Być artystą czy trybem?

W poprzednim tekście była mowa o trzech orientacjach, które pozwalają osiągnąć sukces. Jedną z nich jest zaradność, drugą umiejętność radzenia sobie z wrodzonym lękiem i związaną z nim bezwładnością, wahaniem czy wycofywaniem się, trzecią jest artyzm w tym, co robisz. W skrócie: raz – pamiętaj o tym, że musisz spłacić swoje rachunki, dwa – traktuj opór, jako coś normalnego, z czym trzeba na co dzień żyć, trzy…. właśnie…co to jest ten artyzm?

Tylko nie artysta!

Mój tato, gdy coś przeskrobałem czasem mówił: artysta jesteś… Bynajmniej nie była to pochwała. Słowo artysta miało pejoratywny wydźwięk. Czasem występowało nawet w formie artycha. Rzucone z przekąsem mogło znaczyć, że ktoś jest cwaniakiem, kombinatorem i typem skupionym wyłącznie na sobie.

Później, już w szkole, doszło drugie znaczenie. Artysta dziwnie się ubiera, mówi niezrozumiałe rzeczy i dziwnie się zachowuje (np. sika przez okno, miesza nie te alkohole co trzeba czy spaceruje z parasolem ogrodowym po głównej ulicy). Mimo to, wszystko mu uchodzi. Nie ma źle. Nic nie robi, od czasu do czasu pobawi tylko się farbami, zapisze coś w zeszycie albo porzępoli na gitarze. Kilku z nas przez pewien czas nawet starało się takim artystą zostać. Ja miałem swój jaskrawo czerwony golf, połatane dżinsy i nieodłączny zeszyt. Kolega miał zawsze wymięte ubrania i gitarę. Inny ciągle nosił ze sobą szkicownik i pastele. Całe szczęście, wyrośliśmy z tego (w każdym razie większość z nas).

Te skojarzenia związane ze słowem artysta, sprawiają, że wielu twórców go unika. Byłem kiedyś na spotkaniu z Władysławem Hasiorem. Chciałem go o coś zapytać, w trakcie pytania użyłem słowa artysta. Hasior nawet nie dał mi skończyć, bo od razu stwierdził, że nie jest żadnym artystą tylko rzemieślnikiem.

Słowo artysta ma w sobie pychę, zadufanie i nieliczenie się z innymi. Rzemieślnik, to ktoś, kto pracuje dla innych, nie stawia się na świeczniku i ma doskonale opanowany warsztat pracy (czyli właśnie rzemiosło). Myślę, że Hasior nie tyle odżegnywał się od bycia artystą, ile próbował wrócić do pierwotnego znaczenia tego słowa. Łacińskie ars to umiejętność, rzemiosło czy zręczność. W słowniku języka polskiego, jedno ze zdań przy haśle artysta mówi: osoba odznaczająca się mistrzostwem w jakiejś dziedzinie; mistrz, znakomitość. Artysta, mistrz, rzemieślnik, twórca – można nazywać, jak kto chce, ale to tylko słowa. Słowa można lubić lub nie, ale jak mówią to tylko pułapki na zające. Mnie bardziej interesuje zając. Czy ten zając jest na tyle ważny by się nim zajmować? Czy coś dobrego może nam przynieść?

Dlaczego warto być artystą?

Postulat by każdy traktował swoje zajęcie jak sztukę, przez długi czas był tylko wymysłem pięknoduchów. Można sobie było być artystą po godzinach. Jeżeli jednak chciałeś mieć za co żyć, trzeba było mieć dobry zawód, zatrudnienie w dobrej firmie i starannie wykonywać polecenia.

Słowem, bardziej niż być artystą opłacało się potulnie pracować w fabryce. Oczywiście, czasem w fabryce była mowa o zaangażowaniu i kreatywności. Robiło się szkolenia, podczas których uczestnicy nosili śmieszne czapeczki i śpiewali piosenki. Ale nikt tego nie traktował poważnie. Wszyscy doskonale wiedzieli, że człowiek sukcesu kieruje się dwoma zasadami: nie wychylaj się oraz chroń swój tyłek. Komu chciałoby się być twórczym, gdy bycie trybikiem tak bardzo się opłacało?

Ale coś się zmieniło. Ci, którzy z taką pilnością przychodzili do pracy rano i wybiegali z niej po południu, zaczęli ją tracić. W coraz większej ilości firm zaczęło się okazywać, że bycie pilnym i przewidywalnym to zbyt mało. O ile kilkadziesiąt czy nawet kilkanaście lat temu, nie było alternatywy i firmy musiały zatrudniać tych wszystkich mechanicznych pracowników, dziś mają znacznie więcej możliwości. Przy taśmie montażowej można postawić automat. Wychodzi taniej, sprawniej i szybciej. Można zlecić produkcję do Chin. Zamiast urzędnika odbijającego pieczątki i wypełniającego formularze, można zamówić dobry skrypt albo przenieś wszystko do internetu. Zamiast płacić ludziom przez cały rok, można zatrudnić pracowników czasowych. Będzie mniej zamętu i taniej.

