1.

Jestem dobry czy zły? Mam jakieś szanse czy jestem do niczego? Uda mi się coś osiągnąć czy nie? Zasługuję na szacunek czy nie? Jestem kimś cennym, czy kimś mało znaczącym? Mogę podobać się ludziom czy nie? Jestem mądry czy głupi?

Każde z tych pytań zawiera ocenę samego siebie. Czasem odpowiadamy na nie pozytywnie. Czujemy się wtedy dobrze a psycholodzy mówią, że mamy wysoką samoocenę. Czasem odpowiadamy negatywnie: jestem do niczego, nic mi się nie udaje, nie zasługuję na szacunek, nikomu się nie podobam, jestem głupcem… Nie czujemy się z tym dobrze a psycholodzy mówią wtedy, że mamy niską samocenę czy niskie poczucie własnej wartości.

Są oczywiście tacy, którym nigdy nie zdarza się myśleć o sobie źle. Absolutnie całe życie są przekonani o swojej doskonałości, wartości, pięknie czy mądrości. O takich psycholodzy mówią, że są narcystyczni. Ci ludzie czują się doskonale, ale ich opinia o sobie samym nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. W efekcie nie rozwijają się i nie osiągają tego, co mogliby osiągnąć.

Każdy zdrowy człowiek, przynajmniej od czasu do czasu, ma negatywne myśli na swój temat. Nie muszą być od razu dramatyczne (typu: jestem największą pomyłką w dziejach ludzkości), nie muszą dotyczyć całego życie (np. czego się nie dotknę to zawalam), nie muszą zdarzać się codziennie (czy nawet co tydzień). Nie mniej zdarzają się i za każdym razem wiążą się z jakimś bólem czy dyskomfortem.

Jednak takie przypadki negatywnych ocen siebie samego, (przeplatające się z pozytywnymi) to nie jest coś, co można by było uznać za chorobę. Wręcz przeciwnie, to sygnał zdrowia.

2.

Pierwszą, podstawową rzeczą, jakiej warto się nauczyć, jeżeli już zajmujemy się samooceną, to szacunek do tych chwil, w których mamy wątpliwości na swój temat i czujemy się z sobą źle.

Niektórzy z autorów czy mówców, powtarzają, że zawsze masz być zadowolony z siebie. Zawsze musisz być przekonany o swojej nieziemskiej, nadzwyczajnej wartości. Choćby nie wiem co, masz być pewny tego, że jesteś największym cudem świata. Masz być pewny, że każda kobieta śni być się chociaż do niej uśmiechnął, że każdy mężczyzna marzy o tym by z tobą pracować czy choćby usłyszeć twoją cenną radę. Masz być pewny, że twoje analizy i wypowiedzi są warte cytowania w wiadomościach i drukowania na pierwszych stronach gazet. Masz być zawsze pewny, że to tylko kwestia czasu aż zostaniesz największym przedsiębiorcą/ badaczem / odkrywcą / twórcą na świecie.

Można oczywiście tego próbować. Tyle, że to nie ma nic wspólnego ani z rzeczywistością ani ze zdrowiem psychicznym. Przypomina to coś, co dawniej nazywało się „watowaniem”.

3.

W środku bezpieczników starego typu był cienki drucik. Gdy płynął zbyt duży prąd, drucik się przepalał. Powszechne było wtedy tzw. watowanie bezpieczników. Kto by się bawił w kupowanie nowego bezpiecznika? Brało się przepalony bezpiecznik, wysypywało piasek i wstawiało nowy drut. Często znacznie grubszy niż ten poprzedni. Jeżeli i ten się przepalił to człowiek szukał czegoś naprawdę mocnego. Wstawiał drut gruby jak gwóźdź i był zadowolony, że nigdy mu nie wywali korków. Korków rzeczywiście nie wywalało, ale w przypadku awarii paliły się przewody w ścianach.

Bezpieczniki są po to, by uniknąć naprawdę poważnych kłopotów. Gdyby nie one, pożary wywołane przez instalacje elektryczne byłyby chlebem powszednim. Za małą wygodę (nigdy nie musisz otwierać skrzynki z bezpiecznikami) płaciłbyś wielkim ryzykiem, tego, że spali ci się cały dom.

Niskie poczucie własnej wartości nie jest ewolucyjną pomyłką. Jest czymś w rodzaju bezpiecznika. To sygnał alarmowy mówiący o tym, że być może dzieje się coś, co nie powinno się dziać. Być może powinieneś się wycofać z czegoś, coś zacząć robić, albo zrobić coś inaczej.

