Chcę zobaczyć jak robisz krok naprzód mimo przerażenia i lęku

Jedna litera

Jedna litera opisuje różnicę kluczową dla sukcesu i aktywnego życia. Ta litera to „z” zamiast „w”. Konstruktywne życie to być z lękiem, przerażeniem, dyskomfortem, poczuciem klęski, poczuciem bycie nie ok.… Przegrane życie to żyć w lęku, przerażeniu, dyskomforcie, poczuciu klęski, poczuci bycia nie ok.…

Pisząc i mówiąc o akceptacji, czasem czuję jak wracają mi stare nawyki myślowe. Mówię słuszne rzeczy – żeby nie próbować się pozbywać lęku, by odczuwać go i nie wypierać ze świadomości. Ale czasem ludzie – i ja sam – rozumiemy je to tak: Nie da się nic zrobić. Pogrąż się w smutku, wątpliwościach i poczuciu klęski. Przeżywaj je a być może, to wszystko przejdzie. Czasem rzeczywiście przejdzie. Czasem rzeczywiście pewne rzeczy trzeba przeczekać. Trzeba swoje przepłakać, nauciekać i nawalczyć. A potem, któregoś dnia wszystko przejdzie. Obudzisz się rano a niebo, po raz pierwszy od lat nie będzie burzowe, ale lekkie i wiosenne.

Ale czasem – dosyć często – nie mamy takiego luksusu. Życie się toczy. Od naszych decyzji i działań zależy nasze jutro i los bliskich. Nie ma czasu, nie ma sensu i nie ma potrzeby siedzieć i czekać aż wszystko minie. I wtedy dociera do mnie, że tak naprawdę akceptacja polega na czymś zupełnie innym.

Akceptować nie znaczy, że masz żyć w lęku, poczuciu beznadziei czy depresji. Nikt nie powiedział, że masz płakać, późno wstawać, leżeć długie godziny w łóżku czy unikać tego, co cię przeraża. To nie jest akceptacja. To pogodzenie się, poddanie się, oddanie pola walki.

Czy naprawdę na niczym ci już nie zależy? Czy chcesz by tak to wszystko wyglądało?

Czy ten pełen wątpliwości, lęku i wahań człowiek, to naprawdę ty?

Czy to już wszystko?

Trochę to trudno opisać. Staram się, ale żaden opis nie zastąpi doświadczenia.

Nieprzyjemne emocje

Nasze życie jest pełne wielu nieprzyjemnych i bolesnych emocji. Nie masz wyboru, musisz doświadczać (przynajmniej czasem) lęku, smutku, depresji, poczucia bycia beznadziejnym przypadkiem… Ani za swoje grzechy, ani za grzechy rodziców, ani za kraj, w jakim się urodziłeś, ani za głupotę. Po prostu tak działa twój układ nerwowy.

Niektórzy mają lepiej, niektórzy gorzej. Ja sam jestem kopalnią nieprzyjemnych emocji. Kiedyś winiłem się za to, dziś przypisuję to konstrukcji mojego układu nerwowego. Po prostu niektórzy rodzą się przewrażliwieni, porywczy i z tendencją do smucenia, podczas gdy inni rodzą się stabilni, spokojni i uśmiechnięci. Jedni rodzą się wysocy, inni niscy. Mam taki układ nerwowy, jaki mam.

Nie to się liczy czy pojawiają się w tobie bolesne emocje, ale co z nimi zrobisz. I tu są trzy możliwości.

Pierwsza – poddać się i żyć w nieprzyjemnych emocjach

Niektórzy nazywają to akceptacją. Ale poddanie się to poddanie. Przyjrzyj się proszę ludziom, którzy skapitulowali. Popatrz na tych smętnych, przetłoczonych życiem staruszków siedzących na ławeczkach. Albo na tych młodych, którzy stwierdzili, że to wszystko ch…. i nie chce im się ruszać palcem w bucie. Przestało im zależeć na życiu. Ich emocje przejęły kontrolę na życiem. Tak jakby w nich utonęli. Są w swoim świecie, bez kontaktu z rzeczywistością. Płaczą, plują, wściekają się…ale nie żyją twórczo. Pomyśl o nich wszystkich, gdy przyjdzie ci ochotę się poddać, zrezygnować i opuścić ręce. Naprawdę tego chcesz?

Druga – walczyć z emocjami

To pułapka, w którą wpadają małomieszczańscy kołtuni, narkomani, alkoholicy, mądrale z NLP i wyznawcy filozofii przyciągania.

Aby żyć musisz czuć się dobrze. Musisz coś zrobić ze swoimi emocjami. Sposoby poradzenia sobie są bardzo różne – od szkodliwych (picie), przez neutralne (afirmacje) po pożyteczne (ćwiczenia fizyczne). Ale za każdym razem założenie jest takie samo: Aby żyć musisz najpierw poradzić sobie ze swoimi nieprzyjemnymi emocjami. By osiągnąć sukces nie może być w tobie grama wątpliwości czy lęku. Inaczej przegrasz. Poza tym, tak łatwo przecież poradzić sobie z emocjami. Przecież wystarczy zebrać się w sobie, emocje są takie ulotne. Wystarczy je lekko odepchnąć. Wystarczy, że nauczysz się prostej techniki (zajmie ci to dziesięć minut) a całe twoje życie emocjonalne ulegnie zmianie.

To pułapka. Gdy zaczynasz walczyć z emocjami i robić w sobie porządek, szybko okazuje się, że twój przeciwnik jest znacznie potężniejszy. Im mocniej na niego napierasz, tym większy stawia opór. Im bardziej chcesz pozbyć się jakiejś nieprzyjemnej emocji, tym uporczywiej wraca. Emocje przestają być ulotne. Żywią się twoim oporem i po chwili stają się paraliżującym ruchy dinozaurem.

