracji. Wtedy likwidowaliśmy wysiłek fizyczny, teraz likwidujemy wysiłek emocjonalny. Likwidujemy trud zmagania się z sobą samym – wysiłek wytwarzania siebie samego. Cały ten trud brania miary, szukania materiałów, szukania sposobu na połączenie wszystkiego w całość, przymiarek, poprawek, szukania dodatków itp.

Nie musisz ślęczeć nocami. Nie musisz bić głową o ścianę. Nie musisz próbować dziesiątek dróg (z których większość okaże się nietrafiona). Wystarczy wejść na jeden, drugi, trzeci blog. Wystarczy przeczytać kilka artykułów. Wystarczy obejrzeć jedno czy drugie nagranie. Jakieś fajne szkolenie o tym, jak być wielkim, skutecznym, jak sobie poradzić z każdym zgryzem…

Wczoraj przypadkiem obejrzałem początek nagrania, na którym pan psycholog przebrany za prawdziwego hipstera, robiąc prawdziwą minę prawdziwego Roberta DeNiro mówił: Mam dla ciebie dziesięć sposobów radzenia sobie bez wysiłku z negatywnymi emocjami… Super. Tyle, że ja nie chcę bez wysiłku. Ja bym chciał coś szczerego. Coś naprawdę prawdziwego. Coś co wypływa z ciebie, z tych nocy gdy o trzeciej rano patrzysz na puste chodniki za oknem; z tych poranków, gdy potrącający cię ludzie, wydają ci się głupi i złowrodzy; z tych popołudni, gdy twoje nogi zapadają się w ruchome piaski poczucia „znowu nie posunąłem się do przodu ani o centymetr”.

Autentyczność jest zbudowana z wysiłku. Jeżeli twoje cele, marzenia, aspiracje i poglądy są szczere, to dochodząc do nich musiałeś się zmagać. Nie tylko dochodząc. Przez cały czas musisz się zmagać. Jeżeli coś było łatwe, prawdopodobnie mamy do czynienia z przebraniem. Kolejny murzyński raper, który nie dotknął czarnej skór, kolejny hipster który sprawdził w katalogu, jaka fryzura jest na topie.

3.

Jakiś czas temu odwiedziło mnie w Krakowie kilka osób ze Stanów. Przez tydzień zwiedzaliśmy miasto, włóczyliśmy się po knajpach i usiłowaliśmy przełamywać bariery językowe (i nie tylko). W środę jedna z tych osób powiedziała:

– Jutro chcę mieć dzień dla siebie. Muszę przemyśleć swoje życie. Wiesz, czy idę w dobrą stronę, czy to wszystko ma sens, co chcę robić i o co mi w ogóle w życiu chodzi…

Nie było jej przez cały czwartek.

W piątek zapytałem:

– I jak?

– Super. Spacerowałam. Siedziałam w kawiarni. Myślałam. Potem spisałam i wszystko mi się ułożyło.

– Cholera – rzuciłem pod nosem – a ja to robię od tylu lat i nic mi się jeszcze nie ułożyło, jestem chyba jakiś upośledzony. Często mam takie wrażenie. Nic mi nie wychodzi. Nie mogę znaleźć tej właściwej drogi. Szyję, przymierzam, wyrzucam. I tak od lat. Wciąż bez poczucia, że to jest mój prawdziwy głos. Że właśnie to jest najbardziej szczere.

Ale potem pomyślałem: – Współczuję ci. Przecież w szukaniu siebie nie chodzi o cel, ale o samą drogę. Dobrze jest wiedzieć, ale nie to jest najważniejsze. To, co bierzmy za wysiłek jest najcenniejszą rzeczą jaka może nam się przydarzyć.

4.

To było takie rozbudowane wprowadzenie do tematu. Teraz najważniejsza rzecz. Jak być szczerym z samym sobą?

Siadasz i mówisz do siebie:

– No, to teraz bądźmy wobec siebie szczerzy…

Moment, jak brzmi dalsza część tego zdania?

Większości z nas uruchamia się automatycznie:

… i tak z tego, nic nie będzie,

… to jest do niczego,

… nikt tego nie potrzebuje,

…to wszystko jest do dupy,

 …do niczego się nie nadaję,

…to mi nigdy nie wyjdzie.

Być szczerym – dla większości z nas jest synonimem czarnowidztwa i pesymizmu. Owszem, szczerość wobec siebie czasem wymaga przyznania się do błędu albo porażki.

Ale częściej czarnowidztwo i rezygnacja nie ma nic wspólnego ze szczerością. Przeciwnie, jest przykładem bezkrytycznego przyjmowania poglądów narzuconych przez innych. Bycie czarnowidzem (bądźmy szczerzy, nic mi się i tak nie uda)  to nie szczerość, ale tchórzenie przed szczerością.

Szczerość jest odwagą przyznania się do tego, że coś jest dla mnie ważne, że coś mi się podoba, że czegoś chcę, że bez czegoś ciężko mi żyć.

Co mnie porusza?

Co mi się podoba?