Można lamentować, że to nie ludzkie, że ludzie mają swoje potrzeby, że firmy mają obowiązki… . Oczywiście są jeszcze firmy, które usiłują działać w starym, XX – wiecznym modelu. Zmiany można opóźniać. Ale to tylko kwestia czasu. Udawanie, że ciągle jest XX wiek, że nie ma globalizacji, że nie ma internetu i procesorów, o jakich kilkanaście lat temu nie śniliśmy – nie może się dobrze skończyć. Ten okręt tonie, a próby utrzymania go na powierzchni przez rozbitków wiadomo jak się skończą. Przeżyją tylko ci, którzy się go puszczą i zamiast stawiać morzu warunki zaczną unosić się na jego falach.

Gdy puścisz się starego okrętu i nauczysz się funkcjonować w nowej rzeczywistości, szybko odkryjesz, że ta katastrofa wcale nie była czymś strasznym. Przeciwnie była wybawieniem. Że to nie obecne zmiany są nieludzkie, ale to, czego doświadczaliśmy przez ostatnie kilkadziesiąt lat.

Seth Godin w książce Linchpin pisze, że czasy „fabryki” i ludzi – automatów skończyły się bezpowrotnie. Zaczęły się czasy artystów. Według niego nasza obecna gospodarka, bardziej niż jakakolwiek inna gospodarka w historii nagradza artystów. Artystów, czyli ludzi, którzy wykonują swoją pracę w sposób twórczy, osobisty i pełny pasji. Ludzi, którzy wykonują swoje zadania w ludzki sposób – nie do podrobienia nie tylko przez maszyny, ale także przez innych ludzi.

Jedyny sposób, który pozwala utrzymać się na powierzchni to zacząć traktować swoją pracę jak sztukę. To oczywiście nie ma nic wspólnego z malowaniem czy śpiewaniem.

Czy każdy, kto umie malować jest artystą?

Parę metrów ode mnie wiszą dwa olejne, ręcznie malowana obrazy. Kupiłem je za pięć dolarów jeden, na stronie jakiejś chińskiej firmy. Przyszły prosto z Chin, zapakowane w plastikową tubę. Gdy je ściągnąć ze ściany i z bliska im się przyjrzeć, można zobaczyć, że są namalowane na tanim płótnie w dużym tempie. Z boku widać ślady taśmy, jaką płótno było przyklejono do sztalugi. Ponoć w Chinach są całe wsie utrzymujące się z malowania takich obrazków. Rano skoro świt, zamiast pielić ryż po kostki w wodzie, chiński wieśniak, jego żona i jedno dziecko (bo więcej nie wolno mieć) staje przed sztalugami i leci: przed południem pięćdziesiąt strelicji na zielonym tle i dwadzieścia maków na niebieskim. Jeżeli są bardziej sprawni, dostaną nieco trudniejsze zadanie – np. namalowanie portretu olejnego ze zdjęcia (jakieś dziesięć dolarów od sztuki).

Na ścianie obrazy nie prezentują się  najgorzej. Szczerze mówiąc są lepsze od tego, co można kupić w Ikei czy Castoramie. Są lepsze od papierowych plakatów drukowanych w milionach egzemplarzy. Są nawet lepsze od tego, co tworzą niektórzy polscy „artyści” (np. ci, których produkty można oglądać na Bramie Floriańskiej w Krakowie).

Jednak czy to jest sztuka? Czy ten olejny obrazek z kwiatem jest warty coś więcej niż koszty farby, płótna, czasu średnio wykwalifikowanego pracownika, kosztów przesyłki i niewielkiej marży? Oczywiście, że nie. To nie jest sztuka, a w chińskich wsiach parających się malowaniem obrazów olejnych, prawdopodobnie nikt nigdy nie widział żadnego artysty.

Ci, którzy czują się zagrożeni taką produkcją to również nie są artyści. Prawdziwi artyści nie mogą czuć się zagrożeni, bo działają na zupełnie innej płaszczyźnie. Możesz się bać tańszej siły roboczej tylko wtedy, gdy w swojej pracy robisz rzeczy powtarzalne i przewidywalne. Gdy twoją pracę można wykonywać niewiele o niej myśląc i niewiele się nią przejmując.

Czy mogę być artystą?

Istota bycia artystą nie polega na tworzywie czy rodzaju pracy, ale na tym jak ją wykonujesz. Słynny wiolonczelista, Pablo Casalas powiedział:

Zawsze uważałem pracę fizyczną za twórczą i patrzyłam z respektem oraz podziwem na ludzi, którzy pracują swoimi rękoma. Wydaje mi się, że ich twórczość nie jest mniejsza od twórczości wiolonczelisty czy malarza.

Oczywiście, to nie oznacza, że każdy wykonuje swoją pracę w sposób twórczy. To znaczy tylko tyle, że to czy jesteś artystą zależy od tego jak coś robisz, a nie co robisz.

Nie jest ważne czy założysz swoją firmę, czy będziesz wolnym strzelcem, czy będziesz pracować w korporacji lub urzędzie, czy też do starości będziesz na utrzymaniu rodziców, bogatego męża lub jakiegokolwiek sponsora. Nie jest ważne czy będziesz prowadzić szkolenia, malować obrazy, uczyć ludzi gotować, śpiewać piosenki czy pisać książki.

