Zaznacz stronę

Przyjaciel pakuje manatki i wyjeżdża do Anglii. Przebranżowi się, zostanie asystentem asystenta w instytucji opiekującej się osobami w podeszłym wieku. Trochę się boi tej pracy, ale pociesza się, że są maści, którymi można się pod nosem wysmarować i człowiek nie czuje smrodu. Mówi, że z czasem obrzydzenie przechodzi i człowiek traktuje najgorszą nawet pracę jak coś normalnego.

Oczywiście, będzie się rozwijał. Zapisze się na kursy i będzie zaliczał kolejne szczeble kwalifikacji. Po paru latach, albo nawet szybciej, pożegna się z minimalną stawką 6,30 funta za godzinę. Kto wie, może dojdzie do dziesięciu, piętnastu funtów? Może dołączy do tych, którzy odwiedzając stare śmieci tak wychwalają swoje życie w „normalnym kraju”? Mniejsza o to, że zapytani, co konkretnie robią, milkną i rzucają tylko krótkie: – Praca, jak praca. W końcu najważniejszy jest ten domek na kredyt, samochód i poczucie, że do pierwszego wystarcza – luksusy, na które tu ich nie było stać.

Ja ich wszystkich dobrze rozumiem. Mnie też nie raz to kusiło i kusi. Machnąć ręką. Znaleźć stabilną pracę. Robić, co ci każą, powoli awansować. Mieć zawsze do pierwszego, nie budzić się o trzeciej w nocy z myślą: – O Boże, co teraz?! No to co, że traktują cię jak tanią maszynę do prostych zadań? Przynajmniej się nie stresujesz i żyjesz jak człowiek.

Pierwsza możliwość

Są dwie możliwości. Pierwsza: znaleźć pracę pozwalającą spokojnie przeżyć.

Raczej za granicą i raczej niskopłatną. Na przykład zamknąć się przez najbliższe kilkadziesiąt lat w domu dla osób w podeszłym wieku. Najpierw, jako pomocnik, później samodzielny asystent, a w końcu pensjonariusz.

Ale to wcale nie musi to być tak dramatyczne. Możesz dać się zamknąć w boksie centrum obsługi klientów (czytaj: dokumentów). Możesz zasuszyć się w jakimś urzędzie w roli znudzonej swoją pracą panienki z okienka. Możesz… sam dobrze wiesz. Na jedno wychodzi. Żyjesz spokojnie, wystarcza na śniadania, obiady, kolacje i jakiś egzotyczny wyjazd raz do roku.

Wszystko dobrze, tylko jak mówią mądre słowa: człowiek „kwitnie jak kwiat na polu, ledwie muśnie go wiatr a już go nie ma i miejsce, gdzie był już go nie poznaje”.

Druga możliwość

Jest jeszcze druga możliwość: obudzić się i wziąć udział w rewolucji.

Większość ludzi przesypia rewolucji.

Martin Luther King Jr. mówił:

Nie ma nic bardziej tragicznego niż przespać rewolucję. Jest zbyt wiele osób, którym w okresach wielkich zmian społecznych nie udaje się uzyskać nowego spojrzenia i postaw psychicznych, których wymaga nowa sytuacja. Wielkim wyzwaniem dla każdej osoby jest dziś zachować świadomość przez czas rewolucji.

To słowa z roku 1965, gdy rewolucja polegała na zniesieniu segregacji rasowej i stworzeniu wielokolorowego społeczeństwa. Ale te słowa są prawdziwe nie tylko w odniesieniu do tamtych czasów. Są prawdziwe w odniesieniu do każdych czasów, w których gwałtownie zmieniają się relacje pomiędzy ludźmi i zasady funkcjonowania świata.

Zawsze jest tak, jak mówił King: większość ludzi przesypia zmiany. Pozostają nieświadomi tego, co wokół nich się dzieje. Zamykają oczy i uszy starając się niczego nie widzieć. Łudzą się, że za chwilę się obudzą i wszystko będzie po staremu. Wszystko wróci do normy. Stare, dobre porządki zwyciężą. Będzie tak samo jak kiedyś!

Ale to sen. Dla jednych spokojny i wygodny, dla innych nerwowy. Sen, który sprawia, że ich psychika, postawy, sposób patrzenia i reagowania są wciąż takie same. Wciąż dopasowane do starych czasów.

Świat się chwieje, rozpada na części, kruszy w pył, a oni przewracają się na drugi bok i mruczą przez sen, że to wszystko zaraz przejdzie.

Właśnie dziś trwa rewolucja

Trwa jedna z największych rewolucji w dziejach ludzkości.

Możesz uważać, że to przesada. Tych kilka komputerów, smartfonów, ten cały internet – to przecież tylko nowinki, jak wiele innych. Tych parę bankructw wielkich firm, tych parę niezwykłych sukcesów małolatów takich jak Zuckeberg, Page, Brin czy Musk – nic specjalnego.

