W poprzednim tekście była mowa o trzech orientacjach, które pozwalają osiągnąć sukces. Jedną z nich jest zaradność, drugą umiejętność radzenia sobie z wrodzonym lękiem i związaną z nim bezwładnością, wahaniem czy wycofywaniem się, trzecią jest artyzm w tym, co robisz. W skrócie: raz – pamiętaj o tym, że musisz spłacić swoje rachunki, dwa – traktuj opór, jako coś normalnego, z czym trzeba na co dzień żyć, trzy…. właśnie…co to jest ten artyzm?

Tylko nie artysta!

Mój tato, gdy coś przeskrobałem czasem mówił: artysta jesteś… Bynajmniej nie była to pochwała. Słowo artysta miało pejoratywny wydźwięk. Czasem występowało nawet w formie artycha. Rzucone z przekąsem mogło znaczyć, że ktoś jest cwaniakiem, kombinatorem i typem skupionym wyłącznie na sobie.

Później, już w szkole, doszło drugie znaczenie. Artysta dziwnie się ubiera, mówi niezrozumiałe rzeczy i dziwnie się zachowuje (np. sika przez okno, miesza nie te alkohole co trzeba czy spaceruje z parasolem ogrodowym po głównej ulicy). Mimo to, wszystko mu uchodzi. Nie ma źle. Nic nie robi, od czasu do czasu pobawi tylko się farbami, zapisze coś w zeszycie albo porzępoli na gitarze. Kilku z nas przez pewien czas nawet starało się takim artystą zostać. Ja miałem swój jaskrawo czerwony golf, połatane dżinsy i nieodłączny zeszyt. Kolega miał zawsze wymięte ubrania i gitarę. Inny ciągle nosił ze sobą szkicownik i pastele. Całe szczęście, wyrośliśmy z tego (w każdym razie większość z nas).

Te skojarzenia związane ze słowem artysta, sprawiają, że wielu twórców go unika. Byłem kiedyś na spotkaniu z Władysławem Hasiorem. Chciałem go o coś zapytać, w trakcie pytania użyłem słowa artysta. Hasior nawet nie dał mi skończyć, bo od razu stwierdził, że nie jest żadnym artystą tylko rzemieślnikiem.

Słowo artysta ma w sobie pychę, zadufanie i nieliczenie się z innymi. Rzemieślnik, to ktoś, kto pracuje dla innych, nie stawia się na świeczniku i ma doskonale opanowany warsztat pracy (czyli właśnie rzemiosło). Myślę, że Hasior nie tyle odżegnywał się od bycia artystą, ile próbował wrócić do pierwotnego znaczenia tego słowa. Łacińskie ars to umiejętność, rzemiosło czy zręczność. W słowniku języka polskiego, jedno ze zdań przy haśle artysta mówi: osoba odznaczająca się mistrzostwem w jakiejś dziedzinie; mistrz, znakomitość. Artysta, mistrz, rzemieślnik, twórca – można nazywać, jak kto chce, ale to tylko słowa. Słowa można lubić lub nie, ale jak mówią to tylko pułapki na zające. Mnie bardziej interesuje zając. Czy ten zając jest na tyle ważny by się nim zajmować? Czy coś dobrego może nam przynieść?

Dlaczego warto być artystą?

Postulat by każdy traktował swoje zajęcie jak sztukę, przez długi czas był tylko wymysłem pięknoduchów. Można sobie było być artystą po godzinach. Jeżeli jednak chciałeś mieć za co żyć, trzeba było mieć dobry zawód, zatrudnienie w dobrej firmie i starannie wykonywać polecenia.

Słowem, bardziej niż być artystą opłacało się potulnie pracować w fabryce. Oczywiście, czasem w fabryce była mowa o zaangażowaniu i kreatywności. Robiło się szkolenia, podczas których uczestnicy nosili śmieszne czapeczki i śpiewali piosenki. Ale nikt tego nie traktował poważnie. Wszyscy doskonale wiedzieli, że człowiek sukcesu kieruje się dwoma zasadami: nie wychylaj się oraz chroń swój tyłek. Komu chciałoby się być twórczym, gdy bycie trybikiem tak bardzo się opłacało?