Ważne jest jak to będziesz robić. Możesz przejść przez życie byle jak, możesz robić wszystko tak, aby tylko zrobić. Nawet, gdy znajdziesz takich, którzy ci za to zapłacą, efektem będzie nuda, zmęczenie i poczucie braku sensu. Jeżeli chcesz żyć z sensem, zacznij od tego by traktować siebie samego jak artystę. Zacznij przekształcać swoje zajęcie w sztukę.

Co z twoją pracą?

Zadaj sobie pytanie:

– Czy moją pracę można by było zlecić chińczykowi? Czy gdyby chiński wieśniak znał polski, mógłby wykonywać to, co ja robię? Czy można by było w ciągu miesiąca – dwóch przeszkolić go, tak by wykonywał to samo (pamiętaj, że chińczycy naprawdę szybko się uczą)?

Nie chodzi o to, czy ktoś rzeczywiście zleci twoją pracę do kraju z tańszą siłą roboczą. Być może bariery stworzone przez państwo przez jakiś czas obronią cię przed rzeczywistością. Chodzi o to by sprawdzić czy czasem nie zostałeś wciśnięty w rolę mniej lub bardziej wykwalifikowanej siły roboczej. W rolę trybu, który umie tylko wykonywać polecenia czy stosować się do procedur.

Kiepsko z tobą, jeżeli jesteś tylko wyrobnikiem. Jeżeli zapomniałeś o tym, co znaczy być artystą.

Kiedy przestałeś być artystą?

Każdy z nas jest artystą, gdy się rodzi. Większość z nas jest nim w wieku trzech lat. Niektórzy, na przekór przedszkolankom, ciągle są artystami w wieku pięciu, sześciu lat. Niektórym udaje się nawet wytrzymać panie nauczycielki. Wyjątkowo odporni wytrzymują do piętnastego, szesnastego roku życia. Nielicznym udaje się być artystą w wieku dwudziestu, trzydziestu lat.

Jak powiedział Picasso: Każde dziecko jest artystą. Sztuka polega na tym, by nim pozostać, gdy się dorośnie.

Przestajemy być artystami i zaczynamy być maszynami: mamy utarte sposoby postępowania, przestajemy się przejmować, przestajemy być wrażliwi i uważni, przestajemy wkładać siebie w to, co robimy. Znamy tysiące sposobów na to by uchylać się od odpowiedzialności i ryzyka, uzależniamy się od regularnych dochodów i pozorów bezpieczeństwa. Robimy to, co nam mówią i liczymy, że to nas uchroni od katastrof. Ale nie uchroni.

Kidy się mnie pozbędą?

Nie tak dawno, można było w ten sposób doczekać emerytury. Ale dziś rzadko trwa to tak długo. Jeżeli nie jesteś artystą prędzej czy później cię zwolnią. A jak nie zwolnią to padnie twoja firma.

Pół biedy, gdy człowiek dostaje zwolnienie po roku czy dwóch latach pracy. Człowiek jest jeszcze młody i nie zaskorupił się zupełnie. Ale gdy dostajesz zwolnienie po dziesięciu, piętnastu latach, świat nagle się kończy. Wściekłość, depresja, myśli samobójcze. Pretensje i poczucie niesprawiedliwości: Dlaczego się mnie pozbyli? Dlaczego nie zostałem doceniony?

Chcesz wiedzieć? Bo byłeś zastępowalny. Bo kupili lepszą maszynę od ciebie. Bo zlecili twoją pracę tańszej sile roboczej. Bo zwalniając ciebie nie poczuli większej straty. A przede wszystkim, dlatego, że przez piętnaście lat traktowałeś sam siebie nie jak człowieka, ale maszynę. Codziennie przez osiem godzin przestawałeś być żywą istotą a stawałeś się częścią mechanizmu. Robiłeś, co do ciebie należało. Zamiast pracować z pasją i stawać się artystą, zamiast zmieniać świat, zamiast hojnie dzielić się z ludźmi, zamiast robić rzeczy niepowtarzalne, ty czekałeś z życiem na wieczór albo na weekend. Zamiast żyć przez 24 godziny ty upychałeś życie w hobby. Twój nowy motocykl, wycieczki w Himalaje, sesje medytacji w ośrodku zen, dyskusje poświęcone wyrafinowanej literaturze miały dać ci poczucie, że żyjesz z sensem. Dały poczucie. I nic więcej.

Ale jeszcze nie jest za późno. Możesz przestać dzielić świat na życie i pracę. Możesz wnieść do tego, co robisz serce. Gdy zaczynasz żyć swoją pracą, automatycznie zaczynasz uprawiać sztukę.

To wcale nie znaczy, że masz się zwolnić i założyć własną firmę. Być może tak, ale nie o to chodzi. Po prostu zacznij robić to, co robisz z pełnym zaangażowaniem.

Nawet, gdy ktoś inny (twój pracodawca czy szef) najbardziej na tym skorzysta. Nie odmrażaj sobie uszu na złość babci. Jeżeli stajesz się maszyną, tylko dlatego by nie dać komuś zarobić, tracisz w pierwszym rzędzie ty sam. Przestań traktować się jak siłę roboczą czy zasób ludzki.

A jeżeli jeszcze nie zacząłem pracy? Jeżeli jeszcze się uczę?