Życie zmienia się w zmaganie. Walka i naprawianie emocji staje się głównym celem człowieka. Wiele osób pozornie wygrywa walkę. Udaje in się kontrolować emocje. Problem jest jednak taki, że spotykając ich mamy nieodparte wrażenie, że mimo tej swojej pewności, wielkich haseł i urzędowego optymizmu w środku są puści.

Tam gdzie człowiek siłuje się ze swoimi emocjami, nie ma już miejsca na prawdziwe emocje.

Trzecia – żyć z negatywnymi emocjami, iść do przodu mimo

„Żyć w lęku” i „żyć z lękiem” to różnica. Tak samo jak „żyć w wątpliwościach na swój temat” i „żyć z wątpliwościami na swój temat”.

Parę pytań:

  • Co ci w tym momencie mówi twój umysł?
  • Czy możesz zauważyć, co się teraz dzieje z twoimi emocjami i myślami?
  • Czy to, co twój umysł ci teraz podpowiada jest przydatne czy nie?
  • Jakie myśli, doznania i emocje są teraz w tobie?
  • Ile jest w tobie lęku, wątpliwości czy przerażenia?
  • Gdyby twoje myśli i doznania były chmurami, jakimi by były. Jaki miałyby kształt, jaki kolor, jak szybko by się poruszały?

Wiesz co to znaczy, że jesteś w stanie zobaczyć swoje emocje i myśli? Nie jesteś swoimi emocjami. Nie jesteś wątpliwościami. Nie jesteś lękiem. Skoro możesz je zobaczyć, jesteś czymś więcej. Przynajmniej jesteś miejscem, w którym się pojawiają.

Poddać się, to znaczy zapomnieć o tym, że jest się kimś więcej. Tak samo zmienić swoje życie w wieczną szarpaninę.

Lękaj się i skocz mimo wszystko

Jeżeli twoim celem naprawdę jest pełne, twórcze życie, nie trać czasu na siłowanie się z samym sobą. Nie musisz usuwać lęku. Lękaj się i zrób to mimo wszystko.

Jeżeli twoim celem naprawdę jest pełne, twórcze życie nie rezygnuj, nie poddawaj się. Jeżeli akceptacja znaczy dla ciebie życie w lęku, niczego nie akceptuj. Weź te cholerne wątpliwości, wpakuj je na plecy i rusz tyłek. Skąd wiesz, że nie możesz się ruszyć. Próbowałeś? Zrób chociaż jeden krok, najmniejszy. A potem zobacz czy możesz zrobić kolejny i kolejny…

Przypomnij sobie, co jest dla ciebie naprawdę ważne. Co naprawdę się liczy? Czy chodzi ci tylko o to by dobrze się czuć? A co by było, gdybyś się dobrze czuł? Co byłoby ważne? Co byś wtedy zrobił? Jaki byłby twój pierwszy krok?

Wcale nie potrzebujesz czuć się wyśmienicie by go zrobić.

Przestań odgrywać zwiędłe warzywo. Podnieś się i idź. Nikt magicznie nie usunie twoich ran. Nikt nie ukorzy twojego bólu. Nikt nie pozbawi cię lęku i wątpliwości. Nie zrobię tego ja, nie zrobi tego pan z wielkimi kciukami, krzyczący na arenie, że wszystko możesz. Sory…. Możemy jedynie przez chwilę zamącić ci w głowie. Ale wątpliwości wrócą. Lęk wróci. Zawsze jednak masz wybór, co z nim zrobić. Możesz się poddać. Możesz wdać się z nim w przepychankę. Możesz pójść do przodu, mimo, że siedzi ci na ramieniu.

Męstwo

Paul Tillich nazwał tą trzecią możliwość męstwem bycia. Nie jest męstwem pogrążyć się w rozpaczy. Nie jest męstwem brać tabletki dodające animuszu.

Nie jest mężny człowiek, który pada pod wpływem ran i krzyczy umieram, już nie żyje! Znam ludzi, którzy od kilkunastu lat już tak krzyczą. Zastanawiam się, skąd oni biorą na to energię? Niesamowita kondycja jak na kogoś, kto już nie ma siły.

Nie jest mężny człowiek, który zamiast iść do przodu, mówi: najpierw muszę wyleczyć wszystkie rany, muszę całkowicie odzyskać kondycję, a wtedy dopiero będę mógł coś zrobić. Leczą się tacy przez lata i ciągle im coś dolega. Ciągle jest coś do przepracowania, do naprawienie, do poprawy… A życie mija.

Człowiek mężny ani nie załamuje się z powodu ran, ani nie traci zbyt wiele czasu na ich gruntowne leczenie. To człowiek, który wstaje i idzie do przodu, tam gdzie toczy się walka.

Wiem jesteś poraniony. Tak jak ja, tak jak ci, którzy to czytają, tak jak 80% ludzkości. Zanim poszukasz kryjówki, zanim przyjmiesz, że nie żyjesz, zanim poddasz się zaleceniom lekarzy by unikać jakiegokolwiek wysiłku, zanim pozwolisz się owinąć w bandaże i zaaplikować sobie środki znieczulające … sprawdź, na co cię stać.

Chcę zobaczyć jak walczysz. Ale nie z samym sobą. Nie o to, by czuć się miło. Nie o to by być jak modelka w kolorowej gazecie czy postać z kreskówki. Nie o to by nie czuć żadnego bólu. Chcę zobaczyć jak walczysz o to, co jest dla ciebie naprawdę ważne.

Chcę zobaczyć jak robisz wszystko, co możesz. Choćby to był mały, niepewny krok.

