Zaznacz stronę

Mam nadzieję, że nie jesteś w takiej sytuacji i czujesz się dobrze. Ale, tak teoretycznie, co by było, gdybyś znalazł się na dnie samopoczucia, gdybyś doświadczył braku energii, motywacji i jakiejkolwiek woli działania? Gdybyś trafił na dno czarnej doliny, w której siedzisz i myślisz:

– To wszystko nie ma sensu…

– Na pewno mi się nie uda…

– To będzie porażka…

– Na pewno to spieprzę…

– Jestem do niczego…

– Nic mi nie wychodzi…

– Do niczego się nie nadaję…

Czarne myśli kłębią się w głowie. Czujesz jak spada ci energia, dopada depresja, jak uciekasz od życia, próbując zagłuszyć ból bezsensownymi zajęciami (pogram sobie tylko przez chwilkę, wypiję tylko małe piwko,  tylko zamienię kilka słów, poplotkuję przez chwilę, sprawdzę co tam na Facebooku).

Nigdy ci się to nie zdarza? Jeżeli nigdy, nie czytaj dalej. Nie wiem co ci poradzić. Oszukiwanie samego siebie jest nawet większym problemem niż wpadanie co jakiś czas w czarne doły.

Większość z nas (przeważająca większość) doświadcza takich negatywnych stanów. Prawie nie ma ludzi, którym przynajmniej raz na jakiś czas nie przechodzą przez głowę tego rodzaju myśli.

Najczęściej takie myśli przychodzą i szybko odchodzą. Nie ma powodów by się niepokoić.

Ale co zrobić, gdy przychodzą i nie chcą odejść? Co zrobić gdy wpadamy w nie, jak Alicja do nory królika i nie potrafimy się z nich wydostać?

Co zrobić, gdy tego rodzaju myśli siedzą nam w głowie nie tylko przez parę sekund czy minut, ale godzinami, dniami czy tygodniami?

Czy jest jakiś sposób na to by ruszyć się z tej czarnej doliny i wspiąć na choćby niewielkie zbocze z którego widać jakiekolwiek światło?

Szczerze mówiąc nie wiem, ale chciałby się podzielić metodą, którą sam stosuję i która zazwyczaj pomaga. To trzy proste punkty.

1.

Po pierwsze, przyjrzyj się temu, co się z tobą dzieje. Stań z boku i posłuchaj przez chwilę tego, co do siebie mówisz, co czujesz, co ci przychodzi do głowy (zwróć uwagę na obrazy, wspomnienia, skojarzenia itp.)

– Co mi przyszło do głowy?  Co sobie powiedziałem? Co się we mnie, w tej chwili, dzieje?

Jeżeli jest ci trudno usłyszeć to, co do siebie mówisz, zadaj sobie pytanie:

– Co dla mnie znaczy sytuacja, w której się znalazłem?

Już samo uświadomienie sobie, tego, co się dzieje w naszej głowie poprawia nasz stan.

– Aha, znowu sobie mówię, że jestem do niczego.

– Aha, znowu widzę siebie jako kogoś niezgrabnego, ociężałego, z ciężkim garbem na plecach.

– Aha, czuję apatię, lęk, smutek, rozczarowanie sobą…

Jeżeli masz kogoś, komu ufasz i kto potrafi uważnie słuchać – powiedz mu o tym co się w tobie dzieje. Nie chodzi o to, by dawał ci jakiekolwiek rady (przeciwnie, rady  dołują zamiast pomagać). Chodzi o to, byś mógł opowiedzieć komuś o tym, co się z tobą dzieje.

Opowiadając stajesz z boku.

Gdy już wyrzucisz z siebie to wszystko, możesz (choć nie jest to niezbędne) zadać sobie kilka pytań dodatkowych:

– Czy naprawdę tak jest? Czy mam jakieś dowody na to, by tak twierdzić (np. że jestem do niczego?)

– A może jest zupełnie inaczej? Może dałoby się popatrzeć na to z zupełnie innej strony? Czy znalazłbym dowody na zupełnie inne wnioski?

– Czy ja czasem nie katastrofizuję? Czy nie roztaczam przed sobą nadmiernie przerażających scenariuszy? Co najgorszego, tak naprawdę, może się stać? Gdyby to się stało, czy to byłby rzeczywiście koniec świata? Czy nic nie dałoby się zrobić? Jaki scenariusz jest najbardziej prawdopodobny?

– A nawet, gdyby to wszystko okazało się prawdą, nawet gdybym okazało się, że ten najczarniejszy, negatywny scenariusz jest prawdopodobny, czy jest sens myśleć  w taki sposób? Czy to mnie przygotowuje do niego, czy przeciwnie, pozbawia mnie możliwości?

