Decydowanie to jeszcze nie działanie

Jakiś czas temu dwie dobrze znane mi osoby postanowiły kupić nową kuchenkę. Miała być tania, ale nie najtańsza. Elektryczna, ale nie z płytami grzejnymi tylko z ceramicznymi. Zaczęło się zbieranie informacji, porównywanie opcji, sprawdzanie w internecie, dopytywanie znajomych i wyprawy do sklepów. W końcu po wykonaniu ogromnej pracy, godnej profesjonalnych analityków rynku kuchenek elektrycznych, decyzja została podjęta. Wybór padł na jeden z tradycyjnych sklepów. Spodobał im się jeden z modeli zachwalany przez sprzedawcę. Nie tylko cena była niższa niż gdzie indziej, ale w jej ramach był jeszcze transport i montaż.

Gdy z poczuciem dobrze dokonanego wyboru poszli do sklepu, okazało się, że kuchenki już nie ma i tego modelu więcej nie będzie. Cały proces podejmowanie decyzji trzeba było zacząć on nowa.

W sklepach takie sytuacje mi się nie zdarzają. Nauczyłem się być szybki i zdecydowany, nawet podczas bardzo istotnych zakupów. Praktyka związana z kierowaniem firmą sprawiła, że nie przerażają mnie decyzje związane z pieniędzmi. Co prawda jest różnica między inwestowaniem pieniędzy firmowych a wydawaniem własnych, ale gdy potrafisz robić jedno, drugie zazwyczaj łatwiej ci przychodzi. Nie chodzi o kupowanie w ciemno. Zapoznaję się z różnymi możliwościami i je porównuję. Ale robię to bez zbędnego przeciągania czy odwlekania. Oczywiście nie zawsze moje decyzje są trafne. Nie raz kupiłem coś, z czego później nie byłem zadowolonym. Mam jednak wrażenie, że znacznie częściej były to rzeczy, które kupowałem po zbyt długim namyśle. Np. kamera, którą wybrałem po dwóch tygodniach czytania forów i specjalistycznych stron z rankingami okazała się totalną wtopą. Tymczasem droższy o dniej telewizor, który kupiłem po dwudziestu minutach okazał się strzałem w dziesiątkę.

Zmęczenie decyzją

Ale to, że umiem podejmować decyzje dotyczące zakupów nie znaczy, że w innych dziedzinach nie doświadczam podobnych męczarni jak moi znajomi podczas kupowania kuchenki.

Zdarza się, że podjęcie jakiejś decyzji tak mnie wymęcza, że gdy już dokonam wyboru nie mam siły by cokolwiek więcej zrobić. Decyduję się, decyduję się, decyduję… w końcu podejmuję decyzję i… nic nie robię. Na przykład jakiś czas temu długo nosiłem się z decyzją czy nie zmienić nazwy tego bloga. Myślałem czy nie zastąpić „energii wewnętrznej” na przykład „energią psychiczną”. Zastanawiałem się czy ten drugi tytuł nie pozwoliłby mi lepiej wypozycjonować strony i czy w ogóle bardziej by nie przystawał do tego, o czym piszę. Po wielu rozważaniach, porównywaniach „za i przeciw” oraz radzeniu się kilku osób, postanowiłem zmienić nazwę. Z jednej strony czułem się wyczerpany, a z drugiej dumny, że udało mi się wreszcie coś zdecydować. Miałem też poczucie, że zrobiłem krok naprzód. Z listy zadań mogłem wykreślić punkt „podjąć decyzję dotyczącą nazwy bloga”.

Gdy człowiek ma poczucie dobrze spełnionego obowiązku i wysiłku, jaki w niego włożył, nic dziwnego, że ma chęć na chwilę wytchnienia. Zająłem się wobec tego innymi sprawami. Decyzja została podjęta, gdzieś w moje głowie jakiś komitet wypełnił druczek, przybił pieczątkę, włożył papier do segregatora i pojechał na wakacje.

Minął jeden tydzień i drugi… Pamięć o podjętej decyzji była coraz słabsza. W końcu doszedłem do wniosku, że cała ta sprawa z nazwą w ogóle nie jest istotna. To sztuczny problem – powiedziałem – nie ma co sobie tym zawracać głowy. Gdyby ktoś dziś zadał mi pytanie o to, czy lepiej zmienić nazwę czy nie, prawdopodobnie musiałbym zastanawiać się od nowa. Cały wysiłek, jaki włożyłem w podejmowanie decyzji poszedł w przestrzeń.

Czy decyzja zmienia świat?

Wielu osobom zdarzają się podobne rzeczy. Z wielkim wysiłkiem podejmują decyzje, a potem nie wdrażają ich w życie. Tak, jakby samo decydowanie było równoznaczne z działaniem. Żyją złudzeniem, że zrobili jakiś postęp, tylko dlatego, że odpowiedzieli sobie na jakieś pytanie.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy słyszałem ludzi, którzy mówili:

– Zdecydowałem się, idę na psychologię!