Nie obchodzi mnie czy czujesz się dobrze czy źle. Nie obchodzi mnie ile masz wątpliwości czy jak często spływa na ciebie fala zwątpienia. Obchodzi mnie czy pamiętasz jeszcze o tym, co naprawdę ważne. Obchodzi mnie, czy potrafisz żyć mimo lęku, wątpliwości, przerażenia.

50 komentarzy

  1. Ten tekst jest serii, tekstów pisanych „na szybko”. Sobie samemu musiałem przypomnieć pewne rzeczy, dodałem trochę redakcji wyszedł tekst. Do tematów z poprzednich tekstów jeszcze wrócę. Mam nadzieję, że szybko.

    • Witam, tyle czasu jest ten artykul a ja sie ciesze ze udalo mi sie znalezc chodzby dzis. Jestem mloda kobieta, ale jak na swoj wiek dosyc duzo przezylam zreszta jak kazdy z nas. Najpierw smierc taty rozstanie. Teraz jestem w nowym zwiazku mam wspanialego chlopak lecz znow zaczynaja sie schody wszystko co sie dzieje wiaze sie z lekiem depresja emocjami nieustannymi pytaniami i oczywiscie myslami. Najsmieszniejsze jest to ze wszystko w moim zwiazku jest dobrze do niczego nie mozna sie doczepic mam wymarzonego chlopaka moge na niego liczyc on na mnie tez a mimo tego wszystkiego ciagle mam jakies watpliwosci owszem wkroczyla rutyna ale to nie jest powod zeby w glowie miec tyle pytan niecheci mysli. Do tego wszystko przebiega stopniowo najpierw mysli wbiegaja na tor o tym co bylo bylym chclopaku bylismy bardzo dlugo ze soba to byla pierwsza milosc ja podjelam decyzje o rozstaniu i motalam sie wtedy strasz gdy juz to zrobilam wszystko bylo dobrze zycie mi sie wspaniale ukladalo poznalam tego chlopaka wspanialy mily dobry ma szacunek do mnie wszystko czego moglam sobie wymarzyc. I znow przerywa mi moj stan to co osiagnelam co mam i z czego moge sie cieszyc. Po czym wszystko o bylego przeradza sie w nichec watpliwosci do obecnego mezczyzny. Ciagle sie zastanawiam gdzie popelniam blad. Wiem ze bywaly zle dni i bardzo zle gdzie byl potrzebny specjalista ale dalam rade i znow cieszylam sie mam go ze jestesmy szczesliwi mialam chec do planowania slubu itp, lecz jednak jak to okropienstwo wraca jest tak ciezko tak trudno zawsze z podwojona sila jak magnez przyciagam. Ciezko jest zwlaszcza gdy wiesz ze mozesz skrzywdzic kogos. Ten artykul pana jest dobry wiem tez ze tylko ode mnie zalezy co zrobie z wlasnym zyciem, tylko jak isc do przodu jak robic ten krok skoro jest tyle zla ktore przviaga cie do ziemi powoduje ze nie umie sie racjonalnie myslec i podejmowac decyzji. Dlaczego skoro sie kogos kocha i chce sie z nim byc nie wie sie tego i ma sie watpliwosci mam nadzieje ze uda mi sie ze nawet jesli nie bedzie wystarczajaco checi.dziekuje

  2. Zbyszku, dziękuję Ci bardzo za ten tekst. Dla mnie przesłanie jest magiczne, bardzo motywujące. Nie czekaj na odpowiedni moment, po prostu działaj. Ten odpowiedni czas może nigdy nie nadejść. Teraz uczę się do matury – parafrazując: nie czekaj, aż będzie Ci się chciało uczyć, po prostu zacznij to robić, a potem już będzie z górki. A najtrudniej jest zacząć…
    Zarówno Twojego długie jak i te pisane na szybko teksty są bardzo dobre 😉
    Pozdrawiam,
    Wasp

  3. To jest w sumie bardzo buddyjskie, w każdym razie – w moim rozumieniu tego słowa. Zaakceptować, czyli przyjąć do wiadomości, i iść do przodu mimo wszystko. Może nawet nie do przodu, ale po prostu iść dalej.

    Twoje teksty bardzo mi pomagają żyć. Sporo się z nich uczę.
    Dziękuję.

    • Panie Zbyszku bardzo pouczający tekst. Bardzo bardzo bardzo Panu dziękuję!
      No to idę krok naprzód mimo przerażenia. Mały kroczek, ale to zawsze coś.:)

  4. przejmujący tekst…naprawdę dobry:)
    ja jednak ciągle przegrywam,wolę poczucie bezpieczeństwa,chocby pozornego,niż stawiania się w sytuacji zetknięcia z lękiem…czasami udaje mi się nie zauważać tego potwora…i wtedy wydaje mi się,że wygrałam,że potrafię sobie radzić z lękiem…dopóki nie pojawi się sytuacja,która wywołuje we mnie silne emocje..wtedy ,żeby uniknąć objawów fizycznych…szukam ludzi, którzy zapewnią mi spokój…tak wszystko układam,żeby tylko nie narażać się na lęk…boję się …paniki…jestem tchórzem…dorosłym dzieckiem ,który wiesza się czyjejś spódnicy…

    • Julio, nie wymagaj od siebie zostania od razu bezwzględnym pogromca potworów. Szukać spokoju i bezpieczeństwa nie zawsze jest źle. Rób małe kroki, takie na jakie cię teraz stać. Reszta sama przyjdzie. Nie dzwigaj na plecach wyobrażenia, że musisz zawsze być odważna.

