Zaznacz stronę

Tajemnicza umiejętność, którą psycholodzy nie chcą się dzielić

Musiałem kiedyś pokonać samochodem około tysiąca kilometrów. Jechaliśmy z koleżanką, zmieniając się, co pewien czas za kierownicą. Podróż zajęła nam kilkanaście godzin. Postanowiłem zrobić eksperyment. Polegał na tym, że nie mówiłem nic na swój temat, tak długo, póki o to nie zostałem zapytany. Zamiast tego skupiałem się na drugiej osobie i zadawałem pytania na jej temat.

Zadanie było trudne. Musiałem kilka razy gryźć się w język. Dałem sobie jednak jakoś radę. Mimo, że z natury jestem skupiony na sobie, szkolenia psychologiczne pozwoliły mi nauczyć się pewnej dyscypliny.

Efekt był doskonały. Rozmawiało nam się wspaniale. Później uświadomiłem sobie, że przez kilkanaście godzin ani przez chwilę nie rozmawialiśmy o mnie. Nie usłyszałem ani jednego pytania na swój temat.

Gdy byłem na pierwszym roku psychologii, ustawicznie powtarzano nam, że studiowanie psychologii nie pomaga w rozwiązywaniu swoich problemów i że osoby, których główną motywacją jest rozwiązanie swoich problemów powinny dać sobie spokój.

Zgadzam się, że coś takiego należy mówić kandydatom na psychologów. Ale to nieprawda. Istotą kształcenia terapeuty jest to, że uczy się go skupiać uwagę na drugiej osobie (kliencie), aktywnie go słuchać i brać pod uwagę jego interes.

Właśnie taka postawa, w której jestem zainteresowany drugą osobą a nie sobą, jest warunkiem zdrowia.

Niestety, wygląda to tak, jakby psycholodzy byli zazdrośni o tą umiejętność. Pacjentów za żadną cenę się w nią nie wtajemnicza. Przeciwnie, uczy się ich skupiania uwagi na sobie. Narzekania, kręcenia się wokół swoich doznań, analizowania siebie – swoich marzeń, pragnień i przeżyć.… Słowem blokuje się ich rozwój.

Po czym odróżnić wariata od psychiatry?

Zajmuję się psychologią już ponad dwadzieścia lat. Spotkałem się z kilkunastoma systemami terapii i doskonalenia ludzi. Ktoś wyliczył, że na świcie funkcjonuje ponad 450 różnych systemów i szkół terapeutycznych. Ich ilość ciągle rośnie. Każda szkoła stara się czymś wyróżniać.

I na pierwszy rzut oka, rzeczywiście można zobaczyć różnice. Tutaj pacjent leży na kozetce, a tutaj biega wokół. Tutaj najważniejsze są słowa, a tutaj ruchy. Tutaj analizuje dzieciństwo a tutaj planuje przyszłość…

Jednak, gdy w gabinecie zobaczysz dwie osoby, to zazwyczaj bez problemu poznasz, kto jest chory, a kto zdrowy. Chory, to ten, kto ciągle mówi i myśli o sobie. Zdrowy, to ten, kto skupia się na drugiej osobie.

Wiele badań wykazało, że chroniczne skupienie uwagi na sobie idzie w parze z częstością i głębokością zaburzeń psychicznych.

Na dwóch nogach

Warto rozumieć swój świat wewnętrzny. Nikt nie mówi, że nie.

Umiejętność rozumienia świata wewnętrznegoumiejętność rozumienia świata zewnętrznego uzupełniają się. Są jak dwie nogi. Obydwie w takim samym stopniu są potrzebne do sprawnego poruszania się. Gdy jedna szwankuje, trzeba ją wyleczyć.

Problem z większością psychologów polega na tym, że zajmują się nie tą nogą, co trzeba.

Klienci, którzy do nich przychodzą często dobrze wiedzą, co w sobie mają. Całe dotychczasowe życie stracili na myślenie o sobie – o tym, czego się boją, co ich ogranicza, co ich interesuje, co chcą zrobić… itp. Bez przerwy mielą, wałkują i odmieniają słowa ja, mnie, moje.

Zazwyczaj jednak nie mają zielonego pojęcia na temat tego, jakie potrzeby ma świat wokół nich. Psycholog zamiast uczyć klienta przekierowania uwagi na świat zewnętrzny i potrzeby innych ludzi, uczy jeszcze większego skupiania się na sobie.

Jaki jest efekt takich terapii? Doskonały, póki pacjent rozmawia z psychologiem. Coraz sprawniej analizuje swoje potrzeby i pragnienia. Terapeuta jest coraz bardziej zadowolony ze sprawności podopiecznego.

Problem jednak zaczyna się wtedy, gdy spotyka się dwóch pacjentów. Niedawno słyszałem rozmowę pomiędzy ludźmi, w swoim mniemaniu bardzo rozwiniętymi psychicznie:

On: W ogóle nie rozumiesz moich potrzeb. Nie ma w tobie żadnej empatii!

Ona: A ty w ogóle nie dajesz mi żadnego wsparcia!

On: Nie, to ty nie doceniasz! Nie zauważasz, że jestem w stresie.

Ona: To ja jestem w większym stresie. Spróbowałbyś być przez dzień poczuć to, co ja…

…i tak dalej. Posługując się sprawnie różnymi pojęciami psychologicznymi licytują się, kto ma gorzej i żadno z nich nie ma najmniejszej ochoty by, choć na chwilę przerwać swoje skupienie na sobie.

