Od zawsze podejrzewałem, że ludzie, którym coś wychodzi to osoby bezczelne. Ile razy widzę jakiegoś trenera czy autora, któremu udaje się to, co mi nie wychodzi,  mam gdzieś w sobie poczucie, że różni się on ode mnie tylko jednym: znacznie wyższym stopniem bezczelności.

Ci ludzie są po prostu bezczelni, twierdząc, że mają coś do powiedzenia! Są bezczelni, mówiąc, że się na czymś znają! Całkowicie brakuje im wstydu, umiarkowania czy dystansu do siebie. Jak  oni w ogóle śmieją wychodzić na środek i opowiadać te swoje dyrdymały?! Bezczelne typy, zamiast jak normalni ludzie, wstydzić się, mieć dystans do siebie, walą na środek i „patrzcie, ja wam będę pokazywał”. No kurde, jakby jeden  z drugim był jakimś mędrcem albo co najmniej mesjaszem.

A jak już taki napiszę książkę! No to jest jazda. Włóczy się z nią po rozgłośniach, telewizjach i youtubach i mądrzy. „Dzień dobry, napisałem książkę, ho, ho, ho! Patrzcie, jaki ja jestem mądry” No czy człowieka to nie może wkurzyć?! No czy to nie jest bezczelność!?

1.    Bezczelność

Etymologia słowa bezczelność jest dość pokręcona – słowo ponoć zmieniało swoje znaczenie na przestrzeni wieków. Z tego, co zrozumiałem z językoznawczych wywodów bezczelny to taki, który jest bez czoła, to znaczy brakuje mu pokorywstydu. To czoło będące pokorą i wstydem kojarzy mi się z czołobitnością. Bezczelny to taki, który nie bije przed nikim czołem.

Z perspektywy innych ludzi, szczególnie tych, którym zależy na tym, by inni bili przed nimi pokłony, jest to jednostka odpychająca. Jak mówi słownik, to ktoś: zuchwały, nieskromny, świadomie łamiący normy społeczne, a nawet arogancki i chamski.

Bezczelność jeszcze bardziej wkurza tych, którzy też by tak chcieli, ale nie potrafią się przełamać, nie potrafią zostawić za sobą wstydu i nie mają w sobie odwagi, by się narazić. Bezczelność innych osób jest najbardziej denerwująca wtedy, gdy nic ci się nie udaje.

2.    Bez tego nawet nie zaczynaj

Przypadkiem trafiłem na wywiad z Maciejem Stuhrem. Oglądałem pobieżnie, na przyśpieszonym tempie, gdy w którym momencie usłyszałem coś, co mnie zmusiło, aby zatrzymać nagranie, cofnąć się, posłuchać jeszcze raz, a potem przepisać kilka słów:

Na tym polega nasz zawód: bo to my mamy w sobie tę bezczelność, żeby wyjść przed ludzi i mówić: „teraz patrzcie na mnie, ja wam będę pokazywał”, skoro będą wam pokazywał, to znaczy, że jestem najlepszy. Jeżeli artysta tego nie ma w sobie, to nie ma po co wychodzić na scenę.

Myślę, że dotyczy to nie tylko artystów. Dotyczy wszystkich, którzy nie chcą stać gdzieś w tylnym szeregu i wykonywać poleceń. Którzy chcą zrobić coś swojego, własnego, innego.

Jeżeli nie masz w sobie bezczelności, nie masz po co zaczynać. Bez bezczelności nie odważysz się wyjść i powiedzieć „teraz patrzcie na mnie, ja wam będę pokazywał”. Bez przynajmniej umiarkowanej dawki bezwstydu nie doprowadzisz niczego do końca: niczego nie napiszesz, nikogo nie zachwycisz, nic nie zbudujesz, nikim nie pokierujesz.

