Nasza planeta jest prawie taka sama jak stara Ziemia. Takie same wschody słońca (choć to nie to samo Słońce, które ogrzewało Ziemię), takie same zachody. Takie same chmury i drzewa. Nawet mrówki i biedronki niczym się nie różnią. Żadne tam zielone obłoki, fioletowe zwierzęta czy inteligentne owady. Gdy pierwsi koloniści przybyli na naszą planetę, byli zachwyceni. Moja babcia, która była jedną z nich, wspomina, że takiej euforii gatunek ludzki wcześniej nie widział. Udało się! Znaleźliśmy swoje miejsce w niegościnnym kosmosie! I to jakie miejsce! Dokładnie takie, jakie nam było potrzebne. Miejsce, w którym wszystko było tak, jak w domu, brakowało tylko nas.

Euforia trwała dopóki nie okazało się, że na planecie jest coś czego nie potrafiliśmy wykryć obserwując ją przez teleskopy czy badając przez bezzałogowe lądowniki. Jakieś tajemnicze promieniowanie, które sprawiało, że ludzie padali jak muchy. Cała załoga pierwszej kapsuły, która nadawała radosne relacje z powierzchni planety, zginęła męczarniach. Nikt nie rozumiał co się dzieje. Nie mieliśmy jednak wyjścia, nie mogliśmy zawrócić na starą Ziemię. Następna grupa była lepiej przygotowana. Dzięki nim, udało się odkryć, że możemy przeżyć na Nowej Ziemi, tylko wtedy gdy poruszamy się w specjalnych skafandrach lub jesteśmy schowani za grubymi warstwami schronów.

Pierwsi osadnicy musieli długo się przystosowywać, jednak dla nas, ich dzieci, skafandry i hełmy są czymś normalnym. Ubieramy je jak buty i palta ubierano na starej Ziemi. Z biegiem lat skafandry stały się wygodne, ale wciąż te wszystkie przewody i mechanizmy ograniczają ruchy. Poza tym widzimy wszystko przez szybę i słyszymy przez system głośników.

Może kiedyś zrealizują się plany naszych polityków i Nową Ziemię pokryjemy schronami. Odgrodzimy się od wpływów wciąż nieznanego, groźnego promieniowania i będziemy wolni. Póki co, jeżeli chcesz wyjść na zakupy, ubierasz hełm i skafander.

Jeżeli każdy robi to samo, można zapomnieć o niewygodzie. Zaczęliśmy o niej już prawie zapominać, gdy pojawili się wśród nas odmieńcy. Jakieś mutacje genetyczne – jak głosiła wieść – sprawiły, że mogą poruszać się po Nowej Ziemi bez żadnych skafandrów i mimo tego przeżyć.

Wyobraź sobie: ulica pełna ludzi w hermetycznych, oszklonych kaskach, poruszających się powoli i mozolnie, wciągających powietrze przez system przewodów filtrujących. W lecie system chłodzenia nie nadąża i się pocisz, w zimie ogrzewanie nie jest tak wydajne i ci zimno. Przez cały rok, twoje ruchy są sztywne, pole widzenia ograniczone, wrażliwość stępiona. Aż tu nagle wyjeżdża sobie dziewczyna w krótkiej spódniczce na rowerze. Nic sobie nie robi z tłumu schowanego w kombinezony, jedzie ciesząc się wiatrem, słońcem i powietrzem. Albo widzisz chłopaka, który lekko biegnie i oddycha pełną piersią. Widzisz jak wiatr rozwiewa mu włosy (twoje lepią się pod szyba do czoła). Czy to może nie wkurzać?! Cholerni mutanci!

Też tak narzekałem do czasu, gdy jedna z nich – tych dziewczyn na rowerze – wjechała na mnie. Obydwoje wywróciliśmy się. Podniosłem się jednak szybciej i rzuciłem na pomoc.

— Bardzo mi przykro, że stanąłem na pani drodze — powiedziałem. Mój głos zabrzmiał płasko przez głośniczki umieszczona na zewnątrz kombinezonu.

— To ja przepraszam, byłam nieuważna. Tak rozkoszna dziś pogoda, że na chwilę się rozmarzyłam.

— Nic się pani nie stało? – wychrypiały moje głośniczki.

