Zaznacz stronę

Historia Oli

– Świat jest ciasny. Tak trudno znaleźć miejsce, w którym można robić coś, co się lubi – tak w każdym razie mówi Ola (to nie jest prawdziwe imię).

Ola zawsze chciała robić w życiu coś ważnego. Nie mogła uwierzyć, gdy jej szkolna przyjaciółka Monika, wybrała stomatologię. To było dla niej nie do pojęcia jak można przez kilka lat się uczyć, a później poświęcić pół życia, czemuś co cię nie interesuje, tylko dlatego, że dobrze za to płacą. Wbrew radom rodziców i praktycznej części znajomych (co ty będziesz po tym robić?) wybrała psychologię. Była szczęśliwa, gdy się na nią dostała. Czuła, że od tej pory jej życie już zawsze będzie pełne sensu i głębi. Koniec z nudami! Wreszcie, tylko to, co człowieka interesuje.

Gdy kończyła studia ciągle była pełna optymizmu. Wiedziała, że chce pomagać ludziom uczyć się porozumiewać. Od razu wiedziała, na czym jej zależy, ale na wszelki wypadek skorzystała z pomocy specjalisty od planowania kariery. Rozmowa tylko ją upewniła: tak, chcę prowadzić szkolenia. Napisała cv i rozesłała do wielu firm. Kilka odpowiedziało. W jednej rozpoczęła praktykę. Przez pierwsze dni kserowała materiały szkoleniowe i przygotowywała raporty.

– Na pewno się mną jeszcze zajmą – myślała.

Oczekiwała – pełna wyobrażeń o tym, jak wygląda praca w profesjonalnej firmie – że ktoś ustali z nią cele, zaplanuje rozwój czy choćby pomoże jej się rozwijać.

Minęło kilka miesięcy, a jej praca ciągle składała się głównie z kserowania, redagowania czy innych nie wymagających niczego specjalnego zajęć.

Oczywiście próbowała to zmienić. Rozmawiała z przełożonymi. Słyszała:

– Spokojnie, popracujemy nad tobą, ale wiesz, teraz jest młyn.

Skończył się staż i nie przedłużono z nią umowy.

Postanowiła spróbować w innej firmie. Nie było łatwo, ale się udało. Niestety, ta firma była jeszcze gorsza. Na pierwszy rzut oka niesamowita i twórcza, ale jak się dobrze przyjrzeć, całkowity bałagan. Ona – zdolna studentka, elitarnego kierunku musiała odbierać telefony i prowadzić rozmowy handlowe. Jej cierpliwość się skończyła. Skoro tak, zabiorę się za to sama.

Zarejestrowała działalność, założyła stronę internetową, przygotowała propozycje szkoleń. Zainwestowała i przygotowała ulotki. Można było na nich m.in. przeczytać:

Warsztaty edukacyjno-rozwojowe dla osób, które chcą zmienić swoje relacje z bliskimi. W trakcie trwania warsztatów rozwiniesz skuteczną komunikację, zrozumiesz mechanizmy powstawania konfliktów…

Niestety nikt się nie zapisał.

Ola czuje się coraz bardziej przybita. Czuje jak trudno znaleźć swoje miejsce. Jak trudno robić coś, do czego jest stworzona.

Od pewnego czasu zazdrości Monice, swojej przyjaciółce ze szkoły, która została dentystką. Nawet, jeżeli Monika nie ma idealnej sytuacji, to przynajmniej wie, że jest potrzebna. Ludziom przecież zawsze będą psuć się zęby i zawsze będą czuć ulgę, gdy się je naprawi. Poza tym, Monika może mieć poczucie, że coś umie, że ma jakiś „fach w rękach”.

Wygląda na to, jakby to Monika wygrała. Ola, ze swoimi umiejętnościami i pasjami czuje się coraz bardziej niepotrzebna i coraz bardziej zagubiona. Co gorsze, jej znajomi ze studiów mają podobne odczucia. Rynek jest ciężki. Trudno znaleźć coś sensownego. Znajomi, jeden po drugim wsiąkają w jakieś bzdurne zajęcia. Byle tylko płacili i dawali coś do roboty (mniejsza o to drugie). Owszem starają się polubić swoją pracę. Wiele rzeczy można polubić. Na przykład szpinak. Ale czy to wspaniałe warzywo trzeba wcinać przez pięć dni w tygodniu?

