Przychodzę do pracy, gdy jest jeszcze ciemno. Robię kawę i rzucam się na listę zadań. Trochę załatwiam, trochę rozmawiam, trochę myślę, trochę planuję, trochę piszę, trochę się miotam. Niewiele przerw. I nagle, każdego dnia, okazuje się, że już prawie wieczór.

Co się stało z czasem? Dlaczego dni mijają tak szybko? Dlaczego mam poczucie, że każdego niemal dnia zamieniam kunsztowne skarby na garść tandetnych błyskotek?

Pamiętam, jak odkryłem, mając jakieś dziesięć – jedenaście lat, że czas biegnie inaczej niż dawniej. Dawniej – myślałem – odległość od rana do wieczora była ogromna. Gdy człowiek budził się rano, dzień rozciągał się przed nim jak jakaś nieskończona preria. Wcale nie było takie pewne, czy preria ma drugi, wieczorny brzeg. Zawsze mogło się przecież zdarzyć, że się gdzieś utknie na jej środku i że zawsze będzie to samo przedpołudnie.

Ale potem wszystko zaczęło przyśpieszać. Jako nastolatek zacząłem się czuć okradany. Co się dzieje z tymi dniami!? Za mała zawartość czasu w dniach! Oszuści, muszą gdzieś podkradać czas. Kradli. Szkoła, odrabianie lekcji, zrzędzenie starszych, zajęcia dodatkowe, pomaganie rodzicom, cele, które człowiek chciał osiągnąć, własne przyzwyczajenia.

Było źle, ale nie podejrzewałem, że to tylko początek. Że będą kraść coraz więcej czasu, że ta moja nieobjęta preria zmieni się w wąski trawnik, który można przeskoczyć bez rozbiegu.

Zacząłem stawać się Latarnikiem.

2.

Mały Książe trafia na kolejną planetę:

Piąta planeta była bardzo interesująca. Była najmniejsza ze wszystkich. Była tak mała, że zaledwie starczyło na niej miejsca na lampę uliczną i Latarnika. 

Natychmiast po wylądowaniu Mały Książę ukłonił się z szacunkiem Latarnikowi.

– Dzień dobry. Dlaczego przed chwilą zgasiłeś swą lampę?

– Taki rozkaz – odpowiedział Latarnik. – Dzień dobry.

– Cóż to znaczy rozkaz?

– Rozkaz gaszenia lampy. Dobry wieczór.

Zapalił lampę.

– Dlaczego zapaliłeś?

– Taki jest rozkaz – odpowiedział Latarnik.

– Nie rozumiem – rzekł Mały Książę.

– Nic tu nie ma do rozumienia. Rozkaz jest rozkazem. Dzień dobry.

Zgasił lampę. Następnie otarł sobie czoło chustką w czerwoną kratę.

– Mam straszną pracę. Kiedyś miała ona sens. Gasiłem latarnię rano, a zapalałem wieczorem. W dzień mogłem odpoczywać, a w nocy spałem…

– A czy teraz zmienił się rozkaz?

– Rozkaz się nie zmienił. Na tym polega tragizm sytuacji. Z roku na rok planeta obraca się szybciej, a rozkaz się nie zmienia.”

3.

Zastanawiam się skąd Antoine de Saint-Exupéry tak wiele wiedział o ludziach.  To trochę podejrzane. Czegokolwiek by nie napisał, trafiał w sedno.

Latarnik ma dokładnie ten sam problem co wielu z nas. Brak czasu na odpoczynek i sen, brak czasu na sensowne życie. Kolejne dni zbyt krótkie by je przeżyć.

Dlaczego?

Z powodu rozkazu (wydaniu angielskim, mowa jest o instrukcji). Rozkaz jest rozkazem. Instrukcja jest instrukcją. Nie ma tu nic do rozumienia.

4.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie jestem jeszcze staruszkiem, który boleje nad przemijaniem i upływem czasu. Może kiedyś, ale jeszcze nie teraz.

Nie przeraża mnie to, że czas płynie. Przeraża mnie to, że tak często mija bezowocnie. Przeraża mnie to, że każdego ranka dostaję do rąk skarb, a niemal każdego wieczoru mam w rękach śmieci.

