Jeden z powodów dla których potrzeba porównywania się jest tak mocna, to pragnienie własnej wyjątkowości. Mamy ambicję – przynajmniej niektórzy z nas – by się wybić ponad przeciętność i szarość. By wyrwać się z udeptanych ścieżek przeciętności. Wiele oczekujemy od życia. Nie chcemy go tracić tak, jak nasi rodzice, znajomi, sąsiedzi, czy inni, zadawalający się tym, co dostali. My musimy wyrosnąć ponad nich.

Porównujemy się także z najlepszymi. Szukamy mistrzów, badamy ich osiągnięcia i staramy się ich naśladować. Chcemy im dorównać. Doścignąć ich. Nauczyć się czegoś, co sprawi, że my również staniemy się wyjątkowi.

Pragnienie wyjątkowości

Nie wiem czy jest ktoś, kto nie oglądał filmu Matrix. Byłem na nim dwa razy w kinie i z piętnaście razy obejrzałem go na video. Gdyby ktoś nie znał fabuły: był sobie Neo. Jego życie było do niczego. Praca kiepska. Najlepszą z rozrywek – drzemka na klawiaturze komputera. Ogólnie, życie, to tylko kiepski sen. Któregoś dnia spotyka ludzi, którzy mówią mu, że wszystko co go otacza to złudzenie stworzone przez bezwzględne maszyny a on jest wybrańcem, jedynym człowiekiem, który może ocalić ludzkość. Początkowo nie wierzy, ale się przekonuje.

Film stał się tak popularny wcale nie dzięki zdjęciom, efektom specjalnym, muzyce, choreografii i aktorom (choć to wszystko było bardzo ważne). Sama forma to za mało by aż tak bardzo zawładnąć widzami. Bracia Wachowscy zagrali na jednym z najgłębszych pragnień człowieka: odkryć któregoś dnia, że jest się wybrańcem, od którego zależą losy świata.

To pragnienie jest najbardziej widoczne, gdy jesteśmy młodzi, potem stopniowo zużywa się i zostaje z niego jedynie zwitek poczucia żalu, rozczarowania i wyrzutów sumienia.

Droga, jaką przechodzi Neo (jak każdy inny bohater dobrej bajki) jest obrazem naszej własnej drogi. Nasze życie domaga się tego by znaleźć w nim swoją wyjątkowość i niepowtarzalność. Póki tego nie zrobimy, świat będzie nam się wydawał tylko głupim snem.

Próbujemy tą wyjątkowość osiągnąć porównując się z gorszymi i naśladując lepszych.

To nic nie daje.

Wyjątkowości nie musimy osiągać. Od dawna ją mamy.

Każdy jest wyjątkowy

Martin Buber przytacza słowa jednego z cadyków o imieniu Zusja:

W przyszłym świecie nie będą mnie pytać „Czemu nie byłeś Mojżeszem?”. Zapytają „Czemu nie byłeś Zusją?

Dosyć obrazoburcze. W chrześcijaństwie, często mówi się o  naśladowaniu Chrystusa. Jest nawet książeczka pod takim tytułem napisana przez Tomasza à Kempis. Zusja, gdyby w ogóle się wypowiadał na ten temat, powiedział by: „W przyszłym świecie nikt nie zapyta czemu nie byłeś Chrystusem. Zapytają zamiast tego, czemu nie byłeś Zbyszkiem, Anią, Olą, Tomkiem, Moniką, Marzeną, Beatą, …”.

Jeżeli tak jest w odniesieniu do Mojżesza czy Chrystusa, to o ile bardziej nie warto imitować zwykłych ludzi. Czy powinienem być jak matka Teresa z Kalkuty, Albert Einstein, Mark Twain, Robert Kubica czy John Malkovich? Czy powinienem być taki jak moi mistrzowie i mentorzy?

Od czasu do czasu można usłyszeć, że gdy człowiek staje się gotowy, pojawia się mistrz. Ktoś mi ostatnio zwrócił uwagę, że to pomyłka. Gdy stajesz się gotowy, mistrz znika. Albo przynajmniej mistrz rozumiany jako ktoś, kogo trzeba kopiować. Jeżeli ktokolwiek każe ci się kopiować, to znaczy że jest oszukanym mistrzem. Prawdziwy wyciąga to, co jest w tobie wyjątkowe i pozwala ci znaleźć swoją własną drogę. Nie wtłacza cię w coś, co kiedyś wynalazł dla siebie.

Czasem my sami, na siłę robimy z innych ludzi mistrzów. Czytamy biografię, oglądamy filmy, słuchamy tego, co mają do powiedzenia i staramy się przystosować swój sposób życia do ich. To nie ma większego sensu. Możesz w ten sposób nauczyć się jakichś praktycznych trików. Możesz coś podpatrzeć. Możesz nawet pozbyć się ciężaru podejmowaia własnych decyzji. Ale gubisz coś, co jest znacznie cenniejsze: twoją własną drogę do twojej wyjątkowości.

Bycie takim jak inni – choćby najlepsi – jest strasznym marnotrawstwem.

Jesteś absolutnie jednorazowym projektem. Niepowtarzalnym. Drugiego takiego nigdy nie było i nie będzie. Choćby na świecie było sto miliardów ludzi, jesteś unikalny. Przyniosłeś ze sobą coś czego nikt nie miał, nie ma i nie będzie nigdy mieć. Byłbyś niepotrzebny, gdybyś miał być tacy, jak inni.

