Zaznacz stronę

Dwa dni temu, gdy w Krakowie było prawie czterdzieści stopni, wybrałem się z dziećmi nad zalew w Kryspinowie. Dzieci pobiegły od razu do wody, ja zostałem by pilnować dobytku. Siedziałem w cieniu sosen, nie dość że bladym, to ciągle uciekającym. To nie byłby problem, gdybym mógł wędrować wraz z cieniem, ale szybko zrobiło się tak gęsto, że nawet przejść było trudno a co dopiero przesunąć koc, torby i wszystkie inne rzeczy, jakie ze sobą zabraliśmy.

Zrobiłem zatem to, co większość plażowiczów: wpadłem w stupor. Patrzy się człowiek bezmyślnie przed siebie, wykonuje jakieś proste czynności (smaruje olejkiem, wachluje, przegląda kolorowe gazety, zagada coś, podniesie do ust butelkę z ciepłą wodą), niby żyje, niby miło, ale jakieś to takie pozory.

Całkiem bym się zapadł i zmienił w element krajobrazu, gdyby po kilku godzinach nie okazało się, że nieopodal jest świątynia grillowników – teren, na którym można oddawać się pradawnym rytuałom kościoła głoszącego: Nie będziesz przebywał nad wodą bez zrobienia grilla. Te sięgające milionów lat rytuały, byłyby do zaakceptowania, gdyby nie to, że mieliśmy do czynienia z odłamem reformowanym, który dodaje: Nie będziesz żałował chemicznej rozpałki, choćby wszystkim w okolicy łzy z oczu płynęły.

No dobrze, koniec wyzłośliwiania. Tak czy inaczej zostałem zmuszony do tego by się przebudzić i poszukać innego zajęcia niż pozostawanie w stuporze.

Miałem ze sobą dwie książki. Jedna była standardowym czytadłem plażowym. Drugą, wziąłem z oporem bo wiedziałem, że powinno się ją raczej czytać w chłodzie, wczesnym rankiem, popijając małymi łykami espresso – w każdym razie dysponując nieco większą szybkością połączeń neuronalnych niż te, z którymi mamy do czynienia w warunkach plażowych.

Po kilkudziesięciu stronach czytadła zrozumiałem, że na jedno wychodzi czy patrzę tępym wzrokiem przed siebie czy w książkę. No dobra, jakaś akcja była, jakieś modne tematy też, pewnie ktoś nawet zrobił badania rynkowe o tym, co ludzie chcą czytać. Ale książka po prostu nie była prawdziwa. Zacząłem się zastanawiać, czy nie znam kogoś, kto pożycza książki i nigdy ich nie oddaje. Byłaby okazja, żeby wyjść na takiego, co się dzieli.

Ponieważ w międzyczasie grillownicy przeszli do końcowej fazy rytuału (jak głosi trzecia prawda wiary: Grill nie podlany co najmniej trzema butelkami piwa na głowę jest uznawany za nieważny) zaryzykowałem trudniejszą książkę. Przeczytałem tytuł: „Odwaga tworzenia”.

Odwaga tworzenia

W oryginale brzmi to jeszcze lepiej: The courage to create. Angielskie słowo na odwagę caurage pochodzi z łacińskiego cor – serce (to samo źródło ma polskie kordialny – serdeczny). Jak pisze autor książki Rollo May, odwaga jest jak serce — pompuje życie we wszystkie organy psychiczne. Bez odwagi nie żyjemy, a jeżeli coś robimy to jesteśmy jak zombie.

Są różne rodzaje odwagi. Doceniamy znaczenie tego rodzaju odwagi jak odwaga moralna, odwaga na polu bitwy, odwaga cywilna czy odwaga społeczna.

Rzadko jednak doceniamy odwagę do tworzenia. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że istnieje tego rodzaju odwaga. Po co taka odwaga?

Bez odwagi moralnej, bez odwagi sprzeciwienia się temu, co w twoim sumieniu jest niedobre, stajesz się zły i zakłamany. Bez odwagi społecznej, która pozwala narazić się na to, że ktoś cię zrani i wykorzysta, stajesz się samotny i pozbawiony intymnych relacji z innymi.

Kim stajesz się bez odwagi tworzenia? Otępiałym plażowiczem na brzegu życia. Apatycznym ospałym indywiduum, dla którego największym marzeniem jest wygodny kawałek cienia. Trybem, odbiorcą, konsumentem. Człowiekiem, który nigdy nie realizuje choćby części swoich możliwości.

Odwaga tworzenia jest kluczem do tego, by żyć z energią, by nie pogrążyć się w marazmie, bezmyślności i nie stać się psychicznym zombie.

