Zaznacz stronę

1. Na początku

Żyj z pasją. Rób to, co ważne, nie pozwalaj by życie mijało ci na byle czym. Odkryj to, co jest w tobie najgłębsze i idź za tym. Gdy nie wiesz jak zacząć, zrób pierwszy krok. Choćby mały i wydawałoby się nic nie znaczący. Po prostu zacznij coś robić. Rusz choćby małym palcem u nogi.

Na początku liczy się każda minuta. Każda drobna decyzja. Każde wyłączenie bezsensownie chodzącego telewizora, odłożenie pełnej niepotrzebnych ci informacji gazety, każde przerwanie rozmyślań o tym, jaki to jesteś biedny i nieszczęśliwy.

Każde pięć minut, jakie poświęcisz na działanie z pasją, sprawi, że twoje życie będzie pełniejsze i bardziej szczęśliwe. Dzięki temu stopniowo, krok za krokiem zaczniesz wychodzić ze stagnacji. Zaczniesz się poruszać i odkryjesz swoją prawdziwą, pochodzącą z działania, równowagę i towarzyszący jej spokój.

2. Ale co później?

Pasja się rozkręci. Jeżeli przeżyje pierwsze tygodnie, przybierze na wadze, jej kości stwardnieją, mięśnie staną się coraz mocniejsze. Coraz trudniej będzie ją wcisnąć gdzieś między powrót z pracy późnym popołudniem a klejące się nocą powieki. Trudno będzie ją utrzymać między słonecznym piątkowym wieczorem a szarym poniedziałkowym porankiem. Zacznie czuć głód. Coraz trudniej będzie jej żyć na resztkach, jakie zostawia pies zwany „muszę za coś żyć”.

Nie chodzi tylko o głód. Chodzi o poważne traktowanie siebie samego.

3. Nie hobby, ale pasja

Co to jest pasja? Pewien znajomy powiedział mi, że ma kilka pasji: zbieranie znaczków, zbieranie kapsli od piwa, oglądanie japońskich filmów i gra w badmintona. Dla niego pasja to czynność, która sprawia mu przyjemność.

Dla mnie pasja to coś innego. Zajęcia, które sprawiają przyjemność mogą prowadzić do pasji, ale pasją nie są. Tak samo jak droga prowadząca w stronę Krakowa nie jest Krakowem.

Pasja to zajęcie, w którym człowiek całkowicie wyraża się i realizuje. To zajęcie, które wymaga od niego pełnej kreatywności i twórczości. Twórczości rozumianej nie jako mazanie farbami po płótnie czy recytowanie sentymentalnych wierszy, ale jako wspólne z Bogiem stwarzanie świata. Pasja to działanie, które daje nam szansę być tym, kim naprawdę jesteśmy. A jesteśmy, jak to ujmuje kościół jedynym stworzeniem na ziemi, którego Bóg chciał dla niego samego. Stworzeniem, które nie jest po coś, dla kogoś czy w jakimś instrumentalnym celu. Ale stworzeniem, które samo w sobie warte jest podziwu i to samej Największej Istoty.

Może to trochę pompatyczne, może trochę przeraża. Ale trudno. Pasja to nie jest dzierganie na drutach zimowym popołudniem, gdy nie ma ciekawszego. Nie myl pasji z hobby (choć to także cenna rzecz od której wiele może się zacząć). Pasja to droga do twojej pełni.

Ktoś może zapytać, jak to do pełni? Przecież pełnię osiąga się przez medytację, wyciszenie, przepracowanie swoich lęków, terapię, pustelnię, głębokie oddychanie i inne lecznicze zabiegi. Nie, nie osiąga się. To wszystko najczęściej jest sposobem ucieczki od życia. Nie można się stać bogiem siedząc w kucki, medytując czy wgłębiając się w swoje sny, wspomnienia czy majaczenia. Najbliżej Boga jesteśmy wtedy, gdy dajemy mu swoje ręce (choć czasem w roli rąk mogą występować usta, gdy naszą pasją jest np. przemawianie, głowa gdy naszą pasją jest projektowanie albo jakakolwiek inna nasza część).