Pielęgnuj w sobie artystę. Nigdy nie zgadzaj sie na pracę, w której masz być tylko maszyną. Nie rób rzeczy, które cię nie interesują i nie obchodzą, tylko dlatego, że ktoś ci za nie zapłaci. Już lepiej pracuj za darmo. Jakieś pieniądze, prędzej czy później się pojawią. Znajdziesz kogoś, kto cię nauczy jak je zarabiać, ktoś cię doceni, przebijesz się. Zdarza się, że pieniądze same przychodzą. Serce do pracy – nigdy.

20 komentarzy

  1. No dobrze, przyznam się. Straszne miałem opory by dać ten tekst. Walczyło we mnie poczucie zobowiązania (obiecałem teksty co tydzień, a kolejny tekst co prawda jest zaawansowany, ale wymaga jeszcze trochę pracy) i poczucie: musisz to dopracować, wyciąć nadmiar, uporządkować i wyklarować.

    W sumie, to chyba jeden ze sposobów poskramiania swojego „gada”. Mieć termin i nie chcieć zawieść. Choć jeszcze lepiej mieć czas na to by z dystansu się przyjrzeć temu, co się napisało i nie dawać wersji drugiej czy trzeciej ale piątą czy szóstą.

    Mimo wszystko, mam nadzieję, że ten tekst raczej pomoże. Będę bardzo wdzięczny za odzew. Interesują mnie nie tylko pozytywny odzew, ale także negatywny czy obojętny – np. to nie dla mnie, to zbyt niekonkretne, tym razem usnąłem… itp. Z góry dziękuję i pozdrawiam 🙂

    • Rzeczywiście temat tym razem ciut przegadany – połowę krótszy i byłoby ok:-). Choć cały cykl jest bardzo dobry, jak i większość wpisów na tym blogu. Pozdrawiam.

    • Dziękuję za komentarz. Tak właśnie czułem. Mój guru od pisania Sol Stein mawiał: 1+1=0.5 Jak dwa razy powiesz to samo, mówisz dwa razy słabiej. Łatwo się mądrzyć, ale trudniej zastosować w praktyce. Ale ćwiczyć trzeba 🙂 Pozdrawiam

    • Kapuściński pisał wiersze po to właśnie by ćwiczyć styl, by precyzyjnie posługiwać się językiem. Swoją drogą artystyczne podejście, prawda? Poezja w ogóle jest świetną nauczycielką języka, wymusza precyzję, nie godzi się na przegadanie. Zawsze uważałem, że dobra proza musi mieć w sobie właśnie coś z poezji i z … matematyki. Tak, żeby słów było w sam raz.
      Z drugiej strony: lepiej coś ważnego powiedzieć lub napisać, nawet nie idealnie, niż tego nie zrobić wcale.

  2. To prawda, że rynek się nakęrcił i że nie ma szans przeżycia ten kto nie stawia na innowacje i na wyprzedzenie konkurenta. Prawdą jest to, że rynek pracy w Chinach czy w innych państwach, z tanią siłą roboczą, wyparł starego rzemieslnika… Pytanie jednak dlaczego tak sie dzieje i co za tym stoi? Ludzie narzekają, że wszystko jest „Made in China”, ale nie dostrzegają samego procesu. Idąc do sklepu najczęściej chcemy (lub nie mamy innego wybory) kupić produkt tani. Taki produkt nie bierze sie z powietrza, musi zostać wyprodukowany jak najmniejszymi kosztami, a chiński rynek oferuje takie własnie tanie rozwiązania (czesto rękami dzieci i więźniów politycznych). Na skalę masową nie bedzie produkwane nic co nie mogło by przynieść korzyści. Dlatego też kulutra masowa i kierujące nią kryteria są tak cenne do rozpoznania i zaszczepienia przez producentów. I nie chodzi tu bynajmniej o bycie artystą tylko o wyniki sprzedaży. Robienie z nas stada bydła, o podobnych potrzebach konsumenckich, nie jednemu napycha kieszenie po brzegi. Paradoks polega na tym że te wszytskie produkty są nadal powielane na skalę masową, żyja krótko i intenstwnie, przynoszą dochody i są zastępowane nowymi produktami, stworzonymi jak najbardziej artystyczną drogą innowacji.
    Bycie artysta jest drogie, tak w zyciu jak i na rynku. Tylko nieliczni mogą sobie pozwolic na to żeby wyzwolić się od tego smonakręcającego się mechanizmu. Wiadomo że za coś „Hand made” zaplacimy po portu drakońskie sumy tylko dlatego że zostało dotknięte ludzką ręką… Bycie artystą to też pewna forma zamknięcia się i zniewolenia. U wielu artystów następuje przerost formy nad terscią. Są jak piękne, pozłacane opakowania kompletnie puste w srodku. Na koniec jeszcze dodam, ze i w sztuce jest ciężko. W kolebce samego artyzmu zamieszkał na dobre kryzys. Pod naciskiem sztuki masowej upadły kryteria i wartości i jedyne co sie obecnie liczy w świećie sztuki to bycie włąsnie oryginalnym (czyt. innowacja) , z miernym tego skutkiem 😉 Po co się wogóle nazywać, czy nie lepiej po prostu być? Myślę że najlepiej pozostać wolnym od formy wewnetrznej, bo zewnetrzna jest właśnie na pokaz… Można zniewolić moje ciało, umysłu jednak pozostaje serketem!!!

