Zaznacz stronę

Zauważyłem, że moje życie kręci się ostatnio wokół zasad, reguł, zaleceń i standardów. Ciągle mi mówią jak to się robijak się odnosi sukces, mówią mi co trzeba a czego nie trzeba. Co gorsza, ja sam wciąż poświęcam mnóstwo czasu na to, by dowiedzieć się jak coś zrobićjak ktoś, coś zrobił.

Weźmy prowadzenie bloga.

„Tekst na blogu powinien pokazywać się najrzadziej co tydzień”

„Tekst powinien liczyć co najmniej 500 słów, najlepiej 2 – 3 tysiące, ale nie więcej”

„Na napisanie tekstu należy poświęcić 20% czasu, na jego promocję 80%”

„Trzeba prowadzić profil bloga na Facebooku”.

„Musisz zbierać adresy czytelników i tworzyć listę adresową”

„Każdy tekst musi mieć określone słowa kluczowe”

„Powinieneś mieć dokładną strategie rozwoju bloga”.

Jeżeli nie znasz dość rad i zasad, proszę bardzo, oto szkolenie za jedyne tysiąc dolarów (może sześć rat po 190 dolarów miesięcznie?). Na szkoleniu poznasz jeszcze więcej reguł, dobrych zasad i sprawdzonych standardów.

Trzeba… Należy… Powinno się… Jeżeli chcesz odnieść sukces, to rób tak… Reguła mówi, że… Złotą zasadą jest… Postępuj w ten sposób… Musisz zrobić tak…

Tak jest nie tylko w takiej błahej rzeczy jak prowadzenie bloga.

Tak jest w każdej dziedzinie życia: reguły jak przemawiać przed grupą;  zasady zdrowego odżywiania, reguły zdobywania sympatii innych ludzi; zasady biegania, reguły uczenia się języka obcego, rady jak skutecznie wypoczywać…

W każdej dziedzinie życia otaczają nas reguły, zasady, kanony i standardy.

Gdy złamiemy regułę, czujemy się winni: och nie, nie miałem otwartej postawy ciała… och nie, jak mogłem zjeść ten pełny glutenu makaron… och nie, moja książka nie ma dość spójnego spisu treści… Czujemy się winni, nawet, gdy nic złego się nie dzieje – miałem zamkniętą postawę ciała, ale ludzie i tak ze mną rozmawiali; zjadłem gluten, ale przecież nie czuję się źle; książka jest niespójna, ale przecież się sprzedaje — w czym problem? W tym, że złamałem regułę.

Gdy to robimy czujemy się ignorantami, dyletantami i ogólnie ludźmi, którzy są gorsi. Obawiamy się, że lada chwila ktoś nas skrytykuje albo wyśmieje. Boimy się, że nie przestrzegając reguł i nie trzymając się złotych rad, nie podejmujemy właściwych decyzji i przekreślamy swoje szanse na sukces.

Czy te wszystkie reguły naprawdę są tego warte?

1.

W rzeczywistości większość reguł i zasad to rzeczy naciągane.

Wiele lat temu zapisałem się na szkolenie internetowe dotyczące tego, jak prowadzić bloga – Blog Mastermind. Prowadził je niejaki Yaro Starak, Australijczyk, który był wtedy uosobieniem sukcesu —  nie dość, że jego blog miał przytłaczającą liczbę czytelników, to jeszcze pozwalał mu zarabiać wielkie pieniądze.

Przed szkoleniem napisałem do niego:

— Yaro, chcę prowadzić bloga po Polsku, jak myślisz, czy twoje sposoby sprawdzą się w moim przypadku?

— Na pewno — odpowiedział — u mnie się sprawdziło, nie widzę powodów by nie sprawdziło się u ciebie.

W trakcie kursu dwa, czy trzy razy zadawałem mu pytania dotyczące jego rozwiązań —  miałem wątpliwości, czy rzeczywiście jego sposób jest najlepszy, Yaro za każdym razem odpowiadał tak samo „Zrób tak jak ja, bo to się sprawdziło”.

