Prawdziwa pewność siebie nie polega na braku wątpliwości pod swoim adresem, ale na wyjściu poza nie.

Jest to, według mnie, to samo, co „nieustraszoność” o której pisał Chögyam Trungpa:

Nieustraszoności nie rozumiemy jako niezdolności do strachu ani mniejszego strachu, lecz bycie poza strachem.

Jak dalej wyjaśnia (w książce Szambala, święta ścieżka wojownika), bycie poza strachem zaczyna się od przyjęcia strachu, pogodzenia się z nim, otwartego (i świadomego) doświadczania go. Potem to doświadczenie rozwija się do umiejętności przeżywania strachu bez zakłopotania i zażenowania nim. W końcu przekształca się w prawdziwą odwagę.

Warto dobrze zrozumieć czym jest taka odwaga i czym się różni od odwagi rozumianej potocznie.

Gdybym zapytał czym jest odwaga, większość osób by powiedziała:

–  Brakiem strachu

–  Nieobecnością obaw

–  Stanem spokoju w sytuacji zagrożenia

– Umiejętnością spokojnego reagowania na zagrożenia

Mówiąc inaczej, nasza codzienna odwaga to brak kontaktu ze strachem czy nieobecność strachu w naszym życiu.

Tak rozumiana odwaga, jak pisze Trungpa jest „krucha jak porcelanowa filiżanka, która upuszczona, rozbije się w drobiazgi lub pęknie”.

 

brockencup

 

Nie trzeba być buddyjskim guru, by wiedzieć, że ktoś, kto nie czuje strachu, albo unika prawdziwych wyzwań, albo ma upośledzony kontakt z rzeczywistością. Są osoby tchórzliwe i odważne. Ale te odważne to nie są ci, którzy nie czują strachu, ale ci, których on nie zraża i którzy działają nieskrępowani jego obecnością.

Pewność siebie jest podobna do odwagi.

Nasza, potocznie rozumiana pewność siebie to:

– Brak wątpliwości na swój temat

– Przekonanie, że sobie na pewno poradzę

– Przekonanie, że na pewno wygram

– Pewność, że mi się uda

Podobnie jak w odwadze chodzi o brak jakiegoś rodzaju doznań:

– Poczucia nieprzystosowania

– Nieporadności

– Poczucia, że się nie nadaję

– Odczucia, że nie potrafię sprostać wymaganiom.

Kluczowym źródłem pewności siebie rozumianej, jako brak doznań własnej niepełnowartościowości, jest przekonanie, że „wiele razy mi to wyszło”, że już kiedyś „dałem sobie z tym radę” albo, że „mam potrzebne zasoby”.

Co to za pewność siebie, jeżeli jej warunkiem są moje przeszłe doświadczenia (robiłem to już i dlatego wiem, że sobie poradzę)?

Być może w ubiegłym wieku można było przeżyć swoje życie, robiąc to, w czym jest się od jakiegoś czasu dobrym. 21 wiek proszę państwa ta czas, w którym, każdy z nas musi robić doskonale to, czego nigdy nie robił i czego jeszcze nie potrafi.

Coraz częściej musimy radzić sobie bez oparcia praktycznie w żadnych historycznych doświadczeniach.

 

Pewność siebie

 

Nie mam żadnych wątpliwości, gdy wsiadam do samochodu i jadę do moich teściów. To dwie i pół godziny jazdy (ok. 150 km), pokonywałem tą trasę już kilkanaście razy. Nie czuję żadnych wątpliwości dotyczących tego, czy uda mi się trafić.

Czy to jednak oznaka pewności siebie? Czy robiąc to jestem pewny siebie?

Dwa dni temu, wlokłem się osiemdziesiątką za kolumną tirów (kręta, wąska droga bez żadnych dodatkowych pasów) słuchałem jazzu i rozmyślałem.

Gdy prędkość kolumny spadła do sześćdziesiątki, zacząłem się nieco wkurzać. I wtedy ze zgrozą zrozumiałem. To, że nie czuję żadnych wątpliwości, co do trasy, jest oznaką braku pewności siebie.

Otóż pół roku wcześniej otwarto kawałek autostrady i pojawiła się nowa, alternatywna trasa. Nie cała trasa biegnie przez autostradę, poza tym ta nowa jest nieco dłuższa. Niekoniecznie jest wygodniejsza. Ale jest taka możliwość, że jest znacznie lepsza. Ja jednak, pamiętając o nowej trasie przynajmniej dwa razy wybrałem starą.

Dlaczego? Bo się czuję na niej pewniej. – A co się będę spinał, i tak pewnie wyjdzie na to samo, a może tam jest gorzej?

Jechałem za ciężarówkami, słuchałem jazzu i myślałem (już nie taki wyluzowany):

– Kiedy ja się taki stałem? Przecież niedawno, sam fakt, że jest nowa droga, nawet gdyby wszyscy mówili, że jest gorsza, sprawiłby, że to ją bym wybrał. Tylko dlatego, że jest nowa. A dziś wybieram to, co wygodniejsze i bardziej znane. Dlaczego?

Dlatego, że na tej drodze wiem, że sobie dobrze poradzę. Dlatego, że się na niej „pewniej czuję”. A tamtych okolic nie znam. Mógłbym zabłądzić (nie mam nawigacji w samochodzie). A po co mi to? Wolę jechać spokojnie.

Cholera, kiedy ja się tak bardzo zestarzałem?!  Od kiedy tak bardzo przejmuję się tym, że mogę się zgubić lub zabłądzić?