    Pozdrawiam serdecznie!

    • Aniu, wielkie dzięki za ten komentarz. Bardzo ciekawe myśli. Z wieloma się zgadzam. Z tym, że gdy ja mówię o artystach, to raczej nie mam na myśli ludzi uprawiających sztuki piękne. W sztuce jest ciężko, bo mało jest artystów, ludzie wychodzą ze szkół sprawni technicznie i tyle. Sprawność techniczna i talent to zbyt mało, szczególnie, gdy mu towarzyszy zadufania i przekonanie, że jest się lepszym od innych.

      Jakiś czas temu współpracowałem z profesjonalnym grafikiem – artystą we wszystkim możliwych znaczeniach. Człowiekowi powodzi się doskonale. Co takiego miał, że wszyscy chcą z nim pracować: uważnie słuchał tego co potrzebujesz i robił wszystko by jego projekt zmieniał świat. To nie znaczy, że spełniał gusty, ale że rozumiał swoją pracę jako spełnienie potrzeb zleceniodawcy. Akurat nie miał tego o czym piszesz: nie miał przerostu formy nad treścią.
      Pozdrawiam 🙂

  3. Po przeczytaniu tekstu skojarzył mi się pewien starożytny klasyk 🙂
    Historia dostępna tutaj – http://bocznica.net/?p=10087

    Nic dodać, nic ująć, choć są tacy (czyt: Mihaly Csikszentmihalyi), którzy próbują adaptować na potrzeby współczesności i zagubionych w zgiełku życia duszyczek.
    I bardzo dobrze! Oby dobrze służyło niezliczonym istotom we wszystkich światach.

    Pozdrawiam

  4. Jakoś mam wątpliwości, czy faktycznie praca „jak artysta” jest w Polsce promowana, dobra, solidna, raczej tak, ale „artystyczna”? Znam przypadek, gdy pozbyto się osoby, która tak pracowała – zaczęła stanowić konkurencję dla szefa. Myślę, że w danym miejscu pracy, jeśli to nie jest własna firma, większość zależy od szefów – to oni decydują, jaka postawa wobec pracy w danej firmie będzie promowana. Bo jeśli np. bardziej liczy się ilość niż jakość? A tak jest często. Poza tym Polska to nie tylko kilka dużych miast, jest też Polska małych miast i wsi (nazywana „Polską B” – kto w ogóle wymyślił to okropne określenie?) – tu bezrobocie wymusza często pracę jaka jest, lubianą czy nie.
    I na jakiej podstawie sądzisz, Zbyszku, że pieniądze przyjdą, „zawsze przychodzą”?

    • Jeżeli ta osoba, której się pozbyto dodałaby do swojego twórczego podejścia jeszcze trochę odwagi i zawzięcia, szybko by się okazało, że jej „nieszczęście” było szczęściem. Wiele osób zaczynało naprawdę wielkie kariery, dzięki temu, że jakiś palant je zwolnił. Czasem człowiek potrzebuje dostać kopniaka by ruszyć do przodu. Co lepsze: pracować w takiej głupiej, odmóżdżającej firmie (będąc twórczym, zaanagzowanym człowiekiem) czy zostać zwolniony i móc coś zacząć od nowa? Nic mnie tak nie boli jak zdrowi psychicznie ludzie, którzy żyją jak kataleptycy. Dlatego 20 lat temu poszedłem na psychologię, bo nie mogłem tego znieść. Szefowie powinni być inni? Ale nie są. Wybierz: (1) żyć w głupiej firmie (2)znaleźć inną (3) założyć swoją. Opcja (4) chciałbym by było inaczej to nie wybór, a fałszowanie rzeczywistości. Poza tym, gdy się pracuje w głupiej firmie to i tak, prędzej czy później zwolnią człowieka, choćby nie wiem jak udawał kretyna i lizusa.

      Nie ma Polski małych wsi i dużych miast. Jest tylko Polska małych i dużych ludzi. Znam wielu ludzi z małych miejscowości, którzy nie zwalają winy na bezrobocie (znam ich bo przez pewien czas kręciłem się wokół programów związanych z tzw. „liderami lokalnymi”). W małych miejscowościach często zauważa się narzekającą masę i nie zauważa się ludzi aktywnych. Oni niczym się nie różnią od reszty oprócz tego że działają j nie gadają. Jak mi ktoś mówi, że jest bezrobocie i sytuacja, itd. to go pytam do ilu firm wysłał cv i ile własnych przedsięwzięć zaczął. Jak mi mówi, że nigdy nie myślał o robieniu jakiegokolwiek biznesu (choćby sprzedaży jabłek czy robienia wycinanek) i wysłał cv do mniej niż 100 firm (w ciągu roku) to z nim nie rozmawiam. Jak to się dzieje, że w małych miastach tyle osób ma internet, a tak niewiele osób używa go do robienia czegoś, np. do prowadzenia blogów, sprzedawania czegoś na allegro, pokazywania swojej twórczości, itp. Dlatego, że ludzie są tam chorzy na bezwładność. Dziś świata jest globalny. Odległości prawie nie ma. Odległością może być tylko nasza pasywność