Budzę się z postanowieniem, że dziś będzie inaczej, idę spać z poczuciem, że znowu się nie udało, budzę się z jeszcze mocniejszym postanowieniem, że będzie inaczej, idę spać z jeszcze większym rozczarowaniem…

Czasem, po kilku dniach spędzonych nad komputerem, myślę o tym, że ktoś inny w tym samym czasie poleciał do Nowego Jorku, podpisał kontrakt dla swoje firmy i wrócił z poczuciem dobrze wykorzystanego czasu; albo wybudował piętro domu; albo uruchomił linię produkcyjną w fabryce.

Ja siedziałem za biurkiem i kręciłem się w kółko. Budowałem konstrukcje ze słów by za chwilę je zburzyć. Zmagałem się z problemami, które po chwili okazywały się nieistotne. Budowałem dachy, nie mając ścian na których można by je postawić.

Nie, nie szukam sposobu by czas przestał płynąć. Niech sobie biegnie tak szybko jak chce. Chodzi o to, by dobrze ten czas wykorzystać.

5.

Kiedyś przez cztery tygodnie byłem na Majorce. Pojechałem tam solo, bez żadnych biur podróży. Nikt mi nie organizował czasu, nie mówił gdzie mam zjeść śniadanie,  o której jest obiad i gdzie mogę pożyczyć rower czy samochód.

Pierwszy tydzień był niesamowity. Każdego dnia działo się tyle rzeczy! Nie chodziło tylko o zwiedzanie (z góry sobie to odpuściłem, choć domu – muzeum Joana Miró nie mogłem sobie darować). Chodziło o odkrywanie nowych miejsc. Gdzie iść rano na śniadanie? Gdzie iść na kawę? Gdzie spędzić przedpołudnie? Jaką drogą dojść na plażę? Gdzie pożyczyć rower i gdzie nim pojechać? Gdzie są jakieś fajne miejsca do medytacji? Gdzie najlepiej być o zachodzie słońca?

Podczas drugiego tygodnia większość z tych problemów miało rozwiązanie. A jeżeli nie, to było wiadomo, że nie ma sensu się tym zajmować. Tydzień był jednak wspaniały. Mogłem spokojnie smakować to, co udało mi się odkryć podczas pierwszych dni. Na przykład aromat codziennej filiżanki kawy w kawiarni pełnej mieszkańców Majorki (trudno było takie miejsce znaleźć, ale może dlatego, że byłem tam poza sezonem, udało mi się). Albo wizyty w kościele, w którym ołtarz zaprojektował Antonio Gaudi. Drugi tydzień to ciągle był intensywny, pełny czas.

Trzeciego tygodnia ciągle było przyjemnie, ale jakoś tak płasko. Wszystko stawało się coraz bardziej normalne. Dni przyśpieszyły.

Czwarty tydzień… hm… jaki czwarty tydzień? Nic nie pamiętam. Zleciało. Odległość między wschodem a zachodem słońca skróciła się do szerokości trawnika.

6.

Gdy znajdujemy się w nowej sytuacji, uważnie się rozglądamy. Tyle rzeczy przyciąga naszą uwagę. Tyle rzeczy nas zaskakuje, tyle nowych możliwości widzimy wokół. Jeżeli te opcje i nowości nie są zagrażające (nie grozi nam, że umrzemy z głodu, że nas ktoś napadnie czy że zamarzniemy w nocy), czujemy doskonale. Przyglądamy się tym nowościom,  eksplorujemy je. Stajemy się na powrót dzieckiem, które poznaje świat.

Jednak w kolejnych dniach ustalamy swoje trasy, znajdujemy swoje miejsca, dochodzimy do najlepszych sposobów na to, jak coś robić. W naszej głowie tworzą się przepisy czy instrukcje postępowania.

Same przepisy nie są złe. Na początku odnosimy z nich korzyści. Możemy smakować świat. Przepisy zwalniają nas od wysiłku, ale nasza uwaga wciąż jest świeża. Ciągle jeszcze dostrzegamy świat. Ciągle jeszcze czujemy smaki, zapachy, kolory i faktury. Siedzimy w tej swoje ulubionej kawiarni, za swoim ulubionym stolikiem i chłoniemy to wszystko, co wokół.

Świeże doznania ciągle mają przewagę nad rutyną. Ale przepis staje się coraz mocniejszy. Oswajamy się z miejscami, smakami i dźwiękami. W końcu, wszystko co widzimy , zamiast „nowe” staje się „dobrze znane”.  U niektórych ta zmiana zajmuje kilka dni, u innych kilka miesięcy. Ale prędzej czy później instrukcja zaczyna przeważać.