Już gdzieś cytowałem słowa Abrahama Hoshua Heschela:

Drogą do oczyszczenia „ja” jest unikanie rozmyślania nad nim i skoncentrowanie się na zadaniu, które mamy do spełnienia.

Gdy jesteś na początku drogi być może nie wiesz, co jest twoim prawdziwym zadaniem. Możesz mieć jakieś pomysły. Może ci się wydawać, ale tak naprawdę jeszcze tego nie wiesz. Wytrwałe podążanie „ścieżką serca” będzie ci odsłaniać to, czym powinieneś się zająć. Stopniowo bez zbędnego analizowania i konceptualizowania będzie do ciebie docierać, gdzie Bóg potrzebuje twoich rąk.

4. Odwaga odpowiedzi

Droga pasji może zaczynać się jako wygodne, bezpieczne i przyjemne zajęcie. Ale gdy jej nie porzucisz, w którymś momencie sprawy staną się poważne. Musisz mieć odwagę by dostrzec ten moment i odwagę by udzielić wtedy odpowiedzi. Inaczej możesz skończyć pełny frustracji, rozczarowania i żalów.

Jakiś czas temu przypadkiem trafiłem na forum osób piszących. Nie byłem świadomy jak wiele osób w Polsce pisze. Tysiące. Ale 99,99% z nich to ludzie sfrustrowani i zdołowani przez swoje zajęcie. Skoro pasja to działanie, które daje nam szansę być tym, kim naprawdę jesteśmy, a oni właśnie realizują swoją pasję, skąd tyle smutku, złości i rozczarowania w ich wypowiedziach? Dlaczego tyle żalu pod adresem wydawców, czytelników, pisarzy? Z prostego powodu. Póki ich pisanie było hobby, wszystko było w porządku. To przyjemnie popisać przez godzinkę czy dwie po przyjściu z pracy. Dla wielu to fajniejsza rozrywka niż pójście do kina czy na zakupy. Ale żaden z hobbistów nie oczekuje, że świat zachłyśnie się tym, co robi. Gdy napiszesz książkę wyłącznie dla przyjemności nie rozczaruje cię zbytnio, gdy nikt, prócz twoich krewnych i znajomych nie będzie chciał jej czytać. Hobby to rozrywka, której celem jest rozładowanie napięć po pracy. To bardzo cenne. Sam mam zamiar (gdy minie mi moje aktualne hobby, którym jest nauka gry na harmonijce) napisać powieść dla przyjemności.

Ale wielu z tych piszących, w którymś momencie dochodzi do punktu, w którym pisanie domaga się czegoś większego. Zaczynają się w tym odnajdować, zaczynają czuć, że godzina dziennie im nie wystarcza. Że chcą móc poświęcić swojemu zajęciu nie ochłapy, ale to co najlepsze – cztery, pięć godzin czasu najlepszej jakości. Ale na ich drodze staje strach. Jego spojrzenie mówi: nie przejdziesz, to nie dla ciebie, nie uda ci się, zabijesz się w ten sposób, zmarnujesz swoje życie. Tylko niektórzy mają odwagę na to by zaryzykować i skoczyć w przepaść. Większość woli krążyć w tym samym miejscu, narzekając do końca życia na świat, innych ludzi i siebie samego.

Jednym z powodów, dla których ludzie boją się pójść dalej na swoje drodze pasji jest obawa, że w ten sposób skazują się na biedę.

Nie do końca zresztą wiadomo, czy czasem bieda nie jest czymś bardziej szlachetnym. Gdzieś tam na opłotkach umysłu błąka się pomysł, że być może zysk jest tak samo zły, jak narkotyki i prostytucja?

