Zaznacz stronę

Pod tekstem mówiącym o umiejętności doceniania znalazłem komentarz:

Dlaczego porównywanie siebie z innymi nie jest dobre? Cały świat tak działa, jesteśmy bez przerwy porównywanie z innymi, rating system panuje w zasadzie wszędzie.

Piszesz w innym artykule o kontakcie z rzeczywistością. Świadomość tego, że ktoś uczy się wolniej niż inny to część tego kontaktu z rzeczywistością.

Mnie się wydaje że porównywanie jest wręcz zdrowe i wskazane.

Bardzo dziękuję za ten komentarz. Tak, porównywanie się z innymi to ważny temat i wcale nie taki oczywisty. Porównywanie się jest nawykiem, który mocno na nas wpływa.

Rating system panuje w zasadzie wszędzie

Nie trzeba do tego przekonywać. Nasze losy układają się tak a nie inaczej, bo ktoś kiedyś stwierdza, że jesteśmy lepsi lub gorsi.

Kilka lat temu oglądałem reality show o formule bardzo podobnej do The Apprentice. Tutaj jednak zamiast Donalda Trumpa, decyzje podejmował anonimowy milioner. Uczestnicy każdego dnia wykonywali różne zadania (np. sprzedawali koszulki na ulicy, organizowali imprezy czy projektowali nowe produkty). Potem w sali z długim błyszczącym stołem omawiali swoje wyniki. Po omówieniu człowiek prowadzący program znikał za drzwiami gabinetu. Chwila wahania. Tajemniczy milioner szybko podejmował decyzje. Czasem bardzo zaskakujące. Gdy oglądałem ten program również byłem szefem i zawsze starałem się zgadnąć jaką podejmie decyzję. Wiele razy czułem się bardzo zdziwiony (podobnie jak uczestnicy programu). Jednak po chwili dochodziłem do wniosku, że musiał zwrócić uwagę na coś, czego ja nie dostrzegłem. Zazwyczaj po dodatkowym namyśle, można było znaleźć ukryty sens jego decyzji.

W ostatnim odcinku tajemniczy multimilioner wreszcie miał się ujawnić. Wreszcie mieliśmy poznać człowieka, który tak szybko podejmuje trudne i niekonwencjonalne decyzje. Do finału dotarły dwie osoby. Za chwilę przekroczą drzwi gabinetu prezesa. Drzwi się otwierają. Wielki, skórzany fotel jest odwrócony tyłem. Zaraz popatrzą w oczy osobie, której decyzję próbowali przeniknąć dzień i noc, której starali się przypodobać, która była źródłem ich radości i rozczarowań. Kto jest tą osobą?

Sami również kochamy porównania

To, że nas porównują to tylko jedna strona zjawiska. My również kochamy się porównywać. Od dzieciństwa chcemy być najlepsi, najbardziej sprawni i najpiękniejsi. Rośniemy do nieba, gdy ktoś nam powie, że jesteśmy numer jeden i przeżywamy katusze, gdy okazuje się, że nie zmieściliśmy się w górnych siedmiu procentach.

Jakiś czas temu spotkałem Kubę, który chodzi do podstawówki. Kuba pochwalił się, że potrafi pisać bezwzrokowo na klawiaturze.

– Piszę najlepiej w klasie, wiesz?

– Świetnie.

– I na pewno lepiej niż ty!

– Nie wątpię – powiedziałem – a co takiego piszesz? Może jakieś opowiadania albo książki?

– Nie, raczej tylko przepisuję teksty z ćwiczeń.

Oczywiście to dziecko jest lepsze ode mnie w szybkości i bezbłędności stukania na klawiaturze. Jakie to ma jednak znaczenie? Dzieci tak mają. Ale gdy jesteśmy dorośli wcale to nam nie przechodzi. Nawet jeszcze bardziej się porównujemy. Mam lepszy samochód od ciebie, zarabiam więcej niż ty, znam angielski znacznie lepiej niż on, mam lepsze wykształcenie niż ona….