Gdy zadasz sobie te cztery pytania, twój dystans do tego, co się dzieje w twojej głowie może się powiększyć. O ile na początku wierzyłeś w swojej myśli w sposób absolutny – na 200% –  teraz wierzysz w nie, powiedzmy, na 60%-70%.

2.

Nie poprzestawaj jednak na uświadamianiu sobie tego, co się z tobą dzieje, ani na dyskutowaniu z myślami. To pomaga, ale nie wyciąga z dna.

Drugi punkt to dotarcie do tego, co jest dla ciebie w tej chwili ważne.

Każda czarna dziura rozpaczy, ma w sobie dwie strony (jeżeli można tak powiedzieć o dziurze).

Po jednej stronie jest to wszystko, o czym mówiliśmy:  lęki, obawy, negatywne myśli, oczekiwanie porażek, wizje nieuchronnie czekających nas tragedii, niekończąca się prokrastynacja, ucieczki przed bólem i niewygodą itp.

Po drugiej stronie są pozytywne pragnienia. Lęk i pragnienie są jak dwa skrzydła ptaka. Jeżeli na czymś ci zależy, to się boisz (że tego nie dostaniesz lub że to stracisz). Jeżeli się czegoś boisz, to znaczy, że ci na czymś zależy. Gdyby ci nie zależało, to byś się nie bał.

Powiedzmy, że masz przemówić przed grupą nie znanych ci osób. Czujesz tremę. Dlaczego? Bo zależy ci na tym, by dobrze wypaść. Chcesz być uznany za osobę cenną, mającą coś do wniesienia, za kogoś inteligentnego i sensownego. Normalne ludzkie pragnienia i normlany ludzki lęk.

Boisz się występować, tylko wtedy, gdy masz w sobie tego rodzaju pragnienia. Jeżeli masz przed sobą grupę, w odniesieniu do której, albo ci zupełnie nie zależy na reakcjach (bo np. są to cztery ściany do których mówisz) albo jesteś pewien ich reakcji (bo jest to np. grupa przyjaciół, których szacunku jesteś pewien) – nie czujesz tremy.

Drugą stroną lęku jest pragnienie.

Z wielu różnych powodów skupiamy się jednak nie na pragnieniach, ale na lękach, obawach, problemach – na tym wszystkim co negatywne. Szybko te negatywne doznania wypychają pragnienia poza horyzont świadomości.

– Tak mnie wszystko boli, tak mnie przeraża, tak jestem skołowany, tak już mam  dość, że niczego nie chcę…

Czasem odrzucamy swoje pragnienia, bo wydają nam się głupie, egoistyczne czy nieuprawnione:

– To głupie chcieć dobrze wypaść; to małostkowe chcieć być kimś ważnym; nie powinienem pragnąć tego by czuć się dobrze; to małe, pragnąć dobrej zabawy.

Odrzucając pragnienia, tracimy z nimi kontakt i równocześnie całkowicie tracimy możliwość poradzenia sobie z negatywnymi doznaniami.

Jeżeli czujesz lęk, obawy, smutek, złość, rozczarowanie, poszukaj w sobie pragnienia.

– Czego pragnę? Jakie pragnienie jest po drugiej stronie moich negatywnych doznań?

Może się okazać, że po drugiej stronie, takich pragnień jest kilka. Np.: chciałbym się dobrze bawić, chciałbym być szanowany, chciałbym być kimś cenionym, chciałbym cieszyć się zdrowiem…

Gdy masz kilka pragnień, sprawdź:

– Które z moich pragnień, w tym momencie, jest najważniejsze? Na którym z nich tak naprawdę mi zależy?

W pierwszej chwili możesz np. stwierdzić:

– Chciałbym, żeby mnie wszyscy kochali, szanowali i podziwiali.

Jednak po chwili zastanowienia, dochodzisz do wniosku, że:

– Może nie do końca o to mi chodzi, w zasadzie wystarczy, by ludzie docenili to, co mam do powiedzenia. A może, tak naprawdę bardziej mi zależy na tym, by dać im coś, co jest dla nich cenne? By się z nimi czymś podzielić?

Pomyśl przez chwilę o tych wszystkich pragnieniach, jakie są po drugiej stronie twojego lęku, depresji, przerażenia czy niewygody, a potem wybierz to, które jest najważniejsze.

Spróbuj je sformułować w sposób pozytywny. Np.:

– Chciałbym, aby ludzie mnie docenili

– Chciałbym cieszyć się zdrowiem

– Pragnę bliskości z ludźmi

– Chciałbym by ludzie mnie szanowali

– Chcę być szanowany

– Chcę wzbudzać szacunek u ludzi

3.