5. Zysk

Istnieje legenda artysty niekomercyjnego i niesprzedajnego. Nie ma za co żyć, ale robi, to co kocha. W odróżnieniu od tego, który ma pieniądze jest wolny i szczęśliwy. Istnieje legenda człowieka biednego, bo uczciwego. W odróżnieniu od tych z pieniędzmi jest szlachetny, wolny i szczęśliwy. Istnieje mit, że pieniądze są wrogiem szczęścia. Gdy je masz wszystko traci smak, a Bóg patrzy na ciebie z wyrzutem, jakbyś mu ukradł pół kilo jabłek z jego sadu. Nie wiem jak młodsi, ale ja ciągle mam jeszcze w głowie takie obrazy. To być może efekt czasów, w których dorastałem. Ostatnio, czytając jedną z encyklik, znalazłem doskonałą definicję tego, czym był socjalizm: to zazdrość biednego człowieka podniesiona do roli prawa. Te mity są niczym innym jak zazdrością biednego człowieka. Biedny człowiek ma prawo zazdrościć, ale nie powinien ani tej zazdrości pielęgnować, ani jej się poddawać, ani narzucać ją innym.

Świat jest pełniejszy, gdy możesz mieszkać w wygodnym domu z widokiem na góry, gdy możesz wyskoczyć na weekend do Paryża, gdy stać cię na drogą restaurację i dobrze uszyte ubranie, gdy możesz jeździć wybranym przez siebie, a nie twoje ograniczenia, samochodem. Czy to są rzeczy, które robią komuś krzywdę? Wręcz przeciwnie. Pieniądze pozwalają ci wejść w większy i szerszy krąg świata i ludzi. Dlaczego masz się przemykać przez świat opłotkami? Dlaczego nie miałbyś spotkać się z ludźmi w Nowym Yorku czy Kioto? Dlaczego nie miałbyś skorzystać z pracy najlepszych, najbardziej przejętych swoją pracą projektantów? Dlaczego nie miałbyś powylegiwać się na wybrzeżu Karaibskich wysp? Dlaczego nie miałbyś poczuć radości pielęgnacji swojego ogrodu?

Przecież to także twoja Ziemia. Jesteś jednym z tych, którzy dostali ją w posiadanie. Kiedy masz zamiar skorzystać z tego, co dostałeś? Po śmierci? Byłbym bardzo ostrożny z zostawianiem sobie życia na ten czas. Może to być nieco utrudnione.

Owszem w pieniądzach można szukać czegoś, czego w nich nie ma. Można szukać poczucia własnej wartości, bezpieczeństwa, kontroli nad światem, miłości itp. Ale czy to znaczy, że musisz od razu wpaść w te niebezpieczeństwa? Winem można się upić, ale czy to znaczy, że nikt nie powinien go pić? Nawet, gdy raz czy dwa przesadzisz i obudzisz się z bólem głowy, czy to dobry pomysł by z tego powodu już nigdy w życiu nie wziąć do ust Château Haut-Brion czy jakiegoś Chateauneuf du Pape lub choćby dobrego Zinfandelka (najlepiej białego)?

6. Pasja i zysk

Jak do tej pory wszystko pięknie. Mowa o rzeczach oczywistych. No to czas na sprawy mniej oczywiste: Czy można mieć pieniądze robiąc to, co cię pasjonuje? Czy to się nie wyklucza?

Niedawno rozmawiałem z dziewczyną, która od kilku lat (tzn. od ukończenia studiów) robi nie-to-co-by-chciała. Usłyszałem od niej:

– Nie wierzę, że można zarabiać na czymś, co się lubi. Muszę pracować by mieć za co żyć, a dopiero po pracy mogę robić, to co mnie pasjonuje.

– I jesteś z tego zadowolona?

– Nie, ale inaczej się nie da.

Kilka dni wcześniej dostałem maila od Aleksa. Aleks pisze (wybacz Aleks, że troszeczkę skróciłem twój list):

Swoje zajęcie uważam za ciekawe, wartościowe i potrzebne, nie brakuje w nim wyzwań ani satysfakcji, gdy udaje mi się podołać tym wyzwaniom. Wszystko byłoby w porządku, ale muszę mierzyć się z drugą stroną medalu, którą jest permanentny brak gotówki. Nie mam wygórowanych potrzeb, nie marzy mi się własna wyspa, najnowszy model helikoptera itd., ale jeśli co miesiąc martwisz się, czy nie zabraknie ci na rachunki, koniec końców dojdziesz do wniosku, że coś tu nie gra.