Gdzieś w środku Oli rośnie gorycz, poczucie niedocenienia i niesprawiedliwości.

Walcz albo giń

Ola wraca do domu swoim małym samochodem. Jedzie lewym pasem, bo na kolejnym skrzyżowaniu skręca. Nagle widzi jak wielkie czarne BMW prawie wjeżdża w jej tylny zderzak. Byczek siedzący za kierownicą wieje się nie mogąc trzykrotnie przekroczyć dozwolonej prędkości. Mruga kierunkowskazem, dając znak spadaj mała z tego pasa, jedzie mistrz życia! To nie dla ciebie nic nie znacząca stokrotko. Dłonie Oli zaciśnięte na kierownicy niemal bieleją. BMW nie czekając na reakcję Oli zmienia pas i chce ją wyminąć z prawej. Ola redukuje bieg i wciska gaz. Silnik jej samochodu wydaje ryk, którego Ola jeszcze nie miała okazji usłyszeć, mimo, że używa go od dobrych kilku lat. Przez chwilę czuje się jak Robert Kubica, ale i tak kretyn z BMW jest szybszy. Wskakuje na jej pas i już go nie ma.

Przez cały ten pościg Ola przejeżdża swoje skrzyżowanie i musi teraz zawrócić. Gdy wysiada z samochodu, złość opada, ale pojawia się przerażenie.

– Co mnie naszło? Mogłam przecież spowodować wypadek!

– Nie martw się – powiedziałem jej – mnie coś takiego zdarza się z pięć razy na miesiąc. Chociaż szczerze mówiąc (tego jej nie powiedziałem) nigdy nie przypuszczałem, że kobiecie też coś takiego może się przydarzyć.

– Pamiętam co sobie pomyślałam. Pomyślałam, że tylko tacy ludzie jak ten z BMW osiągają sukces. Całe życie byłam zbyt łagodna. Nie miałam w sobie za nic agresji. Jeżeli nie chcę spędzić życia, jako dodatek do kasy w jakimś markecie, albo suchy bukiet w gabinecie psychologa szkolnego, muszę nauczyć się czegoś od tego byczka z BMW. Świat to nie jest miejsce dla meduz. Trzeba mieć szkielet, twardy pancerz i dużo mięśni. Trzema gryźć, walczyć i kopać.

To przerażający wiosek. Nie wiadomo, co gorsze: zrezygnować ze swoich marzeń czy zrezygnować z siebie? Pytanie czy robienie tego, co lubisz ciągle będzie miało jakąś wartość, gdy będziesz skurczybykiem, który nie ma żadnych skrupułów by wycisnąć z ludzi, wszystko co się da.

W książce jednego z guru od marketingu (Joe Vitale) znalazłem taki cytat:

W biznesie wciąż trzeba walczyć. Tu nie ma miejsca na przegranych. Trzeba wyryć swoje imię w umysłach potencjalnych klientów. Jak uda nam się włamać do ich świadomości, łatwo o nas nie zapomną.

Walczyć, włamać się do świadomości, nie brać jeńców, nie oglądać się za przegranymi.… Maszeruj albo giń, jak głosi motto legi cudzoziemskiej.

Kurcze, jak trudno łagodnemu człowiekowi, który nie chce się „włamywać do świadomości innych” znaleźć swoje miejsce w tym świecie.

Naprawdę?

Łatwo współczuć Oli. Rzeczywiście dostała wycisk, rzeczywiście nie wszyscy są chętni by pomóc.

Ale to nie tak. Wnioski, do jakich doszła nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. To nie świat jest niesprawiedliwy, ale to ona raz po raz nie wykorzystuje okazji.

Gdy posłuchać uważnie tego, co mówi, można odkryć, o kim najwięcej mówi. O sobie samej:

Nie mogę znaleźć zajęcia.

Nie poświęcono mi dość uwagi.

Nikt się mną nie interesował.

Nie dostałam wsparcia.

Nie mogę znaleźć sensownego zajęcia

Muszę być bardziej twarda.

