Efekt lotu 401

Dzień za dniem grzęźniemy w mało ważnych drobiazgach. Zajmujemy się konkretnymi rzeczami, poświęcamy im wiele energii, szarpiemy się, skupiamy, dajemy z siebie wszystko. A jednak zapominamy o rzeczach najważniejszych. Zapominamy o tym, po co tu jesteśmy i na czym tak naprawdę nam zależy. Zapominamy, o co nam w życiu chodzi.

Koniec grudnia 1972 roku. Późny wieczór. Na pasie startowym lotniska JFK w Nowym Jorku rozpędza się samolot pasażerski Lockheed L-1011. Trzy silniki odrzutowe. Wysokość pięcio – piętrowego bloku. Długość połowy boiska piłkarskiego. Mógłby zabrać na pokład ponad 300 osób. Tym razem wypełniony do połowy – 160 pasażerów. O godzinie 21.20 bez wysiłku odrywa się od ziemi. Zaczyna się słynny lot Eastern 401.

Lockheed L-1011 w barwach innej linii

W kokpicie siedzą cztery osoby. Kapitan (55 lat) spędził za sterami trzydzieści tysięcy godzin. Inżynier lotu (51 lat) wylatał szesnaście tysięcy. Drugi pilot – najmłodszy (39 lat) – spędził za sterami „tylko” sześć tysięcy godzin (to ponad ponad osiem miesięcy non stop w powietrzu). Oprócz nich w kokpicie siedzi inżynier naziemny – pracownik linii lotniczej, który tego dnia wraca służbowo z Nowego Jorku. Z tej czwórki tylko on przeżyje katastrofę.

Po trzech godzinach spokojnego lotu, samolot zbliża się do lotniska w Miami na Florydzie. Rozpoczyna się procedura podchodzenia do lądowania. Realizowane są kolejne punkty. System hamulcowy, radar, hydraulika, wysokość, itd. W końcu pada polecenie:

– Wysunąć podwozie.

Coś jest nie tak. Nie świeci się lampka sygnalizująca wysunięcie kół pod dziobem samolotu. Pilot próbuje jeszcze raz. Podnosi koła i znowu je opuszcza. Lampka dalej nie świeci. Wszyscy myślą: podwozie nie wyszło, czy przepaliła się lampka? Stukają w lampkę, ale to nic nie zmienia. Odzywa się wieża kontrolna lotniska w Miami. Kapitan mówi:

– Tu Eastern 401. Wygląda na to, że musimy pokrążyć. Nie świeci się nam lampka przedniego podwozia.
– Ok. – mówi kontrola lotów, podnieście się na 2000 stóp [ok. 610 metrów].

Dostają parametry lotu. Pilot pyta kapitana:

– Mam pilotować?
– Włącz autopilota.

Zgodnie z poleceniem ustawia autopilota na 2000 stóp. Trzeba się przyjrzeć żarówce. Pilot, ponieważ siedzi bliżej, próbuje ją wyjąć. Ale to nie jest łatwe. Nie może ściągnąć osłony.

– Nie mogę tego uchwycić. Nie chce wyjść. Gdybym tylko miał jakieś szczypce…
– Mogę ci dać szczypce, ale rozwalisz to, uwierz mi.
– Nie, owinę je w chusteczkę
– Dobra, daj mu te szczypce

Wszyscy są zaaferowani lampką, która nie chce dać się wyciągnąć. Mijają kolejne minuty lotu. Szczypce też nie pomagają. Na nagraniach zarejestrowanych przez czarną skrzynkę słychać rozmowy:

– Robiłeś już to kiedyś?
– Co?
– Wyciągałeś tę lampkę?
– Nie
– Jestem pewien, że podwozie jest wypuszczone, nie ma możliwości by nie było.
– Też jestem pewny, że jest – wtóruje pilot i mimo tego ciągle szarpie się z lampką

Po pewnym czasie kapitan stwierdza, że musi inaczej się przekonać czy podwozie jest wypuszczone. Pod podłoga kokpitu jest coś, co się nazywa „piekielną dziurą”. To małe pomieszczenie, w którym znajduje się cała elektronika. Jest tam jeszcze coś w rodzaju teleskopu, przez który można sprawdzić czy co się dzieje z podwoziem. Kapitan wysyła tam inżyniera pokładowego. Ten nic nie może znaleźć bo jest tam ciemno.

W międzyczasie rozlega się dźwięk ostrzegający o zbyt niskiej wysokości. Nikt go nie słyszy. Inżynier lotu akurat jest na dole, a kapitan z pilotem zajmują się lampką.

