Ach, gdybym zaczął uczyć się programowania rok temu! Gdybym zaczął pisać wtedy, gdy miałem na to taką ochotę! Ach gdybym zaczął się solidnie przykładać do nawiązywania relacji z klientami… Byłbym dziś w zupełnie innym miejsu, dysponowałbym zupełnie innymi możliwościami, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej!

Wersja audio tego tekstu: [audio: https://s3-eu-west-1.amazonaws.com/ewewgeneral/29sie2014.mp3]

To prawda. Gdybyś kiedyś zrobił coś dla swojego przyszłego ja, dziś byłbyś innym człowiekiem.

Jutro staje się dzisiaj znacznie szybciej niż byśmy chcieli. Wydaje nam się, że tyle zrobimy, tyle stworzymy, tyle zmian wprowadzimy, tyle możliwości zyskamy… A tu, ni stąd ni zowąd, czas mija a my jesteśmy w tym samych miejscu. W tym samych cholernym więzieniu.

Jeżeli jest cokolwiek, czego żałujesz, jeżeli kiedykolwiek miałeś ochotę powiedzieć sobie: gdybym wtedy… potraktuj to jak lekcję. Co było, to było, dziś jest nowy dzień. Nie jest za późno.

Zacznij to, co tak długo odkładałeś. Nawet, jeżeli będzie się to wiązało z kosztami, wyrzeczeniem czy pokonywaniem oporu. Pomyśl, że twoje przyszłe ja – to kim będziesz za te kilka miesięcy czy lat, zależy w największym stopniu od twoich dzisiejszych wyrzeczeń.

Nie oszukuj się. Nie mów Jeszcze mam czas, na pewno się tym zajmę. Nie mów sobie Dziś nie jest najlepsza chwila, zrobię to, jak poczuję się lepiej. Jeżeli dziś nie zaczniesz czegoś robić, za poł roku wcale nie będziesz miał więcej czasu, wcale nie będziesz silniejszy, bardziej sprawny, wcale nie będziesz mieć więcej szczęścia, wcale nie będzie ci się bardziej chciało niż teraz.

Jeżeli jednak dziś zaczniesz realizować swoje pomysły, na pewno znajdziesz się w innym miejscu.

Co zrobię z energią, jaką mam po wakacjach?

Kończą się wakacje, wielu z nas wraca do codzienności z nową porcją energii. Pytanie czy znowu ją uwięzimy w codziennym bieganiu w kółko i gaszeniu pożarów?

Czy znowu będę się łudzić, że lada dzień się za to zabiorę? Że tym razem na pewno coś zrobię? Czy znowu będę liczyć na to, że pewnego poniedziałkowego poranka obudzę się jakiś odmieniony? Z większą motywacją i energią? Z większą siłą, z większą ilością wolnego czasu?

To, w jakim miejscu będziesz przed następnymi wakacjami i jakimi będziesz dysponować możliwościami zależy od tego, co zrobisz dziś.

Jeżeli dziś będziesz czekać, bardzo prawdopodobne, że za rok, ciągle będziesz czekać. Będziesz tą samą osobą, którą jesteś dzisiaj, być może jednak w znacznie gorszej sytuacji, bo kto wie, czy to, co umiesz dziś wystarczy za rok? Wszystko tak szybko się zmienia – to truizm, ale ten truizm dotyczy także tego czego ludzie od ciebie potrzebują.

Jeżeli dziś zaczniesz działać, jeżeli przestaniesz odwlekać, do kolejnych wakacji masz dość czasy by zyskać możliwości, które wydają ci się dziś prawie niedostępne.

Nasza rzeczywistość jest straszna

Dzisiejsze życie potrafi dać w kość. Gdy parę dni temu na Facebooku dałem notatkę pt. Strach, jej popularność przebiła wszystkie inne notatki jakieś dwadzieścia razy. Kilkadziesiąt osób podawało ją dalej i udostępniało na swoich profilach.

Kto się dziś nie boi?