  5. Chciałem powiedzieć, że więcej taki tekstów „na szybko”… uważam, że jeden z najlepszych jak dotąd Pana… w końcu ktoś napisał, że ból istnieje i życie kolorowe nie jest…
    Dziękuję

  6. Jest pan wędrowcem jak my wszyscy panie Zbyszku :).Milo że czasem spotykamy się na skrzyżowaniu naszych dróg.A pana strona jest takim zajazdem gdzie można się pokrzepić i ukoić zmęczoną dusze. Zdjąć plecak w którym są nasze emocje,uczucia,doświadczenia i spróbować zrobić małe sprzątanie. Życie jest podróżą, doświadczaniem drugiego człowieka i siebie samego…..Dzięki i już wypatruję następnego spotkania.:)) ” ..uparcie i skrycie , kocham cię życie…w każdą pogodę potrafię dostrzec twą urodę…” Życzę Wszystkim szerokiej drogi ;)) Maria 🙂

  7. Zbyszku,zdaje się, że im bardziej na szybko pisany tekst, tym bardziej przejmujący 😉
    Z przesłaniem zgadzam się w pełni, tylko trochę z jego realizacją u mnie gorzej. Za długo korzystałam ze sposobu drugiego, mocno zakrapiając go pierwszym, żeby teraz łatwo to zmienić… Ale technika z chmurami jest świetna! Znacznie łatwiej jest tak zmierzyć się z tymi myślami, jeśli można je tak jakoś zwizualizować w bezpieczny sposób….

    I jeszcze jedna anegdotka. Parę lat temu miałam dość uciążliwe problemy ze stawami kolanowymi. Lekarze, którzy mnie próbowali leczyć doradzali jedno – nie jeździć na rowerze, nie biegać, nawet chodzenie ograniczać (zaznaczę że miałam koło dwudziestu lat, nie osiemdziesięciu;). Ból nie znikał, mimo że bardzo się oszczędzałam. W końcu uległam pokusie ruchu i zaczęłam nie tylko na co dzień używać roweru i uprawiać jogging, ale na dodatek – jeździć na nartach (a to było już surowo zakazane). Na początku bolało trochę bardziej, fakt, ale teraz zapomniałam już o tym bólu prawie całkowicie… Bardzo zbieżne z Twoją metodą, prawda? (oczywiście nie doradzam tego mojego sposobu wszystkim cierpiącym fizycznie, ale akurat u mnie to zadziałało 😉

    Dziękuję za lekturę i refleksje. A teraz idę poobserwować moje chmury 😉

    • Czara, z tą długością to jest tak, że często aby napisać coś krótkiego najpierw musi mi nie wyjść coś długiego 🙂 Poza tym pewne teksty same na człowieka spadają. Ale gdyby chcieć na nie czekać, to by wcale nie przyszły. Trzeba zatem ciężko harować, by raz a jakiś czas coś samo przyszło 🙂
      Dziękuję za tą opowieść. Z kolanami mam coś podobnego. Ale w naszym wieku to nic, ostatnio przypadkiem trafiłem na informację o panu który się nazywa Jerzy Kuszakiewicz. W wikipedii (http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Kuszakiewicz) jest on nim taka notka:

      „Ukończył warszawskie gimnazjum im. Reja, do klasy chodził z Jeremim Przyborą. Już wtedy uzyskiwał świetne wyniki – 2:06 na 800 metrów i 4:24 na 1.500 metrów. Niestety, władze szkolne nie tolerowały innych dyscyplin sportowych niż gimnastyka. W efekcie Jerzy Kuszakiewicz został inżynierem i na długie lata zapomniał o sporcie.

      Do biegania wrócił w wieku 59 lat, kiedy z uwagi na stan zdrowia lekarz kazał mu nie ruszać się z fotela. W przeciągu kilku lat Kuszakiewicz powrócił do wielkiej formy. Biegał na dystansach od 800 metrów do maratonu, w Polsce, Grecji, Stanach Zjednoczonych a także Berlinie. W 1978 roku, w wieku 64 lat, ukończył warszawski maraton w czasie 3 godz. 50 minut. Osiem lat później (w wieku 72 lat) pobił życiowy rekord, schodząc do 3 godzin i 38 minut.”

  8. tak, tak tak! ja tez chce zobaczyc! gratuluje odwagi w pospiechu psianej. uwazam, ze to jest bardzo odwazny tekst, dziekuje bardzo Zbyszku. tak, to jak mantra….i wiatr w zagle.
    pozdrawiam serecznie.

  9. Mężczyzna z którym byłam umówiona dwa tygodnie temu na spotkanie,nie zadzwonił.Byłam przygotowana na tamten dzień.W lodówce ryba z ananasami,na zimno.Jadłam tę rybę kilka dni.Sama.Zadzwonił wczoraj po południu.Zgodziłam sie spotkać.Mimo że w domu bałagan,bo projektuję i tworzę od kilku dni.Mimo że w lodówce pustki.Mimo lęku przed oceną,wszak nie spotykałam sie z nikim od mego dramatycznego,niechcianego rozstania z partnerem,z którym byłam zaręczona.Czyli od prawie roku.Przed wyjściem z domu zdażyłam przeczytać ten artykuł.Dostałam wór energii,odwagi.Spędziłam przepiękny wieczór.Rozmawialiśmy o poważnych sprawach.O samotności,obowiązkach wobec innych,o tym co ważne i dobre ,a co nie ma znaczenia.Oglądaliśmy filmy,i słuchaliśmy muzyki.Nie pamiętałam o problemach,a moja niedoskonałość pasowała do jego niedoskonałości.Dziękuję za to że troszkę zastępujesz bliskich ,do których możnaby zadzwonić w takiej chwili.Nie ma już mego ojca,matka nie potrafi dodać otuchy.Bracia są zamknięci w sobie.A nie wszyscy przyjaciele mają cierpliwość by wspierać zawsze.Namaste.