Kopalnia diamentów

Antoine de Saint-Exupery w Twierdzy pisze:

– Ja – mówią – ja…

I klepią się po brzuchu…

Tak samo ludzie, których skazałem na pracę w kopalniach diamentów. Ich pot, wysiłki, otępienie zmieniały się w diament i w blask. Istnieli dzięki diamentowi, który nadawał ich życiu sens. Ale pewnego dnia zbuntowali się. Zaczęli mówić „Ja, ja, ja!”. Nie chcieli dłużej poddawać się władzy diamentu. Nie chcieli się stawać. Chcieli natomiast sami siebie czcić.

Ci ludzie zaczęli uważać się za ostateczny cel. Przestali się odtąd interesować tym, co im służyło i tym, co wyższe od nich i czemu oni sami służyli.

Czczenie siebie może przybierać różne formy. Może być pełnym zadowolenia klepaniem się po brzuchu, ale może być pełnym bólu trzymaniem się za głowę lub serce. Może być pełnym wyższości deklamowaniem głupot, alemoże być pełnym pokory rozliczaniem siebie z tego, co się jeszcze nie udało.

Tak czy inaczej, krążenie wokół siebie sprawia, że tracimy diament, że przestajemy się stawać.

Jeden z najbardziej znaczących psychologów XX wieku, Gordon W. Allport w książce Becoming z 1955 roku pisze:

Szczęście to gorące uczucie towarzyszące integracji osoby pochłoniętej dążeniem do celu lub jego kontemplacją. Stan szczęścia sam w sobie nigdy nie jest siłą motywującą, lecz ubocznym produktem aktywności motywowanej czymś innym.

To nie są jakieś niesamowicie odkrywcze myśli. Gdybym miał więcej czasu mógłbym znaleźć dziesiątki podobnych cytatów. Tyle, że ani jeden by nie pochodził z popularnych poradników psychologicznych. Te, przynajmniej od kilkudziesięciu lat mówią, że jest zupełnie odwrotnie – że można osiągnąć trwałe szczęście analizując siebie, badając siebie, dbając o siebie, poznając siebie, rozpracowując siebie i skupiając się na sobie.

Jesteśmy jak wielka kolonia pingwinów stłoczona na jakimś skrawku arktycznego, niegościnnego lądu, w której każdy powtarza: Ja, ja, ja!

Nie chodzi o to, że nie jesteś ważny. Nie chodzi o to, że zupełnie nie należy zajmować się sobą i swoimi potrzebami.

Chodzi o to, że wielu z nas próbując się leczyć, okalecza się coraz bardziej. Saint-Exupery pisze dalej:

Nie ma czegoś takiego jak egoizm – jest tylko okaleczenie. Człowiek, który idzie sam, powtarzając „Ja, ja, ja…” jest jakby nieobecny…

Problemem Oli nie jest zbyt mało agresji, ale zbyt duże zaaferowanie sobą. Gdy zabierasz się za jakąkolwiek pracę – nie ważne czy pracujesz na swój, czy na czyjś rachunek, musisz dbać o swoją obecność. A dokładniej mówiąc obecność twojego oka i ucha, wyczulonego na potrzeby innych.

Jeżeli zajmujesz się głównie tym czego oni mnie tu mogą nauczyć, co mogę od nich dostać prawdopodobnie możesz nie dostrzec tego, co możesz wnieść. Możesz nawet nie dostrzec, czym się ci ludzie zajmują, jakie mają problemy i obawy.

Zainteresowanie innymi

Nigdy nie byłem fanem Tony Robbinsa (i dalej nie jestem, choć kocham jego uśmiech i żywiołowość). Ostatnio przypadkiem obejrzałem jeden z odcinków telewizyjnego programu Breakthrough. Sam program wart był obejrzenia (to coś w rodzaju reality show, w którym Robbins pomaga jakiejś rodzinie będącej w poważnym, kryzysie, stawiając przed nimi serię szalonych zadań), ale rzeczą dla mnie najcenniejszą było obserwować jak Tony słuchał ludzi. Ten człowiek był w pełni pochłonięty tym, co do niego mówili. Z tego, co było widać na ekranie, odnosiło się wrażenie, jakby pochłaniał każde słowo. Jakby był wygłodzony tego, co ludzie mogą powiedzieć.

Kilka razy osobiście spotkałem takich ludzi. Jest w nich coś specyficznego. Gdyby nie to, że niektórzy byli daleko od jakichkolwiek instytucji religijnych miałbym ochotę nazwać to świętością. Nie ważne. Na pewno każda z tych osób miała mnóstwo ofert pracy i mnóstwo zajęć. Niektórzy z nich musieli się wprost opędzać od ludzi, którzy chcieli ich za wszelką cenę zatrudnić czy współpracować z nimi.