Ale coś się zmieniło. Ci, którzy z taką pilnością przychodzili do pracy rano i wybiegali z niej po południu, zaczęli ją tracić. W coraz większej ilości firm zaczęło się okazywać, że bycie pilnym i przewidywalnym to zbyt mało. O ile kilkadziesiąt czy nawet kilkanaście lat temu, nie było alternatywy i firmy musiały zatrudniać tych wszystkich mechanicznych pracowników, dziś mają znacznie więcej możliwości. Przy taśmie montażowej można postawić automat. Wychodzi taniej, sprawniej i szybciej. Można zlecić produkcję do Chin. Zamiast urzędnika odbijającego pieczątki i wypełniającego formularze, można zamówić dobry skrypt albo przenieś wszystko do internetu. Zamiast płacić ludziom przez cały rok, można zatrudnić pracowników czasowych. Będzie mniej zamętu i taniej.

Można lamentować, że to nie ludzkie, że ludzie mają swoje potrzeby, że firmy mają obowiązki… . Oczywiście są jeszcze firmy, które usiłują działać w starym, XX – wiecznym modelu. Zmiany można opóźniać. Ale to tylko kwestia czasu. Udawanie, że ciągle jest XX wiek, że nie ma globalizacji, że nie ma internetu i procesorów, o jakich kilkanaście lat temu nie śniliśmy – nie może się dobrze skończyć. Ten okręt tonie, a próby utrzymania go na powierzchni przez rozbitków wiadomo jak się skończą. Przeżyją tylko ci, którzy się go puszczą i zamiast stawiać morzu warunki zaczną unosić się na jego falach.

Gdy puścisz się starego okrętu i nauczysz się funkcjonować w nowej rzeczywistości, szybko odkryjesz, że ta katastrofa wcale nie była czymś strasznym. Przeciwnie była wybawieniem. Że to nie obecne zmiany są nieludzkie, ale to, czego doświadczaliśmy przez ostatnie kilkadziesiąt lat.

Seth Godin w książce Linchpin pisze, że czasy „fabryki” i ludzi – automatów skończyły się bezpowrotnie. Zaczęły się czasy artystów. Według niego nasza obecna gospodarka, bardziej niż jakakolwiek inna gospodarka w historii nagradza artystów. Artystów, czyli ludzi, którzy wykonują swoją pracę w sposób twórczy, osobisty i pełny pasji. Ludzi, którzy wykonują swoje zadania w ludzki sposób – nie do podrobienia nie tylko przez maszyny, ale także przez innych ludzi.

Jedyny sposób, który pozwala utrzymać się na powierzchni to zacząć traktować swoją pracę jak sztukę. To oczywiście nie ma nic wspólnego z malowaniem czy śpiewaniem.

Czy każdy, kto umie malować jest artystą?

Parę metrów ode mnie wiszą dwa olejne, ręcznie malowana obrazy. Kupiłem je za pięć dolarów jeden, na stronie jakiejś chińskiej firmy. Przyszły prosto z Chin, zapakowane w plastikową tubę. Gdy je ściągnąć ze ściany i z bliska im się przyjrzeć, można zobaczyć, że są namalowane na tanim płótnie w dużym tempie. Z boku widać ślady taśmy, jaką płótno było przyklejono do sztalugi. Ponoć w Chinach są całe wsie utrzymujące się z malowania takich obrazków. Rano skoro świt, zamiast pielić ryż po kostki w wodzie, chiński wieśniak, jego żona i jedno dziecko (bo więcej nie wolno mieć) staje przed sztalugami i leci: przed południem pięćdziesiąt strelicji na zielonym tle i dwadzieścia maków na niebieskim. Jeżeli są bardziej sprawni, dostaną nieco trudniejsze zadanie – np. namalowanie portretu olejnego ze zdjęcia (jakieś dziesięć dolarów od sztuki).

