Zaznacz stronę

Dlaczego nic nie robimy?

Wiele osób doskonale wie, co dla nich jest najważniejsze. Nie muszą wykonywać żadnych ćwiczeń by opracować swój zestaw wartości. Od razu potrafią powiedzieć, co jest ich marzeniem i czego więcej by chcieli.

Ale ta wiedza nic nie zmienia. Nie podejmują żadnych działań, które by ich przybliżały do marzeń. Może to wynikać z kilku powodów.

Mogą nie działać, bo:

  • dali się opanować gnuśnej wizji świata,
  • działanie myli się im z mówieniem i myśleniem,
  • wolą nie ryzykować strat,
  • wolą zajmować się sobą samym – przygotowywać i doskonalić – niż światem.

Tych powodów może być więcej. Te nam wystarczą by odkryć, że działanie to nie jest dopust boży, ale ścieżka wyzwolenia.

Złudzenie „wystarczy marzyć”

Tzw. prawo przyciągania stało się popularne, bo zawarta jest w nim obietnica, że nie trzeba podejmować żadnych działań. Wystarczy mieć marzenie, dokładnie je sobie wyobrazić, a wszystko samo do nas przyjdzie. Wszechświat, pole kwantowe, Bóg – czy jakkolwiek to nazywają – samo przybliży twoje marzenie.

W filozofii hinduskiej dzieli się ludzi na kilka grup, w zależności od tego, przez jaki pierwiastek opanowany jest ich umysł. Najgorszy typ, to ci, którzy są opanowani przez tamas. Umysł zdominowany przez tamas jest leniwy, gnuśny, opieszały i roszczeniowy. Tego typu umysł jest:

…spowity w ciemność, niesłuszność uznaje za słuszność i wszystkie sprawy widzi na odwrót (Bhagavadgita)

Dla takich osób czekanie, aż wszystko samo przyjdzie, jest objawem mądrości.

Ciekawe, że ludzie często powołują się na hinduizm, który ponoć od dawna mówił o manifestowaniu marzeń. Przypomniałem sobie ostatnio Bhagawadgitę, którą studiowałem wiele lat temu podczas zajęć z Filozofii na UJ. To jedno wielkie przekonywaniem do działania. Na samym końcu jej bohater, Ardżuna, składa zapewnienie Krisznie:

Dźwignąłem się wolny od wahań.
Wprowadzę w czyn twoje słowa.

Pułapka słów (umiem tylko mówić)

Zdarzyło mi się rozmawiać z człowiekiem, który przeczytał od deski do deski moją książkę „Energia wewnętrzna”. To duży materiał i powiem szczerze nie sądzę, że sam bym wszystko przeczytał, gdybym nie był autorem. Ta osoba przeczytała uważnie wszystko. Była w stanie dyskutować na każdy poruszany tam temat. Wydawałoby się, że to idealny czytelnik. Niestety. Jedyne, co zyskał to słowa.

Gdy rozmawiałem z nim, miałem taką wizję: człowiek siedzi na środku torów kolejowych, z oddali widać nadjeżdżającą lokomotywę. Mówię mu:

– Zejdź z torów, bo to niebezpieczne!

– Masz rację, w zupełności się zgadzam. To bardzo niebezpieczne – i siedzi dalej.

– Dobrze, że się zgadzasz, ale teraz wstań i idź, bo lokomotywa się zbliża!

– Tak, tak. Tak właśnie trzeba zrobić!

– Nie gadaj człowieku, tylko to zrób!

– Tak, to bez sensu siedzieć i gadać. Trzeba w takiej sytuacji wstać i iść.

– Ale ty ciągle siedzisz i nic nie robisz! Zrób coś!

– Tak, masz rację, to trafna obserwacja, to bez sensu tak siedzieć – odpowiada ciągle nic nie robiąc.

Cokolwiek takiej osobie nie powiesz, jedyne co zrobi to odpowie: potwierdzi, wyrazi zrozumienie, doceni radę. Ale nic nie zrobi. Umie reagować tylko werbalnie. Jej wiedza (często bardzo cenna) jest jakoś dziwnie odseparowana od ciała.

