Zaznacz stronę

Dlaczego w życiu trzeba robić tyle nieprzyjemnych rzeczy? Za oknem świeci słońce, pogoda w sam raz na to by wyjść do parku, usiąść i leniwie rozglądać się wokół. Tyle wspaniałych rzeczy jest do zrobienia! Wszystko jest wspaniałe. oprócz tego biurka, tej klawiatury i tego tekstu…

Czy nie ma żadnego sposobu, by nigdy więcej nie musieć robić nieprzyjemnych rzeczy? By nigdy więcej nie musieć robić czegoś, czego się boję, co jest nudne, co nie ma w sobie uroku? Owszem jest. Doskonały sposób. Poddać się i przestać myśleć o jakimkolwiek sukcesie. Pogodzić się z tym, że jest jak jest i inaczej nigdy nie będzie.

Wiele osób wybiera tą drogę. Gdybyśmy jednak wszyscy zdecydowali się na takie wyjście, ludzkość (gdyby w ogóle istniała) nie znałaby nawet ognia. Wyobraź sobie, jak musiał się czuć człowiek, który jako pierwszy podszedł do ognia, gdzieś tam, miliony lat temu na sawannie. Cała jego zwierzęca część rwała się do panicznej ucieczki. On jednak, krok za krokiem zbliżał się w stronę żywiołu.

Jeżeli chcesz osiągnąć sukces – nie ważne czy będzie nim zarobienie miliona dolarów czy założenie szczęśliwej rodziny – co rusz będziesz musiał robić rzeczy, na które nie masz najmniejszej ochoty. Wokół ciebie będzie tyle przyjemniejszych, łatwiejszych i bezpieczniejszych zajęć. Wokół ciebie będzie tyle sposobów by sobie odpuścić, tyle łatwych wyjaśnień, tyle białych kłamstw, które będziesz mógł sobie bezkarnie opowiadać.

Ale gdzieś w środku, będziesz dobrze widział, że aby iść do przodu musisz się przełamać. W moim przypadku to przełamanie polega na posadzeniu czeterech liter za biurkiem. Twoje „biurko” pewnie wygląda inaczej. Może jest to wysłanie podania o pracę, może złożenie oferty, może szybszy powrót do domu z pracy by mieć więcej czasu dla dzieci… Wszystko to, co jest trudne, ale przybliża cię do tego, co dla ciebie naprawdę ważne.

Ja sam – człowiek, którego nie rozumiem

W innym tekście żegnałem się z wyobrażeniem, że gdy tylko będę wiedział, gdzie chcę iść, świat będzie mnie wspierał i rozwijał pod nogami wygodną ścieżkę. Nie, tak nie będzie. Gdy będziesz wiedział czego chcesz, gdy będziesz umiał to sobie wyborazić jazda się dopiero zacznie. Trzeba się także pożegnać z drugą fantazją: że my sami nie będziemy sobie podkładali nogi. Że my sami będziemy się zawsze wspierać w drodze do tego, co ważne.

Gdy podejmujesz decyzję, że chcesz coś osiągnąć, albo, że chcesz trzymać się jakichś zasad, zazwyczaj nie doceniasz trudności, jakie sam sobie sprawisz. Wydaje ci się, że będziesz spójny logiczny i porządny. Wiesz przecież, że w twoim najlepszym interesie jest realizacja planów i stosowanie się do zasad.

George Loewenstein, ekonomista zajmujący się mechanizmami psychicznymi, mówi o zjawisku hot-cold empatyhy gap (luka empatyczna gorąco – zimno). Gdy jesteś zmotywowany i podekscytowany swoimi planami, gdy wierzysz, że uda ci się je łatwo osiągnąć, cierpisz na lukę w empatii. Ta luka polega na tym, że nie jesteś w stanie wyobrazić sobie, jak będziesz się czuł, gdy przyjdzie pokusa.

Loewenstein pokazuje, że gdy ludzie znajdują się w zimnym stanie – tzn. nie są głodni, pobudzeni, źli, zmęczeni czy sfrustrowani – nie są w stanie przewidzieć swoich ocen i zachowań w stanie gorącym.