      Na jakiej podstawie sądzę że pieniądze zawsze przychodzą? Jeżeli jesteś osobą twórczą zmieniasz życie innych i dajesz im więcej niż dostajesz. W końcu to, co dałaś zaczyna do ciebie wracać. Czasem trzeba pracować, pracować, pracować i nic …. . Tego bloga prowadzę chyba z drugi rok. To wiele, wiele godzin pracy. Ile zarobiłem na nim? Nic, dołożyłem parę stów. Dlaczego to robię? Bo lubię. Gdybym nie lubił, to jak wiele osób zaczynających blogi dawno bym dał sobie spokój. Czy to znaczy, że jestem stratny? Nie. Może nie zarobiłem ale wiele się nauczyłem. I tą wiedzę i umiejętności wykorzystuję w innych obszarach działania. Jeżeli robisz to, co kochasz, nigdy nie stracisz. Uczysz się tyle ile nikt się nie uczy. Co z tego, ze teraz ci nie płacą. Z czasem twoje umiejętności będą tak duże, że się spieniężą. Poza tym nie spotkałem twórczej, wytrwałej osoby, która by w końcu nie zaczęła zarabiać.

      Marzeno, jestem ci niezmiernie wdzięczny za ten komentarz. Szczerze mówiąc, w nawale zajęć zacząłem sobie odpuszczać ten temat. Zrobiło się mdło i oczywisto. A ty wniosłaś taką energię! Wiem, że cię nie przekonałem. Ale ruszyły mnie twoje emocje i poczułem wolę powalczyć o twoje zdanie. Bezrobocie i inni ludzie nie są problemem – tylko nasze podejście do życia i ludzi nim jest. I wcale nie chodzi o jakiś hura – optymizm. W pewnych miejscowościach nie jest łatwo, dostaje się naprawdę w tyłek, ale może dlatego, potem satysfakcja jest większa. Jeszcze raz cię dziękuję i pozdrawiam. Mam nadzieję, że uda mi się napisać to, co chcę napisać, bo ostatnio niestety czas się nieco zagęścił.
      Pozdrawiam serdecznie:-)

    • Kiedyś pewien trener NLP stwierdził, że mam tzw. metaprogram na różnice i autorytet wewnętrzny. Więc, jeśli mu wierzyć, to i tak długo ukrywałam na tym blogu moje prawdziwe skłonności 😉
      Czasem fajnie jest się różnić widzeniem czegoś, energia wtedy rośnie 🙂

      Znalazłam właśnie badanie, a że w temacie – co do preferencji szefów, więc wklejam:
      „Idealny pracownik według polskich przedsiębiorców to osoba lojalna – wynika z ostatnich badań Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, na które powołuje się „Dziennik Gazeta Prawna”.
      Właściciele małych i średnich firm przyznają, że nie jest dla nich ważne, czy pracownik zna języki obce, nie liczy się też jego mobilność czy gotowość do zmian. Wierny szefowi fachowiec, który nie musi za dużo myśleć, to najbardziej pożądany, wręcz idealny pracownik. W Polsce dla 88 proc. przedsiębiorców liczy się pracowitość. Innowacyjność pracownika jest ważna tylko dla co trzeciego właściciela małej i średniej firmy. Polscy przedsiębiorcy od ryzyka wolą stabilność i bezpieczeństwo. W kryzysie woleli się wycofać, niż szukać nowych rozwiązań. Dlatego spadł odsetek nawet tych, którzy cenili u swoich podwładnych samodzielność – z 71 proc. w 2009 roku do 58 proc. w kwietniu 2010 roku. Ich motto to: nie wychylać się i przetrwać złe czasy.”

      Zbyszku, pisząc o sytuacji w małych miejscowościach, nie miałam na myśli bierności/aktywności w poszukiwaniu pracy. Tu się zgodzę, że dużo w samym znalezieniu pracy od aktywności zależy (ponieważ pochodzę ze wsi mam tam i w pobliskich małych miastach sporo rodziny i znajomych, więc jestem w sytuacji pracy/bezrobocia na bieżąco). Miałam na myśli możliwości pracy w dziedzinie, która jest pasją w obliczu bezrobocia – ludzie pracują często tam, gdzie jest praca, gdzie załatwią ją znajomi itp. i cieszą się, że ją mają i tyle. Gdy jest już rodzina, dzieci, tym trudniej stawiać na pasję, zwłaszcza, jeśli jest ona z dziedziny „mało dochodowych”.

      Co do tych pieniędzy, to jakoś też mam inne obserwacje. Według mnie bywa różnie, zależnie od dziedziny pasji czy umiejętności sprzedaży tego, co się robi, a nie jest to prosta umiejętność. Znam osoby, które są twórcze i wytrwałe, ale pieniędzy mają tak sobie. Sama pracowałam wiele lat w dziedzinie, którą bardzo lubiłam i cała byłam w nią zaangażowana, ale to słabo opłacana praca i choć pracowałam bardzo dużo, pieniędzy było mało.

      Pozdrawiam ciepło, miłego weekendu i życzę znajdowania czasu na pisanie – czekamy na kolejne wpisy 🙂

    • Smutne te badania Marzeno. No ale to argument dla którego to nie Polsce powstał np. Google. Ale z drugiej strony to wielka okazja by stwarzać inne miejsca pracy.