– Zdecydowałem się, zrobię doktorat!

– Postanowiłem, że zmieniam pracę!

– Podjęłam decyzję, chcę więcej czasu poświęcić rodzinie!

W każdym z tych przypadków, podjęcie decyzji było poprzedzone dużym wysiłkiem. Każda z tych osób miała poczucie, że jest bliżej na swojej drodze do celu.

Wszystko dobrze, decyzje i postanowienia są ważne. Ale powiedz mi, co zrobiłeś?

Czy świat zmienił się pod wpływem podjęcia przez ciebie decyzji? Czy rzeczywistość z czasu zanim podjąłeś decyzję i po tym jak ją podjąłeś różni się? Nie. Decydowanie dzieje się tylko w tobie. Świat jest taki sam. Być może w tej chwili ktoś postanowił, że pójdzie pobiegać. Czy ktokolwiek z nas jest w stanie zauważyć jakiekolwiek zmiany? Nie zauważymy, tak długo, póki tak osoba nie wstanie, nie ubierze butów do biegania i nie wyjdzie na dwór.

Gregg Krech z ToDo Institute pisze:

Zanim nie podejmę rzeczywistych, konkretnych działań, poprzez decydowanie nie zmienię ani rzeczywistości mojego życia, ani świata wokół mnie. Decyzja może wydawać się postępem. Na pewno jest odczuwana jako postęp. Ale pamiętaj, że nie ważne jak wiele energii włożyłeś w tą decyzję, rzeczywistość nie zmienia się w tej samej chwili.

Nie pozwól sobie na to by traktować decydowanie jako coś, co cię posuwa do przodu. Gdy podejmiesz decyzję, nawet taką, która cię wiele kosztowała, nie daj się zwieźć poczuciu, że coś zrobiłeś.

Decyzja może być ciężka i wymagająca, ale nie jest równoznaczna z działaniem. Gdy ją podejmiesz, oprócz ulgi lub zmęczenia ani o krok nie posuwasz się do przodu. Decyzja jest tylko w twoje głowie. To za mało by zmienić świata.

Nie przybliżasz się do swoich celów, tylko dlatego, że coś postanowiłeś. Sama decyzja, za którą nie idą konkretne działania niczego nie zmienia.

Decyzje są ważne i potrzebne. Dzięki nim wiemy, co dalej robić. Podjęcie pewnych decyzji może wymagać od nas wiele siły i samozaparcia. Ale sama decyzja to mało.

Gdy masz poczucie, że właśnie taka jest twoja decyzja, zrób krok naprzód. Idź za ciosem i natychmiast, nie rozglądając się zacznij działać.

Kamyk w stawie

Zrób cokolwiek, choćby małą rzecz. Niech to jednak będzie działanie, coś, co zmienia świat choćby w minimalnym stopniu.

Twoje działania nie muszą być od razu wielkie. Czasem małe rzeczy pociągają za sobą ogromne konsekwencje. Wielkie zmiany nie zawsze są efektem wielkich posunięć. Na początku wielu rewolucji są małe działania. Zamiast starać się zmieniać od razu cały świat, ktoś robi coś małego z zwyczajnego. Jednak efekty jego działań stają się coraz szersze i szersze. Dotykają coraz więcej obszarów jego życia i coraz więcej osób. Fala rozchodzi się coraz szerzej i dociera do drugiego brzegu stawu. Czasem nawet trudno nam sobie wyobrazić, w jaki sposób te małe działania mogą wpłynąć na świat.

Jakkolwiek małą zmianę czynimy, staje się ona jak kamyk wrzucony do stawu, jej wpływ rozszerza się na zewnątrz. Gloria Steinem

O tym samym mówi tzw. „efekt motyla”: trzepot skrzydeł motyla na jednej półkuli może wywołać huragan na drugiej. Efekty jednego małego działania stopniowo się poszerzają i powiększają.

Zwróć uwagę. Mowa o ruchu skrzydeł. Myśli, intencje czy decyzje, jakie w swoje głowie miałby motyl (gdyby tylko mógł) nic by nie zmieniły. Dopiero ruch skrzydeł może cokolwiek zmienić.

Nie musisz czekać na okazję do wielkich działań. Zacznij robić choćby małe rzeczy, takie, na jakie w tym momencie cię stać.

Jeżeli np. zdecydowałeś, że napiszesz książkę nie czekaj, do wakacji czy choćby weekendu. Wykorzystaj najbliższe pięć minut. Zacznij coś robić. Spraw by twoja decyzja zmieniła się w działanie. Tylko działanie może poruszyć świat wokół ciebie. Nawet gdy nie widzisz jego bezpośrednich efektów, możesz być pewny, że fale będą się rozchodzić wokół.

