Zupełnie inny tekst o tym, że wybory mają znaczenie

Cały dzień pisałem zupełnie inny tekst. Skończyłem go i przygotowałem do publikacji. Potem poszedłem zjeść obiad. Lubię zrobić przerwę, zanim nacisnę „Opublikuj”. Przy obiedzie rozmawialiśmy z córką.

— A słyszałeś nowy kawałek Taco Hemingwaya?

To ja ją poznałem z Taco. Spodobała mi się jego płyta, na której nie było bluzgów. Nowy kawałek jest pełen przekleństw. Ale każde z nich jest w stu procentach potrzebne. Jeżeli istnienie wulgaryzmów ma jakieś głębsze uzasadnienie, to właśnie po to, by pisać takie utwory.

Moja córka miała jakieś 10 lat, gdy do władzy doszli ci, którzy dziś rządzą. Oczywiście to było dla niej bez znaczenia. Niby dlaczego miała się przejmować tym, kto będzie miał stanowisko premiera czy prezydenta? Dziś właśnie złożyła papiery do ogólniaka. Po wysłuchaniu Polskiego Tanga powiedziała:

— Myślałam, że to dla mnie bez znaczenia, kto rządzi. Ale teraz wiem, że to ważne. Wygląda na to, że czas pomiędzy swoimi dziesiątymi a co najmniej osiemnastymi urodzinami spędzę w takim smutnym kraju.

Ja sam urodziłem się w zatęchłym komunizmie. Tak samo smutne czasy. Niektórzy dziś opowiadają, jacy wtedy byliśmy niezłomni, jak to walczyliśmy z Sowietami, jacy byliśmy pełni nadziei i jacy kolorowi. Może gdzieś tak było. Ale jakoś bardziej pamiętam beznadzieję, szarość, bylejakość, fałsz, stagnację, pozory, strach i apatię.

Pamiętam, że gdy mając tyle samo lat co moja córka, wracałem z bratem z jakieś demonstracji (rodzice nie wiedzieli, gdzie byliśmy), usłyszeliśmy komentarz dwóch gości siedzących na ławeczce przed domem:

— Patrz pan, tylko taka gównarzeria tam była.

— Tak panie, tylko gówniarzom się nie podoba.

A potem było wejście do Unii. Tak się cieszyłem, że moje dzieci rodzą się w Polsce, która jest częścią Europy. Gdy byłem nastolatkiem, planowaliśmy z przyjacielem ucieczkę przez zieloną granicę do tej wspaniałej, wolnej Europy. A tu nagle, jesteśmy w Europie i moja córka jest pełnoprawną Europejką. I było cudownie, i byłem dumny z tego kraju.

A potem nagle, w okolicach jej dziesiątych urodzin, świat się zmienił. Nie gloryfikuję tych, co byli wcześniej. Wiele rzeczy zaniedbali, wielu nie docenili, wiele problemów zostawili odłogiem, zbyt wiele osób zostawili samym sobie.

Nagle zgasło światło. Propaganda, rzesza miernot, byle z właściwej partii, beznadzieja, zakłamanie. Skąd ja to znam?

Atmosfera polityczna ma znaczenie. Warunki, w jakich żyjemy, wpływają na naszą psychikę. Jeżeli wokół ciebie sączy się jad i nienawiść, trudniej ci jest być dobrym dla siebie. Gdy wokół poniża się wszystkich myślących inaczej, trudno nie poniżać siebie. Gdy dobrzy ludzie wciąż przegrywają z cwaniakami, trudniej wierzyć w siebie.

Nie wiem, kto wygra w niedzielnych wyborach. Obawiam się, że obecny Prezydent, kwintesencja radosnego braku kręgosłupa, zasad moralnych i oportunizmu.

Nie dlatego, by był taki mocny, ale dlatego, że my jesteśmy tak bardzo pozbawieni nadziei. Że tak wielu z nas nie wierzy w swoje możliwości i daje się korumpować ochłapami. Że tak wielu z nas, by poczuć się z sobą dobrze, potrzebuje kimś gardzić (Arabami, Ukraińcami, Żydami czy Homoseksualistami). Że tak wielu z nas nie potrafiąc wybaczyć sobie swojej nieporadności oraz pomyłek życiowych idzie za tymi, którzy źródła nieszczęść w całym świecie, tylko nie w sobie. Że tak wielu z nas nie potrafiąc odważyć się na jakiekolwiek działanie, idzie za tymi, którzy obiecują wszystko załatwić za nich.

