Zaznacz stronę

Nie robię tego każdego dnia. Dziś jednak jest czas na trening. Przed chwilą w moim zegarku odezwał się alarm. Ustawiłem go rano, gdy wychodziłem z domu. Odzywa się co 45 minut. Nie wyłączam go. Brzmi przez chwilę, a potem zegarek odlicza od nowa. Ten dźwięk jest dla mnie sygnałem, że mam się na chwilę zatrzymać i przypomnieć sobie, co jest moim celem.

Zdarza się, że po takim przypomnieniu przerywam to, co robiłem i zajmuję się czymś innym. Na przykład wyłączam jakąś stronę internetową, w którą się wpatrywałem albo okładam książkę, nad którą od kilkunastu minut ślęczałem. Dociera do mnie, że byłem pochłonięty czymś, co nie prowadzi do ważnego dla mnie celu. Ta chwila dystansu, pozwala mi wrócić na właściwe tory – do pracy, która jest ważna.

Czasami taki powrót jest trudny. Co rusz moja uwaga schodzi na manowce.  Ale by człowiek chciał zostać przy tych nieistotnych, ale przyjemnych zajęciach! Powrót do tego, co ważne przypomina wchodzenie do zimnej wody w pochmurny dzień. Gdy tylko przestaję być skupionym uwaga wyskakuje z wody i zakopuje się w ciepłym sianie.

Czasem powrót na szlak nie jest trudny. Dźwięk zegarka tylko przypomina o celu. Bez żalu porzucam błąkanie się i z nową energią zabieram do pracy. Bywa też i tak, że tylko utwierdzam się w tym, że jestem na szlaku.

Po co robię to ćwiczenie? Moim celem jest rozwój samodyscypliny.

Samodyscyplina

Słowo dyscyplina źle mi się kojarzy. Wojskowy mundur, stanie na baczność, w dwuszeregu zbiórka, pompki, zapach potu i czołganie się błocie. Dodatek samo– (samodyscyplina) niewiele zmienia. W najlepszym razie wojskowy mundur zmienia się w pleciony z twardych sznurków bicz (zwany właśnie dyscypliną). Coś w tych skojarzeniach jest, dyscyplina nigdy nie jest przyjemną rzeczą, jednak nie od karzącej rózgi czy zmęczenia pochodzi to słowo.

Prawdziwe źródło tego słowa leży w łacińskim discipulus – uczeń, słuchacz,  ktoś kto jest w stanie zrozumieć , pojąć czy uchwycić rzecz (stąd dyscyplina naukowa czy sportowa).

W sercu samodyscypliny leży umiejętność zrozumienia i uchwycenia sensu swojego życia i działania. Tracimy samodyscyplinę, gdy wylkatuje nam z głowi, że coś jest dla nas ważne.

Wysiłek uwagi

William James (zwany ojcem współczesnej psychologii)  w jednej ze swoich książek, opisuje pijaka, który doświadcza pokus na widok pełnej butelki. Od strony fizycznej tak samo łatwo podnieść butelkę do ust i wypić jej zawartość jak i wylać do zlewu. Fizycznie, ani jedno ani drugie nie jest czymś zbytnio trudnym.

Jest jednak inny rodzaj wysiłku, James nazywa go wysiłkiem uwagi.

To, jak pijak przejdzie swoją próbę zależeć będzie od tego, czemu poświęci więcej uwagi.

Gdy człowiek ma na coś ochotę (np. napić się, polenić, poobgadywać czy zrobić komuś na złość) skrzętnie unika myśli, które by były z tym sprzeczne. Wewnątrz słyszy, co prawda głos, który mówi by robił coś innego, ale ten głosik jest słaby i łatwy do zagłuszenia.

Pijak, którego opisuje James mówi sobie, że…

…chodzi o to, by się trunek nalany nie zmarnował, albo że nie należy być nudnym i sztywnym w towarzystwie kolegów, albo, że trzeba spróbować gatunku wódki, którego się jeszcze nie zna, lub, że należy uczcić uroczystość, albo że należy w sobie podnieść energię dla podjęcia silniejszego postanowienia wstrzemięźliwości.