Książka Rollo Maya jest bardzo dobra, nie zamierzam jednak jej relacjonować. To raczej moje refleksje na jej marginesie a niekoniecznie poglądy Rollo Maya (tak przy okazji May, nie pisze nic o zombie).

Tworzenie?

Zanim zabrałem się za ten tekst, byłem w ogrodzie osiedlowym. Pięć minut spacerkiem ode mnie. Rok temu zaniedbane chaszcze i resztki działek. Dziś — zielona przestrzeń między blokami z ławkami, podestami, budkami na książki, donicami, leżakami czy donicami na warzywa.

Nie było nic cennego. Teraz jest. To jest właśnie tworzenie. May pisze:

Coś się narodziło, zostało powołane do istnienia coś nowego, czego wcześniej nie było — to najlepsza definicja twórczości.

Twórczość to nie pędzle, fortepiany czy strofy. Wystarczy, że czegoś nie było a jest. Owszem, to może być grafika, muzyka czy tekst. Ale to tylko niektóre z rodzajów twórczości. W przewarzającej mierze ludzkie tworzenie dotyczy codziennych rzeczy: ogrodów, usług, produktów, samochodów, programów komputerowych, obiadów, mebli… Wszystko co nas otacza zostało przecież przez kogoś stworzone.

Oczywiście nie każda nowa rzecz jest efektem twórczości. By mówić o twórczości, twoje dzieło musi być nie tylko nowe, ale jeszcze w jakikolwiek sposób cenne. Nie jest efektem twórczości zdemolowany przez chuliganów plac zabaw – nikomu, nawet im, to nie służy. Ale wystarczy by to, co robisz było cenne wyłącznie dla ciebie. Jeżeli zrobiłeś aplikację, która informuje cię o czymś i korzystasz z niej tylko ty sam – stworzyłeś.

Dlaczego tworzenie jest trudne?

Tworzenie jest trudne, ale nie dlatego, że potrzebne są do niego jakiejś specjalne zdolności. Kojarzenie twórczości ze specjalnymi uzdolnieniami to bzdura, napędzana przez zakompleksionych artystów (Och jaki jestem wybitnym, bo potrafię zagrać Marsz turecki albo namalować konia w biegu. Super, a ja umiem naprawić zlew i co?).

Czasem, by coś stworzyć musimy ostro pracować nad swoimi umiejętnościami, czasem jednak mamy wszystkie potrzebne umiejętności, a mimo to niczego nie tworzymy.

Dlaczego tak wiele osób przez całe życie niczego nie tworzy? Nie dlatego, że brakuje im uzdolnień czy umiejętności. Każdy, absolutnie każdy ma mnóstwo umiejętności, za pomocą których może budować nowe, cenne rzeczy. Ludzie nie tworzą, dlatego, że brakuje im odwagi tworzenia.

Odwaga tworzenie ma parę aspektów. Zajmijmy się trzema najważniejszymi.

Odwaga działania, wbrew wątpliwościom

Po pierwsze to odwaga do tego by szanować siebie i swoją wartość.

— Kim ja jestem, żeby coś nowego robić? Jestem tylko szarą myszką, mogę jedynie iść za tymi, którzy są silniejsi, bardziej uzdolnieni, bardziej pomysłowi, którzy mają więcej energii….

Szacunek dla siebie i poczucie własnej wartości jest sprawą odwagi.

Odwaga fizyczna nigdy nie jest nieobecnością lęku. Żołnierz, który naprawdę niczego się nie boi, przez dobrego dowódcę zostanie natychmiast wywalony z armii (jeżeli wcześniej przeżyje i nie uśmierci wszystkich wokół). Tam, gdzie, w obliczu groźnej sytuacji nie ma strachu, mamy do czynienia albo z brakiem wyobraźni albo przywiązania do życia. Jedno i drugie jest chore. Każdy zdrowy człowiek się boi. Odwaga fizyczna jest umiejętnością działania niezależnie od tego, że czuję strach.

Podobnie jest z odwagą do tworzenia. Nie jest to brak wątpliwości pod swoim adresem. To nie jest przekonanie, że wszystko mi się uda. że wszystko zrobię wspaniale, że jestem mistrzem świata. Zdrowy człowiek nie ma wątpliwości pod swoim adresem tylko wtedy, gdy robi małe, powtarzalne, przewidywalne rzeczy.

Im cenniejsze i ważniejsze jest to, co tworzy, im bardziej jest to nowatorskie, tym więcej ma wahań i wątpliwości – szczególnie tych, które dotyczą jego samego. Jeżeli nie masz absolutnie żadnych wątpliwości pod swoim adresem, to szybko się zastanów czy naprawdę coś tworzysz. Odwaga polega na tym, by mimo tych wątpliwości, w pełni się zaangażować.