Kto się nie boi tego, że straci pracę, że nie da sobie rady, że okaże się nikomu niepotrzebny, że nie odnajdzie się w nowej rzeczywistości?

Żyjemy w czasach, gdy ktoś ustawicznie wyrywa nam dywan spod nóg. Może to i fajne, że mamy internet, smarfony i facebooka, ale wielu z nas oddałoby to wszystko bez wahania, byle tylko wrócić do starych, przewidywalnych (co z tego, że nieco nudnych) czasów.

Mój znajomy, którego nigdy bym nie posądzał o takie myśli, energiczny człowiek, mówi mi:

– Wiesz, parę razy już się zastanawiałem czy nie dać sobie z tym wszystkim spokoju.

– Z czym?

– Z życiem…

Przerażająca jest ilość samobójstw. Zajmująca się nimi profesor socjologii Maria Jarosz wyliczyła, że w ciągu ostatnich 60 lat liczba samobójstw wzrosła o 400%. I rośnie coraz szybciej. Z roku na rok o jakieś 30%.

To straszne, ale skuteczne samobójstwa to tylko czubek góry lodowej. Ile jest takich osób, jak mój znajomy, na pierwszy rzut oka pewnych siebie i optymistycznych, które żyją w cichej desperacji? Które walczą z pokusą by się poddać?

U innego znajomego (tu trochę bym przypuszczał z racji rozwodu i beznadziejnej pracy) zdiagnozowano depresję wiążącą się z myślami samobójczymi.

Rozmawiając o nim usłyszałem:

– Tłumaczyłem mu, że depresja to choroba, jak grypa.

Tak, depresja to choroba. Ale jak grypa?! Idę sobie ulicą, ktoś zakaszle i dwa dni później budzę się bez chęci do życia? Firmy farmaceutyczne mają perfekcyjny PR. Bo przecież wystarczy wziąć leki i sprawa załatwiona. No to może chodźmy od razu do apteki?

Socjolog, profesor Maria Jarosz mówi, że najwięcej samobójstw popełniają ludzie bezrobotni, z małych miast i miasteczek. Mówi:

Kiedy jedyny w mieście zakład pracy upada, ludzie nawet nie są w stanie sobie wyobrazić, co będzie. Nie widzą perspektyw. W dużym mieście w przypadku utraty pracy człowiek jednak zakłada, że jakoś sobie poradzi, że gdzieś tę pracę znajdzie.

To, czy chce ci się żyć, zależy od tego ile przed sobą widzisz możliwości. Zapewne nie tylko od tego, ale gdy nie widzisz dla siebie szans, gdy czujesz, że nie rozumiesz tego, co się wokół ciebie dzieje, gdy nie możesz znaleźć swojego miejsca, czujesz się, powiedzmy, nie za bardzo (bardzo nie za bardzo).

Profesor Jarosz, podpierając się wynikami badań socjologicznych, wyśmiewa brednie psychiatrów o jakieś „woli śmierci”. Jedyne co wyróżnia ludzi, którzy się poddają, jest poczucie, że życie ich przerosło i że nie mają szans sobie z nim poradzić.

Nie chciałbym być źle zrozumiany. Jeżeli ktoś czuje depresję, jeżeli nie może się podnieść rano z łóżka, powinien poszukać fachowej pomocy, być może, jeżeli specjalista zaleci, przyjmować leki.

Ale w przypadku większości z nas, dajmy sobie spokój z psychiatrami i dziwacznymi teoriami. Oprócz „woli śmierci” słyszałem jeszcze kilka innych, bzdur. W pewnej małej miejscowości usłyszałem, że to „z samolotów rozpylają zarazki i ludzie od nich mają depresję”. W Krakowie usłyszałem, że to wszystko przez to, że „do wody dodają trutki na szczury” (a wodociągi akurat zachęcają do picia wodę z kranu bez przegotowania). Od pewnej pani z Warszawy, specjalistki od rozwoju osobistego usłyszałem, że to „konserwanty i fast foody wywołują depresję” (zapewne gdyby nie McDonaldsy i batoniki nadziewane, wszyscy pełni radości).

