Gdyby zapytać osoby, które wywarły wpływ na świat i osiągnęły sukces, dzięki czemu im się udało, wiele z nich odpowiedziałoby: dzięki prowadzeniu zdyscyplinowanego życia, dzięki wewnętrznej dyscyplinie, na jaką się zdobyłem.

Jestem pewien, że tak właśnie powiedziałby np. M. K. Gandhi. Gdy w swojej autobiografii narzeka na wczesny okres swojego życia, pisze: „Patrzę na te czasy, jak na okres mojego niedowarzonego rozwoju i braku dyscypliny wewnętrznej”.

Trudno to sobie wyobrazić, ale w młodości zdarzało mu się szaleć. Na przykład jadł mięso w tajemnicy przed rodzicami (co było zakazane w jego religii), palił po kryjomu tytoń, podkradał pieniądze, a nawet złoto, nie radził sobie z popędem (co doprowadziło, jego zdaniem, do poronienia pierwszej ciąży żony), darł się na żonę i psychicznie się nad nią znęcał. Może nie były to jakieś niezwykłe przestępstwa, ale niewiele zapowiadało, że wyrośnie z niego ktoś, kto będzie miał jakikolwiek wpływ na losy świata.

Jednak późniejsze lata, od momentu wyjazdu na studia do Anglii, były niezmordowaną drogą budowania wewnętrznej dyscypliny. W każdym obszarze: relacji do ludzi, odżywiania się, panowania nad emocjami, odwadze, szczerości, prostocie życia, niezabieganiu o pieniądze, służeniu innym.

Pod koniec życia naprawdę stał się Mahatmą – człowiekiem wielkiego ducha. Miał wpływ na cały świat, nie tylko na Indie. Co więcej, nie opierało się to zupełnie na polityce, sojuszach, układach czy przynależności do jakiekolwiek instytucji (np. kościoła), ale na tym, co naprawdę miał w środku.

Gdy byłem w Indiach, przywiozłem ze sobą jego autobiografię. Zacząłem ją czytać, ale gdy okazało się, że kilka kartek w środku nie zostało zadrukowanych, odłożyłem i zapomniałem. Gdy chwilę temu odpakowałem kilka pudeł z moimi starymi książkami, znów wpadła mi w ręce. Zainteresowała mnie na tyle, że kupiłem za parę złotych polskie tłumaczenie, wydane jeszcze w latach sześćdziesiątych i wróciłem do lektury. Powoli, jeden, dwa rozdziały przed snem. Na tyle mnie to wciągnęło, że gdy myślałem o tym, co chcę dostać na urodziny, wpadłem na pomysł koszulki z Mahatmą. Odpuściłem, żeby nikomu nie robić kłopotu. Poza tym, pomyślałem, koszulka? Co by powiedział Gandhi? Weź coś ze środka, a nie z powierzchowności i to na koszulkę. Co mógłbym wziąć? Myślę, że przekonanie, że dyscyplina wewnętrzna pozwala osiągnąć wszystko.

Początek cyklu

Tak się złożyło, że w mojej ankiecie z pytaniem, o czym powinienem pisać, najwięcej osób zagłosowało na ten temat.

Dziś zaczynam cykl tekstów o samodyscyplinie.

Bez samodyscypliny trudno coś zmienić w swoim życiu. Samodyscyplina sprawia, że robimy to, co mamy do zrobienia, że nie poddajemy się zbyt łatwo i jesteśmy w stanie doprowadzić do końca to, za co się zabraliśmy. Samodyscyplina to coś, co pozwala nam przełożyć nasze pomysły na rzeczywistość. To coś, co pozwala żyć w zgodzie z tym, co w życiu najważniejsze: wartościami, celami, przekonaniami, zamiarami.

Każdy z nas jest w jakiś sposób przecięty na pół. Z jednej strony to, co wysokie, z drugiej to, co niskie. Z jednej to, co daje poczucie, że jest się człowiekiem wolnym, z drugiej, że jest się niewolnikiem popędów, apetytów czy niecierpliwości.

To, co wysokie, co daje poczucie bycia tym, kim warto być, bardzo często jest trudne i odległe. To, co łatwe, natychmiastowe i przyjemne, w dłuższej perspektywie niemal zawsze pakuje nas w kłopoty.

Po co samodyscyplina?

Jak pokazuje wiele badań, jest tylko jeden czynnik, który koreluje z sukcesem osobistym i zawodowym — jest nim poziom samodyscypliny. Ludzie o mniejszym poziomie wewnętrznej dyscypliny, częściej mają nadwagę, problemy z uzależnieniami, problemy ze zdrowiem, problemy w relacjach z innymi. Mają gorsze wykształcenie, gorszą pracę, mniej zarabiają. To nie charyzma, pewność siebie czy  wrodzone talenty okazały się szukanym od lat czynnikiem, prognozującym, to jak sobie w życiu poradzisz. Tym czynnikiem, całe szczęście jest samodyscyplina. Dlaczego całe szczęście? Bo można ją rozwijać, nawet gdy jesteś w podeszłym wieku i wpakowałeś się po drodze we wiele kłopotów.

Czym jest samodyscyplina?

Wiele osób utożsamia ją z samokontrolą, samoregulacją, siłą woli, samozaparciem czy umiejętnością budowania nawyków. Wszystkie te sprawy wiążą się ze sobą, ale samodyscyplina jest czymś więcej.