To nie Duda i PiS jest problemem, ale nasze poczucie własnej wartości, nasza nadzieja, nasza odwaga, nasza wiara w siebie, nasze współczucie dla innych ludzi.

Nawet jeżeli Duda przegra, nawet jeżeli PiS się rozpadnie (jak pisze Taco: ***** ***), wciąż połowa z nas będzie błąkać się w poszukiwaniu drogi do szczęścia na skróty — byle dostać, bo się należy; byle dowalić; byle kogoś pogonić; byle pokazać, że tylko ja mam rację i że tylko ja mam prawo nazywać się Polakiem. Nie PiS to ktoś inny ich zagospodaruje.

Gdy Duda przegra będzie o niebo lepiej, ale czy czasy wciąż nie będą mroczne?

Co mogę zrobić, by moja córka nie dojrzewała w takich warunkach? Co możemy zrobić by nasze dzieci nie przesiąkały tą atmosferą złości, kłótni i pogardy?

Oczywiście możemy zagłosować (to już zresztą zrobiłem).

Możemy jednak zrobić coś jeszcze ważniejszego: pracować nad sobą.

Nad swoim poczuciem własnej wartości — by nie musieć czerpać jej z tego, że nie jestem jak ci popaprańcy.

Nad swoim współczuciem dla innych, szczególnie tych, którzy się ode mnie różnią, nad szacunkiem do nich i łagodnością — by nie dać się złapać na lep pogardy i łatwych osądów.

Nad umiejętnością przyjmowania własnych błędów i naprawiania ich — by nie mieć potrzeby zrzucania win na kogoś innego.

Nad własną zaradnością — by nie musieć czekać, aż mi coś dadzą i wszystko za mnie załatwią.

Nad własną odwagą — by nie potrzebować, aby mi ktoś obiecywał, że mnie obroni przed wydumanymi zagrożeniami.

I wreszcie nad nadzieją — by nie dać się bezradności i zwątpieniu, od której tylko krok do nienawiści.

3 komentarze

  1. …..Nie wiem, kto wygra w niedzielnych wyborach. Obawiam się, że obecny Prezydent, kwintesencja radosnego braku kręgosłupa, zasad moralnych i oportunizmu.

    Nie dlatego, by był taki mocny, ale dlatego, że my jesteśmy tak bardzo pozbawieni nadziei…..

    Mocne! Dzięki Zbyszku za ten tekst.

  2. Tekst super. W sedno. Pamietam jak nam wpajano w szkole, ze jestesmy ” Chrystusem Europy” Taki uciemiezony, przez sasiadow pogardzany narod. Niemcow nie lubimy, za Ruskimi nie przepadamy. NIe tolerancja bierze gore, a uwczesny prezydent to tylko podsyca. Nie mamy tak jak napisales wiary we wlasne sily, odwagi i takiej prawdziwej dumy. Mieszkam w Niemczech i kiedys spytalam sie mojej kolezanki, ktora tez tu mieszka, czy jest dumna z tego ze jest Polka.. Bo ja na to samo pytanie nie umiem odpowiedziec. Albo boje sie sama mojej odpowiedzi. Bo jak narazie brzmi ona „NIE” ale jakos ciezko to glosno powiedziec.. Moj maz Niemiec ma wiecej pozytywnych mysli i odczuc do naszego kraju niz ja sama.. To jest smutne i przerazajace..

    • Niestety… Moje córki, gdy były mniejsze były dumne z bycia Polkami. Ale ostatnio, gdy jako nastolatki słuchają i oglądają co się dzieje, pewnie jest coraz gorzej. Muszę zapytać. Mam nadzieję, że jeszcze nie straciły wszystkiego. Ale myślę, że paradoksalnie, może być łatwiej być dumnym z bycia Polakiem, gdy się mieszka poza Polską i nie spotyka się na ulicach pewnego typu ludzie i człowiek jest mniej wyeksponowany na cały ten jazgot. Dziękuję za komentarza i serdecznie pozdrawiam.

Zostaw komentarz