Przyczyną dołów jest to o czym mówi wspomniana pani profesor: zaczynamy się gubić we współczesnym świecie, przestajemy go rozumieć, coraz częściej brakuje nam umiejętności by sobie z nim poradzić. Nie dotyczy to jedynie ludzi z małych miasteczek o wielkim bezrobociu (choć tam jest to szczególnie bolesne).

Każdy z nas żyje w tym samym, szybko zmieniającym się świecie. Gdybyśmy uważnie patrzyli, każdego ranka, po obudzeniu, dostrzeglibyśmy, że świat troszeczkę nam uciekł. Jeżeli pozostaniemy w bezruchu, to za kilka miesięcy czy lat znajdziemy się w próżni. Jeżeli tego nie chcemy, my również musimy się poruszać. Przynajmniej tak samo szybko jak świat (a najlepiej szybciej niż on, by móc na niego chwilę poczekać).

Ujmując to inaczej: szczepionką na doły jest rozwój (niech już będzie, że to coś w rodzaju grypy).

Nie ryzykuj…

…że któregoś dnia wstaniesz i nie będziesz mieć żadnych perspektyw. Nie ryzykuj, że któregoś dnia nagle okaże się, że twoje obecne możliwości to za mało. Nie ryzykuj, że to, co potrafisz stanie się nikomu niepotrzebne.

Gdy zaczniesz wpadać w doły będziesz mieć zbyt mało czasu na to by czegoś nowego się nauczyć i zmienić swoje możliwości.

To naprawdę najważniejsza rzecz, którą mogę dziś powiedzieć: [highlight]rozwijaj się ciągle, nawet wtedy, gdy masz doskonałą pracę i twoja sytuacja wydaje się super stabilna.[/highlight]Jeżeli zaniedbasz mycia zębów, najwyżej pójdziesz do dentysty, będzie boleć ale jakoś przeżyjesz. Jeżeli zaniedbasz poszerzanie swoich możliwości – może być naprawdę krucho.

Właśnie wtedy, gdy jest znośnie inwestuj w siebie i swoje projekty. Ucz się, próbuj, zakładaj na boku firmy, nawiązuj kontakty.

Nie wierz w bzdury (w które ja też kiedyś wierzyłem), że człowiek przyciśnięty do ściany potrafi wykrzesać z siebie nadludzką siłę. Może i niektórzy potrafią, ale większość z nas, przyciśnięta do ściany łapie tą cholerną „grypę”. Tyle tylko, że to nie jest żadna grypa. To efekt zbyt długiego dryfowania poprzez życie bez słuchania swoich potrzeb, bez robienia czegoś dla swojej przyszłości. Bez obserwowania tego, jak świat się zmienia i bez dostosowywania się do tych zmian.

Zacznij się rozwijać, póki możesz. Poszerzaj swoje możliwości, póki jest na to szansa.

Czy każdy może się rozwijać? Czy każdy ma w sobie dość rozumu by nauczyć się rzeczy potrzebnych w dzisiejszym świecie? Nie wiem.

Jestem jednak całkowicie pewny jednej sprawy: jeżeli czytasz te słowa, masz wszystkie możliwości jakie są potrzebne, by robić wszystko o czym tylko zamarzysz (no może oprócz uprawiania niektórych sportów i lotów w kosmos). Czy nie jestem za stary? Nie, nie jesteś. Nie jestem za młody? Nie. Czy nie mam zbyt niskiej inteligencji. Nie. Czy to nie problem, że mieszkam, tu gdzie mieszkam? Nie!

Przestań szukać wymówek. Zacznij się rozwijać!

Zrób coś dla swojego przyszłego ja!

Pozwól sobie być w przyszłości tą osobą, która właśnie, że ma perspektywy! Właśnie, że ma możliwości! Właśnie, że radzi sobie z dzisiejszymi czasami! Właśnie, że sobie radzi.