Co z tego, że znasz lepiej język, skoro nie masz nic do powiedzenia? Co z tego, że zarabiasz więcej, skoro wszystko wydajesz i nie czujesz z tego żadnej przyjemności? Co z tego, że skończyłeś lepszą uczelnie i masz więcej tytułów, skoro nic ludziom nie dajesz?

Tworzenie sztucznej rzeczywistości

Gdy skórzany fotel w gabinecie tajemniczego prezesa odwrócił się, okazało się, że siedzi na nim… szympans. Zwierzę podejmowało decyzję kręcąc wielkim kołem, takim jak w wesołych miasteczkach, do którego przyczepione były kartki z imionami uczestników. Na kogo wypadło, ten odpadał.

Bardzo długo zajmowałem się systemami ocen pracy w przedsiębiorstwach. Widziałem jak tysiące kierowników ocenia i porównuje swoich podwładnych. Majster czy inżynier „obróbki skrawaniem” dostawał arkusz i siadał w przerwie by porównać swoich ludzi pod kątem „otwartości na zmiany”, „kreatywnego myślenia” czy „innowacyjności”. Potem pracochłonnie zliczał punkty i robił zestawienie w którym było widać kto jest lepszy a kto gorszy. Często cały ten system ocen równie dobrze można by było zastąpić szympansem kręcącym kołem. Być może nawet szympans wywoływał by mniej zamieszania i poczucia niesprawiedliwości.

W kontekście biznesowym często jednak nie da się inaczej. Trzeba ludzi z różnych praktycznych względów porównywać. Moim zadaniem, jako konsultanta była minimalizacja szkód jakie wyrządza porównywanie ludzi. Naprawdę dużo jest z tym roboty.

Większość z nas dobrze o tym wie. Dlaczego tak bardzo sami się trzymamy porównań?

Czasem to jest zabawne

Niech będzie. Czasem to jest zabawne. W naszej kulturze jest dużo współzawodnictwa i ścigania się. I do pewnego stopnia to są zdrowe rzeczy. Gdy dziesięciu sprinterów daje z siebie wszystko, byle tylko dobiec do mety, wcale to nie oznacza, że są chorzy. Po prostu dobrze się bawią. Mnie samego ściganie się raczej męczy, ale znam ludzi którym doskonale robi.

Gdy od czasu do czasu ścigasz się z innymi nie ma czym się martwić. To normalne i zdrowe.

Gdzie zaczyna się problem?

Niezdrowe porównania

Kren Horney w „Neurotycznej osobowości naszych czasów”, pisze, że neurotyczne porównywanie i współzawodnictwo różni się od tego zdrowego trzema cechami:

  • Ciągłe porównywanie się ze wszystkimi. Neurotyk porównuje się z innymi cały czas, nawet w sytuacjach, które tego nie wymagają. Dla takiej osoby nie liczy się to co robi, liczy się tylko to, czy jest lepsza czy gorsza. Czy wyprzedza pozostałych czy nie? Takie porównywani się jest często automatyczne i nieuświadamiane. Wchodzi do pokoju obca dziewczyna, a ja się zastanawiam czy jestem ładniejsza czy brzydsza, czy jestem lepiej ubrana czy gorzej, czy jestem bardziej inteligentna czy nie, czy mam lepszą figurę czy nie… Wyprzedza mnie na ulicy samochód, a ja od razy chcę go prześcignąć. Od razu zaczynam szukać potwierdzenia, że kieruj nim gorszy kierowca niż ja, że zna gorzej przepisy i że w ogóle jest głupszy. Horney pisze, że neurotyk „w stosunku do każdego człowieka stawia sobie pytanie czy on sam jest inteligentniejszy, bardziej atrakcyjny czy bardziej popularny niż inni”.
  • Ogromne i wygórowane oczekiwania. Dla neurotyka być lepszym to jednak za mało. On musi być boski. Musi być jedyny, wyjątkowy, nie do pokonania. Jak to ujął jeden z zapomnianych polityków, musi być jak brzytwa. Musi „malować jak Rembrandt, pisać dramaty jak Szekspir czy dokładnie obliczać składniki krwi w pierwszym dniu pracy w laboratorium (Horney). Neurotyk nie tyle chce być lepszym. On pragnie być nieziemsko, galaktycznie, superzaście największym. Z tej potrzeby rodzi się ciągła rezygnacja, poddawanie się i wycofywanie się. Ludzie, którzy oczekują od siebie, że będą od razu pisać jak Szekspir zazwyczaj nie są w stanie nauczyć się pisać choćby na zadawalającym poziomie. Zanim zaczniesz pisać jak Szekspir musisz nauczyć się pisać jak przeciętny dziennikarz. Dla neurotyka to jednak w ogóle nie wchodzi w grę.
  • Nikt poza mną. Neurotyczna porównywanie się zawiera w sobie element wrogości. Neurotyk pragnie wygrać i zdyskredytować innych. Rozdeptać ich w pył, pokazać cieniarzom gdzie ich miejsce, tryumfować nad innymi.