Bezczelność, całe szczęście, nie jest cechą rzadko dostępną (bo jak mówią wytrawni obserwatorzy życia: ludzie panie, to som straszelnie  bezczelne, oj tak).  Przynajmniej w naszym kawałku świata mamy w sobie sporo tej postawy. Większość z nas czuje tę dziką pokusę, by wstać i powiedzieć „patrzcie na mnie, teraz ja wam będę pokazywał”.

3.    No i czym się tu chwalić?

Nawet  jeżeli dziś nie masz w sobie takiej potrzeby, pomyśl, co było jakiś czas temu.

Zdarzyło ci się przynosić swoje nieporadne rysunki do rodziców i oczekiwać na ich zachwyt? Zdarzyło ci się śpiewać piosenki, oczekując, że spodobają się innym? Zdarzyło ci się być dumnym z tego, że w przebraniu muchomorka recytowałeś wierszyk na przedszkolnym przedstawieniu?

Gdy mamy wsparcie ze strony naszego otoczenia, rośniemy w naszej bezczelności: cudowny rysunek kochanie, piękny występ, wspaniała piosenka, niesamowity wierszyk!

Niestety, prędzej czy później zdarzą się rycerze światłości, dla których „obiektywna ocena” oraz „nieprzewracanie dziecku w głowie” jest kluczową wartością. Tacy, którzy patrząc z dystansem, zobaczą, że przecież rysunek jest przeciętny, występ tylko poprawny a piosenka zaśpiewana zbyt cienkim głosikiem. No i co tu chwalić? Niech ci się nie przewraca w głowie! Zapamiętaj, że jesteś zwykły, szary, normalny i że z byle czym nie ma co się przed ludzi pchać.

Pod wpływem tych ludzi, pojawiają się w nas dwie strony. Jedna: „patrzcie, będę pokazywał” i druga „no i czym się tu chwalić?”.

Pokazać i narazić się na krytykę, odrzucenie, zarzuty bycia prymitywnym, prostym, głupim, chamskim, czy też uwierzyć, że jestem najlepszy i że mam czym się pochwalić?

Wyjść na tę scenę czy nie wyjść? Pokazywać czy nie pokazywać? Może lepiej nie wyjdę, może lepiej nie powiem, może lepiej nie pokażę… Nikt mnie nie skrytykuje, nie wyśmieje, nie zarzuci bezczelności…

4.    Czy dzięki swojej układności czuję się bardziej szczęśliwy?

Mam wrażenie, że przez ostatnie kilka lat straciłem swoją bezczelność. Tak, mam spore czółko: mam do siebie dystans, wiem, jak dużo nie rozumiem, jak wielu rzeczy nie potrafię. Jestem pokorny i dobrze wychowany.

Czy mi z tym dobrze? Czy dzięki temu czuję się bardziej szczęśliwy, rozwinięty czy zrealizowany?

Przykro mi, ale nie.

Zanik bezczelności sprawił, że stałem się bardziej złośliwy, małostkowy i zrzędliwy.

To ludzie bezczelni zmieniają świat. Czasem na złe, czasem na dobre, ale bez niej nie masz wielkiego wpływu, nie tylko na świat, ale nawet na swoje życie.

5.    Wiara w siebie

No dobrze, nie do końca jestem aż takim entuzjastą bezczelności. Otóż bezczelność może pochodzić z dwóch różnych źródeł. Źródłem tej dobrej, podziwianej przeze mnie, jest wiara w siebie.

Taka bezczelność pojawia się wtedy, gdy wierzysz w siebie, podczas gdy inni w ciebie nie wierzą. Gdy wierzysz w to, że masz prawo coś zrobić, podczas gdy inni uważają, że ci tego nie wolno.

Odważyć się być bezczelnym to znaczy uwierzyć w siebie.

Wiarę w siebie trzeba jednak dobrze zrozumieć.

Po pierwsze nie oznacza ona uważania się za pępek świata i braku jakichkolwiek wątpliwości pod swoim adresem. Coś takiego nie jest wiarą w siebie a jej parodią.

Prawdziwa wiara dopuszcza wahania, wątpliwości i dystans do siebie. Pozwala przyznać się, że czegoś nie wiem, czegoś nie ogarniam, z czymś sobie nie radzę.

