Zaznacz stronę

Pomalowane na biało ściany, wentylacja, nowoczesne (jak na lata pięćdziesiąte) meble. Trudno się domyśleć, że to piwnica. Na środku maszyna. Niewiele osób mogło ją zobaczyć. Jednak ci, którym się to udało byli zachwyceni. Jej światełka pobłyskiwały, zworki pstrykały, a wentylatory szumiały. Po włączeniu, gdy nagrzały się lampy (tranzystorów jeszcze nikt nie wymyślił) wystarczyło włożyć wypełnione przez uczniów testy, a maszyna zaczynała obliczać wyniki. Była niezawodna, obiektywna i pracowita. Po godzinie czy dwóch, jej drukarka z hukiem wypluwała listę nazwisk i punktów. To było lepsze niż dotychczasowe szablony i ołówki.

Tego dnia, operator włożył do maszyny wyjątkowo dużo kartek. Był koniec roku szkolnego testy przeprowadzano we wszystkich końcowych klasach. Oprócz typowych, cała bateria testów psychologicznych, których zadaniem było określenie potencjału uczniów. Szum maszyny był monotonny i po piętnastu minutach operator zapadł się głęboko w fotel. Gdy zaczął chrapać z rogu pokoju wybiegła mała mysz. Podbiegła do maszyny i zaczęła ją obwąchiwać. Maszyna pracowała akurat nad testem wypełniony przez Henrego Carsona. Gryzoń podbiegł do tylnej ściany, szukając drogi do środka. Wsadził głowę w jakiś otwór i nagle niebieska iskra, przeskoczyła z jednego przewodu na drugi, jako pomost wykorzystując mysie wąsy. Mysz odskoczyła i rzuciła się do ucieczki. Była tak oszołomiona, że usiłując wejść do nory zderzyła się ze ścianą. Bum – drugi raz. Dopiero za trzecim się udało. Hałas obudził operatora. Przetarł oczy. Maszyna pracowała. „Musiało mi się coś przyśnić, wszystko jest w porządku” pomyślał i wrócił do drzemki.

Maszyna rzeczywiście działała sprawnie. Jednak przez krótką chwilę, nie wszystko był tak, jak powinno. Spięcie sprawiło, że wyniki Henriego nie zostały poprawnie obliczone. Henry był przeciętnym, niepewnym swoich możliwości uczniem. Miał nadzieję, że poszło mu dobrze, ale równocześnie bał się, że zawalił. Gdyby nie mysz, jego wyniki nie byłby rewelacyjne, znalazłby się gdzieś w środku. Jednak dzięki spięciu Henry został zakwalifikowany do 1% najzdolniejszych osób.

Wiadomość o niezwykłych umiejętnościach Henrego szybko się rozeszła. Nauczyciele patrzyli się niego w zupełnie nowy sposób, zastanawiając się jak to możliwe, że przeoczyli tak zdolną osobę. Szkolni psycholodzy byli zaintrygowani tym, jak to się stało, że nie wyłowili takiego oczywistego talentu. Dyrektor szkoły był dumny, że ma tak utalentowanego ucznia. Dyrektorzy koledżów prześcigali się z zachętami by wybrał ich szkołę.

Świat Henriego zmienił się nie do poznania. Urósł jako uczeń i jako człowiek. Poczuł, że po raz pierwszy ktoś poznał się na jego możliwościach. Uwierzył, że ma prawo marzyć o naprawdę wielkich rzeczach. Poczuł się pewny, że z takimi możliwościami da sobie radę. I nawet, gdy podczas jednego z następnych testów, nie dostał już tak doskonałego wyniku (mysz była zbyt przerażona by kiedykolwiek więcej zbliżyć się do maszyny) nie przejął się tym, tylko przypomniał sobie poprzednie, wyniki. „Wypadek przy pracy, muszę się bardziej postarać” pomyślał. Henry, pewny wiary we własne możliwości, otoczony troskliwą opieką nauczycieli i rodziców, wyrósł i stał się jedną z ważnych osobistości swego pokolenia.

* * *
To, co o sobie myślisz ma decydujący wpływ na twoje życie. Szczególnie ważne jest to, co myślisz o swoich możliwościach. Osoby, które wierzę, że mają w sobie potencjał, zupełnie inaczej interpretują przeszkody i porażki. Ktoś, kto wierzy w swoje możliwości, pod wpływem porażki bardziej się stara. Ktoś, kto nie wierzy – rezygnuje i poprzestaje na małym. Im większą masz wiarą w swoje możliwości, tym większe marzenia wydają ci się realne. Gdy nie wierzysz w swoje możliwości, albo się ograniczasz i marzysz o rzeczach zbyt małych, albo zatrzymujesz się w sferze fantazji.

W jednym z poprzednich postów pisałem o marzycielach i fantastach – ludziach, którzy zdają się zaprzeczać zasadzie, że im wyraźniej widzisz swój cel, tym łatwiej ci go osiągnąć. W rzeczywistości oni nie zaprzeczają tej zasadzie, tylko pokazują, że oprócz wizji potrzebna jest jeszcze wiara. Marzyciele mają żywą wyobraźnię i niską wiarą we własną skuteczność. Wiedzą że pewne rzeczy są możliwe – możliwe jest stworzenie doskonałej firmy, zostanie aktorem, znalezienie doskonałego partnera czy napisanie dobrej książki, itp. W końcu inni ludzie takie rzeczy osiągają. Ale nie wierzą, że również oni, są sobie w stanie z tym poradzić. Henry Carson przez przypadek uwierzył. Ale na przypadki nie warto liczyć.

[ratings]

Anegdotę o Henrym Carsonie pożyczyłem stąd