Horney używa słowa neurotyk. W rzeczywistości każdy z nas jest neurotykiem (albo nikt nim nie jest –na jedno wychodzi). Każdy z nas ma neurotyczne chwile. Jedni mają ich więcej, inni mniej. Dlatego każdemu grożą neurotyczne porównania. I każdy pewnie dobrze je zna. Ja oczywiście też.

Konsekwencje porównań

Z porównaniami wiążą się emocje. Gdy w wyniku porównania okaże się, że jestem gorszy czuję smutek i zniechęcenie. Gdy okaże się, że jestem lepszy czuję wyższość i euforię.

Jednak związek tych dwóch rzeczy nie jest liniowy. Wcale nie jest tak, że np. jestem smutny bo okazałem się gorszy. W równym stopniu prawdą jest też coś odwrotnego: ponieważ czuję się gorszy porównuję się tylko z lepszymi i tylko pod takim kątem pod którym nie mam szans.

Dezyderata (wcale nie znaleziona w kościele świętego Pawła w Baltimore, ale napisane przez Maxa Ehrmanna) mówi:

Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

Właśnie tak to działa. Twoja próżność, zgorzkniałość, depresja czy apatia domaga się potwierdzania i wzmacniania. Jest jak demon, który żywi się twoimi porównaniami. Dzięki nim może kwitnąć i panować nad tobą.

Nie poddawać się porównaniom

Wiele razy pisałem, że nie można manipulować swoimi emocjami. Nie można wyrzucić z siebie negatywnych odczuć, jak wyrzuca się śmieci. To jednak nie oznacza, że należy je rozkładać na środku pokoju i pozwolić im się rozrastać. Wszystkie negatywne emocje wyciszają się, gdy przestaniesz je podsycać. Zanikają same, gdy nie inwestujesz w nie energii.

Porównując się z innymi i wzmacniamy nasze negatywne demony. Stopniowo porównywanie staje się mocno zakorzenionym nawykiem. Staje się automatyczne i utrzymuje nas we władzy depresji, leku lub agresji. Możemy nawet dostać diagnozę neurotyka i nawet w nią uwierzyć.

Nie możesz siłą woli zapanować nad swoją depresją czy zniechęceniem. Możesz jednak, gdy spostrzeżesz, że porównujesz się z kimś komu wszystko wychodzi a mnie nie – zająć się czymś innym. Na przykład pójść na spacer i zebrać dziesięć liści, każdy innego rodzaju.

Nie możesz zapanować nad swoim uczuciem agresywnej wyższości, ale gdy zobaczysz, że porównujesz się z kimś, kto zupełnie sobie nie radzi i do pięt mi nie dorasta – możesz zająć się czymś innym. Na przykład zastanowić się w czym ta osoba jest lepsza ode mnie. Albo tak samo – iść na spacer i znaleźć trzy kamyki, każdy w innym kolorze.

Z czasem nasze demony zniechęcenia, depresji i agresji, pozbawione paliwa zaczną blednąć.