Zaznacz stronę

Witajcie

(mam nadzieję, że pan Rusinek tego nie czyta, bo naprawdę już nie wiem jak mam się inaczej witać w internecie, „Szanowny czytelnicy” mi przez klawiaturę nie przejdzie 🙂

Przycichłem nieco, ale to nie dlatego, że nic nie robię. Ten tydzień postanowiłem poświęcić na nieco zwariowane zadanie jakim jest napisanie książki. Tak, książka w tydzień. Jakieś 15 stron dziennie. Nieco ambitnie.  Ale na tym właśnie polega problem. Jestem w stanie szybciej napisać sto stron, niż pozyskać stu  klientów. Czy jest sens uparcie robić to, co mi nie wychodzi? W końcu są tacy, którzy mają zupełnie odwrotnie. Może zatem jeszcze raz spróbować z nimi?

Poza tym, jak już mam wpaść w tą dziurę, która przede mną, to wolę z rozpędem. A nuż dolecę do drugiej strony. Asekuranckie osuwanie się nie do końca jest dla mnie.

A może po prostu chcę odpocząć? Takie tempo, codziennie po minimum dwanaście godzin za biurkiem (oczywiście z obowiązkowym 3 minutowym biegiem co pół godziny i 10 minutową medytacją co dwie i pół) z jednej strony jest mordercze, ale z drugiej, po okresie drobienia, szarpania, załatwiania tysiąca pięciuset rzeczy w ciągu jednego dnia –  jest relaksem. Można więc powiedzieć, że zafundowałem sobie coś w rodzaju urlopu.

Na razie, w połowie tygodnia, zgodnie z planem jestem po  połowie książki. Zobaczymy jak będzie dalej. Najgorzej jest zazwyczaj na jakimś osiemdziesiątym procencie. Zobaczymy. Może być ciężko, bo stare oszustwa (włączanie wcześniej napisanych tekstów) już wykorzystałem. Ale z drugiej strony – robiłem już nie taki rzeczy. Przez lata pracy jako autor materiałów szkoleniowych miałem jeszcze gorsze terminy. Czasem trzeba było pisać przez parę dób, łącznie z nocami.

Z racji pisania, a dodatkowo przygotowywania do druku poprzedniej książki, niewiele czasu mi zostaje. Szkoda mi, że nic się ty nie pojawia.

Ale dziś rano wpadłem na prosty pomysł. Przecież nie wszyscy znają moje teksty z zamkniętych szkoleń. Było kiedyś takie szkolenie (albo raczej pół szkolenia) zatytułowane „Jak radzić sobie z wątpliwościami pod własnym adresem”.

Dzisiejszy teks (ten bardziej świeży) będzie właśnie stamtąd. Tym bardziej, że jego fragment, nieco zmieniony, wykorzystałem w książce nad którą pracuję. Książka jest bowiem zatytułowana Bez Uników i dotyczy tego jak pokonywać – idąc na wprost – brak pewności, wahania i lęki.

Pozdrawiam serdecznie,

Tekst za chwilę.

Zbyszek