Faza rozwoju

Egocentryzm jest naturalną fazą rozwoju człowieka. Dla niemowlęcia świat zewnętrzny nie istnieje. Jedyną rzeczywistością jest ono samo – jego doznania zimna, ciepła, głodu, sytości czy kontaktu fizycznego. Z czasem jednak, w miarę rozwoju zdolności umysłowych, niemowlę zaczyna odkrywać świat zewnętrzny. Robi to stopniowo. Jako małe dziecko dokładnie wszystko sprowadza do siebie. Potem zaczyna się domyślać, że za obrazami, jakie widzi jest coś więcej.

Pierwszym sygnałem jest pojawienie się tzw. stałości przedmiotu. Gdy niemowlęciu schować coś za zasłoną, nie będzie szukać. To, co znika z oczu, przestaje istnieć. Nieco większe dziecko nie poddaje się tak łatwo. Gdy schowasz mu zabawkę pod chusteczką, zacznie pod nią szukać, oczekując, że zabawka tam jest, mimo, że jej nie widać. To jedno z pierwszych osiągnięć poznawczych, przybliżających nas do odkrycia, że na zewnątrz nas jest niezależny od nas świat.

Niektórzy jednak dosyć szybko porzucają ten kierunek rozwoju.

Narcyzm

Wielu osobom nigdy nie udaje się wyjść za swojej skorupy pierwotnego narcyzmu. Albo wychodzą, ale natychmiast do mniej wracają. W skrajnym przypadku wpadają w urojenia, w łagodniejszym w ukrywany narcyzm.

Na pewnym przyjęciu, dystyngowany pan, po dłuższym monologu orientuje się, że całkowicie zmonopolizował rozmowę. Z uśmiechem mówi do swojej rozmówczyni:

– No dobrze, wystarczy już o mnie. Pomówmy może trochę o tobie. Co ty o mnie myślisz?

Narcyz, to ktoś, komu brakuje zainteresowania światem. To, co na zewnątrz jest dla niego w największym razie pretekstem do zajmowania się sobą – swoimi problemami, sukcesami i marzeniami.

Nic podobnego, ja kocham ludzi! – mówi narcyz. Zapomina powiedzieć, że tylko wtedy, gdy rozmawiają o nim. Kocham świat, mówi. Ale tylko wtedy, gdy ten świat pozwala mu się w nim przejrzeć. Świat jest bezużyteczny, gdy nie da się w nim zobaczyć własnego o obrazu.

Kto nie zna takich osób? Narcystycznych, niezdolnych do słuchania innych ludzi, nudziarzy raczących świat swoimi rzekomo odkrywczymi, a w rzeczywistości banalnymi opowieściami?

No dobrze, musze zadać to pytanie: kto nie ma w sobie narcyza? Choćby małej cząstki? Ja niestety mam.

Stan samorealizacji

Dla wielu samorealizacja, to stan, w którym spełnione będą ich wszystkie potrzeby i w którym, ludzie będą traktować ich tak, jak na to zasługują.

Nic podobnego.

Prawdziwa samorealizacja zaczyna się wtedy, gdy wychodzisz ze swojego urojonego świata i umiesz zapomnieć o swoim odbiciu.

Wspólną cechą ludzi, którzy osiągnęli wysoki poziom rozwoju nie jest to, że ustawicznie zajmują się sobą, ale to, że potrafią skupić swoją niepodzielną uwagę na drugiej osobie i świecie.

Obudź się. Świat to nie jest twój sen. Twoje potrzeby, odczucia i wrażenia są tylko jednymi z wielu.

Zamiast uczyć się jeszcze bardziej wikłać w siebie, wpadać w swoje własne sidła, naucz się patrzeć na świat.

Nie chodzi o to byś całkiem zapomniał o swoich potrzebach. Chodzi o to byś zobaczył wreszcie, jakie potrzeby mają inni ludzie.

Kochaj bliźniego jak siebie samego. To znaczy dostrzegaj potrzeby bliźniego, tak jak dostrzegasz swoje. Jedno i drugie jest ważne. Nie koncentruj uwagi tylko na swoich potrzebach. Co najmniej tyle samo uwagi poświęć temu, czego potrzebują inni.

Naucz się, przynajmniej na chwilę wyciszyć siebie i otwartym umysłem, przyjrzeć się drugiej osobie. Zobaczyć jak wygląda bez koloryzowania przez twoje potrzeby.

Propozycja ćwiczenia

Wybierz kilka osób ze swojego otoczenia i napisz (lub opowiedz) dla każdej z nich charakterystykę, tak jakbyś odpowiadała na pytania popularnego magazynu:

  • Co ta osoba lubi?
  • Czego ta osoba nie lubi?
  • Czego ta osoba potrzebuje?
  • Jakie są najważniejsze problemy tej osoby?
  • Jakie są jej najmilsze wspomnienia?
  • Czego obecnie potrzebuje?
  • Co ją ucieszyło w ostatnim czasie? Co jest jej źródłem radości?
  • Jakich emocji ma najwięcej?

Czy jesteś w stanie odpowiedzieć na każde z pytań w odniesieniu do wszystkich osób, które, na co dzień spotykasz? Narcyz by nie potrafił.