Loewenstein przeprowadził badania wśród studentów, podczas których w pierwszej części znajdowali się oni w racjonalnym, chłodnym stanie. Odpowiadali wtedy na szereg pytań dotyczących seksu (np. czy wyobrażają sobie współżycie z kobietą o 40 lat starszą albo czy wyznaliby miłość, tylko po to by się z kimś przespać, albo czy dopuszczają seks w trzy osoby itp.). W drugiej części badań, studenci znaleźni się w stanie gorącym (silne podniecenie seksualne). Ich oceny w istotny sposób uległy zmianie. Rzeczy, które wcześniej oceniali jako mało prawdopodobne teraz stały się całkiem prawdopodobne. Sprawy, które ich wcześniej brzydziły (np. różnego typu perwersje seksualne) nagle stały się całkiem fajne. Stali się innymi osobami.

Jak mówi Loewenstein: bardzo łatwo zgodzić się na dietę, gdy nie jesteś głodny.

Bardzo łatwo czuć motywację do napisania wielkiej powieści, gdy nie zabrałeś się jeszcze do pisania albo gdy nie spotkałeś trudnego miejsca. Łatwo kupić kolorowy podręcznik do nauki języka obcego i wyobrażać sobie, że będziesz z niego regularnie korzystać. Łatwo rano, gdy jesteś wypoczęty zapisać dziesięć trudnych zadań do wykonania.

Łatwo, dlatego, że do głowy nawet nam nie przychodzi jak będziemy się zachowywali w sytuacji kryzysu. A kryzys rzadko kiedy nie przychodzi. Rzadko kiedy udaje nam się osiągnąć sukces nie czując po drodze zmęczenia, frustracji, lęku czy pokusy.

Nagle okazuje się, że siedzi we mnie jakiś diabeł, który mówi:

– nie chce mi się…

– po co się tak wysilać?

– i tak z tego nic nie będzie…

– nie mogę się zmobilizować…

– nie mam siły by to wytrzymać…

– mam ochotę się wycofać…

– już mi nie zależy…

– a tam, raz sobie odpuszczę…

Nagle okazuje się, że jestem zupełnie innym człowiekiem. Człowiekiem, któremu znacznie łatwiej zrobić rzeczy, które są sprzeczne z moimi celami, interesem czy wartościami.

W tym stanie, to, co teraz wydaje ci się mocne, silne, wyraźne i pożądane, staje się tylko słabym, ledwie słyszalnym głosikiem.

Wzór na sukces Williama Jamesa

William James w swojej Psychologii podaje prosty wzór, pozwalający w takich sytuacjach osiągać swoje cele i żyć zgodnie ze swoimi zasadami:

W + I > S

Zacznijmy od końca.

S – to skłonność. To te wszystkie chęci odpuszczenia, poddania się, wycofania, zrobienia wyjątku czy machnięcia na coś ręką. To wszystkie pokusy, jakie na nas przychodzą.

I – to impuls płynący z ideału (z tego, co jest dla nas ważne). Ten impuls płynący z ideału, jak pisze James – jawi się często jako cichy, słaby głosik, który trzeba wzmocnić w sposób sztuczny, by zyskał przewagę. Tym co go wzmacnia jest…

Wwysiłek. Dopiero wtedy, gdy impuls płynący z ideału (I) oraz wysiłek (W) łącznie przeważą naszą skłonność (S), działamy i robimy to, co powinniśmy robić.

I to by było tyle, jeżeli chodzi o wzró na tajemnicę sukcesu.

Jeżeli ktoś chce, zawsze może pogrzebać w życiorysach sławnych osób. Niektórzy to lubią. Może, gdy będę myślał tak samo jak on, gdy będę się ubierał tak samo, to samo jadł, tak samo się poruszał, to osiągnę taki sam sukces. Może. Ale to wszystko są rzeczy drugorzędne. Zazwyczaj jedyną istotną tajemnicą jest siła wysiłek, który jest efektem wytrwałego pokonywania oporu, bezwładności i lęku.