— Rewolucja?! Człowieku, co ty opowiadasz? Gdybyśmy tak wynaleźli sposób podróżowania miedzy gwiazdami, albo odkryli nowy rodzaj energii… ale ten durny internet, w którym ludzie tylko tracą czas zamiast pracować?!

Gdy byłem dzieckiem z wypiekami na twarzy oglądałem serial „Kosmos 1999”. Właśnie tak wyobrażałem sobie efekty postępu: statki kosmiczne, bazy na księżycu, loty na inne planety, strzelające lasery, kontakty z innymi cywilizacjami no i oczywiście te wspaniałe dresy z zamkami na ramionach. Rok 1999 jest dziś zamierzchłą przeszłością i nic z tego, nawet dresy nie stały się rzeczywistością. Można być rozczarowanym. Czyżby przyszłość nie nadeszła?

Nadeszła, tylko moje wyobrażenia (podobnie jak innych osób) były nietrafne. Przyszłość nadeszła i swoim rozmachem przekracza fantazje z „Kosmosu 1999”.

Zmieniamy coś znacznie bardziej istotnego niż sposób przemieszczania własnego tyłka we wszechświecie. Zmieniamy sposób porozumiewania się między sobą.

Dlaczego to takie ważne? Ewolucja człowieka zaczęła się od tworzenia grup, jakich żadne inne zwierzęta nie były w stanie stworzyć. Grup, które w końcu stały się społeczeństwami i cywilizacjami. Człowiek (jak głosi tytuł książki, przez którą poszedłem na psychologię) jest istotą społeczną. Porozumiewanie się jest jego sednem. Bez relacji z innymi (która jest efektem porozumiewania się) człowiek nie istnieje.

Mówi się, że bez prasy Johannesa Gutenberga nie byłoby renesansu, rewolucji przemysłowej, ani demokracji. Jeżeli tak niewielka modyfikacja (bo nawet nie wynalazek) jak prasa z ruchomymi czcionkami, tak bardzo zmieniła świat, to jaki będzie wpływ tego, co dzieje się teraz?

Gdy zmienia się sposób porozumiewania między ludźmi, zmienia się wszystko. Tu nie chodzi tylko o to, że plajtują papierowe gazety, telewizja nie wyrabia, przemysł muzyczny rozpada się tysiące mikro – gwiazd a satrapi są obalani przez twittera. To tylko czubek góry lodowej.

Gdy zmieniamy sposób porozumiewania się, zmieniamy równocześnie nasz:

– sposób życia,

– uczenia się,

– organizowania działań,

– tworzenia nowych rzeczy,

– wpadania na pomysły,

– przekazywania sobie idei,

– zarabiania pieniędzy,

– spędzania czasu wolnego…

… zmienia się praktycznie wszystko.

Porozumiewanie się jest sednem człowieka. Jeżeli zmieniamy je choć nieznacznie, zmieniamy cały nasz świat.

Próba przeczekania może się nie udać

Jeżeli chcesz śnić, proszę bardzo. Pewnie uda ci się przeżyć spokojnie jeszcze kilka lat.

Przez jakiś czas enklawy starych czasów będą tu i ówdzie funkcjonować. Masz nawet szansę, że w którejś z nich dościgniesz swój sen o spokojnej emeryturze… (śmieszne jest tylko to, że może się to stać gdzieś w angielskim domu starców, albo holenderskiej przetwórni indyków).

Ale może ci się nie udać znaleźć enklawy. Możesz zostać zmieciony przez rewolucję. Może się okazać, że gdy w końcu otworzysz oczy (bo twoje międzynarodowe centrum obsługi zostanie przeniesione do Indii lub na Filipiny) będzie za późno. Nie będziesz nic umiał, nie będziesz nic wiedział, nie będziesz nic rozumiał. Powiedzą ci wtedy: gdzie byłeś, gdy był czas na to by nauczyć się patrzeć na świat w nowy sposób, by nauczyć się nowych reguł gry, nowego sposobu porozumiewania się, nowego sposobu zarabiania na życie? Dlaczego o siebie nie zadbałeś?

Zamiast chować się przed rewolucją, zamiast szukać miejsca, w którym stworzysz senne gniazdko z namiastką starych czasów — obudź się. Otwórz oczy. Pogódź się z tym, że stare czasy nieodwołalnie się kończą.

Wiem, to przerażające. Ale przespanie rewolucji jeszcze bardziej przeraża.

Rewolucja jest jak wielka fala. Ci, którzy kurczowo trzymają się swojego kawałka podłogi zostaną zatopieni i wyrzuceni w miejsce pełne śmieci. Tylko, ci, którzy będą patrzeć na falę otwartymi oczyma, którzy wytrzymają przerażenie, którzy odważą się odpuścić stare oczekiwania i nawyki, którzy dadzą się ponieść fali — ci nauczą się stopniowo nowych postaw i umiejętności, dzięki którym życie w nowym świecie będzie dla nich dobre, przyjemne i bezpieczne.