Nie usłyszałem odpowiedzi bo nagle w moim kombinezonie przestała działać fonia. Przyjrzałem się sobie. Och, nie! Rysa na szybie, rozerwana powłoka kombinezonu na piersi. Głośniki zaskrzypiały jeszcze raz i dźwięk wysiadł całkowicie. Spanikowany przycisnąłem mocno rozerwaną powłokę i zacząłem się rozglądać za najbliższym schronem.

Dziewczyna jakby nie rozumiejąc w jakim jestem niebezpieczeństwie zadała mi jakieś pytanie. Nawet, gdybym usłyszał o co pytała, nie mógłbym nic odpowiedzieć. Musiałem czym prędzej wrócić do bezpiecznego miejsca.

Zlokalizowałem schron, odwróciłem się i zrobiłem krok w jego stronę.  Jednak coś we mnie zmusiło mnie by przyjrzeć się jeszcze raz jej twarzy. Ślad uderzenia na szybie hełmu trochę rozmył jej twarz i nagle przypomniałem sobie. Widziałem jej twarz we śnie. Wiele razy podczas snów.

Dziewczyna także się pozbierała i była gotowa do odjazdu. Za chwilę osoba z moich snów, zniknie na zawsze. Nigdy więcej jej nie spotkam. Wrócę do domu, zreperują mi skafander a potem dołączę do tych, którzy kuśtykają przez miasto, nie czując powietrza, zapachów ani dotyku słońca na skórze. Mówią, że gdy człowiek jest w niebezpieczeństwie może zobaczyć w ułamku sekundy wszystko co kiedyś przeżył. Mnie przemknęło przed oczami wszystko co będzie potem. Cały ten brak smaku, plastikowość, człapanie z kombinezonem, brak kontaktu z innymi, powolne zapadanie się w otchłanie bezpieczeństwa…

Wiedziałem co zrobić. Przestałem kurczowo trzymać poszarpaną część. Odpiąłem hełm i wyswobodziłem się z kombinezonu. Poczułem się, jakbym, był nagi. Przez pierwsze sekundy to było przerażające uczucie. Czułem się, jakbym miał zostać zaraz zgnieciony, zdmuchnięty huragan. Pewnie bym się poddał panice, gdyby nie jej oczy. Gdy mnie odnalazły, wziąłem głęboki oddech, po raz pierwszy nie filtrowany przez maszynę kombinezonu.

— Wybierze się Pani ze mną na spacer?

Jaka ulga usłyszeć swój głos nieprzefiltrowany przez głośniki.

Popatrzyłem z nadzieją w jej oczy. Widziane bez ochronnej szyby były jeszcze piękniejsze.

* * *

Czy domyślasz się o czym jest ta historyjka?

Psycholodzy mówią o tzw. „zachowaniach ochronnych” (safety behaviors). To coś w rodzaju kombinezonu ochronnego, czegoś co chroni nas przed niebezpieczeństwem. Co prawda kombinezon ogranicza ruchy i doznania, ale dzięki niemu nie narażasz się na śmierć.

Są sytuacje, w których kombinezon jest niezbędny. Na przykład wtedy, gdy nurkujesz bardzo głęboko; gdy wchodzisz do miejsc w którym panuje radioaktywność czy wtedy, gdy jesteś poddany wpływowi niebezpiecznych środków chemiczne. Wszystkie te niebezpieczeństwa sprawiają, że stosowanie środków ochronnych jest mądre i uzasadnione. Dowodem, na to, że noszenie kombinezonu się opłaca jest to, że wciąż żyjemy.

W sytuacjach związanych z relacjami międzyludzkimi, jest równie wiele niebezpieczeństw jak w fabryce produkującej mieszanki wybuchowe.

Każdy z nas nieco inaczej definiuje te niebezpieczeństwa i inaczej je rozpoznaje. Najogólniej jednak możemy mówić niebezpieczeństwach polegających na tym, że :

— inni nas odrzucą

— okażemy się nieatrakcyjni

— zostaniemy ocenieni jako osoby nudne

— wyjdzie na jaw, że jesteśmy niekompetentni

— okaże się, że jesteśmy gorsi, głupsi, nudniejsi i mniej zaradni niż pozostali.

