Zaznacz stronę

Trzech przyjaciół idzie w stronę dworca kolejowego. Z daleka widać kłęby pary ciągnące się za lokomotywą, która szybko zbliża się do niewielkiego peronu.

– Nie zdążymy, jak się nie pośpieszymy – mówi jeden – biegnijmy!

Zaczynają biec. Pociąg wjeżdża na stację. Po chwili na peron wychodzi zawiadowca. Zaraz da maszyniście sygnał do odjazdu.

Trójka przyjaciół biegnie, co sił. Jeden zostaje nieco z tyłu. Nie ma najlepszej kondycji. Dwóm z przodu zostało zalewie kilkanaście metrów.

Zawiadowca daje sygnał. Słychać gwizdek lokomotywy. Koła powoli zaczynają się toczyć.

Dwóch z przyjaciół jest już prawie jest na peronie. Trzeci stara się nadążyć, ale jest jeszcze daleko.

Zdążą czy nie?

Zdyscyplinowane życie

Jim Collins jest dziś profesorem zarządzania i konsultantem biznesowym. Jego książki (np. Build to last czy Good to great) to jedne z najważniejszych pozycji dla każdego, kto interesuje się biznesem.

Kilkadziesiąt lat temu, tuż po ukończeniu studiów, Collins pracował w firmie Hewlett – Packard. Miał wielkie plany i konsekwentnie je realizował. Co prawda tempo było okrutne, ale gdy ma się dwadzieścia parę lat, wiele można wytrzymać, szczególnie wtedy, gdy człowiek uważa się za osobę mającą samodyscyplinę.

Dlatego bardzo się zdziwił, gdy podczas wizyty u swojej mentorki, Rochelle Myers (wykładowczyni zajmującej się kreatywnością) usłyszał:

– Zauważyłam, że jesteś niezdyscyplinowaną osobą.

Niezdyscyplinowaną? Ta uwaga ubodła Jima. Zawsze był przekonany, że energię i dyscyplinę odziedziczył w genach, po swojej babce – twardej kobiecie żyjącej na prerii. Mam listę celów i zadań, mam priorytety, jestem w stanie zmusić się do działania, niezależnie do oporów… czy to wszystko nazywa się „niezdyscyplinowana osoba”?.

Rochelle, jednak ciągnęła:

– Twoja wrodzona energia pozwala ci prowadzić życie pozbawione dyscypliny. Zamiast zdyscyplinowanego życia, prowadzisz życie zajęte.

Energia może ci pozwolić na to by podejmować się projektu za projektem, by dawać z siebie wszystko, przekraczać bariery, biec do przodu goniąc za kolejnymi wyzwaniami i pomysłami… słowem by prowadzić pracowite, zajęte, zabiegane życie.

Jednak energia to nie wszystko.

Słowo dyscyplina ma w swoim źródle łacińskie discipere, które oznacza uchwycić intelektualnie, pojąć, zrozumieć. Dyscyplina to zatem rozumne, sensowne, pojętnie prowadzone życie.

Życie zabiegane, zapracowane i zagonione często nie jest życiem zbyt rozumnym.

Nie ma znaczenia, co robisz. Łatwo powiedzieć, że zabiegane, nierozumne życie prowadzi szeregowy pracownik w wielkiej korporacji czy menedżer średniego szczebla firmy najeżonej bezsensownymi procedurami. Łatwo pokiwać głową nad bezsensem pracy kasjera w markecie czy sprzedawcy bzdurnych gadżetów. Ale żaden rodzaj pracy nie broni przed brakiem sensu.

Równie dobrze możesz prowadzić nierozumne życie pracując na własny rachunek, sprzedając w internecie porady jak podrywać dziewczyny, prowadząc głębokie szkolenia psychologiczne czy podróżując wokół świata.

*  *  *

Dwóch zadyszanych przyjaciół chwyta się poręczy i wskakuje w biegu do pociągu.

Gdy trzeci sapiąc i trzymając się za serce wchodzi na peron, widzi oddalające się czerwone światła ostatniego wagonu. Siada na ławce.

Zawiadowca patrzy na niego ze współczuciem. Takie jest życie – myśli – trzeba szybko biec, bo nic nie będzie czekać.

– Niech się pan tak nie zamartwia – mówi zawiadowca – przynajmniej pana przyjaciołom się udało!

– Wszystko fajnie – odpowiada niedoszły podróżny, ciągle jeszcze sapiąc – tylko, że oni mnie odprowadzali, to ja miałem jechać.

Bezmyślność

Czasem bezmyślność ma formę Dyzia Marzyciela leżącego na łące, albo lenia na tapczanie, który „nic nie robi cały dzień”. Ale częściej przybiera formę kogoś wskakującego do odjeżdżającego pociągu tylko dlatego, że znalazł się na peronie.

