Jeśli ktoś się wysila i pozostaje w nieustannym napięciu, świat wydaje się niezwyciężony. Lao Tsy

Alicja skarżyła się, że trudno jej utrzymać wyprostowaną postawę ciała. Często mówiła sobie: wyprostuj się, bądź prosta, nie garb się, jednak po kilku minutach o wszystkim zapominała. Poprosiłem ją by pokazała, czym dla niej jest bycie wyprostowaną. Napięła wszystkie mięśnie kręgosłupa, usztywniła miednicę, odwiodła ramiona do tyłu i zbliżyła łopatki. Nic dziwnego, że nie mogła w takiej postawie wytrzymać dłużej niż dziesięć minut. Wiązało się to z takim napięciem i niewygodą, że każdy musiałby się poddać.

Zapytałem ją, dlaczego tak bardzo jej zależy by być „wyprostowaną”. Odpowiedziała:

– Bo inaczej będę zgarbiona jak niedołężna babcia i po paru latach zostanę inwalidką.

Z jednej strony napięcie utrzymywane siłą woli (muszę stać prosto…), z drugiej wizja inwalidztwa – upadku, braku aktywności, przegranej (bo jak nie to tragedia…).

Gdy rozmawiałem z Alicją, przyszedł mi do głowy pewien obraz, którym postanowiłem się z nią podzielić. Wprowadziłem ją w lekki trans (by mogła zobaczyć i doświadczyć obrazu), po czym opowiedziałem jej:

Z nasiona wyrosła roślina. Była mała i bezbronna. Ktoś osłonił ją przed wiatrem, a gdy wypuściła łodygę, przywiązał ją do palika. Roślina szybko rosła. Gdy wiały wiatry przeciwstawiała się im, dumnie opierając o swoją podpórkę.

Któregoś dnia, ktoś jednak wyciągnął podpórkę. Roślina była przerażona.

– O nie, dlaczego mi to robią? Nie dam rady tak stać. Na pewno coś złego się wydarzy – narzekała

I rzeczywiście. Kilka dni później niebo zrobiło się ciężkie. Wiatr przywiał szaroczarne chmury, z których zaczęły padać duże krople deszczu. Podmuchy wiatru robiły się coraz gwałtowniejsze. Roślina opierała się im jak tylko mogła. Jednak wiatr był coraz mocniejszy. Roślina drżała, naprężała się, zmuszała się do walki. Ale coraz mocniejszy wiatr stopniowo przyginał ją do ziemi. Po chwili leżała rozpłaszczona na ziemi. Wichura wyła, łamała gałęzie drzew i wyrywała z korzeniami inne rośliny, ciągle przywiązane do sztywnych podpórek.

Gdy skończyła się burza i zaświeciło słońce, pokonana roślina leżała na ziemi.

– Szkoda, że tak to się skończyło – zrzędziła – życie było takie piękne, gdy mogłam stać wyprostowana.

Pogodziła się już z tym, że musi uschnąć, gdy poczuła, że coś się z nią dzieje. Wilgotna ziemia zaczęła wypychać ją do góry a ciepłe słońce ciągnąć ją ku sobie. Ponieważ całą swoją siłę wyczerpała na walkę z wichurą, nie zostało jej nic, jak tylko przyglądać się temu, co się dzieje. Ziemia i słońce, powoli podnosiły ją i prostowały. Po jakimś czasie stała chwiejąc się swobodnie na wietrze, czując w sobie siły ziemi i słońca.

Inne sztywne rośliny leżały tymczasem złamane i zeschnięte.

Opowiadając Alicji tę historyjkę, chciałem pokazać bezcelowość naszych wysiłków zmierzających do ciągłego „trzymania się prosto”. Bycie zawsze sztywnym i wyprostowanym, nie jest zgodne z naszą naturą. Wiatr, jaki od czasu do czasu się zrywa może nas wtedy złamać lub wyrwać z korzeniami. Podpórki, jakich szukamy, mogą na chwilę ułatwić życie. Ale, gdy przychodzi wichura (a zawsze przychodzi) stanowią zagrożenie dla naszych korzeni. Zamiast sztywności powinniśmy szukać w sobie żywotności i elastyczności. Gdy jesteś elastyczny i giętki wichura może cię przygiąć, ale nie może cię uszkodzić. Dzięki korzeniom możesz czerpać siły pochodzące wprost z ziemi.

Po zakończeniu wizualizacji zapytałem Alicję, czy udało jej się doświadczyć bycią roślina. Powiedziała:

– Nie. Nie chciałam być małą roślinką. Gdy powiedziałeś o roślinie chwiejącej się na wierze od razu wyobraziłam sobie, że jestem wielkim solidnym dębem.

Jedyna nadzieja, że obraz trafił gdzieś tam do zapasów pamięci. Póki co Alicja ciągle tkwi w swoje sztywnej, zablokowanej postawie. Postawie, w której każde pochylenie się, poddanie czy przygarbienie jest złe i niesie z sobą zagrożenie. Tak długo, póki starasz się być sztywny i maksymalnie wyprostowany nie masz dostępu do elastycznych, pochodzących wprost z ziemi i słońca sił.

Oczywiście nie chodzi tylko o wyprostowaną czy przygarbioną postawę ciała. W przypadku Alicji (ale tak samo w przypadku większości z nas) kręgosłup jest tylko częścią znacznie szerszych tendencji. Sztywne prostowanie kręgosłupa łączy się z próbą narzucenia sobie czegoś, chwycenia samego siebie za uzdę.

Pema Cziedryn pisze:

Jedna z najpotężniejszych nauk tradycji buddyjskiej mówi, że dopóki pragniemy, by rzeczy były inne niż są, dopóty inne nie będą. Jeśli usilnie chcemy być lepsi, nigdy nie będziemy lepsi. Gdy jesteśmy mocno nastawieni na przyszłość, nie możemy po prostu się rozluźnić i mieć to, co mamy, ani być tym, czym jesteśmy.

Taka usilna chęć bycia innym, lepszym, bardziej zorganizowanym, bardziej efektywnym, itp. jest jakąś formą agresji lub przynajmniej niechęci wobec samego siebie.

Ten nacisk odcina nas od znacznie większej siły. Wystarczy przestać kurczowo się trzymać sztywnego obrazu siebie. Jak pisze Pema:

Jedynym sposobem, by do tego dojść jest pozwolenie, aby wszystko wymknęło nam się z rąk, i rozpadło pod własnym ciężarem… Zawsze chcemy być kimś innym. A przecież nie uda nam się dotrzeć do naszego najgłębszego, wrodzonego bogactwa, naszej prawdziwej natury, jeśli nie przestaniemy się nabierać na hasła z reklam, że aby osiągnąć szczęście, musimy inaczej pachnieć albo lepiej wyglądać