Zanim poznasz zasady, mała uwaga. U niektórych osób pytanie co w życiu robić wzbudza skojarzenia metafizyczno-duchowe i odpowiedzi w stylu porzuć złudę tego świata i skontaktuj się ze swoim prawdziwym ja. Niewątpliwie słuszne jest by wychodzić poza pozory, sięgać w obszary ducha i tak dalej… Jeżeli masz taką potrzebę – w porządku. Ale ja nie o tym.
Te cztery zasady są nie po to, by osiągnąć harmonię czy głębię, ale po to by przybliżyć sukces na jakim nam zależy. Gdy zapomnisz o nich, twój sukces będzie trudniejszy do osiągnięcia. O im większej ilości z tych zasad nie będziesz pamiętać, tym trudniej ci będzie go osiągnąć.

W skrócie zasady mówią:

  1. Wybieraj to, co lubisz robić, to co bez względu na efekty daje ci przyjemność. Dzięki takiej wewnętrznej motywacji będziesz mieć znacznie więcej energii i wytrwałości – a to jest ci bardzo potrzebne, by cokolwiek osiągnąć.
  2. Nie rób czegoś, czego nikt na świcie oprócz ciebie nie potrzebuje. Wybieraj takie działania, które odpowiadają na jakąś formę głodu odczuwanego przez ludzi (choćby nawet był to głód rozrywki). Jeżeli ktoś zaspokaja tylko własne potrzeby, nie tylko nie osiąga sukcesu, ale także, prędzej czy później czuje się jak jałowe drzewo (ja też w zasadzie nie wiem jak to jest być drzewem).
  3. Pomysłów na siebie i to, czego potrzeba innym nigdy nie traktuj jak pewników, ale jak hipotezy. Choćby nawet wydawało ci się, że wpadłeś na coś genialnego, nie daj się uwieść temu odczuciu. Wiesz kto jest najczęściej przekonany, że ma same bezapelacyjnie genialne pomysły? Ludzie ograniczeni intelektualnie. Rób inaczej – każdy pomysł traktuj jak hipotezę, póki w praktyce go nie sprawdzisz.
  4. Wybieraj to, w czym jesteś w stanie się rozwijać i w czym możesz podnosić swoje umiejętności. Ludzie pozbawieni talentu, rzadko osiągają sukces. Musisz się czymś wyróżniać. Co jednak wcale nie znaczy, że musisz być do czegoś urodzony.

Zasada pierwsza – nie bierz się za coś, czego nie lubisz

Ta zasada wymaga sięgnięcia do środka i próby znalezienia odpowiedzi:

  • Co kochasz robić?
  • Co jest dla ciebie przyjemnością?
  • O czym zawsze marzyłeś?
  • Co możesz robić bez poczucia utraty energii?
  • Jakie zajęcie sprawia, że czujesz jakby energia raczej cię napełniała niż cię opuszczała?

Górnolotnie, można by powiedzieć: unikaj ścieżek pozbawionych serca.  Mniej górnolotnie: nie utrudniaj życia sobie i innym, zmuszając się do codziennego łykania nielubionego tranu.

Niby z jakiego powodu masz się męczyć? Nie ma żadnej wartości w zajmowaniu się czymś, czego się nie znosi. Niektórzy mówią:

– Ale gdy ja tego nie zrobię, nikt się tym nie zajmie, ktoś to musi robić!

I myślisz, że inni będą cię za to błogosławić? Wyobraź sobie, że jakiś chirurg mówi: nie cierpię operacji, nie znoszę widoku krwi i całego tego lepko – wilgotnego ciała ludzkiego… no ale ktoś musi to robić… Czy nie wolałbyś raczej pójść do kogoś, kto w poplamionych krwią okularach wychodzi z sali operacyjnej i gołym okiem widać, że ten człowiek lubi ciąć (i zszywać oczywiście)?  

Są ludzie, którzy na początku, zabierając się za coś, nie cierpieli tego. Mimo tego potem to pokochali. Takich osób jest jednak znacznie mniej niż się wydaje. Zdecydowana większość ludzi odnoszących sukces, przy swoich decyzjach kieruje się miłością, albo przynajmniej sympatią, lub choćby fascynacją.

To tak jak z małżeństwem. Jak wiele par, które pobrały się z wyrachowania jest szczęśliwych po kilku latach? Znam kilka małżeństw na początku których był jakiś tam interes (np. dziecko było w drodze, albo ojciec pani młodej imponował przyszłemu małżonkowi pieniędzmi i dorobkiem naukowym). Niektóre z tych par mają całkiem długi staż. Trudno jednak nazwać atmosferę tych związków lekką. Mimo, że to zapewne możliwe, pokochać kogoś po ślubie, znacznie lepiej jednak wyjść za kogoś, kogo się przynajmniej trochę kocha.