      Co do branż „mało dochodowych” Staram się zgadnąć o czym myślisz – czy chodzi o górnictwo? Bo jeżeli np. chodzi o bycie nauczycielem, z tego co wiem są ludzie, którzy zarabiają na tym całkiem dobrze (np. w prywatnych szkołach). Może to nie dziedzina / branża ale sposób pracy? Czasem problem nie polega na tym, że pasja jest „niedochodowa” tylko na tym, że człowiek boi się poszukać miejsca, w którym jest bardziej dochodowa.

  5. Zbyszku, jest coś we mnie co chciałoby się z Tobą zgodzić, a coś co zostaje bardziej sceptyczne. Podoba mi się idea, że trzeba robić co się lubi, nie oglądając się na pieniądze, mam ochotę jej przyklasnąć. Jednak, podobnie jak Marzena, mam duże wątpliwości co do twierdzenia: „pieniądze prędzej czy później się pojawią”.
    Pisałeś kiedyś, że masz jakąś smykałkę do zarabiania i przedsiębiorczości od dzieciństwa. Myślę, że wielu ludzi takiej smykałki jest pozbawionych… Myślę też o artystach w bardziej potocznym rozumieniu tego słowa – poetach, malarzach. Jakże rzadkie są historie o malarzach krezusach, czy też zamożnych poetach? Najwięksi artyści często byli doceniani (a ceny ich dzieł znacznie wzrastały) dopiero po śmierci…
    Dobrze jest promować przedsiębiorczość i odwagę w realizacji własnych pasji, ale wydaje mi się, że postawa „pieniądze się zawsze pojawią”, jest trochę naiwna, czy to nie jest mydlenie oczu ludziom?
    Kiedyś opowiedziałeś historię o człowieku, który podawał obiad zawsze z piętnastuminutowym opóźnieniem. Po roku okazało się, że w tym czasie, tych piętnastu wyrwanych minut, napisał książkę. Może czasem tak jest lepiej – swoje pasje realizować po godzinach, uczciwie wykonując swoją, choćby i najemną pracę w czasie na nią przeznaczonym? Może powinno się pamiętać, że każdy ma swoją drogę?

    • Masz rację Czara. To duży skrót, że „pieniądze zawsze się pojawią”. Czasem się nie pojawią i wtedy człowiek może mieć tylko satysfakcję, że przeżył cenne życie. Czy to, że było biedne tak bardzo będzie mu wtedy przeszkadzać? Czy będąc starcem ktoś z nas będzie wspominał jak wygodny był samochód, którym dojeżdżał do swojego wygodnego biura? A może będzie raczej myślał o tym, co dobrego dla świata zrobił. Nie chce mówić, że pieniądze nie są ważne. Ale czy to takie przerażające, że możesz ich nie mieć?

      Druga kwestia. Tak, w życiu trzeba robić wiele rzeczy. Na niektóre człowiek nie ma ochoty. Ale co powiedzieć o życiu kogoś, kto 80% swego czasu czuwania przeznacza na rzeczy, którymi się nudzi lub nawet brzydzi, przez 10% stara się nie myśleć o tym, jak głupie rzeczy robi, a przez pozostałe 10% dłubie sobie coś na boku? I to tylko dlatego, że ktoś mu wmówił, że potrzebuje samochodu, domu i telewizora wielkiego jak ściana. Gdzie jest granica? Czy 20% czasu byłoby ok? 30%? 50%? To trochę tak, jakby targować się z diabłem.

      Gdy idziesz za tym, co cię pociąga rozwijasz się, akumulujesz umiejętności. Możesz panikować: o Boże, to jest przyjemne, ale ja nic nie zarabiam! Spokojnie. Dostajesz coś większego niż pieniądze. Jak nie spanikujesz, okaże się, że każda chwila jaką poświęciłaś na działanie z pasją zwróci się. Tak, czy inaczej. O tym chyba mówił kiedyś Steve Jobs – http://www.youtube.com/watch?v=D1R-jKKp3NA. Dlaczego nie możemy naśladować takich ludzi jak on, a naśladujemy naszych wujków, ciotki i innych mędrców, którzy „wiedzą jak trza żyć”? Dlatego, że jesteśmy głupsi od Jobsa? Nie wierzę w to.

      A ten człowiek, który napisał książkę czekając na obiad, na co dzień zajmował się pisaniem książek. Nie ma pisarzy, którzy by coś napisali cennego pracując tylko przez 15 minut. Absolutne minimum to jakieś 2 godziny posiania, do tego potrzebujesz jeszcze czas na zbieranie informacji, ćwiczenia, korektę. Przez 15 minut dziennie to można napisać pamiętnik, a to coś nieco innego. Pozdrawiam 🙂

  6. Tak zrozumiałam tę historię o pisarzu, że to była tylko metafora 😉 Podkreślam, że z jednej strony się zgadzam (zresztą w tym momencie nie mam wyjścia;), z drugiej strony jednak… Nie mam samochodu, domu (oczywiście nie jestem bezdomna), nie mam telewizora i nie pragnę tych rzeczy, ale… tak! To jest przerażające: nie mieć pieniędzy! Życie bez comiesięcznego „bezpiecznego” wpływu na konto jest naprawdę stresujące. Nie chodzi nawet o dobra materialne, można chodzić w jednej parze butów, kupować tańsze jedzenie… Ale jak realizować swoje pasje, kiedy nie można wyjść np. do kina, do teatru? Może to prozaiczne co piszę, ale życie nie składa się tylko z wizji i poezji…

