Chmury i niebo: umiejętność obserwacji siebie

Ten artykuł jest drugim z cyklu „Poznaj cztery umiejętności konstruktywnej obsługi siebie samego”. Pierwszy z nich był poświęcony umiejętności akceptacji.

Eksperyment

Wyobraź sobie, że jesteś chory i ktoś daje ci mocne lekarstwo. Dzięki niemu od razu wyzdrowiejesz, ale musisz się przygotować na nietypowe efekty uboczne. Możesz przez jakiś czas odczuwać palpitacje, drżenie rąk, złość, rozdrażnienie, strach lub smutek. To wszystko może być nieprzyjemne, jednak po jakimś czasie minie. Doznania będą chwilowe i oprócz dyskomfortu w żaden sposób trwale na ciebie nie wpłyną.

Zażywasz lek i rzeczywiście, po kilkudziesięciu minutach pojawiają się wszystkie objawy. Nie jest to przyjemne, ale przecież wiesz, że to nic takiego. Mówisz sobie:

– Aha, więc tak to wygląda. To nic takiego.

Załóżmy, że akurat zacząłeś oglądać jakiś ciekawy film. Czy przerwiesz seans? Prawdopodobnie nie. Wrócisz do swojego zajęcia i mimo, że nie ogląda ci się tak dobrze jak do tej pory, ciągle dobrze się bawisz. Gdy kończysz film, zauważasz, że wszystko, nie wiadomo, kiedy przeszło.

A teraz wyobraź sobie, że to samo lekarstwo podano komuś bez żadnej informacji o efektach ubocznych. Czy ta osoba zareaguje tak samo? Co się stanie, gdy kilkadziesiąt minut później, bez uprzedzenia pojawi się zestaw nieprzyjemnych doznań i emocji?

Najbardziej prawdopodobne będzie to, ze człowiek zacznie się niepokoić i podda się emocjom. Coś się ze mną dzieje, coś jest nie tak. Wkurza mnie ta sytuacja…. Przerwie to, co robi i albo zacznie się zastanawiać, co jest nie tak, albo będzie szukał ujścia dla emocji.

Im bardziej będzie się zastanawiał, tym wyraźniej będzie czuł negatywne doznania (świadomość wzmacnia odczuwanie). Gdy będzie szukał ujścia (np. skrzyczy żonę, że stuka garami, podczas gdy on ogląda) pojawi się poczucie winy, które jeszcze bardziej wzmocni rozdrażnienie. Słowem błędne koło zacznie się napędzać i po dwóch godzinach, gdy fizjologiczne działanie leku zniknie, ta osoba ciągle będzie czuła się pobudzona i rozdrażniona.

Jednym z najsłynniejszych eksperymentów psychologicznych były badania Stanleya Schachtera poświęcone naturze emocji. W ich trakcie ochotnikom podawano zastrzyk adrenaliny. Jedni słyszeli, że to niewinne witaminy bez żadnych efektach ubocznych. Innych rzetelnie informowano o tym, że pojawi się pobudzenie, drżenie mięśni i inne doznania.

Okazało się, że ludzie, których poinformowano o efektach ubocznych znacznie rzadziej poddawali się emocjom. Ci, którzy nie byli uprzedzeniu szybko zarażali się złością lub euforią od pomocników eksperymentatora.

Dlaczego tak łatwo zachować spokój i nie wpaść w błędny krąg, gdy jesteśmy uprzedzeni o efektach?

W takiej sytuacji, gdy pojawiają się doznania i emocje, wiesz, że są one tylko efektem podania leku. Masz do nich dystans. Jak to się czasem mówi – nie zlewasz się z nimi. Jest w tobie część obserwująca i część doznająca. Tu jestem ja a tu są moje doznania i emocje. Wiesz, że twoje doznania są tylko artefaktem, sztucznym wytworem. Nie są sygnałem alarmowym, który ma źródło w jakimś realnym zagrożeniu. Wiesz, że to „nic takiego”.

W drugiej sytuacji, gdy doznania przychodzą niespodziewanie, reagujesz inaczej. To, co się wtedy dzieje, niektórzy z psychologów nazywają fuzją poznawczą (cognitive fusion). W jej trakcie nasze emocje, myśli czy doznania traktujemy jak absolutną, jedyną rzeczywistość. Emocje i myśli stapiają się z całym tobą.

Możesz z nimi walczyć, możesz im się poddać, ale cały czas traktujesz je jak rzeczywistość.

Codzienne stapianie się z emocjami i myślami

Nasze emocje, myśli czy doznania fizyczne są powiązane z tym, co dzieje się w świecie. Gdy czuję złość, smutek czy zagubienie, to nie dlatego, że ktoś mi podał jakiś zastrzyk.

Ale mimo to, ten pierwszy sposób patrzenia (który miały osoby poinformowane o efektach) jest bliższy prawdzie niż drugi.

Nasze nastroje, uczucia i myśli są rezultatem pracy naszego umysłu. Są efektem pracy skomplikowanej i cudownej maszyny, zawierającej miliony skojarzeń i pojęć. Nie są jednak rzeczywistością. Są jakimś jej obrazem – mniej lub bardziej trafnym, mniej lub bardziej praktycznym – ale niczym więcej niż tylko obrazem.

Myśli są tylko myślami. Emocje są tylko emocjami.

Trudno nam to dostrzec od środka. Nieco łatwiej, gdy przyglądamy się temu z boku.

Oto Zbyszek Ryżak siedzi nad trudnym tekstem i ma wrażenie, że cały jego wysiłek idzie na marne. Ma poczucie, że nic mu się dziś nie udaje. Szamocze się i szamocze i nic z tego nie wynika. Wszystko jest szare i do niczego. Podchodzi do okna i patrzy na niebo o barwie płyt chodnikowych i myśli by dać sobie spokój. Potem siada za komputerem i otwiera pocztę. Znajduje maila z podziękowaniem od kogoś za pomoc. I nagle świat jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się zmienia. Staje się piękny, cudowny i radosny. Zbyszek Ryżak jest przekonany, że to co robi ma sens. Zupełnie nie pamięta o tym, co było chwilę temu. Nawet niebo się zmienia. Przypomina mu teraz przyjemny pobyt w Szkocji. Co się stało? Czy świat się zmienił? Przeszła przez niego burza magnetyczna i wszystko pozmieniała? Nie. Świat cały czas jest taki sam.

To tylko mój umysł się przestawił.

Opinie naszego umysłu i jego doznania czasem są trafne, czasem nie. Czasem są cenne a czasem szkodliwe. Ale są to tylko opinie i obrazy. Coś, co nakładamy na świat.

Na codzień jesteśmy całkowicie zanurzeni w świecie swoich myśli i doznaniach. Obrazy, jakie wytwarza nasz umysł i doznania traktujemy jak coś realnego.

Co więcej, jeszcze się kłócimy i do upadłego walczymy, twierdząc, że nasze opinie są faktami.

Ostatnio słyszałem, jak ktoś mówił:

– Trzeba być realistą, nie da się w Polsce zarobić dużych pieniędzy bez kradzieży! Ktoś, kto mówi inaczej ma kłopoty z oceną rzeczywistości!

Taka wypowiedź świadczy o fuzji poznawczej – stopieniu się rzeczywistości z opiniami. Ta osoba myli swoje opinie i doznania z rzeczywistością. Nie przychodzi jej do głowy, że to, o czym mówi to tylko jedna z wielu ocen. Być może słuszna, być może nie, ale nic poza tym.

W największym stopniu fuzji podlegają obrazy i odczucia dotyczące nas samych.

– Jestem nieudacznikiem.

– Nigdy nic mi nie wychodzi.

– Jestem słaby.

– Ciągle wszystko plączę.

– Znowu przegrywam.

– Nic mi nie wychodzi.

– Nigdy mi się nic nie uda.

– Moje życie to bałagan.

– …

Tego rodzaju zdania mogą brzmieć jak mądre i obiektywne odkrycia. Człowiek siada i przychodzi do niego odkrywcza myśl:

– No tak. Bądź raz ze sobą szczery. Nigdy ci się to nie uda.