Nie wiem co Yaro robi teraz, ale dość szybko po kursie jego biznes podupadł (nagle wysypało tysiącami podobnych kursów i blogów). Yaro próbował go odnowić. Nie udało mu się. Techniki Yaro nie tylko nie sprawdziły się na innym rynku —- nie sprawdziły się nawet w przypadku jego samego rok później. Za kilkaset dolarów (nie pamiętam kwoty, ale na pewno powyżej tysiąca) poznałem historię Australijczyka, który na samym początku internetowego bumu na blogi stworzył fajny biznes. Historia może nie była najgorsza, ale za takie pieniądze kupiłbym całą stertę książek o pierwszych wiekach Europy (jeżeli chodzi o historię, to zdecydowanie wolę te klimaty).

Yaro, jakimś przypadkiem, stworzył popularny blog: znalazł się w określonym miejscu, określonym czasie, dysponował określonymi zasobami (język, wygląd, a nawet charakterystyczna fryzura). Wszystko zagrało: ta – dam!, proszę się zgłosić po odbiór nagrody.

Udało mu się to raz, ale nie miał żadnych oporów by mówić innym: Tak się to robi, takie są reguły (choć inni znajdowali się w zupełnie innym miejscu, czasie i z zupełnie innymi zasobami).

Yaro nie zarobiłby grosza, gdyby nie masochistyczna potrzeba takich osób jak ja wtedy, by szukać reguł, zasad i przepisów.

— Hej, powiedz mi, jak to mam zrobić!

— Powiedz mi co się sprawdza a co nie!

— Zdradź mi, jak ci się to udało!

Nikomu nie przeszkadza, że ludzie, którzy dają te rady są zupełnie, ale to zupełnie inni i gołym okiem widać, że warunki w jakich funkcjonują nijak się mają do moich warunków.

Popularna dziennikarka radiowa, która zwiedziła pół świata  daje rady jak być szczęśliwą a nawet jak radzić sobie z depresją. Fajnie, że stała się szczęśliwa, fajnie że poradziła sobie z ze swoimi problemami i teraz codziennie, pełna szczęścia gotuje dla samej siebie kaszę jaglaną w swoim cudownym, przestronnym apartamencie. Ale dlaczego tysiące gospodyń domowych, które  były raz w życiu za granicą, które codziennie stają nad garami i karmią pięcioosobową rodzinę, bynajmniej nie kaszą jaglaną, których nie stać nawet na nocleg w apartamencie przypominającym lokum dziennikarki, z rozdziawionymi ustawi słucha jej rad?  Naprawdę wierzą, że mogą powtórzyć jej historię?

Nie wiem, czy wierzą, ale wiem, że lepiej się czują, gdy ktoś im mówi co robić. Słuchanie rad, daje namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Potrzebujemy reguł i rad bo wszyscy cierpimy na koszmarny lęk przed niepewnością i nowością.

Nowa sytuacja, nowe kłopoty, zupełnie nowe warunki. Nic o nich jeszcze nie wiesz, nie znasz zasad, nie masz w głowie podpowiedzi i zaleceń. Nie za bardzo nawet rozumiesz co się dzieje.

— Nie ogarniam, to przerażające!

— Brrr…Zabierzcie mnie stąd!

— Niech mi ktoś powie, jak się to robi!

Nie ma sprawy, Zawsze ktoś z chęcią podpowie ci kroki i złote reguły. Ty będziesz się lepiej czuć, on zarobi trochę pieniędzy, ale sobie lepiej poradzisz? To, że poczujesz się bardziej bezpieczny, niewiele znaczy. Często to właśnie rady, które przyswajasz od innych, blokują naprawdę skuteczne działanie.

A jeżeli nikogo nie ma pod ręką? Jeżeli nikt nie podpowie mi reguł? Wcale nie musi być lepiej, bo znajdziesz jakąś analogiczną sytuację, z której zaczerpniesz reguły: tak to zrobiłem kiedyś, teraz spróbuję tak samo.

Całe życie spędzamy w służbie reguł. Uważamy, że lepiej znać jakiekolwiek reguły i zasady – nawet od czapy – niż nie mieć żadnych. Wolimy się podporządkować czemukolwiek niż cierpieć na niepewność i brak struktury.