Nagle najważniejszą rzeczą w życiu stają się koledzy, nowy smak, uroczystość czy podnoszenie własnej energii. Cel by żyć bez picia zostaje zepchnięty w tło. Wyobraźnia podpowiada coraz to wspanialsze obrazy.

Nie zawsze człowiek ulega. Co się dzieje w głowie osoby, która wytrzymuje pokusę? Nie bierze kieliszka do rąk, albo – w przypadku pozytywnej dyscypliny – bierze do ręki podręcznik czy wybiega na codzienne ćwiczenia, mimo, ż nie ma na to żadnej ochoty?

Różnica polega na wykorzystaniu uwagi. Taka osoba aktywnie szuka w sobie tego małego, cichego głosu, który mówi o tym, co jest ważne. Gdy go znajdzie skupia się na nim i utrzymuje go w świadomości.

James pisze:

Trudność leży w opanowaniu pola uwagi. Mimo, że spontaniczny przepływ myśli jest naturalny dla świadomości, uwaga musi być utrzymana na jednym obiekcie, aż nie urośnie on do tego stopnia, że sam będzie pozostawał przed umysłem z łatwością.

Podtrzymany w ten sposób przez celowy wysiłek uwagi trudny obiekt zaczyna niebawem zwoływać swoich kamratów i wspólników i w końcu razem zmieniają świadomość człowieka. Ze zmianą świadomości zmieniają się zachowania. Gdy nowy obiekt już stabilnie opanuje pole myślowe, niechybnie wytwarza swoje własne skutki motoryczne.

Słaby głosik z bagażnika

driver

Nasza psychika w momencie pokusy czy rozprzężenia przypomina samochód, w którym kilka osób równocześnie stara się wydawać nam polecenia a my siedzimy przy kierownicy z zamkniętymi oczyma.

Słyszymy wyraźnie pięknie brzmiące i elokwentne rady co powinniśmy robi i dlaczego.

– Teraz skręć w lewo, mówię ci to doskonały manewr, będziesz zadowolony!

– Nie możesz przegapić tej okazji! To najlepsza i najbardziej wygodna droga, skręcaj teraz!

– Tutaj każdy powinien skręcić! Nie wolno ci tego minąć.

Wszystko ma być pięknie i przyjemnie. Ale przecież dobrze znasz te głosy. Nie raz ich słuchałeś. Jednak mimo ich obietnic zawsze wjeżdżałeś do rowu, na ścianie czy w szczerym polu.

– Masz prawo obejrzeć telewizję. Jesteś zbyt zmęczony by po całym dniu. Jutro będzie lepiej.

Po tygodniu okazuje się, że oglądasz telewizję codziennie i za każdym razem, gdy wyłączasz telewizor jesteś jeszcze bardziej zmęczony.

– Nie mam już dzisiaj siły, jutro się pouczę słówek. Jeden dzień nic nie zmieni.

Trzydzieści kolejnych dni również nie zmieniło. Każdy okazał się nie dość dobry. Żadnych nowych słówek.

– Nie najlepsza pogoda na to by biegać. Może kiedyś indziej.

Buty do biegania stoją nieużywane, mimo że pogoda zmieniała się już kilka razy.

Wśród tych wyraźnych głosów, gdzieś w tle, od strony bagażnika dobiega słaby, nieatrakcyjny i mało elokwentny głosik. Ledwo go słyszysz. Czasem nawet nie jesteś w stanie zrozumieć tego, co mówi. Słaby głosik, który chce ci przypomnieć, co jest dla ciebie naprawdę ważne.

Musisz nauczyć się słuchać tego głosiku i kręcić kierownicą zgodnie z tym, co mówi.