Jeżeli naprawdę uważasz się za kogoś cennego, dlaczego miałbyś udawać kogoś innego? Twoja pewność siebie pochodzi z wnętrza, z tego, że jesteś, a nie z tego, że coś wiesz, czy potrafisz. Reszta to tylko kwestia czasu, przecież jesteś w stanie nauczyć się wszystkiego, co ci potrzebne.

6.    Nie można wierzyć tylko w siebie

Po drugie, i to jest kluczowe: to, że wierzę w siebie nie oznacza, że wierzę tylko w siebie. To nie jest tak, że z całego świata tylko ja jestem mądry i tylko ja mogę pokazywać.

Efektem prawdziwej wiary w siebie jest również wiara w innych ludzi. Wierząc w siebie, wierzę przede wszystkim w swoje człowieczeństwo – to samo które podzielam z innymi ludźmi.

Gdy ludzie przestają wierzyć w siebie, automatycznie przestają wierzyć w innych. Mam wrażenie, że można to zaobserwować w naszej wspólnej historii ostatnich dwudziestu kilku lat.

Skąd się wzięła ta powszechna w Polsce przesycona dewocją pogarda dla wszystkich wokół, to unoszące się nad naszymi głowami przekonanie, że wokół są źli, podstępni niewarci splunięcia ludzie?

Dominikanin Ojciec Kłoczowski opowiadał o swojej rozmowie z jednym z wiernych. Człowiek ten powiedział mu, że modląc się „Jezu ufam tobie” dopowiada „…bo nie ufam nikomu”.  Jezu, ufam tobie, bo nie ufam nikomu. Bo wszyscy wokół to złodzieje, bandyci, oszuści, zboczeńcy. Mogę zaufać tylko czemuś spoza tego świata. W żadnym wypadku człowiekowi. Skąd się wzięła ta parodia wiary? Dlaczego tyle osób ucieka w puste, pozbawione ludzkiego pierwiastka dewocje?

Dlatego, że przestaliśmy wierzyć w siebie samych. Przestaliśmy ufać we własne siły. Jestem nikim, nie ufam sobie samemu, nie wierzę w swoje siły, nie wierzę, że coś mogę. I z tych powodów nie ufam żadnemu człowiekowi. Jeżeli  jestem nic niewartym  popychadłem, to wszyscy muszą być złodziejami i głupcami!

7.    Przeciwieństwem wiary jest pogarda

Gdy mówisz, że wierzysz w siebie, sprawdź, czy nie wkurzają cię inni ludzie, czy nimi nie gardzisz, czy nie uważasz zbyt wielu osób za oszustów albo co najwyżej głupców?

Bo jeżeli tak, to znaczy, że tak naprawdę w siebie nie wierzysz. To, co bierzesz za wiarę w siebie, jest pogardą. Na pierwszy rzut oka to pogarda wobec innych ludzi: tych wszystkich zboczeńców, złodziei i kretynów. Jesteś dumny, nie będąc jednym z nich. Czujesz się dzięki temu lepszy i bardziej światły. W rzeczywistości jednak tak samo gardzisz sobą.

Gdy bezczelność wypływa z pogardy, jest zła. Dobra jest tylko ta, która bierze się z wiary.

8.    Wierz w siebie, wierz w ludzi i bądź bezczelny

Ten tekst jest trochę bezczelny. Niby dlaczego ktoś miałby go czytać? Niby kim jestem, by zajmować twój czas? A jednak się odważę. Jednak bezczelnie wyjdę i będę pokazywał.

Póki piszę te słowa, mówiąc bezczelnie, jestem najlepszy na świecie. Ale gdy skończę, pora na to być ty pokazała, że jesteś najlepsza na świecie, byś ty pokazał, że świat jest szczęśliwy, mając cię na pokładzie.

Twoja kolej wyjść na scenę i pokazywać. Ja będę patrzył, bo wierzę w Ciebie.