Powodem bezmyślności nie jest lenistwo, ale bezkrytycznie przyjmowane idee, cele i podejmowane działania.

Czasem nawet trudno się domyśleć, że jesteśmy bezmyślni. Wydaje się nam, że nasze życie jest pełne. Jak może być puste, skoro tyle się w nim dzieje? Nie śpimy nocami, pijemy litry kawy i yerba mate, podróżujemy, zwiedzamy, spotykamy się, czytamy, piszemy, dyskutujemy, planujemy… Mamy poczucie, że tyle się dzieje.

Szczególnie łatwo wpaść w taką pułapkę, gdy ma się dwadzieścia kilka lat. Świat wydaje się nieskończony a energia niewyczerpana.

Łatwo ukryć brak poczucia sensu pod zestawem zamierzeń i projektów.

Kryzys

Sensem, wartościami, zajmę się później – myślą niektórzy – będzie na to czas, gdy przyjdzie kryzys połowy życia.

„Kryzys połowy życia” to jedna z koncepcji psychologicznych, którą ktoś wymyślił ponad sto lat temu. Idea była prosta: do połowy życia człowiek stara się jakoś ustawić na świecie, gdy mu się to uda i poczuje się bezpiecznie, może wejść w siebie i szukać sensu.

Po pierwsze bardzo zmieniły się dziś warunki. Nie ważne, czy masz dwadzieścia czy czterdzieści lat, masz małe szanse na rutynę. To nie te czasy, gdzie czterdziestolatek dzięki swojej pracy czy doświadczeniom był ustawiony do końca życia i mógł zająć się szukaniem sensu. Jeżeli czekasz z sensownym życiem na chwilę, aż się ustawisz i będziesz czuł się bezpiecznie, możesz się tego nigdy nie doczekać.

Po drugie, może dawniej było łatwej osiągnąć sukces robiąc coś bez pasji i przekonania. Może łatwiej było stać się dobrym lekarzem, tylko dlatego, że rodzice twierdzili, że „lekarze to ma dobrze” czy menedżerem, bo wujek dyrektor miał samochód. Dziś największy sukces odnoszą ci, którzy robią coś nie tylko dlatego by się ustawić i zabezpieczyć na starość, ale także dlatego, że to kochają.

Jeżeli ktoś czeka z odpowiedzią na pytanie o to, co ma największy sens w jego życiu jest głupcem. Dawniejszy „kryzys połowy życia” warto fundować sobie nie rzadziej niż raz na pół roku.

To w cale nie jest takie trudne i nieprzyjemne.

“Stop doing list”

Jim Collins dostał zadanie, które jak pisze, było punktem zwrotnym w jego życiu. Rochelle Myers powiedziała mu:

Wyobraź sobie, że budzisz się i odbierasz dwa telefony. W pierwszym informują cię, że odziedziczyłeś 20 milionów, bez żadnych warunków czy zobowiązań. W drugim dowiadujesz się, że jesteś nieuleczalnie chory i zostało ci 10 lat życia. Co zrobiłbyś inaczej a w szczególności, co byś przestał robić?

Od tego momentu każdego roku, dla Collinsa kluczem do noworocznych postanowień jest „Stop doing list – lista rzeczy, które zamierza przestać robić.

Po zrobieniu pierwszej listy, Collins zrezygnował z dobrze zapowiadającej się pracy w HP, wrócił na Uniwersytet i został niezależnym profesorem i konsultantem.

Zadanie 20-10 (jak je dziś nazywa Collins) nie sprowadza się tylko do tego, co chcemy przestać robić. Ale „Stop-doing list” jest jego sednem.

Twoje życie nie jest nieskończone. Nie musisz jednak torturować się zaleceniami typu „żyj tak jakbyś miał jutro umrzeć” (takie rady dają najczęściej luzie, którzy sami nigdy nie odczuli kruchości życia). Wystarczy perspektywa 10 lat.

Co byś przestał robić?

Z kim byś przestał się zadawać?

Gdzie byś przestał bywać?

Spisz najważniejsze rzeczy.

Pewnie nie wszystko da się od razy odrzucić. Ale może warto wybrać coś, jako cel na ten rok.

Użyteczność wynika z tego, czego nie ma

Dobrze wiedzieć co jest ważne. Ale czasem, gdy ciągle tego nie wiesz, warto przynajmniej stworzyć trochę wolnej przestrzeni.

Lao tsy, w 11 rozdziale swoje księgi pisze:

Trzydzieści szprych połączony w piaście tworzy koło.
Lecz użyteczność koła jest w pustym środku piasty.

Ścianki naczynia formuje się z gliny.
Pomiędzy ściankami nic nie ma – dzięki temu istnieje zastosowanie dla naczynia.