Tak, może mi nie wyjść; tak, mogę się okazać za mały do tego wszystkiego; tak może się to okazać za trudne…. Ale mimo tego nie dam sobie spokoju, nie ograniczę się do tego co znam, co zawsze robiłem, co inni robili, co zawsze się działo.

Wracając do plażowiczów — jest to jak podniesienie się z rozgrzanego koca i wejście do zimnej wody. Jeżeli to zrobisz najpierw poczujesz dyskomfort. Wejście do zimnej wody nie jest przyjemne. Wiele osób, które plażowały obok mnie nie zanurzało się w wodzie. Niektórzy ustawiali krzesła turystyczne i zadawalali się moczeniem nóg, inni korzystali z ustawionej nieopodal kotary wodnej, która dawała delikatnie osadzający się na skórze kapuśniaczek. Chłodzi, ale nie daje takiej satysfakcji jak zanurkowanie w zimnej wodzie.

Czy człowiek, który  boi się wejść do zimnej wody potrzebuje psychoterapii (Drogi kliencie, może przepracujemy opory blokujące twój proces wejścia do wody)? Tak samo ty, niekoniecznie potrzebujesz przepracowywać wątpliwości pod własnym adresem. Wszystko jest kwestią twojego wyboru: Zniesiesz je, albo nie zniesiesz. Poddasz się i wycofasz, albo będziesz działać niezależnie od nich.

To, normalne, że gdy wchodzisz do wody przechodzą cię dreszcze. Ale wytrzymaj, a naprawdę się ochłodzisz — w znacznie większym stopniu niż wtedy gdy wybierzesz coś, co nie wywołuje dreszczy (mgiełkę czy moczenie nóg).

To normalne, że masz wątpliwości na swój temat, gdy zabierasz się za stworzenie czegoś cennego, czego jeszcze nie było. Ale wykaż odwagę, znieś to a poczujesz naprawdę dużą satysfakcję.

Odwaga do spotkania

Druga sprawa to odwaga spotkania. W moim wieku u wielu osób rozwija się potrzeba artystycznego hobby. Człowiek zaczyna malować widoczki, pisać ikony, brzdąkać na ukulele czy układać opowiadania. Fajne zajęcie. Znam kilka takich osób. Dostałem nawet kilka miłych obrazków. Ale żadna z tych osób niczego nie stworzyła. To czysty eskapizm — zajęcie, w którym chodzi o to by zapomnieć o bożym świecie i miło spędzić czas.

Różnica między hobby a tworzeniem jest diametralna. W tym pierwszym chodzi głownie o to, by zapomnieć o świecie, odciąć się, mieć chwilę oddechu, przestać pamiętać o problemach, bólach i ciężarach. Jestem sam ze sobą i mogę sobie robić coś przyjemnego. Taki mini urlop.

Tworzenie nie jest możliwe bez spotkania. Na początku każdego aktu twórczego jest spotkanie z tym, co na zewnątrz. Malarz spotyka drzewo, przygląda mu się, widzi go tak, jak jeszcze nikt nie widział. Malarz abstrakcyjny spotyka mieniące się kolory na palecie.  Przedsiębiorca dostrzega potrzebę. Działacza społecznego porusza czyjś los.

Nie jest także twórczością robienie czegoś, tylko po to, by się podobało. Moje czytadło plażowe nie było twórczością. To było odklepanie czegoś. Mnie samemu wiele razy zdarzało się pisać coś bo to się sprzeda albo to podbije mi ilość odwiedzin albo klient potrzebuje tego. Takie pisanie jest puste. Nie pojawiają się pomysły, metafory czy historie. Coś jakbym próbował uwodzić drewnianą kukłę. Można to zrobić, ale to raczej stanie przy taśmie montażowej i skręcanie śrubek.

Spotkanie bywa nazywane natchnieniem. Coś widzisz a w głowie pojawia się jakiś impuls. Na przykład siedzisz nad wodą, patrzysz na ludzi i nagle uderza cię myśl: Kurczę, jakie to cholernie ważne by mieć odwagę zaangażować się w tworzenie nowych rzeczy. Potem, chcąc nie chcąc zaczynasz o tym opowiadać a w końcu pisać.

Taki impuls nigdy nie pojawia się gdy się odcinasz od świata. Pojawia się wtedy, gdy rozglądasz się wokół z napiętą uwagą. Ta uwaga to struna na której coś, pochodzącego z zewnątrz, może zagrać, może zrobić swoje plum. Gdy masz w sobie to plum, jesteś w stanie coś stworzyć.

Ale ja nie wiem gdzie to znaleźć

Wiele osób mówi: Ale ja nie wiem, co mnie naprawdę porusza. Nie wiem jakie struny są we mnie. Nie wiem jak znaleźć swoje natchnienie.