Czy zdarzyło ci się kiedyś mieć takie myśli? Mnie się zdarzyło i to nie raz.

Przypomnij sobie, jak się wtedy czułeś? Czy wydawało ci się, że to prawda? Że tak jest w rzeczywistości?

Zaczerpnąłem te sformułowania z listy typowych myśli automatycznych, jakie pojawiają się podczas depresji (bez obawy, nie wystarczy stwierdzić u siebie takich myśli by być uznanym za chorego). Tych myśli doświadczają ludzie będący w najróżniejszych sytuacjach – zarówno gospodynie domowe, jak i uznani reżyserzy czy bankierzy z osiągnięciami. Te myśli nie mają nic wspólnego z ich sytuacją, a jedynie z tym jak pracuje ich umysł.

Są jedynie bełkotem pijanego, depresyjnego mózgu.

Podstawowa różnica, jaka jest między chorymi na depresję a ludźmi, którzy potrafią żyć w sposób konstruktywny jest taka, że ci pierwsi bezkrytycznie „kupują” produkty swojego umysłu. Za obiektywną rzeczywistość biorą obrazy i doznania, jakie wytwarza skomplikowana maszyneria schowana pod ich czołem.

W efekcie:

  • ile razy pojawi się doznanie strachu – żyją w strachu,
  • ile razy pojawi się doznanie złości – żyją w złości,
  • ile razy pojawi się doznanie smutku – żyją w smutku.

Budzenie obserwatora

Gdyby nie możliwości metapoznania, nie moglibyśmy odpowiedzieć na najprostsze pytanie, typu: o czym teraz myślisz?. Możemy nie tylko powiedzieć, o czym myślimy, ale jak nasze myśli się zmieniają oraz jak łączą się z innymi doznaniami.

Dzięki metaświadomości możemy stanąć krok wyżej i przyjrzeć się temu jak pracuje nasz umysł.

Gdy przyjmiesz pozycję życzliwego i zainteresowanego obserwatora i skierujesz uwagę, na to co dzieje się w tobie, łatwo ci będzie pojąć, że twoje myśli i uczucia są myślami i uczuciami. Pojawiają się, przepływają i znikają. Zabarwiają świat, czasem go zaciemniają, czasem wyostrzają. Ale nie są światem.

Są wewnętrznymi zjawiskami wywołanymi przez nasz umysł.

Emocje i myśli są jak chmury na niebie – czasem burzowe, czasem lekkie i jasne, czasem poruszające się bardzo powoli a czasem szybko. Czasem jest ich niewiele (rzadko kiedy nie ma żadnej chmury) a czasem całe niebo jest zasnute.

Nie jesteś chmurami. Jesteś niebem, na którym się pojawiają. Gdy zapomnisz o tym, kim naprawdę jesteś, emocje mogą cię porwać. Zawsze jednak możesz na nowo uzyskać „metaperspektywę”, wyrywając się z fuzji poznawczej.

Gdy nauczysz się takiej perspektywy twoje życie może się zmienić:

  • gdy pojawi się w tobie doznanie strachu – zamiast żyć w strachu, możesz żyć ze strachem, robiąc to co powinieneś, mimo tego, że czujesz obawy;
  • gdy pojawi się w tobie doznanie złości – zamiast żyć w złości, możesz zacząć żyć ze złością – z kłopotliwym, hałaśliwym i dokuczliwym lokatorem, ale jednak lokatorem a nie właścicielem;
  • gdy pojawi się w tobie doznanie smutku – zamiast pogrążać się w nim, możesz żyć ze smutkiem, ciężarem, który cię spowalnia ale nie zamyka w czarnej norze.

Gdy zamiast żyć emocjach, żyjesz emocjami jesteś jak człowiek, który został uprzedzonym, że mogą się pojawić różne efekty uboczne. Robi swoje i pozwala emocjom oraz myślom wybrzmieć.

Uwagi do ćwiczeń

Wyjście poza stopienie się ze swoimi myślami czy odczuciami jest dosyć trudne.

To chyba najtrudniejsza umiejętność z tych, o których piszę w tym cyklu.

Łatwo pomylić ją z żonglerką poznawczą. Zacząć np. fantazjować, że umiemy wyjść poza siebie, wejść w skórę drugiej osoby czy nawet unieść się poza świat. Tu naprawdę nie chodzi ani o pozycje percepcyjne NLP, ani o „doświadczenia astralne”. Tego rodzaju praktyki wiążą się z jeszcze mocniejszym zagłębianiem się w swój umysł. Jednym z podstawowych wskaźników czy w swoich ćwiczeniach nie zbaczasz na manowce jest poczucie zwykłości i normalności. Gdy czujesz, że dzieje się coś niesamowitego, niezwykłego, że doświadczasz doznań o niezwykłej przenikliwości, że udało ci się wreszcie zobaczyć istotę świata i przeniknąć przez zasłony materii – to sygnał, że pora zrobić przerwę. Iść do ubikacji, albo pogadać z kimś o cenie rzodkiewki. Gdy mimo tego poczucie olśnienia nie ustępuje, warto udać się do psychiatry albo spowiednika (rabina, imama, guru, sensia, rosiego czy kogo tam masz). Albo jesteś wariatem, albo świętym.

Druga uwaga. Nie da się tego ćwiczyć bez przynajmniej pewnego poziomu akceptacji (pierwszej umiejętności, o której była mowa w poprzednim tekście tego cyklu). Tak długo, póki nie uda ci się porzucić oczekiwania na to by było inaczej niż jest, nie możesz przyglądać się temu jak pracuje twój umysł.

Porzuć nadzieję na uwolnienie się od negatywnych doznań. Porzuć przynajmniej część nadziei, bo inaczej niczego nie dostrzeżesz. Póki chcesz by było inaczej będziesz „przyspawany” do obrazów tworzonych przez swój chimeryczny i zmienny umysł.

Akceptacja oznacza życzliwość czy łagodność dla siebie. Gdy ciągle wybierasz i stawiasz warunki: tak powinienem się czuć, taki powinienem być, tak powinienem myśleć, itp. jesteś nieżyczliwy dla tego, co się w tobie pojawia.

Jesteś jak ktoś, kto wydał przyjęcie, rozesłał zaproszenia a teraz nie wpuszcza tych, którzy przyszli ubrani nie w takich kolorach jak lubi. Gospodarz, mimo, że ma prawo mieć swoje preferencje, musi być życzliwy wobec wszystkich gości.

Z drugiej strony sama akceptacja może być pułapką. Gospodarze nie powinien zostawiać swego domu, całkowicie we władanie gości. Gdy tylko akceptujesz, ale tkwisz w fuzji, negatywne emocje szarpią tobą i porywają cię.

Dlatego ważne jest by oprócz godzenia się na nie umieć je traktować tak jak tego wymagają – jako emocje i myśli – produkty naszego umysłu.

Propozycje ćwiczeń

Jest wiele ćwiczeń, które ułatwiają rozwój umiejętności obserwacji czy de-fuzji poznawczej. Ten artykuł jest wprowadzeniem w temat. Jeżeli będzie taka potrzeba mogę podać więcej ćwiczeń. Teraz tylko wybrane trzy.

Ćwiczenie Eckharta Tolle

Eckhart Tolle, proponuje bardzo proste ćwiczenie (może nawet zabawę), które pomaga rozwinąć umiejętność obserwacji swojego umysłu:

Zamknij oczy i powiedz sobie: Ciekawe, jak pierwsza myśl mi się nasunie. A potem czekaj na nią z wytężoną czujnością, jak kot przy mysiej dziurze. Jaka myśl wyskoczy z dziury? Spróbuj (Echart Tolle, Potęga teraźniejszości, str. 116).

Póki jesteś w pełnej obecności myśli, tak chętnie się nie pojawiają. Gdy się już pojawią ciągle możesz je przez chwilę poobserwować. Nie musisz rzucać się na nie jak kot.