Sukces osiągniesz wtedy, gdy suma impulsu płynącego z ideału oraz wysiłku, będzie większa od skłoności by odpuścić, zająć się czymś innym czt się poddać.

Siłę rozwija się przez ćwiczenia

Zdolność do wysiłku jest sprawą indywidualną. Jedni są w stanie zrobić sto pompek a drudzy tylko trzy. Kilka lat temu, gdy ktoś zapytał mnie ile potrafię zrobić pompek, musiałem przyznać ze wstydem:

– Trzy, w porywach cztery…

Miałem uzasadnienie. Urodziłem się z wadą serca. Wszyscy zawsze dbali o to bym się nie przemęczał. Potem przeszedłem operację serca. To także nie zachęcało do ruchu. Kilka lat po operacji pojawiłem się na badaniach u chirurga, który ją przeprowadził.

– O, widzę brzuszek, rusza się pan, ćwiczy pan coś?

– A mogę?

– Mogę? Pan musi!

No to spróbowałem. Na podłogę, ugiąć ramiona i wyprostować. O nie… Jaka ta siła ciążenia jest okropna. … Yyyyyy…. Opór wydaje się nie do pokonania. Ciało jak kloc drewna.

Nie ma się co dziwić. W taki sposób działają mięśnie. Wszystko, co wykracza poza standardowe obciążenie jest dla nich oporem nie do pokonania. W taki sposób działa też psychika. To, co wykracza poza nasze zwyczajne działania, wydaje się niemożliwe. Tyle, że widząc człowieka, który nie jest w stanie zrobić trzech pompek nie zakładamy, że los był dla niego niesprawiedliwy, że taki słaby się urodził i taki już musi być. Nie rozczulamy się nad jego cierpieniem podczas jego prób uniesienia pozbawionego mięśni ciała. Wiemy dobrze, że wszystko można zmienić poprzez ćwiczenia. Dlaczego tak bardzo mielibyśmy się przejmować naszą wytrzymałością psychiczną? Tym, że nie potrafimy pokonać oporu niepewności, lenistwa, obaw i wątpliwości? To przecież tylko kwestia siły. Siła nie jest magicznym darem. Ludzie, nie rodzą się ani silni ani słabi. Siła jest efektem ćwiczenia. Niczym więcej.

Przed chwilą sprawdziłem ile jestem w stanie zrobić pompek. Dziwne uczucie. Jakby mi ktoś wmontował w ręce hydrauliczne podnośniki. Robię pompkę za pompką i nie męczę się. Czuję w ramionach przyjemne uczucie sprężystego pokonywania oporu. Siła to przyjemne uczucie. Przerwałem po dwudziestu. Może to nie jest dużo, ale pogadamy za pół roku.

Jak ćwiczyć siłę psychiczną? Pod wieloma aspektami ćwiczenie siły psychicznej, jest podobne do ćwiczeń siły fizycznej. To znaczy, że po trzeba wiedzieć jak ćwiczyć.

Zasada podstawowa: bądź cierpliwy

Jeżeli chodzi o ćwiczenie mięśni, nie ma łatwiejszej i głupszej rzeczy niż przetrenowanie. Jestem dosyć niecierpliwą osobą. Jeżeli ktoś mi mówi, że trzeba ćwiczyć – zaczynam ćwiczyć. Nie ma czasu do stracenia. Pompuję ile się da. Efekt: kręci mi się w głowie, mam obolałe mięśnie, nie mogę spać w nocy, jestem cały czas zmęczony, czuję kłucie w bicepsach. Na drugi dzień nie mogę ćwiczyć. Zapominam o sprawie na tydzień. Po paru dniach, gdy wszystko wraca do normy znowu zryw. Tym razem prawie zerwany mięsień. Nie mogę używać ręki przez parę dni. Znowu przerwa.