To poważne niebezpieczeństwa. Człowiek odrzucony nie ma prawa przeżyć. Nikt przy zdrowych zmysłach nie chce ryzykować tego, że okaże się kimś głupim, nudnym i nieatrakcyjnym. Jeżeli zdrowe osoby potrafią się czasem nie przejmować tym, że ktoś uważa ich za głupie, nudne, nieciekawe, to tylko dlatego, że wierzą, że jest ktoś, kto ma o nich inne zdanie.

Nic dziwnego, że gdy pojawia się sytuacja zagrożenia pędem wskakujemy do kombinezonu ochronnego, tzn. podejmujemy cały szereg zachowań ochronnych, których celem jest uniknięcie niebezpieczeństwa.

Tego rodzaju zachowań można wymienić mnóstwo. Oto kilka pierwszych z rzędy przykładów:

— Powtarzanie tego, co masz do powiedzenia zanim zaczniesz mówić (wiadomo, jeżeli nie powtórzysz, możesz palnąć coś głupiego).

— Długotrwałe i szczegółowe przygotowywanie się do każdej sytuacji (jeżeli nie będę przygotowany, nie dam sobie rady).

— Unikanie mówienia czegokolwiek kontrowersyjnego (mogłoby się nie spodobać i mógłbym zostać uznany za kogoś głupiego)

— Nie angażowanie się w coś ważnego (mogłoby się okazać, że jestem nieporadny i nie radzę sobie)

— Ciągłe opowiadanie ludziom dowcipów (by ktoś nie doszedł do wniosku, że jestem nudziarzem)

— Pokazywanie swoje erudycji i rozwodzenie się nad najmniejszymi szczegółami (by nikt nie doszedł do wniosku, że mam jakieś luki w wiedzy).

— Noszenie workowanych ubrań (żeby nikt nie dostrzegł, że mam nieatrakcyjną figurę)

— Zasłanianie twarzy włosami (żeby ludzie nie dostrzegli, że jestem nieatrakcyjna i że się rumienię jak burak)

– …

Kombinezon daje poczucie ochrony. Jego słabą stroną jest ograniczenie pola manewru, blokada spontaniczności, gorszy kontakt ze światem oraz ogólnie gorszy komfort życia. Koszty jednak wydają się uzasadnione: wciąż żyję, uniknąłem niebezpieczeństwa!

Co by jednak było, gdybyśmy nosili kombinezon chroniący nas przed szkodliwym promieniowaniem, a żadnego promieniowania nie było? Co by było, gdybyśmy nosili maskę przeciwgazową, a wokół było czyste powietrze? Co by było, gdybyśmy dzień i noc chodzili w ołowianej zbroi, a wokół nie było nadmiernej radioaktywności?

Czy moglibyśmy odkryć, że noszenie kombinezonu nie pomaga a utrudnia nam życie? Być może, gdybyśmy mieli jakieś wiarygodne dla nas przyrządy pomiarowe. A gdybyśmy nie mieli takich przyrządów? Na przykład dlatego, że nie znamy do końca natury niebezpieczeństwa. Albo gdybyś nie ufali wskaźnikom, jakimi dysponujemy?

W takiej sytuacji noszenie kombinezonu ochronnego byłoby dla nas dowodem, tego, że jest przydatny. Przecież jestem cały i zdrowy – to znak, że kombinezon działa – czyż nie?

Powtarzam sobie ciągle co mam powiedzieć i dzięki temu w nie błaźnię się.

Nie zabieram głosu i dzięki temu nie wychodzę na durnia.

Na najmniejszy drobiazg poświęcam lata świetlne, i dzięki temu nie jestem żałosny.

Nie umawiam się z nikim i dzięki temu nikt mnie nie rzucił.

Nie szukam pracy, która by odpowiadała moim aspiracjom i dzięki temu nie wychodzi na wierzch mój brak zaradności.

Unikam zawieranie przyjaźni i dzięki temu nikt się ze mnie nie wyśmiewa.

W przedziale siedzi dwóch pasażerów. Po dziesięciu minutach jeden wyciąga z kieszeni kartkę papieru, odrywa z niej kawałek, uchyla okno i wyrzuca. Po dziesięciu minutach sytuacja się powtarza. I tak przez dłuższy czas.