Podsłuchiwanie myśli

By ułatwić sobie obserwację tego, co się dzieje z twoim umysłem możesz posłużyć się wyobraźnią i zabawą. Np.:

  • Pomyśl, że twój umysł jest stacją radiową, posłuchaj tego, co się w nim dzieje, tak jakbyś słuchał radia. Co mówi spiker? Jaką muzykę nadaje?
  • Pomyśl, że twoje myśli to telefon. Słyszysz dzwonek, podnosisz do ucha i słyszysz np.:. Hej, czy ja już ci mówiłem, że nic ci z tego nie wyjdzie? Pomyślałem sobie, że chciałbyś usłyszeć moją rzetelną opinię na twój temat: jesteś ofiarą!
  • Potraktuj swój umysł jak wyskakujące reklamy internetowe. Co się na nich pojawia?

Liczenie oddechów

To chyba podstawowe ćwiczenie, pozwalające rozwinąć tą umiejętność. Prawdziwym celem tego ćwiczenia nie jest uspokojenie czy regulowanie oddechu. Nie jest nawet rozwój umiejętności koncentracji. Najważniejsza jest umiejętność obserwowania swoich myśli jak zjawisk przepływających przez nasz umysł.

Oto krótka instrukcja

Usiądź wygodnie (możesz na krześle lub na poduszce ułożonej na podłodze). Wyprostuj kręgosłup. Głowę trzymaj prosto. Wyobraź sobie, że do samego czubka głowy masz przywiązaną linkę, która podnosi cię do góry, będąc dokładnym przedłużeniem kręgosłupa. Rozluźnij ramiona. Linka podnosi cię tylko w linii kręgosłupa. Ręce połóż swobodnie na kolana. Możesz także położyć je jedną na drugiej, wewnętrzną stroną do góry, lewa dłoń grzbietem na prawej, palce prostopadle do linii nosa. Nie przyciskaj łokci do tułowia, pozwól im leżeć swobodnie. Aby ustabilizować pozycję, możesz wykonać tułowiem i głową parę ruchów w lewo i prawo. Wybierz pozycję w samym środku – najbardziej równomierną i stabilną. Zamknij oczy lub opuść powieki. Możesz skupić wzrok na jakimś punkcie leżącym przed tobą (w odległości metra czy dwóch).

Oddychaj nosem, lekko i bez wysiłku. Dźwięk oddechu nie powinien być słyszalny (jeżeli masz zatkany nos, wcześniej go przeczyść). Obserwuj swój oddech.

W myśli licz wdechy i wydechy (wdech – jeden, wydech – dwa). Możesz liczyć także same wdechy (wdech – jeden, wydech, kolejny wdech – dwa, wydech …)

Gdy dojdziesz do dziesięciu, zacznij od początku. Gdy się pomylisz, nie przejmuj się tym, nie poświęcaj temu zbytniej uwagi. Zacznij liczyć od początku. Gdy uświadomisz sobie, że myślisz o czymś innym, łagodnie wróć do oddechu. Po prostu zacznij liczyć od nowa.

Pozwól, by twoje myśli swobodnie przepływały. Patrz na nie, jakbyś patrzył z okna na przechodniów. Nie biegnij za żadną, ale pozwalaj każdej spokojnie przejść.

Nie kontroluj oddechu. Nie staraj się, by był szybszy czy wolniejszy. Sam z siebie zacznie się wydłużać, ty jednak nie staraj się o to, a jedynie licz ilość oddechów. Wytrzymaj przynajmniej trzy minuty. Nie sprawdzaj czasu na zegarku, ustaw minutnik i przerwij dopiero, gdy usłyszysz sygnał. Gdy w trakcie ćwiczenia pojawi się myśl typu: długo, jeszcze? chyba nie wytrzymam, ale to nudne… pozwól jej przepłynąć i wróć do liczenia oddechów: jeden, dwa, trzy…

34 komentarze

  1. Wyszedł strasznie długi tekst. Zastanawiałem się czy go nie rozdzielić na dwa odcinki, ale stwierdziłem, że lepiej niech będzie w całości. Mam nadzieję, że udało ci się go przeczytać przynajmniej we fragmencie.

    Ale w zamian dam sobie trochę więcej czasu Powiedzmy, że do piątku. Być może ktoś będzie miał ochotę skomentować, zgodzić się z czymś, albo nie zgodzić, czy o coś zapytać. Z chęcią odpowiem. 🙂

    • Witam. Spadł mi pan z nieba:)
      Parę lat temu po ciężkich emocjonalnych przeżyciach i mozolnym wdrapywaniu się do świata „żywych” doświadczyłam tego o czym pan pisze.Nie wiedziałam jak to zrobiłam i od trzech lat próbuję dotrzeć do tego stanu ducha lecz na marne.AKCEPTACJA jest pierwszym punktem a jakoś nigdy o niej nie pomyślałam.DZIĘKUJĘ.Mam nadzieję że teraz się uda.

      • No tak kochani.czytalam o akceptacji.A jak zaakceptowac fakt ze moja corka nie zdaje sobie sprawy ze jest alkocholiczka.blagania, zlosci, rizmowy nie pomagaja.Wuec jak mozna zaakceptowac fakt ze corka niszczy siebie, swoja piecioletnia corke, no i przy tym mnie.Mam tyle zlosci w sobie ze nie umiem opisac .moze ktos mi dopoze. MARY

  2. Skoro myśli i uczucia są złudzeniami, to co zostaje? Wszystko tylko wydaje się? Np. miłość? Czy jest tylko chmurą?…

  3. Olu, a miłość jest tylko zestawem uczuć i myśli? Dla mnie nie. Miłość to coś znacznie więcej (niestety nie odpowiem co, bo nie wiem). Uczucia są częścią miłości, ale jej nie wyczerpują. Można być zachwyconym, podnieconym, rozmarzonym i ciągle myśleć o niej / o nim – ale tak naprawdę nie kochać. Prawdziwa miłość wiąże się w dużym stopniu z wyjściem poza siebie.

    Co do samych myśli i uczyć. Może trochę nie do końca dobrze to wyjaśniłem. Myśli i uczucia nie są czymś mało ważnym. Są myślami i uczuciami. Faktami psychologicznymi. Jednym zważnych składników życia. To tak, jakby ktos mówił, że przyprawy w potrawie są nieważne, bo wagowo, w porównaniu z mięsem czy warzywami prawie ich nie ma. Z samych przypraw obiadu nie zrobisz, ale bez nich też nic cennego nie wyjdzie. Najlepiej nie mylić tych dwóch rzeczy, ale obydwie doceniać.

  4. Czym tak właściwie są emocję i myśli? Czemu powinny służyć? Teoretycznie, gdyby dało się je wyłączyć i skupić tylko na tym do czego dążymy, osiągnięcie tego było by proste łatwe i przyjemne. Nic by nas nie rozpraszało, zwodziło nie mieli byśmy wątpliwości, życie było by proste i przyjemne, bo robilibyśmy tylko to co potrzeba bez zbędnych wahań i destabilizacji. Co nam daje przyglądanie się z boku swoim uczuciom i myślom. Czy to nie jest tak jak byśmy oddzielili kawałek siebie. Czy jest w ogóle możliwe, aby przyglądać się temu z boku i wyciągać wnioski, czy tez wybierać dobrą dla nas drogę pomijając to co się dzieje? Czy da się przyjrzeć tej rzece myśli i uczuć i nie zamoczyć się, nie mieć udziału. To tak jak bym był w dwóch osobach jedna myśli i czuje a druga się temu przygląda i idzie tam gdzie chce nie licząc się z tą pierwszą. „Gdy pojawi się w tobie doznanie strachu – zamiast żyć w strachu, możesz żyć ze strachem, robiąc to co powinieneś, mimo tego, że czujesz obawy”, czy to nie tak jak byśmy tego nie dopuszczali lub olewali te sygnały. Może czegoś nie zrozumiałem lub zrozumiałem na opak. Czy możesz bardziej wnikliwie opisać ten temat i zależności w nim poruszone? W związku z nim kojarzą mi się dwie postawy w dążeniu do swojego celu. Pierwsza to być kompletnym idiotą, kretynem (nie wiem czy to dobre sformułowania do określenia tego stanu) który nie myśli nie czuje tylko „Kali chcieć, Kali zrobić, Kali mieć i super bo osiągnął zamierzony cel” oraz druga to osoba całkiem zwykła która myśli, czuje i jednocześnie jak maszyna odrzuca to, bo wie że to jej nie zaprowadzi tam gdzie chce, ponieważ cel jest nie zawsze tam co mówią myśli i uczucia. ???