Martin Buber (w książeczce Droga człowieka według nauczania chasydów) pisze:

Każdy człowiek jest nowym zjawiskiem w świecie i został powołany by wypełnić swoją jednorazowość na ziemi … Najważniejszym celem każdego człowieka jest urzeczywistnienie jego unikalnych możliwości, tych, których nigdy przedtem nie było i nigdy potem nie będzie, nie zaś powtarzanie czegoś, co ktoś inny, choćby nawet największy, kiedyś już zrobił.

To nie oznacza własnego kultu

To, że jesteś wyjątkowy nie oznacza, że masz rozpocząć swój kult i obnosić się ze swoją wyjątkowością. Każdy z nas tak samo jest wyjątkowy. Nie jestem mniej wyjątkowy od ciebie. Ty nie jesteś mniej wyjątkowy ode mnie.

Wyjątkowość ani nie jest naszą zasługą, ani nasze wysiłki nas do niej nie przybliżają. Nie potrzebujemy się starać o wyjątkowość. Nie musimy rozwijać swojej oryginalności czy niezwykłości. Nie musisz się dziwacznie ubierać, specyficznie wysławiać, szukać niecodziennego hobby czy poruszać się za pomocą dziwacznych kroków.

Jesteś wyjątkowy, wtedy, gdy jesteś naturalny. Taki jaki jesteś, bez żadnych udziwnień, pogłębień czy kombinacji. W zen radzi się adeptom by kultywowali „zwyczajny umysł”. To właśnie ten zwyczajny umysł jest wyjątkowy. Nie ten udziwniony, egzaltowany i silący się na oryginalność.

Płatki śniegu nie starają się wyróżniać, a jednak każdy z nich jest zupełnie inny. Nie ma dwóch takich samych. Jakiś zakompleksiony płatek mógłby próbować doczepić sobie wyjątkowe (jego zdaniem) wzorki. Mógłby próbować zaprojektować się w sposób „unikalny”. Tylko po co? Robiąc to straciłby to, co przesądza o jego wyjątkowości.

Jesteśmy jak płatki śniegu. Wyjątkowi i niepowtarzalni. Nie dlatego , że się staramy. Dlatego, że tak zostaliśmy stworzeni – czy jeżeli wolisz – dlatego, że tak działa natura.

Przyjmowanie tego, co masz w sobie

Patricia Ryan Madson, która uczy improwizacji na Uniwersytecie Stanford, w swojej książce „Imprv wisdom” proponuje proste ćwiczenie. Spróbujmy je zrobić razem.

Usiądź wygodnie i wyobraź sobie paczkę. Pięknie zapakowaną i przewiązaną wstążką. Poświęć chwilę, na to by zobaczyć paczkę najwyraźniej jak tylko potrafisz.

Jaki kolor ma papier? Jaki kolor mają wstążki? Dotknij paczki. Podnieś ją i sprawdź jej wagę. Jeżeli chcesz możesz nią potrząsnąć.

A teraz rozwiąż wstążkę i odpakuj paczkę. Otwórz ją i popatrz do środka.

Co zobaczyłeś? Co było pierwszą rzeczą, o jakiej pomyślałeś?

Wyciągnij prezent i przyjrzyj się mu.

Czy udało ci się odkryć to, co było w pudle?

Wiele osób jest rozczarowanych, tym co najpierw zobaczy. Szybko odrzuca swój pierwszy pomysł i szuka czegoś innego. Ten pierwszy jest nie dość dobry, szukają czegoś oryginalnego czy bardziej odpowiedniego.

Czy należysz do takich „wymyślających” zawartość pudełka osób? Czy czujesz się odpowiedzialny za to, co się w tobie pojawia? Czy starasz się sprawić by było to jak najlepsze? Czy obawiasz się, że tam w środku niczego nie ma, albo jest to nie dość cenne?

Ja niestety ciągle taki jestem. Ciągle jest we mnie potrzeba robienia i mówienia niezwykłych rzeczy, mimo, że wiele razy się przekonałem, że najcenniejsze jest to, co po prostu samo wypływa i co jest najbardziej proste i najzwyklejsze.

Gdy wymyślasz co ma być w pudełku twój umysł pracuje w trybie osądzania. Czasem jego efektem jest puste pudełko. Wszystko co się pojawia osądzamy jako nie dość dobre czy nie dość wyjątkowe. Ciągle szukamy czegoś innego, czegoś, co będzie dość oryginalne, wyjątkowe czy ponadprzeciętne. Tak jest gdy próbujemy napisać coś wyjątkowo mądrego, dać komuś jakiś wyjątkowy prezent czy zrobić ze swoim życiem coś naprawdę istotnego. Zamiast powiedzieć, dać czy zrobić, tracimy czas na szukanie niezwykłości. Im bardziej nam zależy na oryginalności, tym bardziej zblokowani i sztampowi się stajemy.

Można do tego ćwiczenia podejść inaczej. Nie wymyślać tego co powinno być w pudełku, ale pozwolić się zaskoczyć. Zaakceptować pierwszy pomysł. Przestawić tryb osądzania na tryb akceptacji.

Po prostu odkryj to, co jest w środku. Nie musisz się starać być oryginalnym. Jeszcze raz zobacz pięknie opakowane pudełko i pozwól zaskoczyć siebie samego tym co znajdziesz w środku.

Gdy w ten sposób wykonasz to ćwiczenie, małe są szanse, byś kogoś powielił. Patricia pisze, że gdy przeprowadza to ćwiczenie w grupie kilkudziesięciu osób, każdy znajduje coś innego. Rzadko się zdarza by dwie osoby zobaczyły to samo.