Znacznie bardziej bym wolał, by ta osoba przeczytała jedną stronę i coś zrobiła. Wprowadziła w życie to, czego się dowiedziała.

Wszystko można analizować, dyskutować i werbalizować. Czasem jednak od tych analiz zostaje z nas jedna wielka, gadająca głowa z mikroskopijnymi rączkami i nóżkami.

Unikanie ryzyka

Gdy określisz swoje wartości najczęściej okaże się, że łączą się one z trudnymi działaniami. Gdyby tak nie było, dawno byś pewnie zrobił wszystko, co potrzeba.

Podejmując jakiekolwiek działanie ryzykujesz. Jeżeli np. twoją wartością jest miłość, robiąc coś dla niej ryzykujesz, że zostaniesz dotkliwie zraniony. Jeżeli twoją wartością jest twórczość, poświęcając się jej ryzykujesz krytykę. Gdy wartością jest bycie częścią grupy, ryzyko wiąże się z odrzuceniem. Jeżeli wartością jest sława, ryzykujesz wyśmianie.

Czasem ludzie wolą nie podejmować ryzyka. Lepiej im tęsknić z niespełnienia, niż ryzykować przegraną. Lepiej wiecznie marzyć o miłości niż ryzykować zranienie. Lepiej wiecznie fantazjować o twórczości niż ryzykować porażkę. Lepiej stać całe życie z boku, niż zaryzykować odrzucenie. Lepiej wzdychać do sławy niż narazić się na drwiny.

Gdy robisz choćby mały krok w stronę tego, co naprawdę cenisz, najczęściej dostajesz po uszach.

Gdy człowiek stoi z boku, łatwo mu udawać przed sobą i innymi, że wcale nie o to mu chodziło.

Każde działanie brudzi ręce. Nie jest już po nim tak łatwo się schować przed sobą. I choćby dlatego warto działać.

Przygotowywanie się

Człowiek ma tak wiele w sobie do przepracowania. Tak wiele niezrozumiałych przeżyć, snów, wspomnień, i obrazów…. Tak wiele zamętu i zagubienia.

Zrozumieć, przepracować, wyklarować, jakoś to wszystko ułożyć i połączyć. Wreszcie wszystko pojąć. Przeniknąć własne tajemnice. Dowiedzieć się jak i dlaczego.

Tęsknimy za klarownością. Przygotowujemy się, czytamy książki, medytujemy nad sobą. Wierzymy, że warto. Że gdy będziemy mieli jasną głowę, wszystko stanie się łatwe. Jeszcze tylko jedna książka, jeden artykuł, jedno spotkanie, jedna technika i uda nam się to wszystko uchwycić.

Ile czasu trzeba by osiągnąć ten stan? Czy wystarczy sesja u dobrego terapeuty? Czy wystarczą kilkudniowe warsztaty?

Nie, zbyt mało.

A może kilkadziesiąt sesji?

Ciągle za mało.

Całe życie?

Też mało.

Nie wystarczyłoby nawet kilka żyć.

To jest pułapka, do której prowadzi wiele systemów psychologicznych. Im bardziej obracasz się wokół swojego ogona, tym trudniej ci przestać to robić. Im częściej wsadzasz rękę do sadzawki, tym bardziej mętna woda.

Klarowności umysłu nie osiąga się poprzez wieczne potrząsanie nim.

To podstawowy błąd, którym skażonych jest większość współczesnych systemów rozwoju: brak umiaru w zajmowaniu się sobą.

Nie ma nic złego w zajmowaniu się sobą. I chrześcijaństwo i judaizm i buddyzm, zachęcają do tego by przyjrzeć się sobie. Ale każdy z tych systemów (w każdym razie ich pierwotne, zdrowe wersje) zalecają w tym duży umiar.

Szybko przychodzi chwila, w której człowiek słyszy: Przestań zajmować się sobą. Nie o ciebie w tym wszystkim chodzi. Nie ty jesteś w tym wszystkim najważniejszy.

Nie możesz bez końca doskonalić siebie, słuchać samego siebie i rozwijać siebie. Choćbyś to robił z nie wiadomo, jakimi intencjami.