Po wielu zmaganiach pilot mówi:

– Bob, to kurestwo nie wyjdzie
– Dobra, zostaw to, mówi kapitan

Z wieży kontrolnej pada polecenie: Estern 401 skręć w lewo na 180
Kapitan, wyrwany z innego świata: Hę… 180
Drugi pilot: Coś zrobiliśmy z wysokością
Kapitan: Co?
Drugi pilot: Ciągle jesteśmy na dwóch tysiącach?
Kapitan: Hej, co się tu dzieje?
Odgłos wybuchu to ostatni dźwięk, jaki zarejestrowała czarna skrzynka.

Samolot zawadził skrzydłem o bagno. 103 osoby zginęły. Zebrano i przeanalizowano wszystkie szczątki samolotu. Lampka rzeczywiście, jak podejrzewali członkowie załogi, była przepalona. Autopilot działał poprawnie. Podczas szamotaniny pilot musiał poruszyć kolumnę i autopilot, automatycznie się wyłączył. Samolot zaczął tracić wysokość

W kokpicie jest wiele instrumentów, które pozwalają stwierdzić jak wysoko jest samolot. Jest kilka wysokościomierzy, kilka wskaźników prędkości spadania. Tak doświadczeniu piloci potrzebowaliby ułamka sekundy by zobaczyć, co się dzieje. Ale byli zbyt zajęci sprawdzaniem lampki. Trzy osoby, zamiast kontrolować samolot zajmowało się lampką.

Ta historia jest bardzo często opowiadane jako ilustracja, tzw. „pułapki drobiazgów”. Dobrze pokazuje niebezpieczeństwo, na jakie narażony jest każdy z nas: małe konkretne drobiazgi, potrafią przechwycić naszą uwagę. Nie pomoże ci nawet ogromne doświadczenie.

Pułapki drobiazgów, na jakie natykamy się w codziennym życiu rzadko mają tak dramatyczne konsekwencje. Częściej nasze spotkania z bagnem są znacznie bardziej łagodne. Dzień za dniem grzęźniemy w mało ważnych drobiazgach. Zajmujemy się konkretnymi rzeczami, poświęcamy im wiele energii, szarpiemy się, skupiamy, dajemy z siebie wszystko. A jednak zapominamy o rzeczach najważniejszych. Zapominamy o tym, po co tu jesteśmy i na czym tak naprawdę nam zależy. Zapominamy, o co nam w życiu chodzi.

Takich pułapek czeka na nas tysiące. Kilka dni temu, na jakimś blogu ktoś zamieścił statystykę, w której podsumował rok pracy. Tyle a tyle odwiedzin, tyle a tyle komentarzy, taka dynamika rozwoju. Fajnie, tylko nie napisał, po co to wszystko. Możesz zacząć prowadzić blog i egzaltować się ilością osób, które cię odwiedza. Dlaczego odwiedza mnie tylko tysiąc a nie pięć tysięcy? Możesz napisać książkę i zacząć skupiać się na tym, jak wiele osób ją kupi. Możesz założyć firmę i zacząć koncentrować się na wysokości obrotów czy ilości klientów. Możesz namalować obraz i zacząć liczyć ilość pozytywnych recenzji. Możesz zacząć skupiać się na tym, jakim jeździsz samochodem, jak szybko awansujesz, ile razy pokazała cię telewizja, w ilu krajach byłeś…..

Łatwo sobie znaleźć jakąś konkretną rzecz, lampkę, która sprawi, że zapomnisz o locie. Lampka też być może jest ważna. Ale najpierw sprawdź wysokość i kurs. Codziennie zadaj sobie pytanie: czy o to chodzi? Co jest najważniejsze w tym, co robisz? Do czego dążysz? Jaka jest twoja misja?

[ratings]

—————————————————-
Zdjęcie powyżej:
*Description: American Trans Air Lockheed L1011-500 in Frankfurt/Main, July 2005. *Photographer: Arcturus *Licence: GFDL + cc-by-sa-2.0-de {{GFDL-self}} {{cc-by-sa-2.0-de}}
z: http://pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Lockheed_L1011-500_ATA_N163AT.jpg

O locie:
http://www.freshgasflow.com/flight401.htm
http://eastern401.googlepages.com/

Jeden komentarz

  1. Akurat wczoraj na National Geografic oglądałam z moją drugą połową dokument poświęcony wypadkowi, o którym wspomina Pan w artykule… Dramatyczna historia. Podoba nam się Pana przykład i konkluzje… Ciekawie Pan to ujął – daje do myślenia 🙂 Dzięki poszukiwaniom informacji o tym locie poznaliśmy Pana stronę 🙂 i tak to ciekawość jednej rzeczy i chęć poznania prowadzą do poznania innych równie ciekawych … 🙂

Zostaw komentarz