    • Bardzo się cieszę Anulko i dziękuje, że zechciałaś się tym podzielić. Piękne słowa „moja niedoskonałość pasowała do jego niedoskonałości’ Czasem niedoskonałość była perfekcyjna 🙂

  10. Dziękuję za ten tekst. Fragment „męstwo” ważny dla mnie, bo ja zaczęłam sobie naprawdę nieźle radzić z negatywnymi emocjami gdy zaczęłam praktykować męstwo. Poprostu w trudnych momentach staram się być mężna, dosłownie jak żołnierz. Czasem nawet muszę wyobrazić sobie, że jestem żołnierzem, który boi się, ale i tak wychodzi z „okopów” i rusza naprzód. A potem czuję przypływ energii i dumę, że znów okazałam się mężna. Myślę, że męstwo stało się niestety niemodne w obecnych czasach.

  11. Zbyszku, aż niewiarygodna w swej skali jest dawka energii, którą przekazujesz słowami. Dla mnie cały tekst jest jedną wielką gotowością doświadczania i mądrą, choć niezwykle trudną, nauką, by zaczynać z punktu, w którym jesteśmy, a nie z tego, w którym chcielibyśmy być. Dziękuję.

  12. Podczytuję tę stronę od dawna, ale nigdy nie komentowałam niczego, choć wiele z tego, co jest tu napisane, to rzeczy dla mnie ważne. Ale gdy dziś tu wpadłam, wiedziałam, że muszę się odezwać już po kilku pierwszych zdaniach. Temat tego tekstu, to coś czego dziś mi było potrzeba.
    Dziękuję – za ten tekst, ale i za wszystkie inne. Pozdrawiam.

    • Oj I mi potrzebne były te słowa. Generalnie należę do osób, które nie poddają się, niestety ostatnio osiągnęłam swoje dno. Lęk przed odbieraniem telefonów, nieotwarte listy walające się po teczkach i szufladach. W zasadzie znam przyczynę – parę zaległości zawodowych i przejściowe zatory finansowe. W gruncie rzeczy najbardziej cierpię z powodu tych odkładanych prac w nieskończoność i wiem, że kilka godzin może 6 może 8 i zaległości przejdą do przeszłości – i nie mogę, wiem, że im dalej, tym gorzej, a jestem sparaliżowana. Bieżące sprawy załatwiam, ale tamte ciążą mi jak kamień u szyi, wpadam w rozpacz i znów paraliżujący lęk, by wziąć się za te papiery. Chcę byc dobra, a jestem beznadziejna. Może mi odbiło? Wiem, że nie mogę tak, bo jeśli nawet ostatecznie nie poniosę żadnych konsekwencji, to to „niezałatwienie” będzie siedzieć w mojej głowie. Mam przeświadczenie, że nie ruszę do przodu jeśli nie pokonam tego przerażenia, dorobię się tylko ładniejszych sińców pod oczami 🙂
      Wygląda na to, że zamiast z wiekiem być coraz lepszym człowiekiem, ja się robię coraz bardziej popsuta.
      Daj Boże, żeby ten tekst mi pomógł już dziś.
      Pozdrawiam wszystkich, a zwłaszcza tych, co przechodzą takie katusze jak ja.

    • Dziekuję Beato.

      Agnieszko, a nie za bardzo starasz się czasem być „w porzadku”? Co by było gdybyś zrobiła to taka, jaka jesteś, tak beznadziejna, tak nie pozbierana, tak zestresowana? To nie emocje nas paraliżują. TO nasza walka z nimi. Bądź najlepsza beznadzieją osobą, jaką możesz być i zrób, to co masz zrobić. Nie staraj się wyciszać, uspokajać naprawiać. Niech to sobie będzie, ty się skup na zrobieniu pierwszego kroku. Gdy idziesz do dentysty nie oczekujesz, że będzie przyjemnie, a mimo to siadasz na fotelu. Kto powiedział, że masz być „naprawiona” by zabrać się za zaległości? Dziekuję i pozdrawiam 🙂

  13. a miało być k… krócej! :]

    • A co? Waćpanu/Waćpani nie chce się poświęcić tyle czasu na przeczytanie? Takie czytanie to bardzo męczące zajęcie, prawda?
      Człowieku, nie czytaj, przecież nikt nie każe. Zaglądasz tu z własnej woli, a jeśli treść, długość tekstu i elokwencja autora odstrasza to poszukaj czegoś na swoim poziomie gdzie indziej.
      A takie komentarze, zachowaj najlepiej dla siebie, bo niczego nie wnoszą. I za krytykę można podziękować, jeśli uwaga jest cenna. Twoja, niestety, jedynie obraża.

      Jak dla mnie teksty Pana Zbyszka są świetne merytorycznie, a ocena ich pod względem długości, wydaje mi się po prostu śmieszna. To bardzo przykre, że ludziom nie szkoda czasu na przesiedzenie przed tv pół dnia, a oburzają się na obszerność tekstu, który ktoś z dobrej woli dla nich pisze, i którego przecież czytać nie muszą. To nawet nie przykre, to żenujące!

    • Dziękuję za obronę Sylwio i serdecznie pozdrawiam:-)

      Myślę, że Enever żartował. Ten tekst jest krótki, ma mniej niż 1200 słów. Nie mam zamiaru zamieszczać tu rzeczy krótszych niż 800 słów, tak więc jest raczej w dolnych granicach objętości.
      Gdyby jednak ktoś jednak rzeczywiście był ciekawy kwestii długości, to sprawa się ma tak, że postanowiłem z własnej woli przegrać walkę o długość. Do krótkich rzeczy założyłem konto na Facebooku.

