Rano na niebie pełno smug kondensacyjnych. Przelatujące samoloty wymalowały ogromną grafikę. Tak jakby olbrzym, na złość porze roku, nieporadnie namalował na niebie olbrzymie śnieżynki.

Są ludzie, którzy wierzą, że ta skroplona para wodna, pozostająca po przelocie samolotu to jakaś smuga chemiczna, rozpylona przez złowrogi Rząd Światowy, którego celem jest pełna kontrola nad ludzkością.

W czasach Internetu łatwo jest wierzyć w to, co się tylko chce wierzyć. W sieci jest tak wiele treści, że jesteś w stanie znaleźć wsparcie dla absolutnie każdej teorii. Na blogach czy kanałach wideo znajdziesz dowody, argumenty i fakty. Kilka dni temu słuchałem jakiegoś youtubera, który  argumentował, że nie należy pić więcej niż dwie szklanki wody dziennie, bo czystą wodą można zatruć organizm. Miał mnóstwo argumentów  i dowodów. Co z tego, że nie były logiczne i nie uwzględniały podstawowej wiedzy medycznej. Dla tysięcy subskrybentów to nie miało znaczenia. Później dowiedziałem się, że ten człowiek i tak był umiarkowany. Są ponoć tacy, którzy uważają, że wodę przed wypiciem trzeba zamrozić i rozmrozić, a nawet do niej mówić, bo dzięki temu, jak twierdzą, nabywa struktury. Żadne wymysły, panie kochany, fakty naukowe i dowody. Tak jest naprawdę.

Nigdy nie było tak łatwo zamknąć się w bańce własnej rzeczywistości – w świecie, w którym masz własne teorie, zasady, prawdy i fakty. W świecie, który uważasz za oczywistą rzeczywistość. Wystarczy kilka kliknięć, by znaleźć aż nadmiar wsparcia dla każdego urojenia. To zresztą jedno z podstawowych zastosowań Internetu –  coraz mocniejsze zamykanie się w swoim świecie.

Nie jestem (o ile mi wiadomo) wyznawcą żadnej spiskowej teorii, ale czy to znaczy, że żyję w tej prawdziwej, rzeczywistej rzeczywistości? Czy ja również nie patrzę przez okulary z góry przyjętych założeń? Czy nie szukam sposobów, by docierało do mnie właśnie to, co jest zgodne z moimi założeniami?

Zostawmy na boku stereotypu i założenia dotyczące innych ludzi (każdy jakieś ma). Weźmy pod uwagę teorie na temat mnie samego – moich możliwości, ograniczeń, możliwości zmian czy wartości, jaką sobą stanowię.

W terapii behawioralnej mówi się o tzw. kluczowych przekonaniach – poglądach na swój temat, mówiących o tym, „jak jest ze mną naprawdę. Tego rodzaju przekonania bardzo często są negatywne i ograniczające. Np.:

Tak naprawdę jestem niekompetentny i do niczego się nie nadaję.

– Tak naprawdę nie zasługuję na miłość.

– Tak naprawdę jestem nieudacznikiem.

– Tak naprawdę nie jestem dość atrakcyjna, by ktoś mógł mnie pokochać.

– Tak naprawdę jestem nic niewart.

– Tak naprawdę nie jestem dobrym człowiekiem.

– Tak naprawdę jestem słabeuszem.

Przekonanie kluczowe jest podtrzymywane przez podobny mechanizm, co teorie spiskowe – wyłapujemy informacje, które potwierdzają przekonanie, a pomijamy te, które mu przeczą.

Żyje sobie taki człowiek, pełny możliwości, ktoś to może wiele dać innym ludziom i światu, ktoś to jest zdolny do tego, by zmieniać siebie i świat, kto jest zdolny do kochania i bycia kochanym; żyje sobie i mówi: Jestem do niczego, nikt mnie nie pokocha, nigdy mi się nic nie uda.

Tyle jest faktów, które popierają moje przekonania.

Nic mi się przecież nie udało. Próbowałam zbudować związek, ale znowu nie wyszło.

– Nic wielkiego nie osiągnąłem. Moje ostatnie przedsięwzięcie okazało się klapą.

–To, co zrobiłem, nie było dobre. Dałem się ponieść emocjom. Nigdy się nie zmienię.

Erich Fromm (którego książkę wziąłem ze sobą na wakacje i dlatego co rusz do niej zaglądam) pisze:

„Fakty” są interpretacjami zdarzeń, a ta interpretacja wymaga dokonania pewnych założeń, które mają wpływ na znaczenie tych zdarzeń.

To nie „fakty” są najważniejsze, ale moje podstawowe założenia. Zawsze znajdziesz „fakty”, które potwierdzą to, do czego jesteś przekonany. Fakty są wybierane, ustawiane, szeregowane – tak, by pasowały do tego, w co zdecydowałeś się uwierzyć.