Z czasem będzie się robił coraz wyraźniejszy. Będzie to łatwiejsze, gdy będziesz pamiętać o czterech punktach

1. Określ swój cel, gdy jest jeszcze dobrze

Nigdy nie będziesz człowiekiem zdyscyplinowanym, jeżeli nie będziesz wiedział co jest twoim celem. Określ swoje wartości i cele oraz naucz się przywoływać je szybko do pamięci. Gdy jesteś rozproszony, zdezorientowany i otoczony pokusami, nie czas na to by zastanawiać się, co jest naprawdę ważne. Zrób to póki jeszcze masz w sobie zapał a na twoje drodze nie stoją żadne pokusy.

Możesz opisać swój cel, narysować go, albo znaleźć jakiś inny sposób na przywoływania go do pamięci. Pomocne mogą być różnego rodzaju symbole czt obrazy. Pomocne jest opowiadanie co jakiś czas o tym, co jest dla ciebie ważne. .

2. Ćwicz przywoływanie celów do pamięci

Być może przyda ci się moje ćwiczenia z zegarkiem (opisane na początku).  Spróbuj przez połowę dnia, co jakiś czas, na sygnał zatrzymywać się i zadawać sobie pytanie: Co jest dziś moim najważniejszym celem? Co jest moją wartością. Wystarczy parę sekund, nie ma potrzeby by co chwila oddawać się długotrwałej reflekcji.

3. Wystaw swoje ciało za drzwi

Uwaga dowolna, którą wykorzystujesz by przywołać cel jest bardzo krucha. Może być tak, że przywołany cel, jak pisał James „zbierze swoich kamratów i wspólników i opanuje pole uwagi”. Warto jednak jak najszybciej dołożyć do celu działanie: Odejdź od stołu, na którym stoi wódka, skasuj grę, która ci zabiera czas, wyłącz film, który uważasz za stratę czasu, wyciągnij podręcznik, z którego masz się uczyć, usiądź za biurkiem, napisz pierwsze zdanie referatu…

Skup się na zrobieniu najprostszej, najbardziej banalnej, najbardziej trywialnej rzeczy. Zrób jedną małą, choćby śmieszną rzecz.

Weź swoje ciało i ustaw je w takiej pozycji, w której wykonuje się dane działanie. Gdy chcesz biegać włóż swoje ciało w dres i buty i wystaw je za drzwi. Nic więcej nie musisz robić. Twoje ciało najwyżej chwilę postoi. Ale jest szansa, że zacznie biec.

Gdy czujesz, że musisz z kimś porozmawiać, nie czekaj aż przypłynie do ciebie śmiałość i odwaga. Po prostu weź swoje ciało, postaw przed tą osobą, otwórz usta i powiedz pierwsze słowo. Być może będziesz stał jak murowany, a może nie?

Gdy chcesz napisać książkę, posadź swoje ciało za kartką (lub komputerem), przyłóż dłoń do klawiatury (lub wetknij w palce pióro) i zacznij ruszać palcami.

4. Posłuchaj w innych sposób tego, co zagłusza cele i wartości

Jedna z tradycyjnych buddyjskich technik radzenia sobie z pokusami zmysłowymi polega na tym by inaczej popatrzeć na drugą osobę. Powabna kobieta to nie tylko sukienka, bielizna i piękne kształty. To także mięśnie, żyły, trzewia, jelito grube i pęcherz, w których zbierają się brzydko pachnące wydzieliny. Możesz to wszystko zobaczyć. Możesz też zobaczyć jak ta osoba będzie wyglądać za jakiś czas. Za pięćdziesiąt lat piersi będą obwisłe, a twarz pełna zmarszczek. Gdy popatrzysz na świat z innej strony, pokusa może zniknąć.

Możesz przywołać jakieś wspomnienie, wyobrazić sobie efekt pracy, albo zobaczyć negatywne konsekwencje jakiegoś czynu.

Takie wyobrażeniowe techniki są cenne, ale nie polegaj tylko na nich – stosuj także poprzedni sposób – jak najszybciej rób coś, co zbliża cię do twojego celu (np. wyjdź z pomieszczenia w którym siedzi ta ponętna blondyna).