Mam wrażenie, że dziś wielu ludzi jest mistrzami, jeżeli chodzi o pracę nad sobą. Wiemy dużo na temat tego jak analizować swoje emocje, myśli i sny. Potrafimy zastosować techniki zaczerpnięte od psychologów i mistrzów rozwoju.

To wszystko jednak nie przynosi nam upragnionego spokoju. Im więcej czytamy, im więcej się staramy, im więcej odbywamy sesji, tym większy czujemy zamęt.

Nic dziwnego. Im mocniej grzebiesz w sadzawce, tym bardziej wzburzona i mętna woda.

Gitarę przed koncertem się stroi. Ale strojenie trwa krótką chwilę. Potem gitara staje się tylko narzędziem, którego racją bytu jest utwór. Dobra gitara to taka, o której muzyk nie musi myśleć. Co by było, gdyby muzyk przez czas koncertu jedynie stroił gitarę i demonstrował jej możliwości?

Rabbi Bunam z Przysuchy, pewnego razu chcąc uczcić jakiegoś człowieka, poprosił go, by zadął w róg w swojej bożnicy. Ten, czując się doceniony zaczął długie przygotowania by dostroić swoją duszę do tego, co miał zrobić. Bunam, widząc to, krzyknął:

– Głupcze, dmij!

Głupcze, zacznij grać. Zacznij działać, zamiast po raz kolejny przeprowadzać analizę i dostrajać się.

Nie potrzebujesz kolejnej psychologii, kolejnych analiz i technik samorozwoju. Nie potrzebujesz kolejnego dostrajanie się. Potrzebujesz wreszcie przestać zajmować się sobą i skupić swoją uwagę na świecie wokół.

Zacznij działać taki, jaki jesteś. Zacznij działać z tego miejsca, w którym jesteś. Z tym, co masz. Z takim zamętem, jaki masz w sobie. Zostaw to. Nie dostrajaj się, nie przygotowuj, nie wprowadzaj w nastrój.

Zacznij grać swój koncert, choćbyś nie wiem jak czuł się rozstrojony. Bez obawy, tym różnimy się od gitar, że gdy skupimy się na utworze, mimochodem łapiemy strój.

Jak pisał Shōma Morita:

Machnij ręką na siebie. Zacznij działać teraz, gdy jesteś neurotyczny, niedoskonały, wiecznie zwlekający, leniwy, niezdrowy czy też jakiejkolwiek innej niecelnej etykiety w odniesieniu do siebie używasz. Idź naprzód i bądź najlepszą niedoskonałą osobą, jaką możesz być i zabierz się za rzeczy, jakich chcesz dokonać, zanim umrzesz.

Oczywiście wszystko wymaga umiaru. Nie chodzi o to, byś nigdy, przenigdy nie myślał, co tym, co czujesz ani nie dociekał, co się w tobie dzieje.

Ale szczególnie wtedy, gdy czujesz, że coś jest z tobą nie tak, że nie potrafisz dojść z sobą do ładu, że brakuje ci klarowności – zacznij działać. Wstań i zrób choćby kilka najprostszych kroków, na jakie cię stać.

Dzięki Bogu, nikt mi nie da na tacy, tego, o czym marzę

Całe szczęścia, że nasze marzenia nie realizują się bez naszego udziału.

Wyobraź sobie, że jesteś w górach i wyjeżdżasz kolejką na szczyt góry. Masz narty, świeci słońce a przed tobą wspaniałe zbocze. Już masz zamiar ruszyć w dół, ale spotykasz znajomego. Pyta:

– Gdzie jedziesz?

– Tam na dół. Umówiłem się w karczmie u podnóża na grzane piwo.

Twój znajomy macha ręką i za sekundę pojawia się nad tobą śmigłowiec. Zaszokowany nawet nie zdążyłeś stawić oporu, gdy po chwili wysadzają cię przed karczmą. Pilot widząc twoją zdziwioną minę pyta:

– Czy coś nie tak? Zdaje się, że tutaj pan chciał się znaleźć.