Jeżeli chcesz zwiększyć swoją siłę musisz obciążać mięśnie. Musisz je obciążać znacznie bardziej niż robiłeś to do tej pory. Inaczej nie będą się rozwijać. Jeżeli jedyne, na co cię stać to gimnastyka w stylu dziadziusia robiącego poranne skłony i ugięcia ramion, to twoja siła nie wzrośnie. By mięśnie się rozwijały musisz im dostarczyć impulsu. Tym impulsem jest obciążenie. Nawet na granicy uszkodzenia. Po solidnym ćwiczeniu nasze mięśnie są pełne mikrourazów, a ich rozwój polega na tym, że organizm naprawia je i odbudowuje. Odbudowane są silniejsze i większe.

Sztuka polega jednak na tym, by nigdy nie przekraczać granicy. Przy zbyt dużym obciążeniu, nie mamy już do czynienia z mikrourazami, ale megaurazami. A to już wcale organizmu nie stymuluje. Wręcz przeciwnie.

Jeżeli nie masz cierpliwości, jeżeli nie umiesz słuchać swojego organizmu, jeżeli nie wiesz kiedy dość (tak jak ja, gdy zaczynałem ćwiczyć) nie rozwijasz siły, przeciwnie – osłabiasz się.

Jest wiele systemów ćwiczenia mięśni. Często jednak ludzie mylą „pompowanie” ze wzmacnianiem. W filmie „Pumping Iron” młody jeszcze Arnoldem Schwarzenegger leży na ławeczce i z wykrzywioną od bólu twarzą wyciska ciężary. Kulturyści są oczywiście silni (na pewno silniejsi ode mnie). Jednak w porównaniu np. z ciężarowcami to słabeusze. Osoba podnosząca ciężary, mimo znacznie mniej widowiskowego ciała ma znacznie więcej siły. Tajemnica jest ukryta w sposobie treningu. Ciężarowcy, którym zależy na sile mięśni a nie na masie, ćwiczą inaczej niż kulturyści. Podstawowa zasada ich treningu mówi, by nigdy nie przemęczać mięśni i nigdy nie ćwiczyć do upadłego.

Pavel Tastsouline, guru treningu siłowego, były trener rosyjskich komandosów, który korzysta z odkryć trenerów dwuboistów, opowiada w swojej książce „Nagi wojownik” taką historię:

Parę miesięcy temu zaleciłem program ćwiczeń mojemu teściowi Rogerowi Antonsonowi, który, jak się złożyło był kiedyś żołnierzem piechoty morskiej. Miał robić 5 łatwych podciągnięć podchwytem, za każdym razem gdy schodził do piwnicy. Każdego dnia wykonywał od 25 do 100 takich podciągnięć bez wielkiego wysiłku. Każdego miesiąca Roger robił sobie kilka dni przerwy, a potem sprawdzał swoje wyniki. Zaskakująco szybko ten stary byk był w stanie podciągnąć się 20 razy pod rząd, czyli więcej, niż jako młody chojrak przed czterdziestu laty!

W jakiś czas później Roger sprzedał swój dom i przeniósł się do apartamentu. Będąc paranoicznie podejrzliwym komunistą, uznałem, że posunięcie to miało na celu obejście nakazu „podciągaj się za każdym razem, gdy schodzisz do piwnicy”. Toteż na mocy dekretu politbiura, towarzysz Antonson został poproszony o zamontowanie drążka do podciągania się między framugami. Rozsądnie przychylił się do woli partii i kontynuuje swój program ćwiczeń.

Mój ojciec Władymir, oficer armii radzieckiej, w moich szczenięcych latach wymógł na mnie, bym stosował identyczny program. W mieszkaniu rodziców nad drzwiami kuchennymi znajdował się pawlacz. Za każdym razem, gdy wychodziłem z kuchni miałem, zaczepiony o pawlacz czubkami palców wykonać tyle podciągnięć ile mogłem zrobić bez szarpania się.

Tsatsouline podsumowuje swoje zalecenia treningowe hasłem: Rób jak najwięcej, pozostając jak najświeższym”. W treningu, mówi, nie chodzi o wycisk, ale o nabieranie wprawy. Potwierdzam, że jego metoda działa. Robiąc w przerwach pomiędzy pisaniem kolejnych tekstów po nie więcej niż pięć pompek, w ciągu miesiąca doszedłem do dwudziestu.

