Zaznacz stronę

Jakiś czas temu mieszkałem w otoczeniu drzew owocowych. Pamiętam dwa  z nich. Pierwsze to bujna, rozłożysta jabłoń. Piękne liście, po jednej stronie błyszczące i ciemnozielone, po drugiej blade, pokryte lekkim meszkiem. Można by było w jej cieniu wyciągnąć koc i przeczytać książkę. W jej szumie można by było się zdrzemnąć. Można by było toczyć z kimś długie dysputy, flirtować, sprzeczać się, opowiadać dowcipy. Nie można było zrobić tylko jednego: znaleźć na niej smacznego owocu.

Druga jabłoń: poskręcany, pochylony pień. Marne liście, nierówna korona. Na flirtowanie czy toczenie uczonych dysput, nikomu by pod nią nie przyszła ochota. Jabłka jednak były wspaniałe. Nie takie jak te, które teraz można kupić w sklepach. Prawdziwe jabłka z zapachem, smakiem i kolorem, od zjedzenia których człowiekowi robiło się lżej.

Pierwsze z tych drzew zostało wycięte. Zabierało za wiele światła. Książki czytało się lepiej pod innymi drzewami, pod którymi trawa były bujniejsza i które były bliżej domu. O wycięciu drugiego, mimo pokracznego kształtu, nikt nie myślał.

Jest dziś tyle osób o wspaniałym ulistwieniu i rozłożystych koronach. Szumią jak mogą najgłośniej – na facebookach, blogach, forach, gazetach, w telewizji.

Problem polega jednak na tym, że ich gałęzie są puste, a oni dobrze o tym wiedzą. Czują pustkę i tęsknią za zmianą. Jakoś próbują sobie poradzić – modnie przycinają korony, modulują szmer liści – ale to niewiele zmienia.

W środku człowiek nie tęskni za tym, by mieć smukły, prosty pień, rozłożystą koronę czy połyskujące liście. Tak naprawdę tęskni za jednym: za owocami na swoich gałęziach.

*

Wiem, nie jesteś osobą, która bryluje i rozpycha się w mediach. Wiele osób, czytających ten blog, czyje się w środku zawiedziona sobą i swoim życiem. Mówią:

– Nie jestem taki, jak chciałbym być…

– Nie robię, tego co powinienem…

– Nie czuję takiej motywacji jaką powienienem czuć…

– Nie jestem tak rzutki, przedsiębiorczy, zaradny…

– Co mam zrobić – pytają – może zacząć medytować?

– Może pojechać na warsztaty, podczas których przepracuję wszystkie  problemy?

– Może poszukać jakiegoś dobrego psychologa?

– Może zacząć biegać albo całkowicie zmienić dietę?

Każda z tych rzeczy jest cenna. Nie będę się z nikim spierał o zalety medytacji czy psychoterapii. Ale to wszystko nie zmienia zasadniczego problemu: masz liście, nie masz owoców. Zabierasz światło, nie dajesz w zamian pożywienia.

Co z tego, że masz skręconą psychikę? Co z tego, że nie jesteś najmodniejszy? Co z tego, że nie znasz najnowszych trendów? Co z tego, że nie czujesz aż tak mocnej motywacji?  Co z tego, że nie czujesz się dość  dynamiczny i  na czasie?

Brzydkie, poskręcane jabłonie, wciąż mogą dawać owoce i to owoce bez porównania lepsze niż te rozpychające się na cały sad.

*

O co chodzi z tymi owocami? O prostą zmianę perspektywy.

Przestań, choć na jakiś czas, przejmować się swoim rozwojem, swoją doskonałością, swoimi błędami i tym jak bardzo sam siebie zawodzisz. Przestań tak bardzo starać się o to, by być sprawniejszym, lepszym i bardziej wydajnym. Zamiast tego zainteresuj się tym, czego potrzebują ludzie wokół i daj im coś z siebie.

Troska o siebie samego jest dobrą rzeczą, ale często najlepszą rzeczą jaką możemy sobie samemu ofiarować, jest przeniesienie uwagi na innych.

Martin Buber cytuje słowa cadyka Eliezera, któremu jeden z chasydów z Nowego Sącza, skarżył się z rozpaczą, że ciągle jeszcze nie może osiągnąć prawdziwej zmiany, mimo, że przybywa mu siwych włosów.

– Przyjacielu – odparł rabbi Eliezer – myślisz tylko o sobie. A gdybyś tak zapomniał o sobie i pomyślał o świecie?

Buber pisze dalej:

Człowiek, który nieustannie trapi się pokutą i zamęcza myślami, że jego uczynki są niewystarczające, pozbawia dzieło naprawy siebie najlepszej cząstki swojej energii.