Nie sądzę, bym pracował znacznie mniej lub gorzej od innych, potwierdzają to dość liczne merytoryczne oceny moich wysiłków. Cóż z tego, skoro nie przekładają się one na rozwiązanie problemu z utrzymaniem?

W przeszłości często stosowałem się do rad, zgodnie z którymi powinienem przynajmniej na jakiś czas odpuścić sobie i zająć się czymś innym, mniej atrakcyjnym, pozwalającym za to utrzymać się na powierzchni. I rzeczywiście, w krótkim czasie skutki okazywały się być pozytywne. Nie martwiąc się o byt, byłem spokojniejszy, mniej nerwowy i zestresowany, nie nawiedzały mnie negatywne myśli i uczucia. Jednakże po dłuższym czasie miałem nieodparte wrażenie, że co najwyżej stoję w miejscu, innymi słowy, żyję tylko po to, by płacić rachunki. Rzucałem więc tę pracę, wracałem do swoich zajęć, z czasem okazywało się, że znowu gnębi mnie brak pieniędzy i trzeba się rozglądać za czymś innym i tak w kółko.

Jestem bardzo zmęczony tym niekończącym się pląsem. Uważam, że w pewnym sensie mam szczęście. Nie każdy, mając trzydzieści parę lat, wie, co chciałby robić w życiu i jeszcze ma predyspozycje odpowiednie do wybranej drogi, nazwijmy ją, zawodowej i życiowej. Co mam jednak zrobić w sytuacji, gdy widzę, że „celów wyższych” w żaden sposób nie da się pogodzić z „prozą życia”? Przykładam się do pracy, w związku z czym brak dochodów zaczynam postrzegać jako niesprawiedliwość, robiąc się zły na cały świat.

W tej chwili widzę swoją przyszłość w dwojaki sposób:

a) daję sobie spokój z „artystowskimi fanaberiami”, idę do „porządnej pracy”, zakładam rodzinę i kończę jako sfrustrowany mąż, ojciec i dziadek, dręczony myślą, że zrezygnował z marzeń (o ile wcześniej nie dojdzie do np. rozwodu, bo nikt nie będzie w stanie wytrzymać ze mną – nie ma co się dziwić, skoro sam siebie nie znoszę…);

b) stawiam na swoim i klepię biedę. Zapominam o rodzinie, do końca mieszkam w wynajętej kawalerce i co miesiąc rozglądam się po kumplach, by pożyczyli mi kilka stów na czynsz, które oddaję z wielkim mozołem i w nie mniejszym popłochu. Na starość będę zapewne przypominał książkowo-filmowego szpiega, w każdej chwili mającego pod ręką truciznę, by szybko skończyć ze sobą, gdy znajdzie się w beznadziejnej sytuacji.

Co mógłbym zrobić, by nie dać się ponieść frustracji podchodzącej mnie raz z jednej, raz z drugiej strony? Nie zależy mi na sławie i wielkich pieniądzach, chciałbym tylko robić swoje, nie martwiąc się o byt tak drastycznie, jak ma to miejsce obecnie.

7. Mam marzenie

Obrazek sprzed kilku tygodni. Późne popołudnie. Pada rzęsisty deszcz, stoimy pod arkadami, obok jest przedszkole mające w swojej nazwie artystyczne. Przez okno widać znudzoną panią przedszkolankę. Siedzi za małym stolikiem i bazgrze coś bezmyślnie. Za jej plecami bawi się dziecko, którego nie odebrali jeszcze rodzice. Do drzwi puka jakaś kobieta z chłopczykiem na ręku. Przedszkolanka uchyla drzwi i patrzy nieufnie. Z tego, co słyszę kątem ucha wynika, że matka przyjechała z chłopcem by mu pokazać przedszkole, do którego będzie niedługo chodził. Prosi o możliwość wejścia i pokazania dziecku, jak jest w środku.