Czy to znaczy, że mogę uwierzyć w cokolwiek? Skoro fakty są tylko interpretacją, skoro punktem wyjścia są przekonania, to mogę sobie wybrać dowolną, najbardziej wygodną teorię – na przykład taką, że jestem człowiekiem sukcesu, że mogę mieć wszystko, o czym tylko zamarzę, że wszyscy mnie kochają i podziwiają?

Nie do końca. Zwolennik  teorii mówiącej, że chemitrailsy są rozpylane przez Rząd Światowy, może zmienić swoje przekonania i uwierzyć, że to jednak… ślady pojazdów kosmitów. Niewielka różnica. Tak samo, jak wtedy, gdy zamiast wierzyć, że jesteś  beztalenciem, zaczynasz sobie wmawiać, że jesteś nieodkrytym geniuszem.

To, co łączy wszystkich, często brutalnie zwalczających się zwolenników spiskowych teorii to święte przekonanie na temat własnej słuszności. Wszyscy są pewni, że właśnie oni są właścicielami tej jedynej, najprawdziwszej prawdy. Inni się mylą, tylko ja wiem, jak jest naprawdę. Gdy powiesz osobie wierzącej w chemitrailsy, że to para wodna, a nie chemikalia, uśmiechnie się z poczuciem wyższości i powie:

– I to jest dowód na to, co mówię. Substancje rozpylane przez Rząd Światowy blokują u takich jak ty samodzielne myślenie i sprawiają, że stajesz się podatny na ich dezinformację. Przecież całe to gadanie meteorologów służy tylko temu, by odwrócić ludzi od prawdy.

Nie jesteś w stanie go przekonać, dostarczając mu informacje. Tak długo, póki nie podejmie decyzji, by choć o milimetr odpuścić swoje tak jest na prawdę, rozmowa jest bezcelowa.

Zdrowy człowiek jest w stanie, po pierwsze dostrzec własne założenia, a po drugie zawiesić je na chwilę, szukając innego możliwego wytłumaczenia.

W odróżnieniu od teorii spiskowych nie zawsze uświadamiamy sobie kluczowe teorie na swój temat. Tak jest, tak zawsze było, nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby było inaczej. Kluczowe przekonania często otrzymaliśmy od innych (rodziców, opiekunów, rówieśników) zanim mieliśmy możliwość poddania ich krytyce.

Dlatego pierwszym krokiem jest dotarcie do tych przekonań:

– Jakie, tak naprawdę, mam możliwości?

– Jaka, tak naprawdę, jest moja wartość?

– Na co, tak naprawdę, zasługuję ze strony innych ludzi?

Kluczowym momentem, w którym warto zadać sobie to pytanie, jest chwila, gdy coś nam nie wychodzi. Kluczowe przekonania są często ukryte, aż do chwili, dopóki jakaś sytuacja nie wyciągnie ich na zewnątrz.

Po odkryciu przekonania kolejnym krokiem jest stanąć z boku.

– Tak naprawdę, jestem słabeuszem, któremu nic nie wychodzi i nigdy nie wyjdzie – słyszysz w środku siebie.

Naprawdę tak jest? Na sto procent?  A gdyby nie być tego aż tak pewnym? Gdyby to było jakieś dziewięćdziesiąt procent?

Ludzie wierzą w chemitrailsy i inne spiskowe teorie, nie dlatego, że te teorie najlepiej pasują do ich obserwacji. Nie chodzi o to, by znać prawdę, ale by mieć poczucie, że się wie, jak jest naprawdę. W mojej wakacyjnej książce Fromm pisze:

Człowiek odczuwa intensywną potrzebę pewności. Wolałby raczej podjąć złą decyzję, której byłby pewny, niż dobrą, po której targałoby nim zwątpienie co do jej słuszności.

Parafrazując, lepsza bzdura, której jesteś pewny, niż prawda, która wiąże się z koniecznością myślenia. To odnosi się do życia społecznego (np. wierzymy politykom, dla których wszystko jest oczywistą oczywistością), ale także do życia psychicznego – zamykamy się w tak naprawdę by nie musieć za każdym razem na nowo analizować danych i podejmować decyzji.

Gdy znajdziesz się w dołku, spróbuj zrezygnować z poczucia pewności o co najmniej dziesięć procent.

Nic ci nigdy nie wyjdzie? Skąd ta pewność? Pomyśl jeszcze raz. Czy nie znajdziesz niczego, co by nie pasowało do tego wniosku?

Może jednak twoje przekonania, że nie dasz rady, że się nie zmienisz, że już za późno itp., są warte tyle ile wiara, że ślady na niebie to knowania Rządu Światowego. Dopuść inną możliwość. Stań z boku i popatrz na to jeszcze raz.