Pema Cziedryn, mniszka buddyjska i nauczycielka medytacji, w jednej ze swoich książek opowiada o klasztornej kucharce, która pewnego dnia poczuła się bardzo nieszczęśliwa. Życie nie było takie, jakie powinno. Co gorsza, wszyscy wokół mówili o przebudzeniu, o otworzeniu się na magię chwili, o pielęgnowaniu radości. To nie pomagało. Była jeszcze bardziej nieszczęśliwa.

By jakoś sobie z tym poradzić, postanowiła upiec czekoladowe ciasteczka. Jednak w trakcie pieczenia wciąż coś ją gryzło. Ciastka nie wyszły. Spaliła je kompletnie. Nie wyrzuciła wszystkich. Kilka włożyła do kieszeni i wyszła na spacer.

Szła wiejską drogą ze zwieszoną głową, pogrążona w rozczarowaniu.

– I niby gdzie jest to piękno życia, ta magia, o której ciągle słyszę?

W którymś momencie podniosła wzrok i zobaczyła zbliżającego się lisa. Zatrzymała się bez ruchu. Lis podbiegł, stanął wyczekująco kilka kroków przed nią. Powoli sięgnęła do kieszeni i położyła ciastko na drogę. Lis ostrożnie podszedł. Zjadł ciastko i odszedł.

Kucharka wróciła do klasztoru w zupełnie innym nastroju. Była urzeczona życiem, jego magią i pięknem. Kokon niezadowolenia, rozpruty i porzucony, został na wiejskiej drodze.

Mnie również, jak tej kucharce, co jakiś czas zdarza się zamykać w kokonie. Życie nie jest aż tak magiczne, by się nim wciąż zachwycać. Świat nie jest aż tak cudowny. Na domiar złego ja sam, zamiast zrobić coś dobrego coś, co każdemu będzie smakować, produkuję spaleniznę.

Chciałbym napisać coś, co będzie pomocne, świeże i odkrywcze. I często, tak jak w przypadku kucharki, niewiele z tego wychodzi. Zamiast pachnącego, lubianego przez wszystkich ciasteczka, zwęglony suchar. Ech, dopiero teraz życie jest do niczego.

Jak się wyrwać z kokonu niezadowolenia?

Przepis kucharki: Nie wyrzucaj sucharów, wyjdź na spacer i przynajmniej od czasu do czasu podnieś głowę.

Po pierwsze, nie wyrzucaj spalenizny. Coś, o czym myślisz „nie wyszło, znowu zawaliłem” dla kogoś (jakiegoś lisa) może być przysmakiem.

Człowiek, który wynalazł składane hulajnogi, zrobił to z myślą o dorosłych. Chciał stworzyć alternatywny środek transportu, którego możesz użyć, gdy idziesz do restauracji, która jest za blisko na samochód, ale za daleko na piechotę. Pokazał swój prototyp znajomym, ci jednak stwierdzili, że nie ma szans, by tego używać. Poważny człowiek na hulajnodze? Pamiętam jak kilka lat temu, odpychając się nóżką, pomykałem przez Kraków. Niektóre spojrzenia były dość ironiczne. Jakość tak niezręcznie się czułem. Wynalazca przyznał znajomym rację, przerwał pracę nad projektem i schował hulajnogę w najciemniejszym kącie garażu.

Miało się podobać, wyszedł zwęglony suchar. Aby na pewno? Dzieciaki z sąsiedztwa, które widziały jego próby, zaczęły go prosić, by pozwolił im się przejechać. Po kilku takich prośbach otrząsnął się z rezygnacji i wrócił do pracy nad prototypem. Hulajnoga, początkowo sprzedawana jako zabawka, z czasem stała się tym, czym miała być: alternatywnym środkiem transportu.

Po drugie, podnieś głowę i rozejrzyj się uważnie. Nie ma nic łatwiejszego niż opuścić głowę i zanurzyć się w zmartwieniach i narzekaniach.

Podnieś głowę. Bądź gotowy na spotkanie. Bądź gotowy na coś, czego się nie spodziewałeś. Tym, co w największym stopniu pozwala wyjść z kokonu, nie jest wysiłek i ciężka praca, ale otwartość na spotkanie.

Spotkanie wymaga przeniesienia uwagi ze swojego środka na zewnątrz. Na to, co się dzieje tu i teraz. Wokół ciebie. W tym miejscu, w jakim się znajdujesz.

To nie jest łatwe, ale możesz zacząć od czegoś prostego – od wyjścia na spacer do parku czy lasu. Usiądź na ławce albo na trawie, zamknij oczy, usłysz dźwięki, zapachy, poczuj ciepło i wiatr. Otwórz oczy i przyjrzyj się liściom, trawie, chmurom, ptakom.

Po takiej praktyce łatwiej będzie ci dostrzec lisa wyglądającego gdzieś zza drzewa.