Co jest dla mnie cenne?

Co się dla mnie najbardziej liczy?

W co wierzę?

Co kocham?

Co chcę dawać?

W jakim świecie chciałbym żyć?

Czym chciałbyś się dzielić i co chciałbym brać?

Rzeczą, która sprawia, że brakuje nam szczerości i autentyczności jest lęk przed tym co w nas dobre i cenne. Jak mówił Nelson Mandela (cytując słowa Marianne Williamson) najbardziej przeraża nas, nie to co w nas złe, ale to co wielkie. Boimy się do tego przyznać.

Nie jesteśmy autentyczni ze strachu, że się wygłupimy, że zrobimy z siebie idiotę, że wykażemy się ignorancją.

Zaczyna się od ubrań. Dlaczego mam się narażać, że ktoś powie mi, że jestem kiepsko ubrany? Wystarczy przebrać się za hipstera albo rapera. Ubranie to tylko czubek góry. Z lęku przed wyśmianiem nie tylko ubieramy się tak, jak podoba się innym; nie tylko słuchamy muzyki, która podoba się innym i czytamy książki, które cenią inni. Próbujemy nawet żyć, tak jak podoba się innym.

Tak bardzo boimy się wyjść na idiotę, że słuchamy różnych idiotów zgrywających się na scenach i przed kamerami na filozofów i mędrców, pozwalając im wmawiać sobie co mamy myśleć o życiu i jak sobie radzić ze swoimi emocjami. Czy gdybyś nie bał się wyjść za głupca, gdybyś wierzył, że jak każdy cenny człowiek masz zdolność samodzielnego rozwiązywania swoich problemów, słuchałbyś ten całej nieziemsko inspirującej psychologicznej papki?

Bądź ze sobą szczery.

Odważ się wreszcie odkrywać to, co w tobie wielkie, wyjątkowe i co tylko ty możesz zrobić.

Poszukaj tego, na czym ci naprawdę zależy. Gdy to odkryjesz i komuś o tym powiesz, od razy usłyszysz, że jesteś naiwny i głupi.

Z takim głosem?

Z taką figurą?

Z takim piórem?

Z taką osobowością?

No, nie żartuj sobie!

Mylą się? Niekoniecznie. Być może mają rację.

Nie mam zamiaru ci wmawiać, że wszystko ci się uda, gdy w siebie uwierzysz. Gdy się szczerze przyznasz, że coś jest dla ciebie ważne, a potem będziesz szczerze o to walczył – często przegrasz. Nie ma żadnej gwarancji sukcesu. Może to nie jest wielkie pocieszenie, ale to będzie szczera przegrana poniesiona na otwartym polu. Sama w sobie cenniejsza niż przegrana w przebraniu kogoś innego.

Być szczerym to nie znaczy mamrotać: Nic z tego nie wyjdzie. Być szczerym, to przyznać się do tego, że na czymś ci zależy. Że coś jest dla ciebie ważne. Że z czegoś już dłużej nie chcesz rezygnować. Że coś ci się podoba. Że coś cię porusza. Że coś jest w tobie cenne.

Nie bój się, że cię wyśmieją.

Tak, powiedzą że nie masz gustu.

Powiedzą, że gustujesz w kiczu.

Powiedzą, że nie doczytałeś.

Powiedzą, że za małe obycie.

Powiedzą, że przecież brakuje ci doświadczenia.

Powiedzą, że przecież nikt cię tego nie uczył.

Powiedzą że tak się tego nie robi…

Dostaniesz (od tych bardziej życzliwych) podręcznik, który wyjaśnia co się podoba kulturalnemu człowiekowi. Dostaniesz mnóstwo rad i nauk – dowiesz się co masz myśleć, jak się czuć, na kogo głosować, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach….

Wytrzymaj.

Bądź naiwny. Bądź kiczowaty. Bądź nie na czasie. Bądź głupi. Bądź niepozbierany. Bądź nieobyty.

Bądź szczery.

5.

Jakiś czas temu, pod jednym z teksów, ktoś mnie zapytał, czy jest Bóg. Odpowiedziałem, że nie jestem odpowiednią osobą by zadawać mi takie pytania. Jednak sam również zadaję sobie podobne. Jednym z wniosków do jakich doszedłem jest prosta myśl: jeżeli jest, to w pierwszym rzędzie w prawdziwych poruszeniach naszego serca.

Diabeł wciąż próbuje je zagłuszyć mówiąc:

– Nie, to nie ma sensu, to się nie uda, to nie jest na czasie, to się nikomu nie spodoba, to nie jest dość spójne, to nie jest dość głębokie, to jest za bardzo naiwne, bądźmy realistami, nie ma co się napalać, i tak nigdy nic nie wychodzi.

Nie słuchaj go.

Posłuchaj swojego anioła. Anioł mówi tylko jedno: Słuchaj siebie. Posłuchaj swojego serca. Nie bój się, że wyjdziesz na kogoś śmiesznego, głupiego, naiwnego, sentymentalnego czy nie na czasie.