Na ścianie obrazy nie prezentują się  najgorzej. Szczerze mówiąc są lepsze od tego, co można kupić w Ikei czy Castoramie. Są lepsze od papierowych plakatów drukowanych w milionach egzemplarzy. Są nawet lepsze od tego, co tworzą niektórzy polscy „artyści” (np. ci, których produkty można oglądać na Bramie Floriańskiej w Krakowie).

Jednak czy to jest sztuka? Czy ten olejny obrazek z kwiatem jest warty coś więcej niż koszty farby, płótna, czasu średnio wykwalifikowanego pracownika, kosztów przesyłki i niewielkiej marży? Oczywiście, że nie. To nie jest sztuka, a w chińskich wsiach parających się malowaniem obrazów olejnych, prawdopodobnie nikt nigdy nie widział żadnego artysty.

Ci, którzy czują się zagrożeni taką produkcją to również nie są artyści. Prawdziwi artyści nie mogą czuć się zagrożeni, bo działają na zupełnie innej płaszczyźnie. Możesz się bać tańszej siły roboczej tylko wtedy, gdy w swojej pracy robisz rzeczy powtarzalne i przewidywalne. Gdy twoją pracę można wykonywać niewiele o niej myśląc i niewiele się nią przejmując.

Czy mogę być artystą?

Istota bycia artystą nie polega na tworzywie czy rodzaju pracy, ale na tym jak ją wykonujesz. Słynny wiolonczelista, Pablo Casalas powiedział:

Zawsze uważałem pracę fizyczną za twórczą i patrzyłam z respektem oraz podziwem na ludzi, którzy pracują swoimi rękoma. Wydaje mi się, że ich twórczość nie jest mniejsza od twórczości wiolonczelisty czy malarza.

Oczywiście, to nie oznacza, że każdy wykonuje swoją pracę w sposób twórczy. To znaczy tylko tyle, że to czy jesteś artystą zależy od tego jak coś robisz, a nie co robisz.

Nie jest ważne czy założysz swoją firmę, czy będziesz wolnym strzelcem, czy będziesz pracować w korporacji lub urzędzie, czy też do starości będziesz na utrzymaniu rodziców, bogatego męża lub jakiegokolwiek sponsora. Nie jest ważne czy będziesz prowadzić szkolenia, malować obrazy, uczyć ludzi gotować, śpiewać piosenki czy pisać książki.

Ważne jest jak to będziesz robić. Możesz przejść przez życie byle jak, możesz robić wszystko tak, aby tylko zrobić. Nawet, gdy znajdziesz takich, którzy ci za to zapłacą, efektem będzie nuda, zmęczenie i poczucie braku sensu. Jeżeli chcesz żyć z sensem, zacznij od tego by traktować siebie samego jak artystę. Zacznij przekształcać swoje zajęcie w sztukę.

Co z twoją pracą?

Zadaj sobie pytanie:

– Czy moją pracę można by było zlecić chińczykowi? Czy gdyby chiński wieśniak znał polski, mógłby wykonywać to, co ja robię? Czy można by było w ciągu miesiąca – dwóch przeszkolić go, tak by wykonywał to samo (pamiętaj, że chińczycy naprawdę szybko się uczą)?

Nie chodzi o to, czy ktoś rzeczywiście zleci twoją pracę do kraju z tańszą siłą roboczą. Być może bariery stworzone przez państwo przez jakiś czas obronią cię przed rzeczywistością. Chodzi o to by sprawdzić czy czasem nie zostałeś wciśnięty w rolę mniej lub bardziej wykwalifikowanej siły roboczej. W rolę trybu, który umie tylko wykonywać polecenia czy stosować się do procedur.

Kiepsko z tobą, jeżeli jesteś tylko wyrobnikiem. Jeżeli zapomniałeś o tym, co znaczy być artystą.

Kiedy przestałeś być artystą?

Każdy z nas jest artystą, gdy się rodzi. Większość z nas jest nim w wieku trzech lat. Niektórzy, na przekór przedszkolankom, ciągle są artystami w wieku pięciu, sześciu lat. Niektórym udaje się nawet wytrzymać panie nauczycielki. Wyjątkowo odporni wytrzymują do piętnastego, szesnastego roku życia. Nielicznym udaje się być artystą w wieku dwudziestu, trzydziestu lat.