Ściany tworzą dom.
Pomiędzy ścianami nic nie – dzięki temu dom jest użyteczny.

Dlatego korzyść wynika z wszystkiego, co istnieje
Lecz użyteczność z tego, czego nie ma.

My, ludzie zachodu mamy czasem problemy z dostrzeżeniem i docenieniem pustej przestrzeni. Koncentrujemy się na tym co jest. Zagracamy swoje domy, miasta i ulice, zapominając, że bez pustej przestrzeni nie ma życia.

Pamiętam scenę z jakiegoś filmu. Dwóch buddyjskich mnichów wchodzi do niedawno zbudowanego domu o surowych ścianach.

– Przepraszam, dom jeszcze jest niewykończony – tłumaczy się właściciel,

– Jaka wspaniała przestrzeń – z autentycznym zachwytem mówią mnisi.

Wykończyć dom znaczy dla nas wykorzystać każdy kąt. Powiesić obrazy na ścianie, poustawiać fotele i stoły, wstawić pod szafy ściany, przymocować półki, rozłożyć dywany.

Gdy już wstawimy to wszystko zaczynamy regularnie odkurzać, ścierać kurz i poprawiać. Znika nie tylko przestrzeń ale i czas. Dom przestaje być użyteczny. Zaczyna rządzić naszym życiem.

Poczucie braku

Niektóre książki, blogi czy szkolenia, przypominają mi katalog Ikea. Jest tyle rzeczy, które warto byłoby mieć:

Niezależność finansowa.

Znajomość dziesięciu języków.

Zabezpieczenie na starość.

Klarowne cele.

Zgrana paczka przyjaciół.

Niezależność od miejsca.

Piękna, młoda żona.

Zdolne dzieci.

Wysportowane ciało.

Nie mówię, że to złe rzeczy.

Tyle tylko, że zbyt często bezkrytycznie kupujemy te wszystkie cele, obrazy i idee.

Kupujemy, bo mamy poczucie, że nasze życie jest takie puste bez tego wszystkiego. Takie ubogie i niewykończone.

Puste?

Być może.

Czy myślałeś o tym, że ta pusta przestrzeń może być wspaniała?

Czasem męczą mnie rozmowy z ludźmi pełnymi osiągnięć, wiedzy, doświadczeń i opinii. Wszystko widzieli, wszystko wiedzą, wszystkiego próbowali, wszędzie byli…Są tacy zagraceni. Tacy przewidywalni i utarci. Tacy głusi. Eksperci, którzy przestali widzieć świat i stracili świeżość.

Często więcej mi dalej czytanie i słuchanie ludzi, którzy dopiero zaczynają, którzy jeszcze nic nie osiągnęli, niewiele umieją, nie wszędzie jeszcze byli, nie mają wielu doświadczeń, i którzy tego wszystkiego nie ukrywają.

Nie obawiaj się, jeżeli czegoś nie wiesz, nie umiesz, nie potrafisz.

Nie panikuj, jeżeli czujesz się na tym świecie, jak obcokrajowiec porzucony w obcym mieście bez mapy, pieniędzy i znajomości języka.

Twoja pustka – jeżeli ją zaakceptujesz – może być najwspanialszym doświadczeniem, jakie cię spotkało.

Nasza wartość jest często nie w tym, co mamy, ale w tym, czego nam brakuje.

Czy umiesz docenić swoją pustą przestrzeń?

Pustą przestrzeń, w której może pojawić się coś naprawdę ważnego?

Jeżeli biegasz za wieloma rzeczami, jeżeli starasz się być taki jak inni, możesz nigdy nie znaleźć tego, co naprawdę cenne. „To co cenne” nie za bardzo lubi tłok i hałas.

Dwa rodzaje odwagi

Być może zdążyłeś już zagracić swoją przestrzeń. Być może biegniesz przejęty swoimi celami, jak w najlepszych zawodach.

Naprawdę, każdy z twoich celów jest warty tego byś poświecięł mu życie?

Może pora coś wyrzucić?

Do tego by prowadzić zdyscyplinowane życie potrzebne są dwa rodzaje odwagi. Pierwsza to odwaga by robić to, co kochasz i to, co wydaje ci się ważne. To odwaga by powiedzieć tak.

Druga, to odwaga by przestać dążyć do tego, co nie jest ważne. To odwaga by powiedzieć nie. By zrezygnować, odpuścić sobie.

Przestać zabiegać o coś dlatego, że:

tak się robi,

inni tak robią,

inni tego od ciebie oczekują,

to cię ustawi na przyszłość,

to jest rozsądne,

ktoś o tym napisał …

Nie chodzi o żaden minimalizm. Chodzi o robienie miejsca.

Zdjęcia:Gerry BaldingMarS