Wyjazd niczego nie zmienia

Czasem dobrze jest wyjechać (choćby po to, by płacić niższe podatki albo zmienić klimat).

Sam wyjazd jednak niczego nie zmienia. Tak wiele osób wyjechało za granicę po to by żyć w wielkim świecie, a żyje jedynie w innym miejscu.

Możesz nawet mieszkać w samym centrum Manhattanu i ciągle nie widzieć rewolucji, jaka dzieje się wokół ciebie.

Jaka różnica, czy widzisz za oknem Big Bena czy zegar na powiatowym ratuszu, skoro psychicznie jesteś wciąż tam, gdzie byłeś?

Prawdziwa podróż, jak ktoś powiedział, to podróż, w której zyskujemy nowe oczy.

Pragnienie relokacji, emigracji, życia w innym miejscu (najlepiej egzotycznym i odległym) ma często jeden powód: niechęć do otworzenia oczu. Niechęć do tego by znaleźć swoje prawdziwe miejsce, nie tyle na mapie, ile w sieci związków, istniejących między ludźmi. Niechęć do tego by zacząć uczyć się nowej rzeczywistości.

Nie ważne czy wyjedziesz czy nie.

Weź udział w rewolucji. Zacznij się uczyć świata. Zacznij szukać w sobie nowych oczu i nowych zasobów. Dołącz do tych, którzy tworzą nową rzeczywistość. Jest dla ciebie miejsce, niezależnie od tego ile masz lat. To nie jest kwestia talentów, znajomości czy posiadanych oszczędności.

Wszyscy się uczymy. Wszyscy jesteśmy na początku.

Jeżeli wydaje ci się, że wszystko już zrobiono i powiedziano (bo przecież drugiego googla ani facebooka nie stworzę) to jesteś bardzo, bardzo krótkowzroczny. Wciąż jesteśmy na początku rewolucji.

Na czym chcesz oprzeć swoją przyszłość?

Nie napiszę na czym dokładnie polega rewolucja, ani tym bardziej jak sobie radzić w jej czasach. Nie mam recept (choć mam kilka podpowiedzi, ale o tym w następnym tekście).

Wydaje mi się jednak, że najważniejszą rzeczą jest to, o czym mówił Martin Luther King: Nie śpij, bądź świadomym, ucz się nowych czasów. Bez tego nie uda ci się nawiązać kontaktu z rzeczywistością.

Kluczowa jest jeszcze jedna rzecz: posiadania własnej wizji. Pewien pochodzący z Korei ekonomista trafnie zauważa:

Większość ludzi w bogatych krajach spędza całe życie zawodowe na wdrażaniu przedsiębiorczej wizji kogoś innego, a nie swojej. (Ha- Joon Chang. 23 rzeczy których nie mówią Ci o kapitalizmie)

Ma rację, problem polega jednak na tym, że nawet w naszych „bogatych krajach” jest coraz mniejsze zapotrzebowanie na automaty gotowe wdrażać wizje kogoś innego. Globalizacja (nie przebijesz stawek hindusa) i automatyzacja (nie przebijesz zapotrzebowania na przerwy i dni wolne, jakie ma automat) sprawiają, że ludzie bez własnej wizji są coraz mniej potrzebni.

Praca fizyczna, uległość, gotowość do wykonywania każdego zadania, chęć dostosowania się do każdych warunków — to nie jest dziś zbyt cenny zasób.

Rzeczą, która się dziś naprawdę liczy jest własna wizja, przedsiębiorczość, gotowość do uczenia się, samodyscyplina, umiejętność podejmowania ryzyka, szybkość podnoszenia się po porażkach, otwartość na ludzi i ich problemy, odwaga eksperymentowania…

Na czym chcesz oprzeć swoją przyszłość: na tym, co masz w mięśniach czy na tym, co w głowie i sercu? Na tym, co liczyło się kiedyś, czy na tym, co coraz bardziej dziś się liczy?

Być może wielu z tych potrzebnych rzeczy jeszcze nie potrafisz. To nic, nauczysz się po drodze. Dokopiesz się do nich, bo, że je w sobie masz jestem pewny (tak, o tobie, czytającym te słowa myślę).

Teraz liczy się przede wszystkim to, czy będziesz mieć odwagę otworzyć oczy.

A jak mi się nie uda?

Tak, może ci się nie udać. Jeżeli o mnie chodzi — pieprzę to. Chcę wziąć udział w tej rewolucji. Nie odpuszczę sobie tego. Wolę głodować walcząc niż być sytym robotem, który realizuje cudze wizje.

Wiesz o co mi chodzi?