Samodyscyplina jest stylem życia. Nie da się jej zdobyć, tak jak zdobywa się nowy czajnik, telewizor, czy jogurt. To nie jest: decyzja, zakup i załatwione. Trzeba ją stopniowo wdrażać, trzeba jej się powoli uczyć.

Wiele niepowodzeń związanych z zaprowadzeniem w swoim życiu dyscypliny, wiąże się z tym, że oczekujemy zbyt łatwego sukcesu. Podejmę postanowienie,, i wszystko załatwione. Powiem sobie „Zmiana!”, a moje życie zmieni się w życie spartańskiego wojownika. Powiem „Koniec  z tym, musisz zjeść tę żabę!” i wszystko odmieni się o 180 stopni.

Samodyscyplinę można rozwijać, ale aż tak łatwe to nie jest. Trzeba się jej stopniowo i cierpliwie uczyć.

Trzeba także się przygotować na porażki. Nie od razu wszystko wyjdzie. A raczej, w stu procentach nigdy nie wyjdzie.

Samodyscyplina jest raczej drogą niż punktem docelowym. Jest raczej stylem życia niż techniką.

Dlaczego akurat ja miałbym o tym pisać?

To wielki temat, i mimo że pisałem już trochę o samodyscyplinie, zaryzykuję zajęcie się nim jeszcze raz.

Dlaczego ja miałbym coś mówić o samodyscyplinie?

Nie, nie jestem jej mistrzem. Nie będę opowiadał historii, jakie często można znaleźć na początku różnego rodzaju książek czy blogów, historii z gatunku: nauczyłem się chińskiego w trzy miesiące, rzuciłem palenie za pierwszym razem, czy zacząłem robić tysiąc pompek każdego dnia.

Moje historie będą się oczywiście przewijać. Ale po pierwsze będą to raczej negatywne historie (są zazwyczaj bardziej edukacyjne niż historie sukcesów), a po drugie, nie dla moich historii chcę podjąć się myślenia i pisania o samodyscyplinie przez kilka kolejnych tygodni.

Powody są trzy. Jestem z wykształcenia psychologiem i od dawna siedzę w tej tematyce. Nic nowego nie wymyślę, ale może uda mi się zrobić z tego ogromnego tematu, jakiś całkiem przyjemny patchwork.

Po drugie, potrafię czytać ze zrozumieniem artykuły naukowe, a jest tam zawartych wiele cennych wskazówek, które może nie są tak niesamowite jak prawo przyciągania, leczenie przez telefon czy channeling przekazów z innej galaktyki, ale przynajmniej są sprawdzone i cokolwiek zmieniają.

Po trzecie, przeprowadziłem kilkanaście długich szkoleń na temat samodyscypliny. W szkoleniach tych wzięły udział dziesiątki (pewnie coś w okolicach setki) pracowników dobrych firm. Ponieważ szkolenia, które prowadzę są interaktywne, tzn. oparte na rozmowie, wiele usłyszałem i wiele się nauczyłem od swoich uczestników. Mam nadzieję, podczas pisania uporządkować tę wiedzę a równocześnie podzielić się nią z tobą.

Jeszcze jeden powód

I powód egoistyczny. Chciałbym, aby na bazie tych tekstów powstała książka. Gdy piszę o różnych rzeczach, trudno jest później połączyć to w jakąś całość. Teksty przepływają przez blog i znikają. Teraz mam zamiar potraktować każdy z nich jak szkic do książki.

To oczywiście nie oznacza, że będę pisać tylko o samodyscyplinie. Po drodze będą także i normalne, luźne teksty.

Jestem ciekawy, jak ten eksperyment wyjdzie. Być może blog nieco na tym straci, bo trudno pisać teksty do książek z takim samym przejęciem, jak teksty o tym, że coś mnie poruszyło, czy coś sobie  właśnie uświadomiłem. Zobaczymy.

Aby łatwiej było śledzić ten cykl (także mnie samemu), będę go włączał do kategorii DROGA SAMODYSCYPLINY.

Pierwszy tekst pojawi się już niedługo. Planuję zamieszczać je co jakieś 5 dni.

Prośba o ocenę

I jeszcze jedna rzecz. Pod każdym tekstem będę prosić o ocenę. Wiem, że wiele osób czyta moje teksty, ale nie komentuje. Nie każdy ma potrzebę albo czas. Ja jednak potrzebuję informacji zwrotnej. Dlatego będę prosił, żebyś po przeczytaniu tekstu nacisnął odpowiednią ilość gwiazdek – tym większą, im tekst był dla ciebie bardziej pomocny.

Będzie to dla mnie cenne z dwóch względów:

– dowiem się wreszcie, ile osób czyta moje teksty;

– pozwoli poprawić jakość tekstów;

– pozwoli podjąć decyzję czy włączyć tekst w jakąś większą całość. Słabe teksty albo wylecą, albo trafią do przepisana, dobre staną się częścią książki.

Mam nadzieję, że zechcesz szczerze oceniać moje teksty. Zgadzasz się? Świetnie. W takim razie to przećwiczmy. Czy w tym tekście było cokolwiek przydatnego dla ciebie (jedno serduszko – nie; 5 – mnóstwo)?

W jakim stopniu ten tekst był dla Ciebie użyteczny?

Kliknij na serduszko, aby ocenić

Rozumiem. Przykro mi, że straciłeś czas i nie znalazłeś czegoś użytecznego dla Ciebie!

Czy pomożesz mi się popawić?

Czego Ci w tym tekście brakowało? W jaki sposób mógłbym go poprawić?