Nie sądzę by wielu z nas trapiło się pokutą, ale czy nie trapimy się wciąż, tym, że ciągle robimy za mało i ciągle nie jesteśmy skutecznie naprawieni?

Czy nie trapią nas myśli w rodzaju:

– Muszę bardziej się starać!

– Muszę coś zmienić by być bardziej efektywnym!

– Muszę pozbyć się wreszcie wad!

– Muszę wreszcie zacząć robić z sobą coś sensownego!

– Muszę wreszcie znaleźć jakiś sposób na siebie i swoje problemy!

Przyjacielu, a gdybyś tak pomyślał o świecie?

Masz rację, nie jesteś doskonały. Tak wiele ci jeszcze brakuje. Tak, co rusz zdarzają ci się błędy. Tak, nie wszystko masz w głowie dobrze ułożone. Owszem, wiele pracy nad sobą potrzebujesz.

Ale może byś, na jakiś czas przynajmniej, zaczął poświęcać temu co wokół ciebie, przynajmniej tak samo wiele uwagi, jak poświęcasz samemu sobie?

Nie chodzi o dramatyczne zmiany. Wystarczą proste rzeczy. Kilka z tych, które mi przychodzą do głowy:

  • Uśmiechnij się do kogoś, okaż mu swoją życzliwość, niech poczuje się lepiej.
  • Wysłuchaj kogoś, wyraź współczucie i zrozumienie. Nie dawaj rad, (chyba, że o nie prosi) po prostu uważnie z nim pobądź.
  • Pomóż komuś. Zrób coś, czego sam nie potrafi zrobić, a co dla ciebie jest łatwe.
  • Zadzwoń lub napisz do kogoś, z kim dawno nie rozmawiałeś, a kto ucieszy się z tego.
  • Zrób komuś mały prezent, może być bez okazji.
  • Bądź uprzejmy wobec ludzi, nawet, gdy oni nie są uprzejmi. Daj im swoją łagodność. Nie domagaj się by wszyscy traktowali cię jak „najważniejszego klienta na świecie”. Ludzie, którzy cię obsługują, też są ludźmi a ich życie jest pełne zmartwień.
  • Rozejrzyj się wokół siebie i poszukaj kogoś, kto robi coś cennego w twoich oczach. Powiedz mu, że ci się to podoba. Podziękuj.
  • Nie wymądrzaj się. Nie wypowiadaj swojego zdania, jakby to była prawda objawiona. Zamiast tego pozwól ludziom powiedzieć, co mają do powiedzenia. Uwierz, nie musisz być aż tak mądry / wspaniały / rezolutny / inteligentny / wyrafinowany jak ci się wydaje (i uwierz, że nigdy aż takim nie uda ci się stać).
  • Bądź cierpliwy. Nie popędzaj, nie pouczaj, nie domagaj się by ludzie robili wszystko tak, jak tego oczekujesz.
  • Gdy widzisz, że ktoś nie radzi sobie z czymś na czym się znasz, podpowiedz mu. Nie rób tego za niego, ale cierpliwie pomóż mu się tego nauczyć.
  • Bądź otwarty na małe okazje. Może komuś trzeba przytrzymać drzwi, może potrzebna jest pomoc przy wniesieniu wózka do autobusu, może ktoś chce przejść przez przejście dla pieszych, może jakiś śmieć leży obok kosza…

To wszystko małe rzeczy. Jednak dzięki temu, że są skierowane na innych, pomagają wyrwać się zaklętego kręgu samodoskonalenia się za każdą cenę.  Otwierają nas na świat, bez którego całe nasze samodoskonalenie jest pomyłką. To drobne kwiaty na gałęziach. Dają nadzieję, że pojawią się na nich także owoce.

*

Nie zatrzymuj się jednak na przypadkowych aktach dobroci (random acts of kindness). Nie chodzi tylko o to, co robisz wolnym czasie.

Pamiętaj o innych także wtedy, gdy zabierasz się za większe rzeczy, za swoją Pracę (nie tylko w tym sensie, że ci za to płacą, ale w tym, że chcesz to robić najbardziej poważnie jak tylko można).

Gdy stajesz przed swoją Pracą, często  włącza ci się zła perspektywa.

– To jest ważne – myślisz – muszę to zrobić najlepiej!

I zaczynasz. Nad każdym drobiazgiem siedzisz godzinami, każdy szczegół doprowadza cię do agonii (bo przecież można to zrobić lepiej i przecież tak bardzo mi na tym zależy). Praca, zamiast cieszyć i dawać energię, odbiera ją. Jak to się stało, że cała energia skisła i zmieniła w udrękę?