Wiesz już co się w tobie dzieje. Wiesz co jest twoim pragnieniem. To ciągle za mało by wyrwać się z nory. Potrzebny jest trzeci punkt:

– Co teraz, w tym momencie, najszybciej jak to możliwe, mogę zrobić?

To pytanie, ale ten punkt nie polega na zadawaniu sobie pytań. Chodzi o to, żeby jak najszybciej coś zrobić. Małe, nawet banalne działanie, które przybliży cię do tego, co jest dla ciebie ważne. Coś, za co możesz się zabrać natychmiast, bez przygotowań. Jeżeli np. moim celem jest wyjść, w trakcie prezentacji, jaką wygłoszę, na osobę, która jest mądra i ma coś do powiedzenia, mogę otworzyć komputer i przygotować jeden slajd, albo spisać najważniejsze punkty, albo przeczytać rozdział na temat związany z prezentacją.

Chodzi o to, byś jak najszybciej znalazł coś do zrobienia i bez zwlekania się za to zabrał.

To nie zawsze jest łatwe, bo nasz umysł zazwyczaj stara się rozwiązywać wielkie, skomplikowane problemy. Szukamy rozwiązań całościowych, kompleksowych, zasadniczych. Wolimy projektować domy niż naprawić cieknący kran. Wolimy projektować miasta niż wymienić chyboczące się na chodniku płytki. Wolimy zmieniać ustrój już pomóc staruszce mieszkającej tuż obok.

Poprzedni punkt dotyczył pragnień. Pragnienia to coś abstrakcyjnego (co nie znaczy, że nieważnego). Teraz wszystko zależy od tego, czy uda ci się porzucić perspektywę „strategicznej zmiany ustroju” i zamiast tego, zabrać się za rzeczy proste, banalne, które nie rozwiążą  wszystkich możliwych bolączek (ani twoich, ani świata), ale za które można zabrać się tutaj i teraz.

Pamiętaj, że w tym kroku nie chodzi o to, by wszystko zmieniać i rozwiązywać wszystkie problemy. Na to będziesz mieć jeszcze sporo czasu. Chodzi o to, by wydobyć się z mroku i znaleźć się przynajmniej w półmroku. Chodzi o to, by przestać kręcić się w kółko na dnie czarnego dołu i zacząć się wspinać.

Ważne jest działanie, ale nie jakiekolwiek działanie. Jakiekolwiek działanie pogłębia nasze problemy. Czy nie to robimy, gdy prokrastynujemy? Co będę marudził, lepiej obejrzę parę śmiesznych filmików na youtubie! Co będę się stresował, lepiej przez chwilę pogram w jakąś grę.  

Chodzi o działanie, które przybliży cię do tego, co jest twoim zasadniczym pragnieniem (dlatego wcześniej było pytanie o to, co jest ważne). To może być bardzo mały kro, ale niech będzie ogólnie skierowany we właściwą stronę (nie baw się w dokładne określanie azymutu).

Cenne jest także by dokończyć to małe zadanie, doprowadzić go do jakiegoś efektu – jeżeli np. siadasz z zamiarem zrobienia krótkiej notatki, nie wstawaj, póki jej nie zrobisz. Nie chodzi o to, by zacząć pisać i sobie coś popisać, ale o to, by coś napisać. Gdy zamkniesz zadanie, szansa wyjścia z czarnej doliny, będzie jeszcze większa.

*

Mam nadzieję, że te trzy proste punkty pomogą ci, gdy któregoś dnia wpadniesz do dziury i nie będziesz umiał sobie poradzić z wyjściem.

Te punkty nie rozwiążą wszystkich problemów, ale pomogą ci, mam nadzieję, ruszyć z miejsca.

Powtórzmy je:

  1. Co się we mnie dzieje? (Co do siebie mówię? Jakie emocje czuję? Jakie obrazy pojawiają mi się w głowie?)
  2. Jakie pragnienie jest po drugiej stronie moich negatywnych emocji?
  3. Co małego mogę teraz zrobić by, choćby o milimetr przybliżyć się do tego, na czym mi zależy?

Gdy uda ci się kilka razy zastosować te punkty, na dwa pierwsze wystarczy ci parę sekund. W ten sposób nabierzesz nawyku szybkiego zabierania się za działanie. A gdy ci się uda zabrać za działanie i doprowadzić je do końca, będziesz w znacznie lepszej sytuacji by się rozejrzeć i zaplanować co dalej. Spróbuj.

Pamiętasz te trzy punkty?

  1. Świadomość: Co się we mnie dzieje?
  2. Pragnienie: Na czym mi zależy?
  3. Mały krok: Co mogę natychmiast zrobić?