Jeżeli jesteś na przykład rodzicem i zdarzyło ci się krzyknąć na dziecko, powiedzieć mu coś upokarzającego czy zbyt często nie mieć dla niego czasu, negatywna ocena siebie jest czymś zdrowym. Zrobiłeś coś, co nie jest zgodne z twoim systemem wartości. Poczucie „coś jest ze mną nie w porządku” jest jak najbardziej uzasadnione. Zmień swoje zachowanie – przeproś dziecko, przytul go, znajdź dla niego więcej czasu itp. – a twoje poczucie „jestem do niczego” przejdzie.

Jeżeli jesteś studentem i zawaliłeś egzamin, bo zamiast się uczyć ustawicznie imprezowałeś, poczucie dyskomfortu jest na miejscu. Skończenie studiów jest dla ciebie wartością. Poczucie „coś jest nie tak” jest zdrowym sygnałem alarmowym. Jeżeli chcesz się go pozbyć, wystarczy byś przysiadł nad książką i w następnym terminie zdał egzamin.

Najlepszym sposobem by pozbyć się negatywnej samooceny czy wątpliwości pod własnym adresem jest zrobić to, co jest dla nas ważne. Nie ma tu żadnej filozofii ani żadnej drogi na skróty.

Nikt nie powiedział, że bycie dobrym rodzicem ogranicza się do chwalenia swoim dzieckiem, albo gładzenia go po główce, gdy śpi. To także radzenie sobie z rozwrzeszczanym, mającym zły humor buntownikiem i działanie często wbrew temu, co miałbyś ochotę zrobić. Nikt nie powiedział, że nauka to tylko ciekawe dyskusje na luźne tematy czy czytanie łatwych książek. To także zmuszenie się do tego by wytrzymać znudzenie czy zrezygnować z czegoś przyjemniejszego.

Albo bądź konsekwentny, albo zmień zasady.

Szukanie jakiegoś rodzaju psychologicznych dróg na skróty, jakichś trików, dzięki którym zawsze i niezależnie od zachowań możemy mieć poczucie wysokiej samooceny, jest zastawianiem na siebie pułapki.

To jak watowanie bezpiecznika. Poczujesz się milej, ale grozić ci będzie ryzyko katastrofy – przynajmniej z perspektywy twoich wartości.

Gdy przepalają się korki, rozsądny człowiek nie wstawia gwoździa, którego nic nie jest w stanie przepalić, ale najpierw szuka przyczyny. Może podłączonych jest zbyt wiele urządzeń (piekarnik, pralka, zmywarka i czajnik?). Może coś się przepaliło (np. kabel, żarówka?). Coś zmień.

Podobnie jest z poczuciem małej wartości. Nie próbuj go polepszać wmawiają sobie, że jesteś doskonały, ale zastanów się, co powinieneś zrobić inaczej.

Profesor psychologii Roy F. Baumeister, jeden z największych specjalistów z zakresu samooceny, pisze:

Świat mógłby stać się lepszym miejscem, gdyby więcej osób zapomniało o próbach podnoszenia swojej samooceny i skupiło się raczej na staraniach o to, by być lepszym człowiekiem. Zajmowanie się poczuciem swojej wartości jest w istocie zabieganiem o to by myśleć, że jest się lepszą osobą.

Mieć wysoką samoocenę jest przyjemnie, ale to tylko myśl. To, co myślisz na swój temat jest ważne, ale rola myśli, przynajmniej w porównaniu z działaniami jest zdecydowanie przeceniana.

4.

Są tacy, którzy mówią: no dobrze, ale gdy masz wysoką samoocenę, łatwiej ci robić dobre rzeczy. Według nich ludzie nie robią dobrych rzeczy, bo mają niską samoocenę. Student nie uczy się, bo ma złe mniemanie o sobie. Rodzic jest opryskliwy wobec dziecka, bo ma niskie poczucie własnej wartości. Młody przedsiębiorca nie wypuszcza nowych produktów, bo ma zbyt dużo wątpliwości pod swoim adresem.

Ten sposób myślenia jest bardzo na rękę naszej wewnętrznej inercji. Przecież to znacznie wygodniejsze i przyjemniejsze zająć się medytacją, psychoanalizą, coachingiem rozwojowym czy wzbudzaniem pozytywnych stanów, niż zacząć coś robić.

W rzeczywistości to tylko pokrętne pomysły mające początek w wewnętrznym oporze. Nie ma żadnych badań, które by potwierdzały, że osoby, którym sztucznie zawyżono samoocenę (np. poprzez afirmację) zmieniają swoje zachowania. Co się stanie, gdy sztucznie zwiększymy samoocenę imprezującemu studentowi (zakładając, że rzeczywiście ma niską)? Czy zacznie się uczyć? A może stwierdzi, że skoro jest taki dobry to przecież sobie jakoś poradzi? Raczej to drugie. Jeżeli sztucznie podniesiemy samoocenę nieumiejętnego rodzica, dojdzie do wniosku, że tak naprawdę wszystko robi w interesie dziecka. To w jego interesie krytykuje i wykpiwa, w jego interesie zawsze jest w pracy i w jego interesie nie ma dla niego czasu. Dzieciak na pewno kiedyś to doceni! Lękliwy przedsiębiorca, któremu napompujemy ego stwierdzi, że po prostu czeka na coś naprawdę wielkiego, godnego jego geniuszu.