  14. Fantastyczne to zdjęcie dziewczynki szykującej się do skoku. Świetny komentarz do tekstu. Widać, że bardzo chce osiągnąć swój cel i pewnie, mimo emocji, które jej towarzyszą, SKOCZY 🙂 Jako dzieci z reguły nie poddajemy naszych emocji nadmiernej analizie i chyba to jest tak korzystne dla skutecznego działania.

    • Tak! Masz rację M. Jako dorośli zapominamy często jakie to w ogóle przyjemne bać się. Moje córki kochają bojkę grajkę „Czarodziej Oz” Tam jest świetna piosenka, którą śpiewa Dorotka „Boję się, lecz przyjemny to lęk” 🙂

    • Mój bratanek zdawał niedawno egzamin kończący szkołę podstawową i powiedział coś czym mnie pozytywnie zaskoczył : „Stres był, ale to taki dobry stres”. Cieszę się, że chyba już wie, że STRES, to nie tylko coś, czego należy się bać 🙂 A jeśli nawet usłyszał tylko od kogoś o „dobrym stresie” i tylko powtarza, to i tak jest to w jakiś sposób krzepiące .

  15. Agnieszka pisze,,Lęk przed odbieraniem telefonów, nieotwarte listy walające się po teczkach i szufladach. W zasadzie znam przyczynę – parę zaległości zawodowych i przejściowe zatory finansowe.”Agnieszko,współczuję.Moja najdroższa przyjaciółka tak żyła ostatnio.Niestety skończyło się to chorobą,szpitalem.Bała się listonosza,komornika.Nie mogłam być przy niej bo mieszka w Niemczech.Nie jesteś wyjątkiem.Wielu ludzi w którymś momencie buduje ,,po cichu”tamę z nierozwiązanych spraw.Ja to nazywam błędem w gospodarowaniu energią.I naprawdę to nie koniec świata ,a tylko błąd.Co robię by nie powtarzały sie te sytuacje?Bo oczywiście i ja popełniałam takie błędy.Może i będę je popełniać mimo wiedzy o sobie:)Przede wszystkim zapamiętuję czas kiedy już zbieram się w sobie i kończę rozpoczęte projekty,idę do udzędu wytłumaczyć sie,płacę zaległe rachunki,piszę prośby o rozłożenie długu na raty.Zapamiętuję ten stan radości ,ulgi z powodu załatwienia sprawy.Pamięć tych fajnych oczyszczających emocji,pomaga .W w takim zapętleniu gdzie jest paraliżujący lęk,nic już zrobić nie można,poza potraktowaniem siebie z miłością.Dbaniem o wzrost energii.Tak więc wspominaj chwile kiedy ci się udawało załatwić poważne sprawy,kiedy zdawałaś egzaminy,kiedy byłaś z siebie dumna.Zadbaj o dobre jedzenie,spacer,film odprężający,spotkanie z kimś radosnym i wspierającym.Te działania dodają energii ,i to jest potrzebne do wejścia w problem by go załatwić.Czasem trzeba odczekać dzień,dwa.Odpuścić.Poddać się.Ale w ty czasie postarać się o mądre doładowanie.Trzymam kciuki Agnieszko.

    • Dzięki Anulko za ten post. Właśnie go przeczytałam i smam nie wiem dlaczego, ale łzy mi w oczach stanęły.
      Coś ruszyłam – wstałam o 2 w nocy i się wzięłam do pracy. W tej chwili nawet siedzę nad zaległościami, gdy już bieżące sprawy obrobiłam.
      Boję się tylko, żeby to nie był chwilowy zryw i żeby odwagi na te koperty starczyło 🙂
      Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za wsparcie
      Agnieszka

    • Mam nadzieję, że zaległości coraz mniejsze. Pamiętaj Agnieszko, że nasze emocje idą za czynami. Gdy przejdzie ci zryw i znowu będziesz czuć lęk, weź do ręki kopertę (będziesz się czuć okropnie, ale tak ma być) i otwórz ją. Po dwóch kopertach znowu poczujesz zryw. A nawet jak nie, to będziesz mieć dwie koperty do przodu. Bądź też wyrozumiała dla siebie. Nie musisz zrobić wszystkiego od razu. Pilnuj jednak regularności. Zrób codziennie przynajmniej jedną rzecz, na która nie masz ochoty. Jedną, najmniejszą. To będzie cię utrzymywać w ruchu.

  16. Chwilę mnie tu nie było, a tu taka dyskusja! Bardzo się z niej cieszę. Jutro nowy tekst, już jednak nie „szybki”. Ale co zrobić, czasem trzeba się napracować 🙂

  17. Dziękuję za cenne rady 🙂 Byłam na nogach 21 godzin, ale duży kawał „garba” zrzuciłam. Biorę się za koperty, dalej trzymajcie kciuki, żebym dotarła do drugiego brzegu.
    Dużo mi dało to, że nie muszę najpierw dojść do świetnego samopoczucia, pozbyć się lęku by ruszyć z miejsca, że mogę ruszyć pomimo strachu.

    Ps Zbyszku, czytając o poprawianiu pisania, jakbym siebie widziała – piszę książkę i wolno idzie, bo co już mi się wydaje, że z jakiejś części jestem zadowolona i czytam kontrolnie po raz enty, to wciąż z czegoś jestem niezadowolona. Długo czasu mija zanim jakiś rozdział zaakceptuję jako znośny, acz daleki od doskonałości, tyle, że pozwalający iść dalej.
    Spokojnej pozostałej części niedzieli.
    Agnieszka

  18. Zawsze próbuję odbudować ten domek z zapałek, powalony przez wichurę. I choć czasem jest to trudne a nawet niemożliwe, to przecież można zmienić strategię, dobrać inny materiał…Lękam się, ale robię to mimo wszystko.