Podobnie jest z rozwojem zawodowym. Zabierz się za to, co cię rusza. Jeżeli poszedłeś na medycynę, dlatego, że lekarze mają dobrze albo, dlatego, że oczekiwali tego rodzice – małe szanse, byś kiedyś poczuł satysfakcję ze swojego zawodu. Poszukaj raczej czegoś, co sprawia, że lżej oddychasz. Tak jest z informatyką, pisaniem książek, naprawianiem samochodów, podróżowaniem, prowadzeniem kawiarni czy czymkolwiek innym. Jeżeli zabierasz się za coś z jakiegoś rodzaju względów utylitarnych (bo inni podziwiają to zajęcie, bo to wygodne życie, bo nie trzeba się wysilać, bo to łatwe, bo masz dużo możliwości itp.) nie osiągniesz sukcesu (albo będzie cię kosztował więcej niż innych).

Wybieraj to, co samo w sobie jest dla ciebie radością. Zostań lekarzem wtedy, gdy kochasz pomagać ludziom w ich problemach z ciałem (a nie dlatego, że „panie doktorze” to brzmi dumnie). Zostań programistą, gdy kochasz kodowanie (a nie dlatego, że na rynku jest wiele ofert). Zostań pisarzem, gdy kochasz opowiadać (a nie dlatego, że chciałbyś zobaczyć swoją książkę w księgarni albo pokazać ją swojej sympatii).

Jeżeli chcesz na jakiejś drodze odnieść sukces, samo podążanie drogą musi wiązać się z satysfakcją. Niezależnie od tego, gdzie ta droga prowadzi. Niezależnie od tego czy ludzie będą bili brawo czy też nie. Czy będzie ci łatwo czy trudno. Czy będziesz lepszy od innych czy gorszy. Zajęcie samo w sobie musi być nagradzające. Psycholodzy nazywają to motywacją wewnętrzną – motywacją, która pochodzi z robienia czegoś a nie z nagród do jakich działanie prowadzi.

Szukanie w sobie tego rodzaju motywacji nie wypływa z jakiegoś hedonizmu. Wypływa raczej z pokory. Jesteśmy zbyt słabi by bez takiej rodzaju motywacji zajmować się czymś w sposób twórczy, z pełnym zaangażowaniem i z wytrwałością. Bez motywacji wewnętrznej ludzie szybko się zniechęcają. Zbyt trudno im zmobilizować się do kolejnego wysiłku. Zbyt łatwo zabierają się za coś innego, gdy tylko zabraknie bata nad głową.

Oczywiście nie chodzi o to, by znaleźć coś przyjemnego w stu procentach. Nawet ludzie, którzy absolutnie kochają swoje zajęcie, mają całkiem spory obszary, które napawają ich niechęcią. Mogę być informatykiem, który kocha programować, ale ciarki mi przechodzą po grzbiecie, gdy trzeba się z kimś spotkać. Wiem jednak, że bez tego nie stworzę dobrego programu. Czymś innym jest akceptować niedogodności a czymś innym godzić się na zajęcie w którym jedynym jasnym punktem jest chwila w której można wyjść do domu albo wypłata. Jeżeli twoja praca nie ma centrum, w którym jest coś, co kochasz, nie osiągniesz w niej sukcesu. Braknie ci wytrwałości, cierpliwości i twórczości.

Masz takie zajęcia? Coś oprócz jedzenia i uprawiania seksu? Na pewno tak. Masz wiele takich rzeczy. Być może tylko dawno nie przyglądałeś się sobie pod tym kątem. Warto to jednak zrobić. To, co lubimy i kochamy jest czymś w rodzaju unikalnego odcisku palca. Każdy ma nieco inny układ. O ile jednak linie papilarne nie mają zbytniego znaczenia, tutaj mamy do czynienia ze skarbem – albo raczej kluczem do miejsca w którym jest on ukryty.

Spróbuj zrobić listę tego rodzaju czynności. Czy jesteś w stanie wymienić przynajmniej dziesięć tego rodzaju zajęć?