I nie dlatego, że złapała pracę w firmie, która nigdy nie upadnie, nigdy nie przeprowadzi redukcji i nigdy się nie znudzi starymi pracownikami, ale dlatego, że potrafi się rozwijać i dostosowywać.

Czym naprawdę jest rozwój?

Rozwój to nie jest jednak czytanie od czasu do czasu takich blogów jak ten czy słuchanie mądrali, którzy mówią o nadludzkim potencjale, kwarkach i usłużnych dżinach przyciągających marzenia. Cała branża „rozwoju osobistego” ma na sumieniu przynajmniej kilka poważnych depresji. Jej grzechem jest to, że daje złudne poczucie rozwoju, a tak naprawdę obdarza jedynie mijającymi jak letnie upały emocjami. Emocje pojawiają się i znikają, a człowiek zostaje w tym samym miejscu.

– Ale był czad na tym szkoleniu! Tak, a teraz wrócimy do domu i będziemy znowu robić to samo. Za rok znowu pojedziemy się rozerwać. Znowu będzie fajnie. Bycie konsumentem motywujących kawałków się nie liczy.

Nie liczy się:

  • Czytanie motywujących książek
  • Oglądanie motywujących filmów
  • Czytanie mniej czy bardziej mądrych blogów (także tego)
  • Rozmawianie z mądrymi ludźmi
  • Słuchanie relaksującej muzyki
  • Medytowanie
  • Dbanie o dietę
  • Energetyzowanie się za pomocą czakramów
  • Ćwiczenie jogi
  • Picie herbatek oczyszczających
  • Masz coś jeszcze?…

Owszem, to wszystko może być pomocne. Ale to wszystko nie jest rozwojem.

Rozwój polega na poszerzaniu swoich możliwości. Rozwinąłeś się, jeżeli potrafisz dziś zrobić kilka rzeczy więcej niż byłeś w stanie zrobić wczoraj. Podręcznik JavaScript dla opornych ma więcej wspólnego z rozwojem osobistym niż Pełna moc w tobie. Oczywiście sam podręcznik nic nie zmienia. Zmieniasz ty, siedzący regularnie nad nim i próbujący zastosować nową wiedzę.

Rozwój to nie są fanfary i buzowanie się jakąś mocą, czy energią wewnętrzną, ani niczym w tym rodzaju. Rozwój to regularna, codzienna praca nad sobą – swoimi umiejętnościami i możliwościami. Ci, którzy takiej pracy się nie oddają, nie zdają sobie nawet sprawy, jak wiele można się nauczyć w ciągu roku regularnego, intensywnego i niekoniecznie długiego wysiłku.

Mały przykład. Jakieś trzy miesiące temu odkryłem, że mam nawyk, gdy się zmęczę, czytania wiadomości. Już nie mam siły pracować, no to chwila regeneracji, zapełnijmy umysł czymś innym. Najczęściej tym „czymś innym” okazywała się polityka. Nie chodziło o czas, chwila zmiany przedmiotu myślenia jest mi potrzebna, chodziło o to, że po takiej krótkiej sesji czułem się jakby mi ktoś wysypał mi na głowę kubeł śmieci. Postanowiłem coś zmienić. Dlaczego by nie uczyć się w tych przerwach programowania? W ciągu trzech  miesięcy startując niemal od zera skończyłem kilka kursów (JavaScript, PHP, jQuery, HTML & CSS, w tym momencie zaczynam zgłębiać robienie pluginów do wodpressa). Ciągle jestem początkującym, bo nie poświęcam na to więcej niż kilkanaście minut dziennie, nie chodzi mi jednak o zmianę zawodu, ale o to by lepiej rozumieć świat. A języki programowania, to współczesna łacina, trudno coś zrozumieć bez podstawowej ich znajomości .

Kim chciałbyś być?