Jak powiedział Picasso: Każde dziecko jest artystą. Sztuka polega na tym, by nim pozostać, gdy się dorośnie.

Przestajemy być artystami i zaczynamy być maszynami: mamy utarte sposoby postępowania, przestajemy się przejmować, przestajemy być wrażliwi i uważni, przestajemy wkładać siebie w to, co robimy. Znamy tysiące sposobów na to by uchylać się od odpowiedzialności i ryzyka, uzależniamy się od regularnych dochodów i pozorów bezpieczeństwa. Robimy to, co nam mówią i liczymy, że to nas uchroni od katastrof. Ale nie uchroni.

Kidy się mnie pozbędą?

Nie tak dawno, można było w ten sposób doczekać emerytury. Ale dziś rzadko trwa to tak długo. Jeżeli nie jesteś artystą prędzej czy później cię zwolnią. A jak nie zwolnią to padnie twoja firma.

Pół biedy, gdy człowiek dostaje zwolnienie po roku czy dwóch latach pracy. Człowiek jest jeszcze młody i nie zaskorupił się zupełnie. Ale gdy dostajesz zwolnienie po dziesięciu, piętnastu latach, świat nagle się kończy. Wściekłość, depresja, myśli samobójcze. Pretensje i poczucie niesprawiedliwości: Dlaczego się mnie pozbyli? Dlaczego nie zostałem doceniony?

Chcesz wiedzieć? Bo byłeś zastępowalny. Bo kupili lepszą maszynę od ciebie. Bo zlecili twoją pracę tańszej sile roboczej. Bo zwalniając ciebie nie poczuli większej straty. A przede wszystkim, dlatego, że przez piętnaście lat traktowałeś sam siebie nie jak człowieka, ale maszynę. Codziennie przez osiem godzin przestawałeś być żywą istotą a stawałeś się częścią mechanizmu. Robiłeś, co do ciebie należało. Zamiast pracować z pasją i stawać się artystą, zamiast zmieniać świat, zamiast hojnie dzielić się z ludźmi, zamiast robić rzeczy niepowtarzalne, ty czekałeś z życiem na wieczór albo na weekend. Zamiast żyć przez 24 godziny ty upychałeś życie w hobby. Twój nowy motocykl, wycieczki w Himalaje, sesje medytacji w ośrodku zen, dyskusje poświęcone wyrafinowanej literaturze miały dać ci poczucie, że żyjesz z sensem. Dały poczucie. I nic więcej.

Ale jeszcze nie jest za późno. Możesz przestać dzielić świat na życie i pracę. Możesz wnieść do tego, co robisz serce. Gdy zaczynasz żyć swoją pracą, automatycznie zaczynasz uprawiać sztukę.

To wcale nie znaczy, że masz się zwolnić i założyć własną firmę. Być może tak, ale nie o to chodzi. Po prostu zacznij robić to, co robisz z pełnym zaangażowaniem.

Nawet, gdy ktoś inny (twój pracodawca czy szef) najbardziej na tym skorzysta. Nie odmrażaj sobie uszu na złość babci. Jeżeli stajesz się maszyną, tylko dlatego by nie dać komuś zarobić, tracisz w pierwszym rzędzie ty sam. Przestań traktować się jak siłę roboczą czy zasób ludzki.

A jeżeli jeszcze nie zacząłem pracy? Jeżeli jeszcze się uczę?

Pielęgnuj w sobie artystę. Nigdy nie zgadzaj sie na pracę, w której masz być tylko maszyną. Nie rób rzeczy, które cię nie interesują i nie obchodzą, tylko dlatego, że ktoś ci za nie zapłaci. Już lepiej pracuj za darmo. Jakieś pieniądze, prędzej czy później się pojawią. Znajdziesz kogoś, kto cię nauczy jak je zarabiać, ktoś cię doceni, przebijesz się. Zdarza się, że pieniądze same przychodzą. Serce do pracy – nigdy.