Zapomniałeś o świecie.

Praca (ta z dużej litery) to coś co trzeba robić tak dobrze, jak tylko się da.

Ale dla kogo?

Dla swoich wyobrażeń? Dla jakiegoś unoszącego się w próżni ideału?

Rób to dobrze dla innych. Jak to ktoś powiedział: nie bądź najlepszy na świecie, bądź najlepszy dla świata. Nie dla całego świata, dla twojego kawałka świata.  Dla tych ludzi, z którymi rozmawiasz, z którymi spotykasz, pracujesz, robisz interesy.

Gdy popatrzysz na swoją pracę z ich perspektywy, od razu przychodzi otrzeźwienie. Czy dla innych to takie ważne, by każde moje słowo było dopracowane, przemyślane i lekkie? Czy jeżeli to nie będzie idealne, nikt z tego nie skorzysta?

Przestań się tak bardzo interesować doskonałością i zacznij dostrzegać to,  co ludziom jest potrzebne.

*

Dawać owoce, to dawać innym coś z siebie.

Zacznij dawać owoce i nie przejmuj się tym czy masz smukły pień i zdrowe liście. Nie przejmuj się nawet wielkością owoców, przecież ważniejszy jest smak. Jeżeli zrobisz coś szczerze, z prawdziwą troską i zainteresowaniem innymi, twoje owoce nigdy nie będą kwaśne.

I jeszcze jedno: gdy interesujesz się potrzebami innych, gdy dajesz im coś z siebie, nie myśl, że robisz im jakąś łaskę. Niech ci się nie wydaje, że jesteś jakimś szlachetnym altruistą. Nic podobnego. Zwracając się w stronę innych, w pierwszym rzędzie pomagasz sobie.

Marniejemy nie dlatego, że brakuje nam ruchu, diety i warunków życiowych, marnujemy swoje życie i w padamy w depresję nie dlatego, że nikt nam nie pomógł i ludzie nie byli dość mili, ale dlatego, że nie znaleźliśmy sposobu na to by dzielić się sobą z innymi.

Tak, uważam, że ludzie cierpią na depresję nie dlatego, że są za mało kochani, albo za dużo w życiu przeszli. Ludzie cierpią na depresje (i dziesiątki innych, mniej modnych chorób) bo nie umieją dawać innym siebie. Nie umieją, bo pozwolili sobie wmówić, że są sami na świecie i że najważniejszą rzeczą jest zrobić porządek z sobą. Póki jest dobrze myślą: najpierw moje osiągnięcia, mój rozwój, moja praca, moje przyjemności.  Potem zostaje: moje cierpienie, mój ból, mój smutek, moje problemy.

Całe szczęście droga do tego by wszystko zmienić nie jest taka trudna. Wystarczy przestać tak kurczowo trzymać się tego „moje”.

W świetnej książka dr Deana Ornisha „Miłość i przetrwanie”  jest rozmowa z pewną panią profesor medycyny, która mówi:

Cierpimy nie dlatego, że doznajemy bólu. Prawdziwym cierpieniem jest poczucie, że jesteśmy w bólu sami. To właśnie czyni nasza kultura. Oddziela nas od siebie, tak iż ludzie sądzą, że są samotni. Wielu ludzi mówi mi: „Wiesz przydarzyło mi się…”.  I gdy opowiadają o tym, co im się przydarzyło, wydaje się jakby myśleli, że tylko oni sami czują coś takiego. Nie widzimy tego, że nie jesteśmy w tym osamotnieni.

Co się dzieje, gdy dostrzeżesz, że inni również cierpią, również są zagubieni, również im się nie układa, również mają problemy? Zaczynasz im współczuć. Współczucie, to kolejny kwiat na gałęzi. Jeżeli go nie zagłuszysz, coś z niego wyrośnie. A nawet, gdy niewiele wyrośnie: gdy współczujesz innym, możesz ciągle być smutnym, ale nie możesz już być w depresji.

Twoje współczucie i troska o innych leczy przede wszystkim ciebie. Jak pisze dr Ornish:

Wszystko, co otwiera cię na świat, sprzyja zdrowieniu – można to bardzo gruntownie zmierzyć – niezależnie od innych znanych czynników, takich jak dieta i ruch.

Chcesz być zdrowym? Dobrze się odżywiaj. Dużo się ruszaj. Codziennie rób coś dla innych. Bądź życzliwy, współczuj, pomagaj, poświęcaj uwagę, pracę

Co możesz dziś zrobić dla innych? Komu możesz pomóc? Komu możesz poświęcić z uwagą i skupieniem kilka minut?