2.

Reguły to utarte ścieżki. Gdy masz przed sobą ścieżkę, nie patrzysz pod nogi. Nigdzie nie patrzysz. Nie zwracasz uwagi na niebo, drzewa czy rośliny. Interesuje cię tylko to, czy jesteś na ścieżce.

Gdy nie masz ścieżki, musisz zwracać uwagę na każdy krok, każdy kamień, nierówność terenu, każdą roślinę. Częściej się rozglądasz, łatwiej ci dostrzec niebo, drzewa i cały świat wokół ciebie. Łatwiej ci usłyszeć dźwięki, poczuć temperaturę i łatwiej dostosować się do tego wszystkiego.

Ludzie, którzy wciąż trzymają się reguł przypominają osoby, które tańcząc zawsze mówią: raz – dwa – trzy – prawa – lewa – prawa – lewa.  Nie da się dobrze tańczyć, nie słuchając muzyki, nie poddając swojego ciała rytmowi. Nie da się zrobić niczego, naprawdę twórczego, wciąż dostosowując się do rad, zasad i reguł.

Jesteś w miejscu, w którym nigdy nie byłeś.  Jesteś w miejscu, w którym nigdy nikt inny się nie znajdował. Otwórz oczy, rozejrzyj się. Wszystko jest nowe.

Tylko od ciebie zależy co zrobisz. Wybierz sam. Owszem, możesz kierować się tym, co komuś wyszło, ale to tylko jedna z opcji, jedna z propozycji. Nie gorsza i nie lepsza niż cokolwiek innego. To, że komuś się udało, bo przez 80% czasu promował, bo czytał afirmacje dwa razy dziennie, bo przestał przyjmować gluten, bo codziennie rano biegał, … nie znaczy, że dziś, w twojej sytuacji to najlepsza opcja.

Nikt jeszcze nie był tobą. Nie miał twoich problemów, celów, możliwości, talentów, słabości, uwarunkowań, nikt zatem nie wie co trzeba zrobić ani co jest najlepsze w tej sytuacji. 

Zamiast szukać rad, otwórz oczy. Rozejrzyj się. Skup się na tym co masz pod nogami. Nie szukaj mapy, bo jej nie ma. Są tylko twoje ślady, one tworzą jedyną ścieżkę.

Nie szukaj rad w swojej przeszłości. To, co się sprawdziło wczoraj nie sprawdzi się dziś. Zapomnij.

Zamiast uczyć się reguł, ucz się uważnego działania.

3.

Czym jest uważne działanie? To jest to, co robisz, gdy nikt nie prowadzi cię za rękę, gdy nie masz żadnych wskazówek i zaleceń, gdy nie oceniasz swojego działania pod kątem zgodności ze standardami, ale pod kątem rzeczywistego efektu.

Działanie zgodne z przepisami i standardami wydaje nam się czymś naturalnym. Ale to tylko przyzwyczajenie. Potrzebujemy się nauczyć działać bez starych map, chłonąc świat i dopasowując się do tego, jaki jest w tej właśnie chwili.

Reguły i standardy tworzą bezmyślność. Bezmyślność to nie jest robienie czegoś bez myśli (taki stan dla większości z nas podobny jest do braku powietrza – nie umiemy w nim wytrzymać dłużej niż pół minuty).  Bezmyślność to podążanie utartymi ścieżkami, to trzymanie się map, które zostały zrobione w innym miejscu i w innym czasie.

Bezmyślność opiera się na ciągłej ocenie wszystkiego z perspektywy „tak się to robi / tak się tego nie robi / takie są zasady”.  Bezmyślna jest recepcjonistka w korporacji, która ciągle powtarza to samo powitanie z tym samym uśmiechem, niezależnie od tego, kto przed nią staje. Bezmyślny jest żołnierz, który wykonuje rozkaz, mimo że widzi jego głupotę. Bezmyślny jestem ja sam, gdy wstaję rano i zaczynam ćwiczyć, bo „robię tak od paru tygodni, każdego dnia”.