Jechałem spokojnie, nie patrząc ani przez chwilę na kierunkowskazy (przecież znam je na pamięć) i byłem przykładem człowieka pozbawionego pewności siebie. Kogoś kurczowo trzymającego się tego, co zna i co tyle razy już robił. Kogoś, kto nadłoży drogi i pozbędzie się okazji poznawania nowych rzeczy, byle tylko nie wpakować się w kłopoty i nie poczuć niepewności czy zagrożenia porażką.

Pal licho drogę. Mimo wszystko cenię sobie powolną jazdę, szczególnie wtedy, gdy mogę słuchać dobrem muzyki.

Ale czy to nie jest tylko czubek góry lodowej?

Zacząłem myśleć, jak ta sprawa wygląda w moim życiu.

Ile razy trzymam się tej kruchej pewności siebie – wynikłej z przyzwyczajeń i braku wątpliwości. Ile dróg przemierzam zgodnie z tym samym schematem, tylko dlatego, że przywiązałem się do nich, że nie muszę zaglądać do map, że nie czuję niepokoju i obaw. Tylko dlatego, że jestem na nich „pewniakiem”.

Problem z 21 wiekiem jest taki, że jeżeli zdążyliśmy się nauczyć jakiejkolwiek drogi na pamięć, to znak, że pora ją zmienić. Paradoksalnie brak wahań i wątpliwości jest najlepszą wskazówką, że brakuje nam odwagi i prawdziwej pewności.

Stworzyłem swojego czasu firmę szkoleniową, przynoszącą dwa miliony obrotów rocznie. To było zaledwie dziesięć lat temu. Jeszcze trzy, cztery lata temu obroty były całkiem dobre. Oddałem firmę w zarządzanie komuś innemu. Ta osoba stosowała stare sprawdzone wcześniej sposoby (te same tematy szkoleń, ta sama grupa klientów itp.). Robiła to solidnie, ale firma zjechała z obrotami. Wróciłem na chwilę. I co spróbowałem zrobić? Zastosować metodę, dzięki której osiągaliśmy kiedyś największe sukcesy.

Śmiech na sali. To, co pozwalało nam osiem lat temu robić miliony, dziś nie działa. Absolutnie nie działa. Drogi, których nauczyliśmy się na pamięć przestały istnieć.

Najprostszą receptą by stracić nawet dobrze funkcjonującą firmę to robić tylko to, w czym czujesz się pewnie i co się do tej pory sprawdzało.

Jeżeli chcesz osiągnąć sukces, musisz być skłonny do eksperymentów i robienia rzeczy, w których nie czujesz się pewnie.  Musisz nauczyć się otwartego doświadczania porażek, nieporadności i nieefektywności.

To dotyczy nie tylko firm.

* * *

Dlaczego nie mam odwagi próbować nowych rzeczy?

– Bo jeszcze tego nie robiłem

– Bo nie mam odpowiednich umiejętności

– No nie czuję się pewnie

– Bo może mi nie wyjść

– Bo wolę robić, to na czym się znam.

Trungpa pisze:

Odwaga wojownika jest jak filiżanka z laki, mająca drewniany środek pokryty warstwami lakier. Jeśli ta filiżanka upada, raczej się odbija, niż pęka. Jest jednocześnie delikatna i twarda.

Tego rodzaju odwaga jest trwała nie ze względu na brak strachu, ale ze względu na to, że człowiek, który ją posiada nie kłopocze się o własny strach i obawy.

Nie ma nawtykane w głowie, że nie wolno mu „niczego się bać”. Wie, że się będzie bać. I boi się jak cholera, bo – jak  pisze Trugnpa – jest delikatny. Ale to mu nie przeszkadza. I stąd bierze się jego twardość.

Prawdziwa pewność siebie to brak zakłopotania poczuciem własnej nieporadności i nieprzystosowania.

Prawdziwa pewność siebie jest jednocześnie delikatna i twarda. Delikatna, bo masz odwagę doświadczać swojej nieporadności w otwarty i wrażliwy sposób. Nie unikasz jej, nie próbujesz się przed nią schować w utartych schematach, sprawdzonych sposobach i przejechanych tysiąc razy trasach. Taka pewność siebie nie bierze się z tego, że brakuje mi wątpliwości, czy obaw, że mi nie wyjdzie. Gdy ją masz, jesteś zbyt delikatny, by tego nie czuć.

Ale równocześnie jest ona twarda, bo doświadczenia własnej nieporadności nie kłopoczą mnie. Nie traktuję ich jak czegoś męczącego, obciążającego czy stresującego.

Krucha jest pewność siebie, w której mówisz sobie:

  • Dam sobie radę, bo już to kiedyś robiłem
  • Dam sobie radę, bo jestem w tym dobry
  • Dam sobie radę, bo mam odpowiednie kompetencje

To jest kruche, bo:

  • To, co robiłeś wczoraj dziś się nie sprawdza
  • To, w czym jesteś dobry dziś, jutro nie będzie aż taką zaletą
  • Twoje dzisiejsze kompetencje, jutro przestaną być aż tak potrzebne

Filiżanka upadnie i zostanie z niej garść skorup. Polerowałeś siebie, byłeś piękny i błyszczący. A teraz widzisz garść błyszczących skorup.

Trwała pewność siebie mówi coś innego:

  • Jestem w stanie wytrzymać z moim lękiem, poczuciem nieprzystosowania, zakłopotaniem, zażenowaniem, obawami. To część mnie, to część bycia człowiekiem i nie ma powodu bym walczył z tym do utraty sił.  To sygnał tego, że robię ważne rzeczy.
  • Dam sobie radę także wtedym, gdy sobie nie dam.

 

[hr]

Zdjęcia: Irish Typepadedmot;