  5. Zbyszku nie martw się, że teks jest za długi, jak tylko możesz pisz jak najwięcej. Stałem się wiernym czytelnikiem i pochłaniam każdą ilość tego co napiszesz a gdybym był tu przypadkiem i nie interesowało mnie to, to z całą pewnością nie miałaby znaczenia ilość i tak bym tu nie wrócił. Życzę CI lekkości pióra 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  6. Ojej, Zbyszku, ledwie stracilem Cię na kilka dni z oczu a Ty tu od razu, jak widzę, w wysokie loty.
    Sięgasz do Tolle’go…, albo nowego Mistrza Eckharda – jak dla niektórych. Rzeczy, o których pisze, pokrywają się z nurtami Adwajty mimo, że on sam (z tego, co wiem) nie czerpał z tych tradycji.
    Tu już chodzi o absolutne poznanie. A w konsekwencji o Absolut per se.
    Dla mnie jest rzeczą bardzo fascynującą, że ludzie zanurzający się w sfery poznania istoty jestestwa, niezależnie od swych tradycji i metod, którymi się posługują (edukacja książkowa, badania naukowe, modlitwa, medytacja, kontemplacja, praktyki kultowe, rytuały sekularne lub religijne), potrafią znaleźć wspólny język i znajdują odpowiedniki umożliwiające im wejście w dialog.
    Zarówno profesor Singer, jak i Nisargadatta Maharaj są zgodni co do faktu, że otaczająca nas rzeczywistość, w tej formie w jakiej ją postrzegamy, jest iluzją. Jeden spędza większość swego życia na uniwersyteckich sympozjach, drugi żył na ulicy.
    Że postrzegana przez nas rzeczywistość to nie objektywna wielkość a bardziej stworzony przez nas samych konstrukt, nie jest niczym, co musi niepokoić. Warto to wiedzieć. Nic więcej.
    Warto również wiedzieć, że myśli, które się w nas pojawiają, nie są czymś, co jesteśmy w stanie sterować. Ty nie wiesz, o czym będziesz myślał za pięć minut. Ja również tego nie wiem. Jakieś myśli z pewnością się pojawią, ale nie jestem w stanie je przewidzieć. I nie muszę.
    Również emocje. Odczucia, doznania…
    W naszej tradycji nauczono nas, że to my jesteśmy twórcami naszych myśli. Stąd też ponosimy za nie odpowiedzialność. Odpowiedzialni jesteśmy za to, co myślimy jak i za to, co czujemy.
    Warto uzmysłowić sobie, że nie jestem w stanie samemu wybrać i zamówić sobie moich myśli. To nie ja decyduję o tym, o czym będę myślal za kilka minut. Być może przypomni mi się jakaś historia z dzieciństwa lub też wczorajsza rozmowa z szefem. Albo też pomyślę o właśnie planowanym następnym urlopie.
    Wszystko jest możliwe. I na myśli te mam bardzo mały wpływ. Nie muszą mnie więc one niepokoić. Mogę spokojnie się nimi nie przejmować. Ta świadomość pomaga zaakceptować siebie samego. Wraz z myślami i uczuciami.
    Nasza chrześcijańska tradycja nie kładzie nacisku na akceptację siebie. Bardziej kładziony jest nacisk na poprawę siebie. Trudno jest zaakceptować coś, co wymaga poprawy. Pewnie się da. Aczkolwiek nie jest to łatwe. O wiele łatwiej odrzucić. Moje doświadczenie uczy mnie, że im większe przeświadczenie o potrzebie poprawy, tym ona trudniejsza do osiągnięcia.

    • Jest istotna roznica miedzy hinduskimi teoriami o „iluzji swiata” a np buddyjskimi. W zasadzie mozna by powiedziec „swiat fizyczny jest iluzja” i co z tego wynika? Niv… zmieniaja sie jego wlasciwosci? Nie… to ze swiat jest iluzja jest tak samo teoria jak proba udowodnienia, ze nie jest. Jest z gory skazane na porazke, gdyz gdyby sie wnikliwiej przyjrzec temu co jest to… co wychodzi? Ze po prostu jest. A jaka jest roznica miedzy rzeczywistoscia a iluzja? Ktos potrafi wskazac? Oczywiscie, iluzja jest nieprawdziwa, i jakos gdy mistycy to odkrywaja nie widze aby swiat znikal czy oni sami… . Poza tym kloci sie to z pierwszym i fundamentalnym zalozeniem wszystkich mistycznych ruchow i sciezek – ze wszystko jest jednym a jedno jest wszystkim. Jesli cokolwiek w tym swiecie mialoby byc iluzja, to calosc, nawet swiadomosc bedzie iluzja, duch obserwator i wszystko bedzie iluzja skoro wg podanej fundamentalnej zasady, nie mozna esencji oddzielic od tego, w co sie ona formuje. Wiele ludzi popadlo w nieporozumienie idac tropem tych „iluzji” zwariowali lub przestalo im na czymkolwiek zalezec. Gdy narodzil sie budda wydawalo sie, ze zburzyl spora fasade tego nieporozumienia ale jednak nie do konca… .Mnie osobiscie bliska jest koncepcja dundamentalna, o czym takze traktowal budda, ze swiat jest jednia – jednolitym procesem nieodseparowanych elementow, ktore w drodze ewolucji i przeksztalcania tworza… manifestacje. Uzywal pojecia iluzji – owszem, w stosunku do tegoco umysl tworzy na podstawie mysli, nakladajac na rzeczywistosc latki. Jedyne co mawial o swiecie fizycznym to to, ze jest nietrwaly, a cierpienie powoduje iluzja oddzielenia i iluzja swiatastalego, nieruchomego, nigdy nie wypowiedzial sie jakoby swiat mial byc iluzja w ogole, bo niby czyja iluzja, przez kogo stworzona skoro aby ktokolwiek istnial, milionow lat ewolucji trzeba?

  7. jakie sa inne fakty psychologiczne? „Myśli i uczucia nie są czymś mało ważnym. Są myślami i uczuciami. Faktami psychologicznymi.” – jesli mysli i uczucia tylko przychodza i odchodza to kim ja jestem?gdzie jest moja osobowosc? Uczucia i mysli prowadza do dzialania.Nie wiem czy nie mozna nie myslec. Obserwacja mysli to myslenie.

    Wyglada na to ze uczucia sa czyms co przeszkadza zyc bo zaburzaja obraz rzeczywistosci.
    Zawsze identyfikowlam sie z moimi uczuciami bo myslalam ze na tym polega moje 'ja'. Ja to czuje, inni tego nie czuja, wiec mnie to wyodrebnia.

  8. ale za korygowanie naszych myśli i uczuć jesteśmy odpowiedzialni ?

