Badania pokazują, że osoby, które stawiają pieniądze i wartości materialne na szczycie, są mniej zadowolone z życia, częściej cierpią na niższy poziom samooceny, ich relacje z bliskimi są uboższe. Co najgorsze, to wszystko upośledza ich możliwości zarabiania.

Zdaje się poruszyłem wczoraj drażliwy temat. Wiele osób uważa, że nie mam racji krytykując seminaria typu „myśleć jak milioner”. Nie uważam się za milionera. Mimo, że nie narzekam na brak pieniędzy, daleko mi do bycia bogaczem. Ale zdaje się, ci, którzy prowadzą takie seminaria, także nie są bogaczami. Bogaty jest Kulczyk, Solorz, Czarnecki, Krauze, Sołowiow, Cupiał, itd. Nie słyszałem, by którykolwiek z nich prowadził jakieś szkolenia.

Jestem za to psychologiem. Człowiekiem, który zajmuje się w sposób systematyczny ludzkimi przeżyciami i zachowaniami. Systematyczny, to znaczy korzystając z badań i sprawdzonych modeli. Od strony psychologicznej, zjawisko przykładania dużej wagi do dochodów i posiadłości materialnych nazywane jest po prostu materializmem. W dziesiątkach badań wykazano, że materializm negatywnie koreluje z zadowoleniem z życia.

W jednych z nich, przebadano na przestrzeni 20 lat ponad 12 000 osób. Pierwszy raz, gdy mieli 18 lat, następny, gdy mieli 36 lat. Ludzie, dla których w wieku 18 lat najważniejsze było zarobienie pieniędzy, po dwudziestu latach byli mniej szczęśliwi. Co więcej, częściej cierpieli na zaburzenia psychiczne. Osoby, które stawiają pieniądze i wartości materialne na szczycie, częściej cierpią na niższy poziom samooceny, większy poziom narcyzmu oraz częściej porównują się z innymi. Takie osoby mają mniejszy poziom empatii, mniejszy poziom motywacji wewnętrznej (nie potrafią cieszyć się robieniem jakiejś rzeczy tylko dla niej samej). Ich relacje i związki z innymi osobami są uboższe i bardziej konfliktowe. W efekcie doświadczają niższego zadowolenia z życia.

Paradoks polega na tym, że właśnie takim osobom trudniej jest pieniądze zdobyć. Istnieje pewien związek między zadowoleniem z życia a stanem konta. Tyle, że kierunek tego związku, jest odwrotny od tego, czego wiele osób się spodziewa. To nie pieniądze powodują szczęście. To poczucie zadowolenia z życia prowadzi do pieniędzy. Poziom zadowolenia z życia pozwala przewidzieć wysokość przyszłych zarobków. W innych badaniach okazało się, że pogoda ducha dziewiętnastoletnich uczniów szkoły średniej, pozwala przewidzieć poziom ich dochodów po jedenastu latach. Im bardziej zadowoleni i pogodnie nastawieni do życia byli uczniowie, tym większe były ich zarobki, gdy mieli trzydzieści lat.

Tymczasem materialiści są mniej zadowoleni z życia. Koło się zamyka. Marzenia o wielkiej kasie wywołuje stres, stres upośledza zarabianie, to powoduje jeszcze większy stres. Nie mam nic przeciwko zarabianiu wielkich pieniędzy. Jestem przeciwny przerabianiu ludzi w materialistów i wmawianiu im, że bycie milionerem da im szczęście. Stary, powielany na tysiące sposobów slogan: najpierw być. Być szczęśliwym, zadowolonym i wdzięcznym, za to, co mam. Później mieć. Nigdy odwrotnie.

Jeżeli nie potrafisz się cieszyć widokiem z okna twojego mieszkania w bloku, nie będziesz się umiał cieszyć z widoku z okna twojego domu nad oceanem (gdyby jakimś przypadkiem udało ci się tam zamieszkać). Gdy nie umiesz się cieszyć twoim starym, kilkuletnim samochodem, nie będziesz umiał się cieszyć swoim nowym Porsche (o ile, jakimś przypadkiem uda ci się je zdobyć). Gdy nie umiesz cieszyć się bogactwem, które teraz masz wokół siebie, żadne miliony nie przyniosą ci radości (o ile przypadkiem wygrasz je w totolotka).