Tony Robbins jest mówcą, czy trenerem – takim, jakim chciałaby być kiedyś Ola. Czy jeżeli kupi sobie podobny mikrofon, ubierze się w podobnym stylu czy nawet będzie mówić do ludzi podobne rzeczy, uda jej się osiągnąć taki sam sukces?

Kiedyś widziałem zdjęcie Indian, którzy po pierwszym kontakcie z białym człowiekiem wymalowali sobie na twarzy kształt okularów. Naśladowanie sposobu poruszania się Robbinsa czy jego tekstów jest tak samo śmieszne.

Nie naśladuj zewnętrznej formy. Naśladuj to, co najbardziej istotne. A tym czymś jest szczere zainteresowanie drugim człowiekiem.

Zasada zakładania maski

W samolotach, stewardesy instruują pasażerów, że gdy wypadną maski tlenowe, najpierw należy założyć je sobie a dopiero później dziecku. Całkiem mądre. Nieżywy rodzic jest stosunkowo bezużyteczny.

Ale to nie jest zasada, którą należy się kierować w codziennym życiu. My niestety się kierujemy. Potrafimy wykłócać się, że nasza maska nie dość dobrze przylega, podczas gdy nasz rozmówca dusi się z braku tlenu.

Boże, jak mi ciężko! Nie mam nawet czasu iść do kosmetyczki! Ciągle tylko dom i dzieci, dom i dzieci! A co czuje twoje dziecko, gdy to mówisz?

Jak mi jest ciężko, ciągle ci sami klienci z tymi samymi problemami! A co czują twoi klienci, gdy widzą znudzonego, sfrustrowanego pracownika, jakim jesteś?

W kilku miejscach opowiadałem już historię o młodym chirurgu. Muszę ją jeszcze raz przypomnieć:

Młody chirurg ma po raz pierwszy dyżur na oddziale nagłych przypadków. Przywożą okropnie poparzonego pacjenta. Chirurg chodzi i powtarza, że na pewno da sobie radę. To go nie uspokaja. Postanawia zadzwonić do przyjaciela i poprosić go o wsparcie.

– Nie czujesz się najlepiej? – mówi przyjaciel – pomyśl jak czuje się ten człowiek!

Leży przed tobą cierpiący człowiek, a dla ciebie najważniejsze jest to, że nie czujesz pełnego komfortu i opanowania.

Takich ludzi jak ten chirurg jest całkiem dużo.

Na przykład matka, która zamartwia się przez cały dzień tym, czy jest dobrą matką. Czy to takie ważne? Pomyśl jak się czują dzieci. Czego one najbardziej potrzebują? Gdy skupisz się na nich, pytanie o to, czy jesteś dobrą czy złą matką traci na aktualności.

Przedsiębiorca, który stresuje się tym, czy jego produkt będzie dość nowatorski, a on sam dość przedsiębiorczy. Czy to takie istotne? A może powinien skupić się na tym, czego obawiają się jego klienci?

Mówca, którego niepokoi to, co pomyślą sobie o nim słuchacze. A co ze słuchaczami? Czego oni się obawiają? Gdy skupiasz się na ludziach, do których mówisz, pytanie o to jak, zostaniesz oceniony, przestaje być takie ważne.

Dlaczego ciągle nie odnosisz sukcesu?

Dyrektor firmy produkującej pokarm dla psów spotyka się z zespołem sprzedawców. Pyta ich:

– Jak wam się podoba nasza akcja reklamowa?

– Wspaniała! Reklamy i ulotki są doskonałe! Najlepsze w branży.

– A jak wam się podoba nowe opakowanie karmy?

– Nadzwyczajne, nie do pokonania.

– A jak oceniacie sprzedawców?

– Mamy najlepszych!

– OK. Mamy doskonałą reklamę, najlepsze opakowanie, towar nie do pokonania i najzdolniejszą ekipę sprzedawców. Chciałbym się w takim razie dowiedzieć, dlaczego zajmujemy trzydzieste siódme miejsce w branży?

Chwila ciszy. Nagle ktoś mówi:

– To te cholerne psy, które nie chcą żreć naszej karmy!