Istnieje mocny związek między samooceną a działaniem. Ale nie w tą stronę, jakiej życzyłby sobie nasz wewnętrzny opór. Jeżeli jesteś studentem, masz niską samoocenę, bo się nie uczysz. Jako rodzic masz niską samoocenę, bo nie traktujesz dziecka tak, jak czujesz, że powinieneś. Jako przedsiębiorca masz niską samoocenę, bo nie wypuszczasz nowych produktów i nie wychodzisz do ludzi.

5.

To mit, że nie można działać mając niską samoocenę. Nie tylko można, ale i trzeba.

Nic nie mogę zrobić, bo mam niską samoocenę. Nic nie mogę zrobić, bo mam za dużo wątpliwości pod swoim adresem. Naprawdę? A ja myślę, że jest odwrotnie: Mam niską samoocenę – bo nie robię tego, co czuję, że powinienem. Mam zbyt dużo wątpliwości pod swoim adresem – bo zbyt długo zwlekam z działaniem.

Czy to takie ważne jaką masz samoocenę? Samoocena to tylko opinia. To tylko myśl.

O co ci chodzi: o samoocenę czy o życie? O myśli czy o rzeczywistość?

Przestań zadawać sobie pytanie: jak zmienić swoją samoocenę by wreszcie zrealizować marzenia? To nie jest dobre pytanie. Ono zawiera błędne założenie, że nie możesz zrealizować swoich marzeń, jeżeli doznajesz niskiej samooceny. Właściwie postawione pytanie brzmi: Jak zrealizować swoje marzenia, niezależnie od tego, co o sobie myślę?

Nie skupiaj się na samoocenie. Nie rób z niej najważniejszego problemu swojego życia. Pozwól jej być taką, jaka jest a zobaczysz, że sama zacznie się zmieniać.

5.

W tym miejscu powinienem zakończyć ten tekst. Ale by uniknąć nieporozumień jedną rzecz muszę dodać.

To nie jest kompletna prawda o samoocenie. Problem polega na tym, że oprócz tego rodzaju sytuacji, w których wystarczy zmienić swoje zachowanie by poczuć się lepiej, są sytuacje, w których niskie poczucie własnej wartości nie wiąże się z tym, co robimy czy czego nie robimy.

Gdyby posłużyć się przenośnią z bezpiecznikami, sprawa wyglądałaby tak: Siedzisz sobie spokojnie. W tle gra muzyka, mała lampka oświetla książkę. Nagle cyk i robi się ciemno. Bierzesz latarkę i sprawdzasz. Nic się nie przepaliło, nic specjalnego nie jest podłączone. Idziesz do skrzynki i włączasz bezpiecznik. Przez chwilę wszystko jest dobrze, ale po dziesięciu minutach znowu wszystko się powtarza.

Zdrowa samoocena jest procesem – jest jak sinusoida. Czasem w górze, czasem na dole. Są jednak osoby, u których krzywa samooceny jest cały czas pod kreską. Człowiek myśli osobie bardzo źle albo źle. Takie osoby przypominają kogoś, kto wpadł do jakiegoś ogromnego piaszczystego leju i ile razy usiłuje z niego wyjść, tyle razy osuwa się na samo dno.

W następnym tekście (pojawi się prawdopodobnie we wtorek) zajmiemy się mechanizmami, które nie pozwalają nam wyjść z dołka, albo zbyt długo nas w nim przytrzymują, albo sprawiają, że od razu lecimy na samo dno, zamiast zatrzymać się na adekwatnym poziomie.


Nie oczekuj jednak, że znajdziesz tam sposób na to by zawsze czuć się wspaniale. Sztywna ocena siebie, jako kogoś zawsze wspaniałego, doskonałego i wartego podziwu nie jest przykładem zdrowej, naturalnej samooceny. To silikon.

Czy jesteś w stanie zaakceptować chwile, w których masz niską samoocenę, czy jesteś w stanie zaakceptować, jako coś naturalnego wątpliwości pod swoim adresem? Czy jesteś w stanie obserwować siebie i swoje działania, gdy czujesz wątpliwości i wyrzuty? Czy jesteś w stanie odkryć to, co powinieneś zrobić inaczej?


Zdjęcia: feastoffun.comBrian Hillegas