Teraz jest ten czas, którego się obawialiśmy

Teraz jest ten moment, gdy siedzisz nieruchomo, tuż przed obnażonymi zębami kobry. Uderzy, czy nie uderzy? Dosięgnie, czy nie dosięgnie? Przejdę przez to bez większych objawów, czy trafię pod respirator?

Sam czuję się dobrze. Jednak, jak coraz więcej osób, mam w rodzinie ludzi, którzy właśnie się dowiedzieli, że to ten wirus.

Co im powiedzieć? „Trzymaj się, będzie dobrze, na pewno sobie poradzisz”? To brzmi słabo. Strategia małego Jasia: gdy mocno zamknę oczy, potwór mnie nie zauważy. Problem w tym, że już zauważył, zaatakował i ukąsił. Mam wciąż powtarzać sobie, nic mi nie będzie? Problem w tym, że biorąc pod uwagę wiek czy ogólny stan zdrowia, ryzyko jest spore.

Wierzę w to, że ludzki organizm ma olbrzymie zdolności samoleczenia. Nie wykorzystamy ich jednak, zaprzeczając rzeczywistości i wzbudzając w sobie sztuczny optymizm.

Pewne rzeczy trzeba wziąć, jak to się mówi, na klatę. Może stać się to, co najgorsze.

Pierwsze doznanie jest koszmarne. Wizja tego sprawia, że coś w twoim wnętrzu się łamie. Nagle uświadamiasz sobie kruchość życia. Wszystkie konstrukcje, które tak pracowicie wznosiłeś, trzeszczą, zawalają się jedna po drugiej. Czas beztroskiego lata, gdy czułeś się panem świata, wydaje się bardziej odległy niż cywilizacja Sumerów. Co jest warta cała ta twoja praca nad sobą, wszystkie twoje osiągnięcia, wszystkie te książki, które przeczytałeś ? Może twój zdrowy tryb życia, w czymś ci pomoże, ale czy to wystarczy?

Nie, nie mogę się tak dołować, myślisz, odsuwasz od siebie przygnębienie i lęk, odwracasz uawgę, ale im bardziej się starasz, tym bardziej czujesz się przestraszony.

Gdy zmagamy się ze strachem, tylko go wzmacniamy. Zmaganie się z emocjami, odsuwanie ich, wypychanie poza świadomość jest jak walka z cieniem. Nie pokonasz go, jedynie wyczerpiesz swoje siły. Nawet gorzej: negatywne emocje rosną od zmagania się z nimi.

W trudnej sytuacji potrzebujesz znaleźć w sobie nową równowagę. Tak, czasy rajskich Sumerów są odległe. Trzeba się pogodzić z tym, że zagrożenie jest poważne. Trzeba je przyjąć na siebie.

Jednak nie chodzi o to, byś się poddał, zrezygnował i zaczął opłakiwać swoje życie. Viktor Frankl tak pisał o swoich obozowych przeżyciach:

…nie umniejszaliśmy ani nie lekceważyliśmy obozowych koszmarów, ignorując je czy podtrzymując w sobie fałszywe złudzenia bądź sztuczny optymizm. Konieczne było stanięcie twarzą w twarz z czekającym nas ogromem cierpienia.

Największym heroizmem, pisze dalej Frankl, jest wybór postawy wobec tego, co cię spotyka:

Nawet gdy nie jesteśmy w stanie zmienić sytuacji powodującej cierpienie, wciąż możemy wybrać postawę, jaką względem niej zajmiemy.

Tym, co uruchamia niezwykłe możliwości naszego organizmu, jest prawdziwa nadzieja. Prawdziwa, a nie łudzenie się, że „Jakoś to będzie”. W jakimś zbiorze cytatów znalazłem takie słowa Vaclava Havla:

Nadzieja nie jest liczeniem na to, że coś się dobrze ułoży, ale pewnością, że coś ma sens, niezależnie od tego, jak się ułoży.

Życie ma sens. Walka z chorobą ma sens. Podniesiona głowa, choćby miało się to skończyć nie tak, jak bym chciał, ma sens.

Ja wiem, jak łatwo się pisze takie słowa, jak łatwo się o takich rzeczach mówi, i jak daleko bywają słowa od życia, gdy jesteś w naprawdę trudnej sytuacji.

Pamiętam jednak ze swojego życia, jedną czy dwie sytuacje, w których wszystko mogło się wydarzyć, w których wystarczył jeden ruch jadowitej kobry, by wszystko się skończyło. I pamiętam, że decyzja, by patrzeć kobrze w prosto w oczy, była czymś o wiele lepszym niż próba zamykania oczu, uciekania, czy wmawiania sobie, że to jedynie plastikowa zabawka.

Proszę, troszcz się o siebie. Póki możesz, nie pozwalaj, by wirus znalazł się zbyt blisko ciebie.

Ale troszcz się o siebie także psychicznie. Długotrwałe zagrożenie, w jakim jesteśmy, sprawia, że wszyscy w jakimś stopniu wariujemy. Potrzebujemy się wyciszyć, rozluźnić, zacząć na powrót oddychać. Pomedytuj dłużej niż zwykle. Masz prawo zrobić coś dla siebie (zdrzemnąć się w trakcie dnia, wpuścić łagodną muzykę, zapalić świeczkę, wziąć długą kąpiel, przytulić się do kogoś, napić się dobrej herbaty).

Wyciszając się, nie uciekaj jednak od strachu czy złości. Przeciwnie, wyjdź im naprzeciw i obejmij. To nie są potwory z innej krainy, które cię ścigają, by zamęczyć cię na śmierć. To wystraszone części ciebie samego, które potrzebują poczuć, że także i je kochasz. Otocz je opieką, a przestaną aż tak się miotać. Kilka rad jak sobie poradzić z psychiką, znajdziesz w moim ebooku Jak to wszystko udźwignąć, który napisałem jeszcze na początku pandemii. Jeżeli nie czytałeś albo chcesz do niego wrócić, jest do pobrania  (od razu, bez opłat, bez podawania adresu, bez żadnych formalności; gdyby coś nie działało, proszę o sygnał).

4 komentarze

  1. Zbyszku, BARDZO dziekuje za ebooka, bardzo wartosciowy i pomocny. Szczegolnie dzisiaj, gdy mamy „powtorke z rozrywki”.
    Wciaz czekam na ten krotki tekst z zeszlego tygodnia… Pisales, ze umiescisz… 🙂
    I jeszcze jedno pytanie: czy wciaz mozna Cie wesprzec? Daj znac jak.
    Pozdrawiam serdecznie.

  2. Zbyszku, uwielbiam czytać twoje rozważania, jednak mam całkowicie inny pogląd na wirusa. Nie wiem jak przechodzą chorobę osoby w Twoim otoczeniu bo w moim przeszło już ok. 20 osób w przeciągu ponad roku, z czego tylko 2 były pod tlenem a 1 umarła, pozostałe źle się czuły. Wg. moich obserwacji nie taki diabeł straszny. Zgadzam się z Tobą w wielu kwestiach jednak ostatnie teksty( nie chcę się rozpisywać bo nieraz mnie wkurzyły ale to dlatego że postrzegam inaczej) , ehh narracja jak z TV. Każdy nakręca się własnym poglądem, rozumiem to. Pozdrawiam serdecznie.

    • Myślałem, że po półtora roku trwania pandemii już nikt nie opiera swoich poglądów na temat śmiertelności z powodu COVID-19 na próbie statystycznej składającej się z 20 znajomych. Litości…

Zostaw komentarz