Nie piszę jednak o tym, by zachęcać cię do ćwiczeń mięśni (choć, jeżeli przy okazji ktoś zacznie ćwiczyć, to również będę się cieszył). Piszę o tym przede wszystkim, dlatego, że te zasady doskonale pasują do ćwiczeń dotyczących siły psychicznej.

Wiele osób nie zwiększa swojek siły psychicznej z dwóch powodów: albo nie wymaga od siebie niczego poza to, co zazwyczaj (ich ćwiczenia są jak poranne przysiady starszego pana), albo też daje sobie ustawiczny wycisk. Ustawicznie przemęcza swoją psychikę wymagając od siebie nie wiadomo, jakich osiągnieć.

Czy odnoszenie tych zasad treningu do psychiki nie jest trochę teoretyzowaniem?

Małe ćwiczenia psychiczne

Kilka lat temu grupa psychologów (Mark Muraven, Roy F. Baumeister i Dianne Tice) postanowili poszukać odpowiedzi na pytanie o to, czy można zwiększać siłę psychiczną. Ponieważ nikt tego rodzaju badań wcześniej nie prowadził, wymyślili kilka różnych metod i przydzielili je losowo do różnych grup badanych.

W pierwszej grupie, uczestnicy dostali banalne zadanie: przez najbliższe dwa tygodnie pamiętać o tym, by stać i siedzieć prosto. Ile razy poczuli, że są zgarbieni, mieli przyjąć poprawną postawę ciała.

Osoby przypisane do drugiej grupy miały za zadanie zapisywać wszystko co jadły. Jedynie zapisywać – bez wprowadzania do diety jakichkolwiek zmian.

Trzecia grupa była najbardziej liczna, bo badacze byli niemal pewni, że właśnie w niej efekty będą największe. Wydawało im się, że tutaj będą obserwować największy wzrost siły psychicznej. Studenci przypisani do tej grupy mieli za zadanie zmieniać wszystkie negatywne emocje czy nastroje na pozytywne.

Okazało się, że oczekiwania zupełnie się nie sprawdziły. Gdy uczestnicy po dwóch tygodniach wrócili do laboratorium i przeprowadzono szereg badań, które miały za zadanie ocenić zmiany ich siły samokontroli, grupa starająca się kontrolować emocje, była jedyną, która nie osiągnęła żadnych efektów. Próby kontrolowania emocji nie przełożyły się na wzrost siły psychicznej. Koniec, kropka.

Znacznie bardziej skuteczne okazało się samo monitorowanie swoich zachowań (zapisywanie tego, co zjadłem). Ale najbardziej skuteczną, zwycięską strategią, była ta pierwsza, wiążąca się ze zmianą swoich nawykowych zachowań. Profesor Baumeister pisze:

Ta stara, nudna rada „siedź prosto” okazała się bardziej użyteczna niż ktokolwiek sobie wyobrażał. Poprzez pokonywanie nawyku garbienia się, studenci wzmocnili swoją siłę woli i osiągali lepsze wyniki w zadaniach, które z postawą ciała nie miały nic wspólnego. Poprawa była największa w przypadku osób, które podeszły do zadania najbardziej starannie (co określono na podstawie zapisów w dziennikach, jakie prowadzili studenci, notując ile razy zmuszali się do tego by usiąść czy stanąć prosto).

Skuteczność tej taktyki nie ma związku z postawą ciała. Równie dobrze można wykonywać zupełnie inne zadania. Można kontrolować nawyki słowne. Np. zmusić się do tego by przestać używać przekleństw (jeżeli ktoś używa), albo by przestać wtrącać „wiesz” czy „tak?” Można próbować zmienić dominującą rękę (tzn. wykonywać lewą ręką, to co do tej pory wykonywaliśmy lewą – np. gasić światło, otwierać drzwi, itp.). Samo zadanie nie jest istotne. Ważne jest by regularnie pokonywać własną bezwładność.

Wybierając coś do ćwiczeń, pamiętaj o odpowiednim poziomie trudności. Z jednej strony to nie może być zadanie banalnie proste, coś co automatycznie wejdzie w krew i o czym szybko zapomnisz. Zadanie musi wiązać się z jakimś wysiłkiem. Inaczej siła nie będzie rosła.