Bezmyślność to stan automatu, na którym ktoś wcisnął guzik „start”. Bywają momenty, że to  cenne – dobrze wstać rano i pobiec; gdyby każdy żołnierz zaczął filozofować, byłby zamęt; gdyby recepcjonistka nie miała standardów obsługi, byłaby bardziej autentyczna, ale częściej by dochodziło do zwarć.

To bywa cenne, ale wiąże się z wielkim kosztem, ponoszonym przez osobę, która zachowuje się bezmyślnie: przestajemy być zdolni do umyślnego, uważnego działania.

Gdy jesteśmy w stanie przeciwnym do bezmyślności —umyślności czy uważności, nie oceniamy swoich działań pod kątem jakichkolwiek standardów, ale pod kątem aktualnych potrzeb i uwarunkowań.

Jedna uwaga: niech cię nie zmyli słowo uważność. To słowo, w ciągu kilku lat zostało skutecznie zaorane. Uważność to nie jest siedzenie z wyprostowanym kręgosłupem i liczenie oddechów. Uważność to napięta uwaga, która pozwala patrzeć na świat, tak jakby się patrzyło po raz pierwszy. Uważność to nie jest tylko kontemplacja, to także myślenie — dostrzeganie nowych właściwości, wyciąganie nowych wniosków, zadawanie nowych pytań, szukanie nowych rozróżnień, robienie nowych rzeczy.  Jeżeli wolisz, nazwij ten stan umyślnością lub świeżością myślenia.

Reguły uwalniają nas od niepewności i dają poczucie ogarniania tematu. Ich efektem jest jednak bezmyślny automatyzm, przez który nie jesteśmy dość czuli na zmiany.  Tworzą także poczucie winy i brak wiary w siebie (nie wyszło mi bo nie dość dokładnie stosowałem się do zaleceń). Blokują także nasze własne, autentyczne pomysły. Pozbawiają nas jeszcze jednego: energii.

4.

Kilka tygodni temu, po wielu, wielu latach rzuciłem picie kawy. Kawa zawsze dawała mi kopa i mobilizowała. Nagle stałem się człowiekiem bez energii, ospałym i zmęczonym. Musiałem szybko znaleźć jakieś nowe, mocne źródło. Herbaty, yerba i inne cuda nie wchodzą w grę (piję tylko wodę). Próbowałem stania na głowie na środku pokoju (trzy minuty to jakieś dwa łyki kawy, ale po dłuższym boli kark), biegania (pół kawy po 30 minutach, ale potem senność), intensywnych ćwiczeń (ćwierć kawy, ale ile się da?) i ostrego punk rocka (po trzech godzinach odpadają uszy). W końcu znalazłem źródło energii: uważność. Maksymalne napięcie uwagi daje energię. Brak uwagi, rodzi ospałość. Jesteśmy ospali bo jesteśmy bezmyślni.

5.

Prowadziłem cię w tym tekście za rękę? Jeżeli tak, to ją puszczam.

Owszem, w wielu moich tekstach daję rady, ale pamiętaj, że wypływają one z mojej historii. Moje mapy zrobiłem w innym terenie i w innym czasie.

Jesteś w swoim lesie sam. Jedyna mapa, która się liczy to ta, którą narysujesz własnymi stopami.

To może przerażać. Ale: żadna reguła, zasada czy standard cię nie obowiązuje. Nie musisz się czuć winny, możesz pozwolić sobie na to, by wszystko zrobić po swojemu, by znaleźć swoją własną, wyjątkową ścieżkę.

Czy jesteś owcą, która umie tylko chodzić za innymi?

Wszystko możesz zrobić zupełnie inaczej, zupełnie po swojemu, bez oglądania się na mądrzejszych, starszych, bardziej doświadczonych, tych którym się udało itp.

Możesz zrobić wszystko bez oglądania się na całą swoją historię, bez całego obciążenia tym „zawsze tak to robię, w tym jestem dobry”, możesz zrobić coś absolutnie nowego.

Dziś jest zupełnie nowy dzień.