Zasada druga – nie bierz się za coś czego by ktoś usilnie nie potrzebował

Gdybyśmy poprzestali na pierwszej zasadzie, byłby to tekst w stylu poradnika „Poznaj siebie i zrób wielką karierą” Ble…

To ważne znać swoją motywację wewnętrzną. Ważne wiedzieć, co ci przynosi przyjemność, co możesz robić bez względu na konsekwencje i co daje dodatkowe pokłady energii. Jeżeli jednak tylko na tym poprzestaniesz, prawie na pewno odniesiesz porażkę. To za mało. Potrzebujesz jeszcze czegoś. Potrzebujesz rozejrzeć się wokół używając światła dwóch reflektorów.

W trakcie drugiej wojny światowej brytyjskie lotnictwo dostało za zadanie zburzenie kilku tam na zaporach elektrowni zaopatrujących faszystowskie fabryki. W tym celu wymyślono bomby, które po wyrzuceniu z samolotu odbijały się po powierzchni wody jak puszczone kamieniem kaczki. Dzięki temu bomby docierały do tamy i wybuchały przy niej. Każdy, kto puszczał kaczki, wie, że kluczowy jest kąt pod jakim rzucamy kamień. Samoloty musiały zatem znaleźć się na dokładnie określonej wysokości. Ani wyżej, ani niżej. Nie można było tego określić za pomocą dostępnych wtedy przyrządów. Wymyślono zatem bardzo proste, ale i skuteczne rozwiązanie. Na przodzie i na ogonie bombowca zamocowano dwa reflektory. Były one skierowane pod takim kątem, że ich światło krzyżowało się na potrzebnej wysokości. Gdy pilot widział jedną, zlewającą się plamę światła, mógł być pewny, że jest na odpowiedniej wysokości. Dwa okręgi światła znaczyły, że musi manewrować dalej.

W naszej psychice mamy coś w rodzaju takich dwóch reflektorów. Jednym jest wewnętrzna motywacja. Gdy mówisz co lubisz robić, używasz właśnie tego światła.

Drugim reflektorem jest empatia. Coś, co pozwala nam dostrzec przeżycia, potrzeby i interesy innych. Gdybyśmy, podejmując decyzje o tym, co robić w życiu, posługiwali się tylko tym reflektorem, robilibyśmy tylko te rzeczy, których chcą inni. Być może w krótkim czasie osiągnęlibyśmy sukces, szybko jednak byśmy się wypalili. Sztuka polega na tym, by szukać obszarów w jednakowym stopniu oświetlonych z obydwu źródeł.

Gdy znajdziesz coś, co równocześnie sprawia ci przyjemność i jest potrzebne innym – możesz być pewny, że trafiłeś na swoje powołanie – na to, czym powinieneś się zająć, jeżeli chcesz osiągnąć sukces.

Zasada jest prosta, ale to czy uda nam się ją wykorzystać zależy od tego jak sprawnie posługujemy się reflektorami. W dzisiejszych czasach, większość ludzi lepiej posługuje się pierwszym z reflektorów. Zdecydowanie łatwiej jest nam odpowiedzieć na pytanie o to, co lubimy robić. Większość z nas jest tak bardzo skupiona na sobie – na swoich przyjemnościach, problemach i wahaniach, uzdolnieniach czy pomysłach – że nie potrafi dostrzec tego jak świat wygląda z innej perspektywy.

Empatia wydaje się czymś przydatnym wyłącznie w pracy terapeutów albo pracowników socjalnych. W rzeczywistości ta umiejętność jest tak samo ważna w dziesiątkach innych dziedzin– np. w kierowaniu przedsiębiorstwem, budowie dróg, czy nawet w prowadzeniu wojen. Prowadzeniu wojen? Pułkownik (dziś chyba Generał Brygady) H.R. McMaster mówił stacjonując w Tal Afar w Iraku:

Gdy znaleźliśmy się tutaj, zrobiliśmy wiele błędów. Byliśmy jak ślepiec starający się robić dobre rzeczy, ale rozbijający wszystko wokół. Musisz przyjść z otwartymi uszami. Nie możesz wejść i zacząć mówić. Musisz naprawdę słuchać ludzi. (Artykuł z New Yorkera)

Efekty braku empatii wcale nie sprowadzają się tylko do nieporozumień, konfliktów czy niedelikatności. Jednym z takich efektów może być np. brak pracy.