Drugi pasażer w końcu nie może wytrzymać i pyta wyrzucającego skrawki:

— Przepraszam bardzo, jeśli można zapytać, co pan takiego robi?

— Odstraszam agresywne nosorożce, które atakują pociągi!

— Ale przecież tutaj nie ma żadnych nosorożców!

— No widzi pan, jak to dobrze działa!

Sens zachowań ochronnych, póki je wykonujemy jest ciężko podważyć. Jedynym sposobem by się przekonać, czy mój system ochrony ma sens, jest odważyć się narazić na niebezpieczeństwo, rezygnując – przynajmniej na jakiś czas z ochrony.

Tydzień temu pisałem, że ludzie którzy rzucają się do szalonego działania często pogarszają swoją sytuację zamiast polepszyć. Są jak osoby, które zmuszają się do tego by szybciej i szybciej biec, co samo w sobie jest dobrym celem, tyle tylko że powinny zacząć od ściągnięcia kombinezonu ochronnego.

Przez ostatnie kilka miesięcy pomagałem ludziom ruszyć z miejsca z ich projektami. Byli tacy, którzy zrobili wielkie postępy (może nawet to była połowa). Ale często, zdecydowanie częściej niż bym chciał, miałem wrażenie że jestem jak trener, którego ktoś wynajął by przygotować się do poważnego biegu.

– Niech mi pan pomoże szybko biegać, przynajmniej tak szybko jak inni zawodnicy.

– Świetnie – mówię – tylko jeżeli chcesz biec tak szybko jak inni, zacznij od ściągnięcia tego cholernego kombinezonu. Inni mają tą przewagę, że nie oddychają przez maskę gazową.

– Nie, nie… ja chcę tylko szybko biec.

Działanie jest najistotniejszym elementem zmiany. Bez eksperymentów, bez nowych przedsięwzięć, nie pozbędziesz się własnych negatywnych stereotypów na swój temat. Powtarzanie sobie „Jestem ok” jest żałosne. O tym, czy człowiek jest ok. czy nie, trzeba się przekonać na własnej skórze, poprzez konkretne osiągnięcia.

Nie chodzi jednak o to, by działać tak samo jak to robiłeś do tej pory. Rady w stylu: „Zrób to dzisiaj! Zaweźmij się i nie popuszczaj” są równie żałosne jak wmawianie sobie, że „Każdego dnia kocham siebie bardziej i bardziej” (ble….).

Jeżeli chcesz zbudować coś nowego, musisz działać w zupełnie innym stylu. W jakim? Jedną z ważnych wskazówek tego styli jest to, że będziesz się wtedy czuł nagi i bezbronny.

Kończy się mój czas na ten tekst (być może wrócę jeszcze do tematu). Mam jeszcze chwilę na garść praktycznych wskazówek.

1.Odkryj i opisz swoje zachowania ochronne.

Co takiego robisz by nie okazało się, że jesteś głupi, nudny, nieporadny?

Czego unikasz? Jakiego rodzaju sytuacji, miejsc czy ludzi unikasz (mimo, że ci ich brakuje)?

Jakiego rodzaju własnych zachowań unikasz?

W jaki sposób się przygotowujesz do ważnych dla ciebie wydarzeń?

Czy w jakiś sposób starasz się zaasekurować?

Spróbuj opisać konkretne zachowania. Np.: Przygotowuję się bardzo długo do każdego wystąpienia i wiele razy powtarzam w pamięci to, co mam powiedzieć.

2. Określ co strasznego by się stało, gdybyś zrezygnował z zachowań ochronnych?

Co najgorszego mogłyby się wydarzyć, gdybyś np. nie powtarzał sobie w pamięci, tego co masz powiedzieć? Np.: Ludzie by doszli do wniosku, że jestem głupi i nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Opisz to tak konkretnie jak możesz.

3. Przeprowadź eksperyment.

Zrób coś rezygnując z tych zachowań. Np. kilka razy spróbuj zabrać głos nie przygotowując się i nie powtarzając po cichu tego, co masz powiedzieć.

4. Porównaj wyniki z przewidywaniami.

Czy rzeczywiście konsekwencje były takie negatywne? Jeżeli nie było tak źle, co to mówi na twój temat?