    • Kiedyś, właściwie do niedawna parłam do przodu. Nie należę do osób, którym wszystko łatwo wychodzi Wszystkiego sama się dochrapuję, chyba czasem dużym kosztem, choć wciąż mam do siebie pretensje, że za mało pracuję, za mało się staram. Chyba też należę do tej grupy, co ma szczęście w nieszczęściu, myślę więc, że i ja złożę w sensowną całość swoją kupkę zapałek.
      Pojawiło się w moim życiu coś pięknego – poznałam smak latania motolotnią, miłość od pierwszego wylotu 🙂 Tak sobie myślę, że takie zdarzenia w życiu pomagają się dźwignąć, bo znów chce mi się być. Po początkowym lęku, teraz nie boję się przestrzeni, wysokości, podmuchów wiatru, zwrotów. Oderwanie się od ziemi ma w sobie coś nieopisanie cudownego, jeszcze nie znalazłam właściwych słów, by to opisać, choć z przekuciem myśli i odczuć na słowa z reguły nie mam najmniejszego problemu. Boję się tego co na ziemi, ale dam radę, muszę, mówią, że ostateczna jest tylko śmierć, a i to nie wszyscy 🙂

  19. Dzien dobry,
    postanowilam napisac, by dodac sobie odwagi…. Wiem, czywiscie, ze wiem, ze moj lek nic nie zmienia, ze liczy sie dzialanie… ale czasami strach paralizuje. Tak jak odpowiedzialnosc za to co sie robi lub raczej wybralo, by robic….Otwieram kolejne dokumenty w Wordzie, wyjmuje kolejne notatki i przerazenie, „Co jak mam z tym zrobic???” Jak to ogarnac… Jak zmobilizowac siebie do dzialania? Nagle totalna pustka i swiadomosc tego, ze inni powiedzieli to lepiej, ze w ogole juz to powiedzieli. Nie chce i nie moge zrezygnowac, bo dlugo to trwalo by znalezc sie w tym miejscu gdzie jestem. Po co to robie? Dlaczego? Zmaganie sie ze soba i swoim (chorym) perfekcjonizmem.
    Dziekuje za to co Pan pisze, za przebudzanie wnoszone z kazdym tekstem.

    • Dziękuję Magdaleno.
      Znam to. Ale co z tego, że inni powiedzieli to lepiej? Przecież nie chodzi o to by być jedynym ptakiem w całym lesie. Las byłby bardzo smutnym miejscem, gdyby śpiewał w nim tylko jeden ptak. To złudzenie, że możemy być oddzieleni od świta. Czy chcemy czy nie możemy włączyć się do chóru albo milczeń. W tym chórze piękne jest to, że każdy śpiewa swoja własną, wyjątkową melodię. To dobrze, że inni już to powiedzieli. Jeżeli to jest ważne, potrzebujemy mówić to w kółko i w kółko. Tak jak ptaki ciągle powtarzają swoją pieśń. Niby ta sama, a jednak za każdym razem zupełnie inna.
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  20. Bardzo dziekuje za odpowiedz i za tesci przekazywane w blogu.
    Dzis jest juz duzo lepiej, 🙂 po wczorajszym kryzysie odwazylam sie „okielznac” moj tekst, podzielic go i zaczac stawiac mu czola. A spotkawszy w bibliotece znajoma, ktora jest w tej samej sytuacji posmialam sie z moich, w sumie naszych wspolnych przezyc, i z duzo wiekszym dystansem (do siebie) moglam zajac sie konstruktywnym dzialaniem 🙂
    Tak narawde, to zanim nie zapoznalam sie z przekazywanymi tu tresciami, nigdy wczesniej nie przyszlo mi na mysl, by abstrrachowac od moich emocji… zawsze to one dominowaly moje dzielanie, czyli … na emocjach i odczuciach sie konczylo. Lub na panice. Lub na nieprzespanych nocach… Lu na licytacji czego mi brak, by kontynuowac… ;)Odkrywczym tez okazalo sie przeanalizowanie celu: po co to robie? Czy za wzgledu na uczucia i emocje (ja, mnie, moj, moje), czy ze wzgledu na samo dzialanie?
    Bardzo pomocne sa Pana uwagi i raz jeszcze dziekuje za dzielenie sie myslami, doswiadczeniami i madroscia.
    Pozdrawiam wieczornie. 🙂

  21. Witam,

    Dobry text ale jak zabrac sie wlasnie za dzialanie jak nie masz motywacji do niego.
    Jak usiasc do dzialania jak w glowie walka i „glosy” ktore mowia a jak nie osiagniesz, a nie uda ci sie, a po co to robisz, glupi jestes itd… wez sie za cos innego…
    Jak mozna sie nauczyc czegokolwiek jak takie smieci sie ma w glowie.