Na jednej ze stron, z których korzystam podczas nauki (codecademy.com) znalazłem naprawdę inspirującą historię. Liz Beigle-Bryant — 55 lat, brak studiów wyższych. W listopadzie 2012 została zwolniona ze stanowiska urzędniczki i poradzono jej by starała się o niskopłatną pracę recepcjonistki. Liz jednak postanowiła coś zmienić. Nie mając pieniędzy na drogie szkolenia zaczęła korzystać z bezpłatnych kursów na codecademy.com. Po kilku miesiącach solidnej nauki (mimo zdiagnozowanego wcześniej ADD i wieku), dzięki nowym umiejętnościom dostała nową pracę i zaczęła nową karierę.

Chciałbyś być informatykiem? Projektantem? Pisarzem? Biznesmenem? Kucharzem? Grafikiem…

Zacznij się uczyć.

Niektórzy będą cię zniechęcać mówiąc, że jesteś za stary. Nie wierz w to.

Niektórzy będą ci chcieli sprzedać kilka lat studiów i zestaw dyplomów. Nie trać na to czasu. Przejrzyj ogłoszenia. Wszyscy chcą zobaczyć porfolio, nieliczni dyplomy. Jeżeli jesteś w czymś dobry, nie potrzebujesz dyplomu. A studia jeżeli czegokolwiek uczą to w sposób tak nieefektywny, że mogą sobie na nie pozwolić tylko ludzie, bardzo młodzi, którzy absolutnie nie mają pomysłu co zrobić z czasem (żebym nie został źle zrozumiany: dla młodych ludzi studiowanie jest cenne, choćby ze względów towarzyskich, nigdzie indziej człowiek nie nawiązuje takich cennych relacji z ludźmi).

Jak się rozwijać? Moja propozycja

Początek jest najtrudniejszy.

Wiele zależy od pierwszych dni.

Jeżeli dobrze rozpoczniesz, reszta poleci rozpędem. Oczywiście, gdzieś tam po drodze przyjdzie kryzys (a nawet parę kryzysów) ale to nic w porównaniu z wiecznym odkładaniem.

Jeszcze gorzej jeżeli parę razu próbowałeś i ci się nie udało. Porażki zbudowały w tobie nawyk odpuszczania, poddawania się po kilku wysiłkach. Twój nieświadomy umysł, dobrze wie, że długo to nie potrwa. Tylko czeka na pretekst by sobie odpuścić.

Skoro początki są takie trudne, jak zacząć?

Dołączyć do mnie. 8 września 2014 rusza po raz kolejny program „Działaj Teraz i tym razem będzie skoncentrowany na uczeniu się nowych rzeczy i poszerzaniu swoich możliwości.

Oczywiście, ciągle będziemy wspólnie realizować projekty. Nie ma nic gorszego jak nauka w próżni. Najszybciej rozwijają się ludzie, którzy potrzebują nowych umiejętności do konkretnych celów (sam nauczyłem się składania książek za pomocą InDesigna w ciągu trzech dni, bo bardzo chciałem sam złożyć książkę). Trik polega na tym by nowe umiejętności uczynić potrzebnymi, rozpoczynając odpowiedni projekt – pomogę ci zatem nie tylko zbudować nawyk rozwijania się, ale także zaplanować konkretne przedsięwzięcie.

Udział w tym programie będzie dla ciebie cenny także wtedy, gdy zupełnie nie masz pomysłu za co się zabrać. Potrzebujesz swojej szczepionki, czujesz że zbyt długo zaniedbywałeś siebie i swoje potrzeby, że nie chcesz obudzić się dokładnie w tym samym miejscu, nie masz jednak za bardzo pomysłu w jaką iść stronę.

Rozwiązanie jest proste: zaplanuj i przeprowadź eksperyment, dzięki któremu przekonasz się na własnej skórze jaki kierunek rozwoju jest dla ciebie najlepsze. Pomogę ci w tym.

Mam nadzieję, że zechcesz dołączyć do tego programu (po informacje zajrzyj proszę na tą stronę), a jeżeli nie, że mimo wszystko zaczniesz uczyć się we wrześniu czegoś nowego. Trzymam kciuki i zapraszam na stronę z ofertą. Jeżeli masz jakieś pytania, z chęcią na nie odpowiem.

Naciśnij by zobaczyć informację o szkoleniu