Niby tak, ale przecież najfajniejsza w tym wszystkim miała być droga. Prawo przyciągania to taki helikopter, który cię przenosi tam, gdzie chcesz być, nie angażując do tego twoich mięśni, emocji, myśli czy ogólnie wysiłku. Całe szczęście to jedynie nasza gnuśna fantazja na temat świata. Droga do marzeń jest tak samo ważna jak cel. Gdybyś dostał to, o czym marzysz bez żadnego wysiłku, to nie byłoby to samo.

Czasem, gdy człowiek stoi na górze, może mu się wydawać, że helikopter byłby najlepszym rozwiązaniem. Przecież mogę się połamać, zabić, rozbolą mnie mięśnie, ludzie będą się ze mnie śmiali. Proszę zabierzcie mnie stąd! Czy jest tu jakiś helikopter? Ale ponieważ helikoptera nie ma, możesz albo stać na szczycie i narzekać, albo puścić się w dół ryzykując wszystkie nieszczęścia, jakie mogą ci się pojawić po drodze.

Gdy człowiek już się przełamie okazuje się, że droga była równie wspaniała jak cel. Oczywiście ryzyko zawsze jest prawdziwe. Zawsze możesz się znaleźć w gipsie. Ale to nie zmienia faktu, że działając zawsze dostajesz coś bardzo cennego.

Jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie mogą nam się przydarzyć, jest to, że możemy działać dążąc do swoich celów. Nie twierdzę, że jest to zawsze łatwe i przyjemne. Ale bez działania bylibyśmy znacznie bardziej ubodzy.

Działanie nas oczyszcza. Gdy działasz musisz skupić się na zadaniu i świecie. Gdy pędzisz zboczem rozpływasz się w tym, co robisz. Jesteś jednym ze światem.

Abraham Joshua Heschel pisze:

Nie możemy zanurzać się w drobiazgową analizę własnego „ja”. I nie wolno nam skupiać się na problemie egocentryczności. Drogą do oczyszczenia „ja” jest unikanie rozmyślania nad nim i skoncentrowanie się na zadaniu, które mamy do spełnienia.

Działanie jest warunkiem szczęścia

Bez działania nie jesteśmy w stanie być szczęśliwi.

Kierkegaard powiedział, że drzwi do szczęścia otwierają się na zewnątrz. Gdy ktoś usiłuje się do niego wedrzeć, przed tym się zamykają. Dopiero, gdy zajmiesz się tym, co masz do zrobienia, gdy skupisz swoją uwagę na celu, szczęście nieśmiało uchyli drzwi i wyjdzie do ciebie.

Ze szczęściem jest jak ze snem. Frankl pisze:

Sen nie przychodzi do tego, kto go zbytnio pragnie, bo tym samym wypłasza go. Dlatego sen słusznie porównywano do gołębia, który, gdy zachowujemy się spokojnie siada na ręce, ale odlatuje, gdy usiłujemy go pochwycić.

Zamiast włamywać się do szczęścia, zadowolenia, przyjemności czy klarowności, ustal cel i zacznij działać.

To może być mały cel. Nic szczególnego. Żadna rewolucyjna zmiana. Ale niech to będzie coś, co wiąże się z najcenniejszymi dla ciebie wartościami.

Pomyśl, co dzisiaj możesz zrobić.

Wybierz coś realnego. Coś, co da się osiągnąć w takich warunkach, w jakich jesteś. Z tym, czym dysponujesz. Jeżeli chcesz możesz wybrać coś rewolucyjnego, ale znacznie lepiej zrobi, gdy na początek wybierzesz coś małego i prostego.

Znajdź jakiś łatwy, prosty cel i go osiągnij. Jeżeli twoją wartością jest powiedzmy twórczość i chcesz coś napisać, usiądź i pisz przez dziesięć minut. Jeżeli chcesz zmienić pracę, możesz np. przez dziesięć minut popracować nad swoim cv. Jeżeli chcesz poprawić kondycję, idź na dziesięcio minutowy spacer.

Jeżeli dziesięć minut to zbyt dużo – rób coś przez minutę.

Rób to jutro i przez kolejne dni. Być może, zbyt wiele to ci nie da. Ale ten choćby jeden prosty krok sprawi, że coś zacznie się w tobie dziać.