Planeta zaczyna się kręcić coraz szybciej. Przestajemy doświadczać i świadomie reagować, zaczynamy poddawać się automatyzmom. Stajemy się Latarnikami.

7.

Tajemnica polega na nowości. Póki dostrzegasz wokół siebie nowe rzeczy,  póki, widzisz coś innego niż wczoraj i przedwczoraj – dzień trwa tyle ile trzeba a ty nie masz poczucia jałowości.

Gdy przestajesz dostrzegać nowe rzeczy – nie tylko zaczynasz mieć poczucie jałowości swoich wysiłków, ale naprawdę zaczynasz być jałowy. To, co robisz nigdzie cię nie prowadzi. Mimo, że biegniesz z całych sił, tkwisz w tym samym miejscu.

Jak sobie z tym poradzić?

Raz na jakiś czas wyjeżdżać na dwa tygodnie?

Dobra rzecz, ale to żadne rozwiązanie, bo dotyczy dwóch z 53 tygodni roku. A co z pozostałymi pięćdziesięcioma tygodniami?

No a gdybym ruszył w podróż i co tydzień zmieniał miejsce zamieszkania? Przyzwyczaiłbyś się do zmiany miejsca zamieszkania i mimo ciągle nowego otoczenia, byłbyś w takich samych koleinach.

Zamiast zmieniać życie we włóczęgę, lepiej nauczyć się dostrzegać nowe rzeczy. Nowość może być wywołana znalezieniem się w nowym miejscu, ale może być także efektem tego, w jaki sposób patrzymy.

8.

Ellen Langer, profesor psychologii na Harvardzie, nazywa umiejętność dostrzegania nowych rzeczy uważnością (mindfulness).

Słowo uważność ma dziś bardzo wiele znaczeń. Najczęściej używane jest jako buddyjskie-nie-wiadomo-co. Gdy buddysta mówi „Bądź uważny”, trudno się domyśleć o co mu chodzi. Najbardziej prawdopodobne, że mówi o siedzeniu w lotosie, zwracaniu uwagi na swój oddech, wyciszaniu umysłu i ciała itp. Niewątpliwie cenne rzeczy, ale Ellen Langer rozumie to słowo inaczej.

Wg. niej uważność jest czymś znacznie prostszym, jak pisze, opiera się na dokonywaniu nowych rozróżnień czy mówiąc inaczej na patrzeniu w świeży sposób na to, co nas otacza.

Ponieważ przeciwieństwem tego rodzaju uważności jest bezmyślność (taka jak wtedy, gdy skręcamy w tą samą co zawsze ulicę, mimo, że mieliśmy dziś zamiar pojechać gdzie indziej) można ją nazwa naumyślnością czy brakiem autopilota.

Uważność nie jest możliwa tam, gdzie dominują rutyny działania i spostrzegania. Jeżeli włącza się nasz stary sposób patrzenia czy działania, przestajemy dostrzegać nowość, przestajemy zatem być uważni.

Uważność można w kimś obudzić. Wystarczy zrobić coś innego niż to, czego spodziewa się druga osoba i nie dać jej możliwości schowania się. Przykład, który nie wiem dlaczego przyszedł mi do głowy. Siedzę sobie w kościele franciszkanów i przysypiam. Jakiś ubrany na biało człowiek coś mówi z ambony. Oczy mi się zamykają coraz bardziej. Nagle widzę, że człowiek schodzi z ambony i wali w moją stronę. Senność znika. Nie tylko u mnie. Ludzie się prostują, ich oczy tracą mglistość i zaczynają błyszczeć. Został złamany przepis: Jeden człowiek mówi coś na podwyższeniu, reszta drzemie. Zaczęło się dziać coś nowego. Ksiądz wyciąga przenośny mikrofon i mówi stojąc blisko ławek. Po chwili oswajamy się z sytuacją. Można wrócić do drzemki.

Oczywiście, nie zawsze obudzenie ludzi jest takie łatwe. Jeżeli masz chwilkę spróbuj policzyć ile razy gracze odbijają piłkę; gorsza wersja z polskimi napisami.

Udało się policzyć?

Już wiesz jak reagują ludzie, gdy na środek boiska wybiega człowiek przebrany za goryla. Zajęci obserwowaniem meczu i liczeniem punktów, nie zauważają go. Czasem jesteśmy zbyt zajęci swoją pracą by zwrócić uwagę nawet na bardzo dziwne rzeczy.

9.

Uważność można jednak obudzić w sobie samym.

Dlaczego mielibyśmy to robić?