Odpowiada jej monotonny głos przedszkolanki:

– Nie mogę, jestem sama, jest po godzinach…

Co by jej przeszkadzało wpuścić chłopca? Sprawiłaby mu radość.

Odchodzą. Rozczarowany chłopiec płacze. Mama tłumaczy mu, że pani nie może. Przedszkolanka (pewnie by pokazać, że coś robi) zaczyna turlać piłkę z dzieckiem, które czeka na rodziców.

Mam ochotę podejeść i skląć ją. Bezsilna złość na bylejakość, brak zaangażowania, robienie czegoś tylko po to by zarobić pieniądze. Wiem, to by nic nie dało. Wyszedłbym na świra i kretyna. Człowieku, czego ty chcesz? Robi swoje, jest asertywna, nikt nie powiedział, że ma przejmować się każdym dzieckiem.

To jedna z wielu sytuacji.

Dlaczego przedszkola prowadzą ludzie, których absolutnie to nie pasjonuje?

Dlaczego restauracje prowadzą ludzie, którzy nie mają serca do dobrego jedzenia?

Dlaczego sklepy prowadzą ludzie, których nie obchodzą ani potrzeby klienta ani towary, jakie sprzedają?

Dlaczego w gabinetach lekarskich siedzą ludzie, których nudzą pacjenci i ich skargi?

Dlaczego szkolenia, robią ludzie, których nic a nic nie obchodzą umiejętności uczestników?

Tę listę można długo ciągnąć. Wiem, co ci ludzie by odpowiedzieli gdyby ich zapytać:

– Dlaczego to robimy? To oczywiste. Bo można na tym zarobić.

Moja odpowiedź jest inna:

– Bo my, ludzie z pasją im na to pozwoliliśmy.

Podczas całej tej scenki, obok mnie stoi osoba, która mogłaby prowadzić przedszkole. Jej pasją są dzieci i ludzie. Powinniście zobaczyć jak rozmawia z dziećmi. Mistrzostwo świata. Nie widziałem jeszcze by nie uśmiechnęła się nawet do nieznanego jej dziecka i nie słuchała z uwagą tego, co ono chce powiedzieć. Gdyby ona prowadziła to przedszkole, ta przedszkolanka albo by nie została zatrudniona, albo by już tam nie pracowała, albo miałaby zupełnie inną postawę wobec klienta.

Gdyby prowadziła swoje przedszkole, odebrałaby, co najmniej kilku klientów temu kiepskiemu „artystycznemu” przedszkolu. Ale tego nie robi mimo, że by chciała. Boi się, że to jej fanaberia. Że gdy się za to zabierze, ona i jej dzieci nie będą miały za co żyć. Boi się, że nie da sobie rady z całą finansową stroną przedsięwzięcia.

Dlaczego tym wszystkim pozbawionym pasji ludziom opłaca się robić te kiepskie przedszkola, kiepskie szkolenia, kiepskie restauracje? Bo ci, którzy by robili to z pasją wycofali się, schowali się lub nie umieją tego robić, tak by związać koniec z końcem.

Mój wielki sen jest taki: Pewnego dnia, wszyscy ludzie z pasją wyjdą i zaczną działać. Odważą się robić to, co ma dla nich serce. Zaczną robić to, co kochają. A wtedy ci wszyscy, którzy tylko zarabiają pieniądze, albo staną się bezrobotni, albo znajdą coś, co ich naprawdę interesuje i w czym będą mogli odnaleźć swoje serce,