Do tego właśnie potrzebujesz odwagi. Nie można wymyśleć tego, co się chce stworzyć. Jeżeli coś wymyślisz siedząc zamknięty w swoim pokoiku, bądź pewny, że to będzie puste.

Żeby coś cię naprawdę poruszyło musisz być uważny — rozglądać się, interesować, patrzeć na chmury, gwiazdy, rośliny, ludzi, maszyny, zadawać pytania i słuchać odpowiedzi, poznawać problemy, historie i odczucia…

Bez uważnej, aktywnej uwagi nie doznasz spotkania.

Są tacy, którzy mówią, że uważności trzeba się długo uczyć i ciągle ją ćwiczyć. Ja uważam, że nie jest to kwestia umiejętności. Trening uważności czasem okazuje się treningiem otępiałości. Owszem nauczyłeś się zwracać uwagę na oddech i dźwięki wokół, ale wciąż nie zwracasz uwagi na to, co czują twoi bliscy, owszem medytujesz godzinę dziennie, ale twój świat jest zanurzony w oparach dziwnych zwyczajów i rytuałów.

Aby być uważnym i móc spotkać to, co będzie iskrą do twojej twórczości potrzebna jest odwaga do spotkania. Odwaga? A czego się tu bać?

Na przykład tego, że poruszy cię nie to, co byś chciał (A co będzie, jak porwie mnie jakiś pomysł, na którym nie da się zarobić?); że poruszy cię coś, co nie jest trendy, że będziesz musiał zostawić to, co było do tej pory, że będziesz musiał z czegoś zrezygnować.

Nie uzyskasz odpowiedzi na pytanie o to, co cię porusza leżąc na kocu z twarzą przykrytą kapeluszem i ze słuchawkami na uszach. Potrzebujesz się podnieś i ruszyć w drogę, gotowy na to, by coś cię wkurzyło, rozbawiło, zachwyciło czy przejęło.

Czasem trzeba się sporo nachodzić zanim odbędzie się spotkanie, a czasem dziej się ono od razu, gdy tylko odważysz się nie stawiać warunków gdzie i kiedy do niego ma dojść.

Odwaga oddzielenia się od tego, co stworzyłeś

Trzeci aspekt twórczej odwagi, o którym, takie mam wrażenie,  Rollo May wcale nie pisze, to odwaga by wypuścić swoje dzieło w świat.

Dlaczego tak wiele osób gromadzi swoje dzieła i pomysły w szufladach? Bo się boimy, że nas wyśmieją. Rozlewamy swoje ego na nasze dzieła. Jeżeli ktoś wyśmieje mój tekst to tak, jakby mnie wyśmiał. Jak ktoś powie, że mój obraz jest kiepski, to tak jakbym ja sam był do niczego.

Zrób to, co masz do zrobienia i pozwól to zaczęło żyć własnym życiem. To nie jesteś ty, to twoje dzieło.

— Och jaki fajny obraz namalowałeś!

Powiedz to obrazowi, czemu mi to mówisz? (Oczywiście powiedzieć coś takiego na głos byłoby bufonadą, zamiast tego wystarczy krótkie: Dziękuję.)

Jak mówi afrykańskie przysłowie: Jeżeli czegoś nie podniesiesz, nie będziesz musiał nieść. Nie podnoś pochwał i krytyk. Zostaw je tam, gdzie są. To, znowu, wymaga odwagi, tak jak odwagi wymaga wypuszczenie dzieci z domu czy pozwolenie im by same weszły do wody, bez ciągłego przejmowania się, czy sobie poradzą (jak je dobrze przygotowałeś, to sobie poradzą).

Dwie postawy do wyboru

Masz do wybóru dwie postawy: być odtwórczym, robić w życiue to, co ci zlecą, zadawalać się tym, jak jest, jak się robi, jak się żyje.

Będziesz się czuć w miarę dobrze, choć twoje życie przebiegnie w letargu. Kolejne nudne dni pracy, Kolejne nudne zebrania i projekty. Może i będzie wygodnie, ale czegoś ci będzie brakować. Tworzenie jest jedną z podstawowych ludzkich potrzeb. Nie mniej ważną niż potrzeba bezpieczeństwa, przynależności czy potrzeby fizjologiczne. Bez jej zaspokojenia, nie da się pozostać zdrowym.

Możesz też być twórczym. Budzić się rano i angażować w kolejne spotkania. Być może będzie sporo stresu i wątpliwości. Być może nie będzie najwygodniej. Ale twoje życie będzie przygodą.

Czy masz odwagę by coś stworzyć?

By zaakceptować wątpliwości, że nie dasz rady?

By spotkać coś, co cię porusza?

By wypuścić w świat swoje dzieło nie nosząc ze sobą ani krytyk ani pochwał?