Dlaczego twoja firma szkoleniowa nie odniosła sukcesów? Bo ci cholerni klienci nie zrozumieli, że to dla nich dobre!

Dlaczego twoja książką nie stała się bestselerem? Bo ci tępi czytelnicy nie wiedzieli, że muszą ją przeczytać!

Dlaczego nie dostałaś wymarzonej pracy? Bo ci głupi szefowie firmy nie poznali się na mnie!

A może to nie tak? Może firma produkująca karmę jest na trzydziestym siódmym miejscu, bo nie interesują jej psy? Może twoja firma nie odniosła sukcesu, bo nie interesowały cię prawdziwe potrzeby uczestników? Bardziej obchodziło cię to, o czym ty chcesz im mówić niż to, czego im brakuje. Może twoja książka nie stała się bestselerem, bo twoi czytelnicy nic cię nie interesowali? Nie dostałeś wymarzonej pracy, bo nie umiałeś odczytać potrzeb szefów firmy?

Świat jest pełen możliwości realizacji twojej pasji

Można patrzeć na świat, jak na miejsce, w którym trzeba mieć twarde łokcie i wolę walki. Jak na miejsce, w którym musimy walczyć z innymi o prawo robienia tego, co sprawia nam przyjemność. Jak na miejsce, w którym inni chcąc nie chcąc pragną pozbawić nas okazji do robienia tego, co kochamy.

Chcesz pisać książki? A wiesz człowieku ile osób dziś pisze? Naprawdę, konkurencja jest tak potworna, że łatwiej jest wygrać w totka niż się przebić.

Chcesz zostać aktorem? A zdajesz sobie sprawę jak wielu aktorów jest bez grosza przy duszy? Ilu aktorów nie może znaleźć żadnej pracy w zawodzie?

Ola powiedziała:

– Mieliście dobrze, gdy kończyliście studia. Piętnaście lat temu nie było trenerów, nie było menedżerów personalnych, nie było biznesmenów. Można było być kim się chciało. Dziś konkurencja jest tak wielka, że nawet naprawdę uzdolnieni nie mogą się załapać do sensownej pracy.

Owszem, gdy zakładaliśmy firmę, w Polsce było nie więcej niż trzydzieści firm szkoleniowych. W dodatku Gazety Wyborczej co tydzień pojawiała się prezentacja jednaj z nich. Wycinaliśmy każdy odcinek i wpinaliśmy do segregatora. Nie wiem ile dziś jest firm szkoleniowych. Trzy tysiące? Pewnie więcej. Obstawiałbym raczej trzydzieści tysięcy.

Ale czy to znaczy, że wszyscy już nauczyli się wszystkiego, czego chcieli? Że wszystkie ważne potrzeby szkoleniowe zostały zaspokojone?

Bez żartów. Może wtedy i było mniej trenerów, ale dziś jest sto tysięcy razy więcej potrzeb szkoleniowych.

Zamiast patrzeć na świat jak na pole walki, spróbuj popatrzeć z perspektywy potrzeb, jakie mają ludzie.

Pomyśl o swojej branży (lub o firmie, w której pracujesz) i zadaj sobie kilka prostych pytań:

– Czy naprawdę wszystkie potrzeby ludzi są już zaspokojone?

– Czy zniknął już cały ból, jaki ludzie w tym zakresie odczuwali?

– Czy załatwiono już wszystkie problemy, tak, że jedyne, co zostało to odpoczynek?

– Czy oferta, jaką dostarcza rynek jest tak kompletna, że nikt nie ma żadnej niezrealizowanej potrzeby?

Przecież świat jest głodny twojej pomocy. Przeraźliwie głodny, tylko ty jesteś ślepy.

Przecież wokół jest tyle potrzeb, że i pięćset tysięcy firm takich jak twoja może działać na pełną parę a i tak nie uda im się zaspokoić wszystkich potrzeb.

Jak się skończyła historia z Olą? Jeszcze się nie skończyła i nie mam pojęcia jak się skończy. Wszystko zależy od tego czy Ola nauczy się większego wyczulenia na potrzeby innych. Jak się tego uczyć od nieco bardziej praktycznej strony, tym zajmiemy się w drugiej części tego tekstu (który niestety się tak rozrósł, że trzeba go było podzielić).