  9. „ale za korygowanie naszych myśli i uczuć jesteśmy odpowiedzialni ?”
    W takim samym stopniu, jak za same mysli, jestem odpowiedzialny za ich korekture. Tzn: moge sie czuc odpowiedzialny. Sa ludzie, twierdzacy, ze ich mysli zaleza od nich i sa gotowi sie klocic z kazdym, kto twierdzi inaczej. Sa ludzie twierdzacy, ze na same mysli nie maja wielkiego wplywu ale przynajmniej sa w stanie je skorygowac.
    To lekkie przesuniecie granicy mozliwej ingerencji – jezeli nie od razu to przynajmniej troche pozniej.
    Gdybym jednak zupelnie zrezygnowal z mozliwosci jakiejkolwiek ingerencji oznaczaloby to, ze nie mam zadnej wolnej woli. A to juz prawda, na ktora malo kto jest gotowy sie zgodzic.
    Niemniej jednak tylko dlatego, ze karmiono nas od wczesnego dziecinstwa zasadami i prawami, ktore uznajemy dzisiaj za niepodwazalne. Jedna z tych zasad brzmi: „czlowiek jest wolny”. Gdybysmy z tej zasady zrezygnowali, ciezko byloby egzekwowac odpowiedzialnosc za czyny jak rowniez wymagac od kogokolwiek cokolwiek.
    Ewo, jezeli usiadziesz w ciszy i zapytasz sie szczerze, czy jestes wolna i w jakim stopniu jestes – odkryjesz, ze jestes doskonale swiadoma swoich granic i zaleznosci. Lecz chwile pozniej powiesz szybko:”to nic. ALE: w obrebie tych granic i zaleznosci jestem wolna”.
    Ale zrobisz tak tylko i wylacznie z jednego powodu. By nie musiec przyznac sie do tego, ze nie jestes.
    Faktorow, ktore decyduja o tym, ze jestes taka, jaka jestes, jest niezliczona ilosc. Ale spojrz na jeden jedyny: Twoi rodzice. Jak bardzo to wlasnie oni wplyneli na to, ze dzisiaj myslisz akurat tak, jak myslisz; czujesz tak, jak czujesz; twierdzisz to, co twierdzisz… I gdzie jest w tym wszystkim Twoj wybor? Wybralas sobie sama rodzicow? Gdzie Twoja wolnosc? A to tylko jeden jedyny faktor. Co z innymi? Twoi nauczyciele… Wybralas ich? Ludzie, ktorych w zyciu spotkalas… Twoj wybor? Ksiazki, ktore wpadly Ci do reki…. itd.itd.

    • Poprzez obserwacje swoich mysli, mozesz je zmienic, a poprzez obserwacje swoich granic mozesz je przekroczyc lub oddzielic sie od tego co Cie ogranicza. Przyczyną ograniczeń jest zawsze strach. Zmieniając swoje myśli, czyli uwalniając się od narzuconych Tobie schematów, wpływasz na zmiane ludzi, z którymi masz do czynienia i sytuacji, które wywołujesz, więc do pewnego stopnia, masz wpływ na swoje życie.

  10. Przyznaję się dostałem dużo do myślenia dzięki tym komentarzom.

    Jeszcze raz przeczytałem swój tekst i doszedłem do wniosku, że James Bond nie byłby zachwycony. Jest za bardzo zmieszany i za mało wstrząsający. Poruszyłem zbyt dużo wątków i nie pokazałem sedna. Wybaczcie, jeżeli ktoś poczuł się zagubiony. Zostaje mi jeszcze nad tym tematem popracować.

    To jest minus bloga. Człowiek pisze tekst i potem trudno mu po prostu wyrzucić lub gruntownie przepracować (jak to często robię pisząc książki).

    Miałbym ochotę wyrzucić lub bardzo przepracować nie dlatego, że temat jest nieważny. Czuję, że zaciemniłem sprawę, naprowadzając na zbyt teoretyczne pytania. Jeżeli coś nie jest oczywiste i nie da się tego wyjaśnić w kilku słowach, to niewielką ma to wartość.

    Owszem, dyskusja o tym, czym są myśli a czym nie są, oraz o tym kto myśli a kto nie, to tematy pasjonujące, na które napisano wielkie tomy. Siedzę za komputerem po długim dniu. W głowie mi się kotłuję, jestem trochę zamroczony. Usiłuję się skupić. Przypominają mi się cytaty. William James pisał, że „myśli same są myślącym”, ale Kant uważał, że istnieje transendentne ego. Ktoś tam pisał o jaźni poznającej.. im więcej myślę, tym bardziej czuję się przytłoczony. O tej porze, gdy myślę o tym wszystkim mam takie wrażenie napierania, niemal męki.

    Ale wystarczy otworzyć okno. Wziąć kilka głębokich oddechów i całe to usiłowanie zrozumienia staje się mniej męczące. Odpręż się i zauważ to, co się w tobie dzieje. Oczywiście, że nie mogę wyjść poza myśli i odczucia. Jestem w nich jak ryba w wodzie. Ale to, że ryba nie może wyjść z wody, nie znaczy, że nie może być jej świadoma.

    Kiedy to może być potrzebne? Np. mam jakiś trudny czas. Pracuję nad jakimś projektem i zaczynam mieć go dosyć. Chcę się poddać, czuję, że to wszystko nie ma sensu. Ale zamiast się wycofać, siadam na chwilę z boku, rozglądam się wokół, zwracam uwagę na powietrze, światło, temperaturę i nagle moja z szalona gonitwa myśli i emocji zwalnia, zauważam, że wszystkie moje emocje, to właśnie to, co zawsze powielam. – Aha, więc to tak samo jak ostatnio, dochodzę do tego punktu i uciekam! Ok. dobra. Nie tym razem. Teraz doświadczę wszystkiego w sposób otwarty, bez chowania się po kątach.

    Chodzi o to, że często usiłujemy rozwiązać swoje problemy w myślach. Im bardziej się staramy tym bardziej się zaplątujemy. Strumień myśli i emocji nas coraz mocniej porywa. Wtedy potrzebujemy przestać na chwilę walczyć ze strumieniem i uświadomić go sobie. Bez żadnych prób zmiany. Łagodnie i delikatnie. Nie da się tego zrobić (tak mi się wydaje) jeżeli robimy to tylko w myślach. Pierwszym krokiem jest przeniesienie uwagi na tu i teraz. Na doznania, jakie doznajemy, odczucie krzesła, dobiegające do mnie dźwięki, zapachy, smaki, itp. I wtedy dopiero, można popatrzeć do swojego wnętrza. Zazwyczaj jest to odczucie w stylu ah, więc to to… to jest to moje myślenie… Jeżeli jednak chcesz złapać swoje myślenie na gorąco, wychodzi jedynie siłowanie isę.

    Dlatego jestem niezadowolny z tego tekstu bo w tym temacie ważniejsze jest bezpośrednie doznanie (to wstanie i podejście do okna) niż to, co potem). Nie pamiętam już dobrze tej opowieści. Ale to było coś w stylu: Uczeń zadaje mistrzowi pytanie
    – Gdzie jest wejście do prawdy?
    Ten go pyta: – słyszysz ten strumień?
    – Tak.
    – Właśnie tam.

    Słuchanie strumienia jest ważniejsze w tym wszystkim niż dyskutowanie i myślenie o tyn. Gdy człowiek uczy się słuchać strumienia, uczy się także słuchać swoich myśli we właściwy sposób (bez próby kontroli i walki).

    Obawiam się, że ani nie wyjaśniłem wszystkiego, ani nie odpowiedziałem na wszystkie pytania. No ale kto powiedział, że zawsze muszę wiedzieć o czym piszę? 😉 Jak ma się tak wspaniałych czytelników jak Wy, może sobie czasem pozwolić na to, by się człowiek pogubił w tym co chciał powiedzieć 🙂

    Ale obiecuję jeszcze pomyśleć. Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za dyskusję i oczywiście dalej o nią proszę.

  11. chce powiedzieć że czytam ten tekst często . wracam do fragmentów i komentarzy bo chcę sprawdzić czy trzymam kurs

  12. „Nasze nastroje, uczucia i myśli są rezultatem pracy naszego umysłu. Są efektem pracy skomplikowanej i cudownej maszyny, zawierającej miliony skojarzeń i pojęć. Nie są jednak rzeczywistością. Są jakimś jej obrazem – mniej lub bardziej trafnym, mniej lub bardziej praktycznym – ale niczym więcej niż tylko obrazem.“

    Bardzo mi się podoba to Twoje powyższe ujęcie, Zbyszku. Jestem przekonany, że dużo w nim prawdy. Jednak na kanwie tego spojrzenia nawiążę do innego aspektu: podobnie, jak myśli, nastroje, uczucia są rezultatem pracy umysłu, tak też praca umysłu jest rezultatem funkcjonowania naszego mózgu. I tak samo czyszczenie krwi jest rezultatem pracy nerek.
    Nasze organy pracują. Każdy dokładnie tak, jak go natura ukształtowała i zaprogramowała. To nie ja ukształtowałem moją własną korę mózgową. Również nie ja obserwuję i kontroluję pracę nerek, czy wątroby.
    Nie wiem, w jaki sposób natura kształtowała moje organy i jak przebiegał proces ich programowania. Niemniej jednak jak następowało programowanie mojego umysłu – to wiem.