Może to utopia, ale pamiętaj, że jeżeli wycofujesz się ze swojej pasji (lub nie odważasz się poważnie się za nią zabrać) dajesz miejsce tym wszystkim „porządnie” (czyli bez serca) pracującym ludziom. Pozwalasz by świat krok za krokiem zmieniał się w miejsce, w którym króluje bylejakość. Gdy się wycofujesz, bądź pewny, że twoje miejsce zajmie zaraz ktoś, kto przerobi je na „porządną pracę”. I bez żadnego przejęcia, bez większych emocji „zrobi na tym kasę”. Jeżeli zrezygnujesz ze swoje pasji nawet nie wiesz jak bardzo będzie cię brakowało. Jak bardzo ubogi będzie świat bez twojego przejęcia, twojego zaangażowania i emocji. Proszę, nie rób tego, nie rezygnuj, nie poddawaj się, nie zostawiaj miejsca dla tych cynicznych biznesmenów, dla tych ludzi pracujących bez pasji i serca. Nie pozwalaj by zrealizowała się wizja świata pustych, bezosobowych transakcji.

Nie idź do porządnej pracy, nie dawaj sobie spokoju ze swoimi fanaberiami.

Aż boję się, że napisałem te słowa. Dobrze wiem, że passio nie znaczy lekka kasa, leżąca na ulicy, uznanie ludzi i dobra zabawa, ale: cierpienie.

8. Trzecia możliwość

Jeżeli wkroczysz na drogę serca nie unikniesz cierpienia. Ale to nie znaczy, że masz się zgadzać na każde cierpienie. To nieprawda, że są tylko dwie drogi:

a) Znaleźć porządną pracę i dać sobie spokój

b) Klepać biedę, oszczędzać, ograniczać wydatki i modlić się by pieniądze zaczęły w końcu płynąć.

Zazwyczaj jest jeszcze trzecia droga:

c) Robić to, co cię pasjonuje i na tym zarabiać.

Ta trzecia możliwość wymaga jednak wielu umiejętności. Umiejętności, których nikt nam w szkole nie daje, o których nie mówią nam rodzice i których istnienia często nawet się nie domyślamy.

Jeżeli mamy stworzyć świat ludzi działających z pasją, jeżeli mamy pozbawić pracy, tych którzy tylko robią kasę i ze znudzeniem wykonują swoją pracę nie wystarczy skoczyć na głowę z urwiska. Musimy po drodze nauczyć się kilku rzeczy na temat pieniędzy, zarządzania, marketingu, wolnego rynku i rzeczywistości ekonomicznej. Zabierając się za pasję bez tych umiejętności tworzymy sobie niepotrzebne trudności. Gdy się tego wszystkiego nauczysz twoje życie co prawda nie zmieni się w bajkę, ale przynajmniej pozbędziesz się bólu, który nie jest potrzebny.

9. Cykl tekstów

Ten tekst otwiera nowy cykl artykułów pt. Pasja, Zysk, Sens. To będzie uzupełnienie do tego, co mówiłem we wcześniejszych artykułach i kursie o zaczynaniu działania.

Byśmy się dobrze zrozumieli: nie interesuje mnie zarabianie pieniędzy. Dużo jest w internecie rad dla tych, którzy chcą stać się za wszelką cenę bogaci. Ani mnie to nie pociąga, ani osoby, które takich rad szukają nie skorzystałby z mojej pomocy (choćby dlatego, że moje teksty są dla nich za długie). Interesuje mnie to, jak żyjąc z pasją nie pozbawiać się na własną prośbę zysków. Na dłuższą metę sprawdza się tylko formuła pasja + zysk.

Druga sprawa. Mimo, że mam trochę doświadczeń (ostatnią porządną pracę miałem ponad dwadzieścia lat temu) nie uważam się za guru w tym zakresie. Bardziej będzie to dyskusja i podpowiadanie zagadnień. Zależy mi raczej na tym by zwracać uwagę na pewne problemy / wyzwania, nawet gdy nie mam gotowych recept.

Za tydzień kolejny tekst z tego cyklu (będę starał się wypuszczać teksty co wtorek). Ale wcześniej pytanie:

Czy jest to dla Ciebie ważny temat? Czy podoba Ci się, że się nim zająłem? Czy masz jakieś pytania z nim związane? Czy masz jakieś doświadczenia, którymi mógłbyś się podzielić?