Z drugiej jednak strony, to nie powinno być coś zbyt ciężkiego (jeżeli traktujemy nasze zadanie jako trening). Jeżeli zadanie będzie wymagało od nas ustawicznego skupienia, mobilizacji i poświęcania wielu sił, możemy w efekcie się przetrenować. Zabraknie nam siły na inne rzeczy.

Jeżeli jednak dobrze wybierzemy, możemy spodziewać się zaskakujących rezultatów.

Wykonywanie takiego drobnego ćwiczenia bardzo często działa jak coś w rodzaju stymulujących witamin. Nagle przybywa nam siły w innych obszarach życia. Gdy kontroluję swoją postawę ciała czy sposób wysławiania się, okazuje się, że znacznie łatwiej jest mi ćwiczyć, uczyć się czy zdrowo odżywiać. Wzrost samodyscypliny w jednym obszarze życia pociąga za sobą analogiczny wzrost w innym.

Po drugie, takie dwutygodniowe ćwiczenie, jak pisze Baumeister

..może być dobrą rozgrzewką, przed podjęciem większego wyzwania jak, rzucenie palenie czy ograniczenie wydatków.

Zanim rzucisz palenie, przez tydzień czy dwa, robisz coś wymagającego mniejszego samozaparcia, by zwiększyć swoje umiejętności. Gdybym sam miał problemy ze zmianą jakiegoś rodzaju nawyków, zacząłbym prawdopodobnie od takiej rozgrzewki.

Książka Baumeistera (Willpower: Rediscovering the Greatest Human Strength), z której pochodzą te cytaty wyszła stosunkowo niedawno. Jednak Baumeister nie pretenduje do roli odkrywcy. Raczej kogoś, kto reaktywuje stare techniki. To wszystko są stare zasady, tyle że zapomniana na kilkadziesiąt lat. William James ponad 100 lat temu pisał:

Przez codzienne drobne ćwiczenia podtrzymuj w sobie zdolność do wysiłku. To znaczy: w rzeczach drobnych i małej wagi systematycznie spełniaj małe bohaterstwa, codziennie zrób coś trudnego, tylko dlatego, że jest to trudne, abyś w chwili, gdy cię spotkają wielkie przeciwności, znalazł potrzebną siłę i sposób by się z nimi zmierzyć. Tego rodzaju ascetyzm jest czymś w rodzaju ubezpieczenia, opłacanego od domu i ruchomości. Wnoszona opłata na razie nie przynosi żadnych korzyści, a może nawet nie zwróci się nigdy; lecz jeżeli nawiedzi nas pożar, dzięki niej unikniemy ruiny. Tak samo dzieje się z człowiekiem, który nawykł do skupiania uwagi, energii, wytrwałości i panowania nad sobą w sprawach codziennych. Stać on będzie jak wyniosła wieża, gdy wszystko się zachwieje koło niego, a ludźmi wątlejszej natury, niby liśćmi wiatr będzie pomiatał.

Dlaczego strategia małych ćwiczeń jest taka skuteczna? Po pierwsze sprawia, że nasza siła wewnętrzna wolniej się wyczerpuje. Dzięki ćwiczeniom rośnie nasza zdolność do długotrwałego wysiłku. To podstawowa korzyść. Myślę jednak, że ważne są jeszcze dwa czynniki.

Nie bez znaczenia jest sam sukces. Nawet, jeżeli jest to sukces w małej rzeczy, dzięki niemu czujemy się bardziej pewni siebie. Jeżeli udało mi się jedno, to uda mi się i drugie.

Ogromnie ważne jest także to, o czym pisał James: dzięki takim ćwiczeniom nawykamy do skupiania uwagi. Przywykamy do pamiętania o tym co dla nas ważne i do przywoływania tego do pamięci. To z tego powodu, nawet samo monitorowanie własnych zachowań podnosi naszą zdolność panowania nad nimi. Wykonując te drobne ćwiczenia trenujemy przede wszystkim naszą uwagę, która jest niezbędnym elementem siły psychicznej.