    A było to tak: system operycyjny otrzymałem przez fakt urodzenia się w określonym miejscu, określonym czasie, w określonym środowisku. Od tego zależy najwięcej. Urodziwszy się przed dwustu laty, myślałbym inaczej. Urodziwszy się w Afryce, myślałbym inaczej. Urodziwszy się w rodzinie szefa sycylijskiej mafii, myślałbym inaczej. Te trzy faktory: miejsce, czas, środowisko, składają się na podwaliny mojej osobowości. Gdy budowniczy dostanie gotowe fundamenty, jego kreatywność jest już w dość dużym stopniu ograniczona.
    A wszystkie inne programy, które dzisiaj tak bardzo pomagają mi w życiu, doszły później w trakcie budowy. To dodatkowe oprogramowanie kształtowało się powoli i każdy (bez wyjątku!) moment mego życia wprowadzał następną linijkę do tekstu oprogramowania. Text ten jest nadal kształtowany i uzupełniany. Codziennie dochodzą nowe linijki umożliwiając aktywowanie następnych funkcji, usprawniając pracę tych już aktywnych lub też blokując aktywność wczyśniejszych. Panta rei.
    Czy mam również udział w tym tworzeniu? Lub natura robi to sama? Tak, mam udział – lecz jako część natury. Podobnie, jak spotkanie innej osoby (lub wyniku jej działania: np. przeczytanie napisanej przez nią książki) ma wpływ na mnie, tak więc inne osoby wpływają na mój program. Również oni są częścią natury. Biorąc samemu udział w pisaniu programu mogę posługiwać się tylko funkcjami, które mam do dyspozycji. Czyli tym wszystkim, co już zostało napisane. Jestem od tego zależny.
    Życie to misterium. To żmudnie supłana pajęczyna, w której absolutnie wszystko jest ze sobą połączone. Połączenia mogą być mocne, silne, grube – na pierwszy rzut oka widoczne – lub też niedostrzegalnie cienkie, lecz są.

  13. Krótki dodatek:
    Życie to misterium. To żmudnie supłana pajęczyna, w której absolutnie wszystko jest ze sobą połączone. Połączenia mogą być mocne, silne, grube – na pierwszy rzut oka widoczne – lub też niedostrzegalnie cienkie, lecz są.
    Dlatego też pewna znana w Polsce postać mogła przed dwoma tysiącami lat głosić: “cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych – mnieście uczynili”

  14. Mnie akceptacja kojarzy sie z rezygnacja. Jesli nie akceptuje to chce cos zmienic. jesli akceptuje no to akceptuje i tyle. Moze ja nie rozumiem slowa „akceptuje”. Ale zwykle np. w jakiejs negocjacji, jak cos akceptuje to koniec tematu. czytam, rozumiem ale kompletnie nie czuje o co chodzi z ta akceptacja. Mysli i emocje jak strumien…nie jestem taka pewna. Przeciez sa mysli ktore czesto wracaja,nie mozna ich latwo na bok odlozyc. to bardziej staw czy jezioro a nie strumien.

  15. Czy akceptacja jest związana z rezygnacją? Twoje skojarzenie, Marzeno, jest jak najbardziej uzasadnione. Akceptacja samego siebie jest związana z rezygnacją. Rezygnacją z pragnienia zmiany. Ale nie z rezygnacją z jakichkolwiek zmian. Czy jesteś ze sobą skłócona, czy akceptujesz się taką, jaka jesteś – niezależnie od tego – zmiany nastąpią. Zmieniasz się codziennie – czy chcesz, czy nie. I zmieniać się bedziesz nadal. Bo życie to ciągłe zmiany. Niezależnie od tego, czy jesteś je w stanie dostrzec.
    Wiem, wielu ludzi jest gotowych zapewniać wszem i wobec, że gdy tylko siebie zaakceptujesz taką, jaka jesteś – nastąpi stagnacja; już przestaniesz być lepsza. Przedstawiają oni fakt akceptacji jako coś hamującego rozwój.
    Nie wiem, jakie są Twoje doświadczenia. Może różne od moich.
    Moje doświadczenie nauczyło mnie, że zmiany są nie do uniknięcia. Jak również nauczyło mnie, że im bardziej o nie walczyłem, tym większym kosztem zmiany te były okupione. Najpiękniejszych zmian doświadczyłem, przyjmując je bez walki, w postawie akceptacji stanu zarówno przed, jak i po zmianie.
    Niemniej jednak moje doświadczenia nie muszą być dla Ciebie wymierne. Jeżeli odczuwasz inaczej, to przyjmij to, co piszę jedynie do wiadomości. Nic więcej. Bądź jedynie świadoma, że tak również można. Kopiować kogokolwiek i tak się nie da.
    Jeżeli dla Ciebie życie, to nieustanne negocjacje i tylko w ramach negocjacji jesteś w stanie coś osiągnąć, to jeżeli chcesz, możesz przy nich pozostać.
    Ja zostaję codziennie obdarowywany bez żadnych żądań i roszczeń. I nawet nie jest to moją zasługą. Zbieram i rozdaję dalej, zbieram i rozdaję, zbieram i rozdaję… I widzę zmiany. Nieustannie. Chcąc czy nie chcąc.
    Badź szczęśliwa w tym, co robisz. A jeżeli negocjujesz, to bądź i w tych negocjacjach szczęśliwa. Jeżeli uważasz, że za darmo nic nie ma i bez negocjacji ani rusz, to negocjuj. Ale bądź szczęśliwa. Nie da się? Da się. 🙂

  16. A może nawet nie “rezygnacja z pragnienia zmiany” a jedynie rezygnacja z chęci walki o zmianę. Pragnienie zmiany może pozostać. Hm, szczerze: nie wiem.

  17. Waldek: czyli wszystko i nic. „Ja zostaję codziennie obdarowywany bez żadnych żądań i roszczeń. I nawet nie jest to moją zasługą. Zbieram i rozdaję dalej, zbieram i rozdaję, zbieram i rozdaję… I widzę zmiany. Nieustannie. Chcąc czy nie chcąc.” – nie rozumiem o co tu chodzi. Problem polega na tym ze Ty poslugujesz sie jezykiem na roznych poziomach: albo jest wywod logiczny, albo poezja, albo jak ma nic do powiedzenia to jakas zgrabna metafora. To dle mnie jest mylace. Tak samo Twoje doswiadczenie a to co chce przekazac Zbyszek – nie wiem jak jedno ma sie do drugiego. A propos negocjacji : wlasnie doszlam do wniosku ze za malo negocjowalam i zylam za malo swiadomie (zeby nie powiedziec: nieswiadomie) stad moje zainteresowanie tematem.

  18. „Problem polega na tym ze Ty poslugujesz sie jezykiem na roznych poziomach: albo jest wywod logiczny, albo poezja, albo jak ma nic do powiedzenia to jakas zgrabna metafora. To dle mnie jest mylace.“
    Rozumiem Marzeno. Jednak nie jestem w stanie posługiwać się językiem innym, niż mój własny. Zakładam, że jesteś tego świadoma i doskonale to rozumiesz. Ja z kolei mam zaufanie do Ciebie. Wierzę, że nie dasz się zmylić.

  19. to obserwowanie siebie – czy to nie jest narcyzm? jesli nie to dlaczego nie. Takie obserwowanie siebie jakos nie pozwala skupic sie na innych sprawach. i co zostaje z nas jesli mysli i uczucia tylko przeplywaja? gdzie jest mnasza osobowosc, charakter?