  22. Musialam wykonać telefon do klienta. Błachy telefon, taki z tych zwyczajnych bez zlych i dobrywch wiadomosci, po prostu neutralny, ale w nowym miejscu pracy. Nigdy, ale to nigdy jeszcze nie przezylam czags takiego. A mianowicie zjadl mnie stres, tzn. zadzwonilam, mówilam spokojnym glosem i rzeczowym, a moje cialo sie trzesło i dostalo drgawek. Ja cala czerwona. Widzial to caly dziel. I nie wiem czy mam to traktowac jako ktoś naprzod mimo przerazenia, jak nie bylow powodow do przerazenia, a ja sie stresowalam. Uwazam to za swoja mega porazke…

    • *Widzial to caly dzial. I nie wiem czy mam to traktowac jako krok naprzod mimo przerazenia, jak nie bylow powodow do przerazenia, a ja sie stresowalam. Uwazam to za swoja mega porazke…

  23. Noo panie Zbyszku! Tego właśnie było mi trzeba 🙂 Zwłaszcza tekstu: „Ciągle jest coś do przepracowania, do naprawienie, do poprawy… A życie mija.”.
    Ja tak sobie właśnie kiedyś pomyślałam, że jeśli nie doznam długofalowego olśnienia, to przepracowanie moich lęków, bolączek i pretensji zabierze mi ze sto lat, jak nie lepiej… i że chyba nie da się tego tak poukładać na zawsze, na stałe 🙂 Potrzebny jest jakiś wyższy, bardziej elastyczny system – że tak powiem reguła na bolączki rodzaju wszelkiego 😉
    Już wiem, dzięki Pańskiemu tekstowi, jaki algorytm zastosować 😉 dzięki!

  24. Dziękuję za ten tekst, uświadomił mi, że nie jest ze mną tak źle. Choć i tak zarzucam sobie wiele i wydaje mi się, że te moje małe kroczki to wciąż za mało w porównaniu, no właśnie z czym… Pomimo, że udało mi się wyjść z nerwicy lękowej wciąż tego nie dostrzegam i myślę o tym co straciłam. i widzę za sobą i przed sobą porażki same… Ale teraz tak myślę po przeczytaniu Pana artykułu, że to iż w ogóle posiadam jakiś cel i systematycznie nad nim pracuję nawet jeśli mi nie wychodzi jest pewnym sukcesem. I choć może z perspektywy innych nie jest to coś ważnego, to dla mnie ma znaczenie. Dodaje mi poczucia własnej wartości. Dziękuję za dodanie otuchy i wezwanie do walki, by iść naprzód na przekór przeszkodom. Serdecznie pozdrawiam 🙂

    • Dziękuję Aniu za tą wypowiedź. Ważniejsza od poczucia wartości jest akceptacja siebie. Tzn. akceptacja tego, że masz w sobie także lęk i opory. Paradoksalnie im więcej w tobie zgody na słabość, tym jesteś silniejsza. Mam wrażenie, że zrobiłaś krok do przodu i objęłaś swoją akceptacją większy obszar siebie. Bardzo się z tego cieszę 🙂

  25. im więcej w tobie zgody na słabość, tym jesteś silniejsza – oto sedno!
    Dziekuję.
    Pański tekst przypomniał mi inny, który przed 5 laty wywołał dreszcze i pozostawił po sobie ogromne wrażenie:

    PRZYJACIELU,
    Nie interesuje mnie, czym się trudnisz.
    Chcę wiedzieć, nad czym bolejesz i czy śmiesz marzyć o spotkaniu z tym, za czym tęskni Twoje serce.
    Nie interesuje mnie ile masz lat.
    Chcę wiedzieć, czy gotów jesteś wyjść na głupca dla miłości, dla marzeń, dla przygody, jaką jest życie.
    Nie interesuje mnie jakie planety zrównują się z Twoim księżycem.
    Chcę wiedzieć, czy dotknąłeś środka własnego smutku; czy zdradzony otwarłeś się, czy skurczyłeś i zamknąłeś w sobie, ze strachu, przed dalszym cierpieniem!
    Chcę wiedzieć czy potrafisz siedzieć z bólem, moim lub Twoim, nie poruszając się, by go ukryć, stłumić lub uleczyć.
    Pragnę wiedzieć, czy możesz współistnieć z radością, moją lub swoją; czy umiesz zapamiętać się w tańcu i pozwolić, by ekstaza wypełniła Cię po czubki palców dłoni i stóp, nie każąc zachowywać ostrożności, myśleć realistycznie czy pamiętać o ograniczeniach kondycji ludzkiej.
    Nie interesuje mnie, czy opowiadasz mi prawdziwą historię.
    Chcę wiedzieć, czy potrafisz rozczarowywać innych, aby pozostać wiernym sobie; czy umiałbyś znieść oskarżenie o zdradę i nie zdradzić własnej duszy.
    Chcę wiedzieć, czy potrafisz zaufać, a zatem i być godnym zaufania.
    Chcę wiedzieć, czy potrafisz dostrzec piękno, nawet gdy nie co dzień jest ładna pogoda, i czy umiesz wywodzić swe życie z obecności Boga.
    Chcę wiedzieć, czy potrafisz żyć z porażką, nie tylko swoją, stanąć nad brzegiem jeziora i do srebrnego księżyca krzyczeć: TAK!
    Nie interesuje mnie gdzie mieszkasz i ile masz pieniędzy.
    Chcę wiedzieć czy umiesz wstać po nocy żalu i rozpaczy, wyczerpany, zbity jak pies, i robić to, co trzeba, dla swoich dzieci.
    Nie interesuje mnie, kim jesteś, skąd tu się wziąłeś.
    Chcę wiedzieć, czy staniesz ze mną w środku ognia, i nie cofniesz się.
    Nie interesuje mnie, gdzie, jakie i u kogo pobierałeś nauki.
    Chcę wiedzieć co Cię podtrzymuje od środka, gdy wszystko inne odpada.
    Chcę wiedzieć, czy umiesz być sam ze sobą, i, czy naprawdę lubisz tego, z którym przystajesz w chwilach pustki.

    Oriah Mountain Dreamer

  26. […] doświadczaniu wiele razy już pisałem i można rzucić okiem do moich starych tekstów (np. tutaj lub tutaj) . Jest jednak jeszcze jedna rzecz, która niezmiernie […]

Zostaw komentarz