Dlatego, że nasze życie przestanie wtedy przypominać szalony pęd Latarnika.

Dlatego, że stajemy się znacznie bardziej wydajni – nasza praca, w odróżnieniu od pracy automatów, zaczyna przynosić owoce.

Dlatego, że bez uważności nie można niczego nowego stworzyć. Bez uważności, nie może powstać żadna sztuka.

Dlatego, że osoby uważne są bardziej lubiane i odbierane jako bardzie charyzmatyczne.

Dlatego, że dzięki uważności łatwiej zapamiętujemy i łatwiej się uczymy nowych rzeczy (nie możemy się niczego nauczyć, jeżeli brakuje nam uważności).

Dlatego, że w ten sposób jesteśmy znacznie bezpieczniejsi – jedną z głównych przyczyn wypadków, kradzieży i wielu innych nieszczęść jest życie na autopilocie.

10.

Jak nauczyć się uważności?

Staraj się dostrzegać nowe rzeczy wokół ciebie.

Zacznij od prostego ćwiczenia. Gdy skończysz czytać ten tekst, przez pięć minut rozglądaj się wokół siebie i szukaj nowych rzeczy, których nie dostrzegałeś do tej pory. Postaraj się znaleźć coś na co nie zwróciłeś uwagi.

Nie ma niczego takiego? Wszystko już znasz?

To zaangażuj się w to zadanie jeszcze mocniej. Zbadaj  co się zmieniło od czasu, gdy ostatni raz przyglądałeś się temu miejscu/ tej osobie. Zastanów się co jest różne od twojego wewnętrznego obrazu.

Przyglądaj się ludziom. Oni zmieniają się z dnia na dzień, tylko my tego nie dostrzegamy. Wczoraj siedziałem i przyglądałem się moim bawiącym się córkom. Widzę je codziennie. Ale dopiero wtedy, gdy zacząłem uważnie patrzeć, dostrzegłem, jak bardzo się zmieniają.

Umiejętność dostrzegania nowych rzeczy to tylko część pracy nad uważnością.

Drugą rzeczą jest zmiana schematów działania.

Nie musisz  od razu robić wszystkiego inaczej. Wystarczy, że wprowadzisz trochę więcej celowej różnorodności.

Spróbuj każdego dnia nieco zmienić swoje rutyny. Zmień przynajmniej trzy punkty w tym co robisz każdego dnia. Co można zrobić inaczej? Z czego mogę zrezygnować? Co mogę dodać? Co mogę zrobić inaczej?

Przyjrzyj się temu, co mówisz. Czy zdarza ci się mówić to samo – toczyć te same rozmowy z bliskimi, klientami czy współpracownikami? Powiedz coś innego. Zapytaj o coś innego. Przyjrzyj się ich reakcjom.

11.

Mam duże szczęście, że wybrałem jako dzień pisania tych ekstów środę. W środę była wigilia i sylwester. Dziś jest środa popielcowa. Dla mnie to ważny dzień. Wbrew ludowo – pobożnościowym skojarzeniom bardzo optymistyczny. Dzień, którego przesłanie brzmi: Praca na sobą ma sens i nie jest pustym wysiłkiem. To dzień, w którym świętujemy naszą zdolność do zmieniania siebie.

Jest jednak jeden warunek by te zmiany nastąpiły. Izajasz, w 43 rozdziale swojej księgi, pisze:

Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie.
Czyż jej nie poznajecie? Otworzę drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu.

Świat nie został stworzony raz na zawsze. Przeciwnie, ciągle jest stwarzany. Ciągle jest w ruchu. Ciągle dokonują się w nim nowe rzeczy. I naszym zadaniem jest to dostrzegać. Naszym zadaniem jest zwracać na to uwagę, a nie tkwić w tym, co minione, co może i daje poczucie bezpiecznego ciepełka, ale co nas okrada z sensu i czasu.

Czy nic nie rozpoznajesz? Ciągle „ta sama stara bieda”?

Rozejrzyj się. Nowe rzeczy są tuż przed twoim nosem. Nie musisz wyjeżdżać na Majorkę, nie musisz się przeprowadzać ani wywracać do góry nogami twojego życia. Otwórz oczy. Poszukaj „rzeczy nowych”.

Dostrzegaj, ale także naśladuj. Rób rzeczy nowe.

Jeżeli otworzysz się na nowe rzeczy, tam gdzie do tej pory była pustynia  otworzą się nowe drogi.