  20. Nie, obserwacja to nie narcyzm. Ale jeżeli pojęcie obserwowania ma w sobie coś niewygodnego i chciałabyś je zastąpić innym, to zastąp. Nazwij, jak chcesz. Nie rozumiem po co. Ale to nie problem. Jak również nie odczuwam potrzeby tłumaczenia, dlaczego narcyzm i obserwacja to nie to samo. Bo może dla Ciebie to faktycznie to samo. Zadecyduj sama. Po czym nie zarzucaj innym błędu jeżeli miałoby się okazać, że oni zadecydowali inaczej. To od Ciebie zależy, jak co rozumiesz.

    Czy obserwowanie siebie przeszkadza w – jak piszesz – skupieniu na „innych sprawach“? Mnie nie przeszkadza, ale jak jest z Tobą, Marzeno, przeszkadza? Jeżeli tak, a „inne sprawy“ mają pierwszeństwo, to co stoi na przeszkadzie, żebyś przestała obserwować siebie? Bo Zbyszek tak każe? Bo Waldkowi się zachciało? Bo Ewa tak napisała? Bo ktoś inny twierdzi, że tak trzeba?

    „Co zostaje z nas jesli mysli i uczucia tylko przeplywaja?“
    Jeżeli tak jest, to z nas zostaje wtedy bardzo bardzo mało.

    „Gdzie jest masza osobowosc, charakter?“
    Jest kształtowana przez – jak piszesz – myśli i uczucia. Bo to, jakie myśli i uczucia w Tobie się pojawiają, jest odzwierciedleniem Ciebie samej. Myśli pojawiają się. Przychodzą. I nie pytają o zgodę. Nie pukają grzecznie czekając aż otworzysz drzwi. Uczucia również. Jednak tylko te, które znajdują w Tobie rezonans. Wszystkie inne, które nie znajdują w Tobie niczego, o co mogłyby się zahaczyć, znikają niepostrzeżenie i bez śladu. Nawet nie jesteś w stanie ich zauważyć.

    To nie ja odpowiadam za myśli, które wywołają w Tobie moje zdania. To nie ja jestem winny uczuciom, które pojawią się w Tobie w trakcie czytania tych słów.
    Stoi to oczywiście w sprzeczności z tym, czym nas karmiono od dziecka. Ale nic na to nie poradzę, że karmiono nas nieprawdą. Uczono nas, że jeżeli ktoś wywoła w nas złość, to on jest winny tej złości.

    Jeżeli chcesz, możesz w to wierzyć. Możesz doszukiwać się winy w moim języku i stylu pisania, jeżeli język i styl sprawiają, że treść jest dla Ciebie “myląca”.

    Pozwól, że zrekapituluję mój wywód w jednym zdaniu: “wszystko i nic”.

    Zyczę Ci, Marzeno, miłego dnia i pozdrawiam serdecznie.

  21. bardzo fajny tekst Zbyszku! był czytelny i zrozumiały, choć zdobycie tej umiejętności rzeczywiście jest bardzo trudne, najważniesze jednak to ciągle próbować

  22. Dziekuje za wyjasnienie ale wprowadzasz zamęt:
    -” Nazwij, jak chcesz. Nie rozumiem po co. Ale to nie problem. Jak również nie odczuwam potrzeby tłumaczenia, dlaczego narcyzm i obserwacja to nie to samo. Bo może dla Ciebie to faktycznie to samo. Zadecyduj sama. Po czym nie zarzucaj innym błędu jeżeli miałoby się okazać, że oni zadecydowali inaczej. To od Ciebie zależy, jak co rozumiesz. –
    –to jest belkot. Jak nie odczuwasz potrzeby to nie pisz.

    To, o co pytam to nie jest kwestia mojego decydowania czy nie. Zbyszek proponuje pewien sposob patrzenia na siebie i system regulowania swoich (tzn znaszych, czytelnikow) kontaktow z rzeczywistoscia, poparty jego badaniami, obserwacjami i doswiadczeniem. Mnie ta propozycja intryguje i interesuje, co nie znaczy ze wszystko rozumiem i co wiecej nie zawsze udaje mi sie to stosowac. Odbiega od tego do czego przywyklam, stad pytania, czy tez watpliwosci, staram sie jak najlepiej zrozumiec to co Z. proponuje. To jest blog, wymiana idei. Po prostu zmagam sie probujac zastosowac pewne sugestie, stad pytania. Precyzja jest istotna. Co wlasnie mi sie w tym blogu generalnie podoba to Zbyszka zdolnosc do wylapania niuansow.

    A Ty „rozmywasz” – ze tak sie wyraze – sens mojego pytania i mi mowisz ze ja moge decydowac ..Tu nie chodzi o moje decyzje czy o wiare tylko o zrozumienie i prawidlowe zastosowanie cwiczen.

    I znowu Ci wyszlo „wszystko i nic”, czyli nie wiadomo o co chodzi.

  23. Z większością tego, co piszesz, się zgadzam.
    Pozwolę sobie zaledwie na drobne korektury. Skoro zależy Ci na precyzji, Marzeno, to bądź precyzyjna.
    Nie pisz proszę: „to bełkot“ – odnośnie moich słów. Napisz – zgodnie zresztą z prawdą – że to Ty tak je odbierasz. Czy zauważasz różnicę?
    To drobiazg. Czasem można takie drobiazgi pominąć. Chyba, że komuś zależy na precyzji.
    Podobnie sprecyzuj, że to Ty nie wiesz o co mi chodzi. Nie generalizuj używając formy bezosobowej “nie wiadomo”. Bo może doskonale “wiadomo” lecz tylko Ty nie chcesz wiedzieć…
    Jakkolwiek by nie było, proponuję zakończenie naszej wymiany zdań. Mam nadzieję, że Zbyszek znajdzie czas i ochotę, by odnieść się do tego, co piszesz i wierzę, że wymiana zdań z nim będzie dla Ciebie ubogaceniem.

    Nie będę odnosił się do Twoich komentarzy jak i będę zakładał, że Twoje pytania nie są kierowane do mnie.
    Myślę, że odpowiada to Twoim oczekiwaniom.
    Będę przypuszczalnie nadal zamieszczał moje komentarze, dlatego też już teraz proszę Cię, byś się nimi nie przejmowała i jeżeli nie sprawi Ci to trudności – nie odnoś się do nich. A jeżeli się nie da, to pisz w takim razie śmiało; nazywanie moich słów bełkotem, nie urąga mi w niczym, tak więc nie czuj się moją prośbą ograniczona. Chciałbym Ci zaledwie oszczędzić nieprzyjemnych emocji, nic więcej. I mnie samemu oczywiście również.
    Życzę miłego dnia i owocnej dalszej dyskusji oraz pozdrawiam serdecznie.

  24. Hm.. i co ja mam napisać, po takiej wymianie zdań? Była bardzo cenna, może oprócz tego jednego słowa na „b” pod koniec. Dla mnie i wypowiedzi Waldka i Marzeny są cenne. Mam nadzieję, że wszyscy są cali 🙂

    Bardzo wiele wątków się pojawiło. Myślę, że nie jestem w stanie wszystkiego zebrać i do wszystkiego się odnieść.

    Może tylko jedno wyjaśnienie. Dosyć długo posługiwałem się terminem „akceptująca świadomość„. Tzn. świadomość własnych procesów psychicznych, nie związana z krytyką i ocenami. Zauważyłem jednak, że część osób ma większy problem z akceptacją, a część ze świadomością.

    Gdy ktoś ma problem z akceptacją, ma bardzo mocne oczekiwania pod swoim adresem. Ciągle zmusza się do tego by czuć się tak a nie inaczej, ciągle podkoloryzowuje, to co się z nim działo lub dzieje. Ciągle żałuje, że czegoś nie czuł (lub czuł) oraz oczekuje, że będzie jakość się czuł. Oczekuje od siebie skupienia, radości i całego zestawu różnych emocji w różnych sytuacjach. Osoba taka musi się nauczyć akceptować, tzn. pomijać swoje wewnętrzne standardy i oczekiwania dotyczące wewnętrznych procesów psychicznych.