Ale chodzi o działanie. Podejmowanie decyzji, planowanie, myślenie, wyobrażanie sobie, niczego jeszcze nie zmienia. Musisz się schylić, wziąć kamyk i wrzucić go do wody.

3 komentarze

  1. Witam ponownie, absolutnie fantastyczny tekst! Chyba jestem juz stala czytelniczka bloga, skoro jest to pierwsza strona, ktora otwieram rano w poniedzialek;))
    Ilez to ja juz tego typu decyzji podjelam;) Najpierw mozolna praca, szukanie informacji, potem sam decyzja, poczucie ulgi i radosci…a potem zniechecenie i kolejny projekt odchodzil w niepamiec. Moze nawet udalo mi zadzialac, zrobilam male kroki, ale ostatecznie okazaly sie niewystarczjace i zapal nagle gdzies zniknal. Nie jestem przekonana wiec, czy takie male zmiany wystarcza? Moze upartym i zdeterminowanym osobom tak, ale co jesli nie mam tych cech. Po jakims czasie zaczynam watpic, czy te male kroki cokolwiek daja i mija mi chec ciagniecia tego dalej. Co o tym myslisz? Czy jednak uzbroic sie w cierpliwosc i dazyc do celu malymi kroczkami, czy skakac na gleboka wode? Pozdrawiam serdecznie
    Ania

  2. Witam się po raz pierwszy 🙂
    Jest taki cytat, który bardzo mocno do mnie przemawia i od razu przypomniał mi się po przeczytaniu Pana tekstu:
    „Prawdziwa decyzja mierzona jest przez fakt, że podjąłeś nowe działanie. Jeśli nie ma działania, nie zdecydowałeś się naprawdę.” (Tony Robbins)

    Etapu podejmowania decyzji nie lubię, ponieważ często towarzyszy mi niepewność, czy aby na pewno podjęłam dobrą decyzję. Ulga przychodzi dopiero w chwili wykonania „pierwszego kroku”, podjęcia działań. Nawet jeśli podjęłam decyzję, to często czai się jakiś niepokój, że może nie była to decyzja właściwa. No a jak już zacznie się działać i wprowadzi decyzję w czyn, to – że tak powiem – przepadło 😀 Coś na zasadzie „raz kozie śmierć”.

    Kiedy podejmuję jakąś decyzję, zaplanuję coś, a potem nie podejmuję działań, nie mam jednak poczucia straconego czasu i energii, nie żałuję za bardzo. Po pierwsze proces podejmowania decyzji jest okazją do zadania sobie pytania: czego tak naprawdę chcę, czego potrzebuję. Oczywiście jeśli decyzja nie zostanie później zrealizowana, to wyciągam z tego wniosek, że tak naprawdę ta rzecz nie jest mi potrzebna, względnie: jest mi potrzebna, ale coś we mnie blokuje działanie i warto zastanowić się, co to jest. Tak więc brak podjętego działania też jest dla mnie cenną informacją, nie mam przez to poczucia, że straciłam tylko czas, szczególnie jeśli wyciągnę jakieś konstruktywne wnioski na przyszłość (ale czy są to wnioski prawidłowe, to i tak mogę sprawdzić dopiero w działaniu, więc to błędne koło się jednak zamyka).

    Najtrafniejsze decyzję podejmuję szybko i od razu wcielam w życie. Ale te najmniej trafne też podejmowałam błyskawicznie, więc nie ma reguły 😀 Tak czy inaczej: jest tylko jeden sposób, żeby przekonać się, czy decyzja była trafna: zacząć działać 🙂

    A czasem rzeczywiście wystarczy minimalna zmiana, tylko odrobina działania, by pociągnęło to za sobą łańcuch następstw, które mogą w niewyobrażalny sposób odmienić nasze życie. A sama decyzja, choćby najbardziej trafna, raczej tego nie uczyni. Żeby ognisko zapłonęło, potrzebna jest iskra, gałęzie same nie zapłoną, choćbyśmy ułożyli je po mistrzowsku 😉 Czasem jednak dopiero po ułożeniu gałęzi dociera do nas, że tak naprawdę wcale nie mamy ochoty na ognisko. Szkoda tylko, że poznanie własnych potrzeb, tych prawdziwych, musi się czasem dokonać tak bardzo okrężną drogą, poprzez podjęcie decyzji, która nigdy nie zostanie zrealizowana. Bo jednak wtedy zawsze pozostaje jakiś niesmak 😉

    Pozdrawiam serdecznie,
    Jagienka

  3. Chyba będę czytał. To się samowyjaśnia..
    pozdrawiam

Zostaw komentarz