Ponoć już w kilku województwach największy odsetek bezrobotnych stanowią młodzi, wykształceni ludzie. Tak jest np. w małopolskim. Ci ludzie mają umiejętności (inaczej nie byłoby tu tyle centrów do których outsoursingowana jest praca z innych krajów) i doskonale wiedzą, co lubią robić. Co im przeszkadza, by oprócz przeglądania ogłoszeń i wysłania kolejnych wersji cv, założyć jakąś nową firmę? Kiedyś by coś takiego zrobić trzeba było mieć co najmniej jakiś lokal (my mieliśmy na trzy osoby pięć metrów kwadratowych) jakiś telefon (czekaliśmy rok aż się tepsa zlituje). Dziś w niemal każdym mieście jest po dwadzieścia firm oferujących wirtualne biura (ostatni miesiąc spędziłem pracując w takim wirtualnym biurze, za godzinę przy biurku płaciłem 4 zł). Koszt założenia i utrzymania firmy to mniej niż ci ludzie wydają na kawę i alkohol, albo parę niepotrzebnych gadżetów. Dlaczego? Bo to takie trudne wpaść na pomysł dobrego biznesu. W zasadzie nie ma już wolego miejsca na rynku. Jest przecież tyle sklepów, salonów fryzjerskich czy fitnessów.

Naprawdę? Wszystkie możliwe usługi i produkty zostały już wymyślone?  Wszyscy ludzi żyją w szczęściu i beztrosce i nie ma już żadnych potrzeb jakie by można było zaspokoić za pomocą nowych usług czy produktów? Nikt już nie ma problemów za rozwiązanie których z chęcią by zapłacił?

Myślę że problemem nie jest brak potrzeb, ani nawet brak twórczego myślenia. Problemem są raczej słabe umiejętności empatii. Stawiam na to (świadomy, że to tylko hipoteza) że większości z tych osób nikt nie nauczył rozglądania się wokół i dostrzegania jakie problemy mają inni. Nikt ich nie nauczył słuchać i obserwować. Nauczono ich głównie przemawiać, robić prezentacje i pisać eleganckie cv. W sam raz tyle, by – jak dobrze pójdzie – spędzić życie w boxie biurowym. Ale zdecydowanie za mało by stworzyć coś swojego.

Wyżywam się na młodych bezrobotnych, ale czterdziestolatkowie wcale nie są lepsi. Ze swoich własnych doświadczeń mógłbym dać kilkanaście przykładów przedsięwzięć, które utopiłem bo bardziej skupiałem się na tym, jak według mnie coś powinno wyglądać, zamiast posłuchać tych, którzy mieli z danego produktu czy usługi korzystać. Strasznie trudno przestawić się na empatię. Mamy w sobie jakąś ustawiczną potrzebę by wiedzieć więcej i lepiej. By pełnić rolę boga, który daje innym, to, czego najbardziej potrzebują. W ten sposób niewiele można w życiu osiągnąć.

Warto uczyć się empatii. Ta umiejętność, oprócz tego, że jest szlachetna dobra i w ogóle, ma wysoką wartość finansową. Gdybyś miał swoją firmę i stanął przed wyborem: zatrudnić kogoś, kto skończył dobrą szkołę i ma mnóstwo podręcznikowej wiedzy o tym jak się prowadzi biznes czy też kogoś, kto wie znacznie mniej, ale potrafi słuchać i rozumieć klientów –kogo byś wybrał?

To żadna sztuka być mądralą, który wie jak być powinno. Sztuka zrozumieć jakie problemy i potrzeby mają inni. Sztuką jest wstrzymać się z generowaniem pomysłów i rozwiązań (oczywiście genialnych) dopóki nie posłucha się tego, na czym polega czyjś problem.

Jak rozwijać tą umiejętność? Proponuję proste ćwiczenie.

Przez jeden dzień zapisuj w podręcznym notesie wszystkie potrzeby i problemy jakie mają ludzie, których spotykasz a które nie są zaspokojone. Zapisuj czego im brakuje, co chcieliby zrobić, ale mnie mogą sobie z tym poradzić. Jakie mają bóle, co im przeszkadza? Zapisuj wielkie rzeczy i małe, bardziej i mniej dokuczliwe. Nie edytuj. Słuchaj ludzi po kątem ich problemów. Porozmawiaj z kimś i zapytaj go o to. Jeżeli nie uda ci się zrobić listy zawierającej co najmniej pięćdziesiąt pozycji, przedłuż ćwiczenie na następny dzień.

Nie zajmuj się rozwiązaniami, tym jak mógłbyś im pomóc. Zbyt przejście do tego blokuje empatię.

Dopiero gdy skończysz, przejrzyj listę i porównaj z listą rzeczy które lubisz robić. Teraz możesz się zastanowić: jaką potrzebę ludzi mógłbyś zaspokoić równocześnie robiąc to, co kochasz?

W przyszłym tygodniu dwie, równie ważne zasady: zasada eksperymentowania oraz zasada rozwijania talentu.