    By się dobrze zrozumieć. Nie chodzi o to, by rezygnować ze standardów regulujących nasze zachowania. Dawniej taką osobą, której brakowało akceptacji nazywano skrupulatem. Skrupulant mógł np. spowiadać się: „przyszła mi do głowy grzeszna myśl, gdy zobaczyłem przebiegającą przez rynek półnagą kobietę”. Grzeszne myśli tymczasem są grzechem. Grzechem są czyny, a nie myśli, która na nas przychodzą. Grzechem byłoby dopiero pobiegnięcie za tą kobietą lub ciągłe powracanie do jej obrazu. (ok. nie jestem księdzem, ale tak mi się wydaje).

    Zaakceptować to przyjąć do wiadomości całe spektrum stanów wewnętrznych i przestać dopasowywać czy rozliczać się z tego co czuję a co nie Oczywiście od strony praktycznej to trudne. Pomyślę na opisaniem jakiegoś zestawu ćwiczeń, które przybliżą to nie tylko teoretycznie. Bo mam wrażenie, że właśnie to Marzeno masz ma myśli. Pytasz: „jak to poczuć? jak tego doświadczyć”

    Drugi składnik „akceptującej świadomości” to świadomość lub obserwacja. O ile osoby mające problemy z akceptacją częściej tłumią swoje doznania i czasem nawet nie wiedzą co czują, o tyle osoby mające problem z tym składnikiem bardzo dobrze wiedzą co czują. Często ponosi je wściekłość, rozpacz lub inne negatywne uczucia. Gdy takiej osobie mówisz o akceptacji, może zrobić coś, co jeszcze bardziej pogorszy jej stan. Jest bardziej dać się ponieść odczuciom.

    Ewa zapytała czy jesteśmy odpowiedzialni za korygowanie naszych mysli i uczuć. Nie jesteśmy odpowiedzialni, wtedy gdy się pojawiają. Na przykład przychodzi na mnie odczucie wściekłości. Wolałbym nigdy nie czuć wściekłości, pogardy czy wstrętu. Ale nic z tym nie jestem w stanie zrobić. Po prostu to czuję. Ale to nie znaczy, że mogę uderzyć, ośmieszyć czy odrzucić kogoś. Jestem odpowiedzialny, za to, co zrobię, gdy jakaś myśl czy uczucie się pojawi. Np. gdy czuję wściekłość, szybko wychodzę i daję sobie pięć minut przerwy. Czekam tak długo aż ochłonę. Albo gdy mam ochotę zarzucić jakiś projekt, myslę, sobie, że mam tendencję do rezygnacji i mimo tego co czuję, powienienem się starać działać dalej, aż zrobię, to, co sobie zaplanowałem. Nie jestem odpowiedzilny za to, co się we mnie pojawia. Ale jestem odpowiedzialny za to, co zrobię, gdy się to pojawi. By być do tego zdolnym muszę nie tylko pozbyć się moich nierelanych oczekiwań zgodnie z którymi nigdy nie powienienem czuć negatywnych emocji (umiejętność akceptacji), ale muszę nauczyć się obserwacji. Uważnego patrzenie na to, co się ze mną dzieje. Wrażliwości na drobne nawet sygnały.
    Akceptująca świadomość nie polega na zatem tym, by dać się ponosić emocjom.

    Podsumowując, akceptująca świadomość dla róznych osób może znaczyć różne rzeczy. Na pewno jednak jest to umiejętność, która nam ułatwia, a nie utrudnia, celowe działanie.

    Kasiu, bardzo dziękuję, cieszę się, że tekst był pomocny.

  25. Trochę się zagubiłam w tym „nieprzyleganiu” do emocji i myśli. Bo rozumiem taki stan np. podczas medytacji.
    Ale w życiu codziennym, aktywnym zwłaszcza / praca, życie prywatne, musimy podejmować decyzje na bazie analizy naszych myśli i emocji. Czasem racjonalnie, na zasadzie logiki, czasem intuicyjnie czy nieświadomie, ale..jak mam nie brać pod uwagę swoich myśli czy emocji??ok, niech przepłyną. Przepłyneły, i co dalej, kiedy jedne faktycznie znikają, a pewne powtarzają się – i trzebaby podjąć jakieś kroki. zadziałać.
    Proszę kogoś z czytających lub Waldka o krótki komentarz. Wydaje mi się, że pogubiłam się.

  26. Gdy po raz pierwszy czytałem książkę Eckharta Tollego „Potęga Teraźniejszości” mój umysł nie był w stanie uchwycić idei pełnej świadomości i akceptacji teraźniejszości, takiej jaka jest. Dopiero dzięki temu właśnie blogowi poczułem co to znaczy być w takim stanie, i uważam, że jest to najcenniejsza rzecz jaką nauczyłem się do tej pory – za co chcę podziękować z tego miejsca. Życzę wszystkim tego samego i pozdrawiam autora, naprawdę umie Pan pomagać ludziom i usuwać z ich życia cierpienie i lęk, co jest przecież celem tak wielu nauczycieli, a większość z nich wprowadza tylko jeszcze większy zamęt.

    • Dziękuję Kamil 🙂 To raczej nie ja pomagam. Ja mogę tylko czasem znaleźć we właściwym miejscu, dzięki czemu ktoś sam radzi sobie z problemami. Pozdrawiam serdecznie.

  27. W ten styczniowy wieczór Nowego Roku właśnie szukałam, czegoś takiego,
    jak ten artykuł /?/, czegoś co pozwoli mi ,,odwiedzić siebie”, czegoś co pozwoli mi
    popracować nad sobą… Może brzmi to zbyt pompatycznie, ale od pewnego czasu
    tak mam, że potrzebuję zająć się sobą w taki sposób. To moja walka z lękami i depresją.
    Ucieszył mnie ten tekst, bo właśnie przesłanie z niego idące już jakiś czas temu znalazłam
    w paru książkach i dzięki temu ,,wracam do świata żywych”. I chyba nie jest to jedno przesłanie, ale kilka świetnych wątków.
    Najciekawszy dla mnie to ten, że człowiek żyje czasem za mocno emocjami i uczuciami.
    Jeśli poddamy się strachowi to żyjemy w paraliżującym lęku czy nerwicy. Jeśli nie zrozumiemy
    wewnętrznego smutku trapi nas depresja i marazm. Ja właśnie ,,odwiedzając siebie” walczę z tym, że te myśli i uczucia mną kierują i władają, właśnie w ten sposób, iż stale sobie przypominam, że one są i płyną, ale przeminą i nie warto z ich powodu, rozdrapywać ran- tkwić w przeszłości, albo martwić się na zapas i rezygnować z marzeń- bo przyszłość i tak może mieć dla nas całkiem inne i w dodatku symaptycze COŚ.
    Ktoś powyżej wspomniał, że te myśli i uczucia to my, ale tak chyba do końca nie jest…
    Ja sobie myślę, że te emocje lub nasze reakcje na to co nas spotyka to takie ubranko/ dostaliśmy je od rodziców, szkoły, znajomych itp/. I wcale to nie oznacza, że to ubranko to My. Owszem ono czasem o nas coś mów… Ale tak naprawdę nasze Ja to cosik więcej…
    No, Słowacki to ja nie jestem… Jemu ,,,chodziło o to, żeby język giętki powiedział, co pomyśli głowa”. Mi niby też, ale… ciągle się uczę… 😉 Dzięki, Autorowi za tekst i lecę do następnego…

  28. […] Obserwacja: pamiętaj, że nie jesteś chmurą i nie daj się porwać. […]

  29. Przepraszam, czy mógłby Pan podać więcej ćwiczeń na obserwacje? Jakoś nie umiem patrzeć na myśli jak na chmury. :/ Nie wiem jak to osiągnąć :/Jestem świadomy tego że teraz cis myślę ale nawet nie potrafię tej myśli zobaczyć, a gdzie dopiero jak chmurę. :/
    Pozdrawiam!

Pozostaw odpowiedź PiotrAnuluj odpowiedź