  7. Byc artysta w pracy, swietny temat. Z moich doswiadczen wynika ze latwiej zrobic z pasji prace niz z pracy pasje. Zgadzam sie ze jesli czlowiek ciezko pracuje to predzej czy pozniej o ile madrze pokieruje swoim zyciem oraz skorzysta ze wszystkich okazji i mozliwosci prawie kazda pasje mozna zamienic w prace (niekoniecznie dochodowa ale to inna sprawa). Mnie zajelo to 5 lat od skonczenia studiow do momentu gdy zaczelam pracowac na wlasny rachunek z tym co najbardziej lubie ale w miedzy czasie musialam wykonywac wiele roznych prac ktore nie byly moja pasja… Czulam sie tak jakbym wciaz nie byla na wlasciwym miejscu i jakby te inne prace przeszkadzaly mi w realizowaniu mojej pasji, to wlasnie bylo troche jakbym uwazala moja „glowna prace” za strate czasu a dlubanie sobie czegos po godzinach za cos co jest wazne i „na prawde”. Teraz jestem w dokladnie takiej samej sytuacji, po przeprowadzce i zamknieciu dzialalnosci znow musze zaczynac od nowa wykonujac prace ktora nie jest zwiazana z moja pasja ” w oczekiwaniu na..” to az bede mogla znow utrzymywac sie z tego co sprawia mi przyjemnosc ale na to trzeba niestety zapracowac i nie dzieje sie to z dnia na dzien.
    I teraz znow wracam do Pana artykulu: jak sprawic by nie pasja stala sie praca lecz obecna paca pasja, jak sprawic, zeby stac sie arysta w pracy, jak wykonywac swoja prace ktora nie jest pasja z zaangazowaniem? Czy mozna w jakis sposob zmienic swoje nastawienie, mysli tak aby prace ktora nie jest pasja wykonywac z pasja, tak aby miec poczucie ze robi sie cos wartosciowego, co pozytywnie wplywa na zycie innych ludzi. Chcialabym aby nie tylko moja pasja ktora mam „po godzinach” sprawiala ze zyje, ja chce zyc tu i teraz, nawet kiedy wykonuje prace ktora moja pasja nie jest – to chyba najtrudniejsze zadanie a na pewno o wiele trudniejsze niz chodzenie do pracy ktora jest rzeczywiscie jest pasja. Spojrzmy prawdzie w oczy – nie kazdy i nie w kazdych okolicznosciach moze realizowac w pracy swoje pasje, ja na przyklad wiem ze zajmie mi znow kilka lat zanim bede „na pelny etat” utrzymywac sie z tego co lubie robic ale nie chce aby te lata lub miesiace spedzone w innej mniej pasjonujacej pracy „byly forma przetrwalnikowa” , wyczekiwaniem az „to sie skonczy” i zaczne zyc na prawde. Ja chce czuc ze zyje nawet wtedy kiedy robie cos co nie sprawia mi tyle radosci co praca na wlasny rachunek. I nawet mimo tego, ze wykonuje te prace z zaangazowaniem to wciaz mam poczucie ze „prawdziwe zycie” toczy sie obok. Czy ktos wie dlaczego tak jest? Co moze to zmienic? Jak to zmienic. ? I wciaz uwazam ze latwiej zamienic pasje w prace niz odnalezc pasje w pracy ktora nie jest pasja :)) To trudna sztuka.

  8. świetny tekst. niedawno po wielu latach uświadomiłam sobie że jestem artystą od zawsze i że to wcale nie jest złe. że nie mam przewrócone w głowie tylko myślę czuje i słyszę i widzę więcej. chce tworzyć i jestem o wiele szczęśliwsza że wiem w końcu kim jestem…szkoda tylko że tak późno i że słowo artysta tak szkodzi artyście… ale mam jeszcze czas…

  9. To już równo n-ty Twój tekst, Zbyszku, który uświadamia mi, że świat i ogólnie życie nie są dla mnie 🙂 (albo ja dla świata, wszystko jedno). Dziękuję.
    A tak serio, muszę se jakęś blokadę rodzicielską na EW założyć, bo z tego zaczyna się robić jakiś durny masochizm.
    Pozdrawiam.

  10. Jestem artystą malarzem i grafikiem. Od zawsze byłem bezrobotny, pomijając stosunkowo krótki okres kiedy prowadziłem jednoosobową firmę poligraficzną. Nawet w tym okresie nie
    było zbyt różowo i musiałem zrezygnować z powodów finansowych.W tej konkretnie profesji są potrzebne ogromne pieniądze, a ja nie chciałem się zadłużać aby rozkręcić interes.A powracając do sedna tematu tej dyskusji ,to uważam ,że jest bardzo ważna.
    Istotnie naszej pracy zagrażają maszyny i wytwórczość taniego, bez przyszłości żywioł ludzkiego np. uboga ludność chińska.W tej sytuacji artysta za jakiego się uważam musi pilnie uważać aby jego prace były niepowtarzalne i nietuzinkowe
    zarówno w zakresie techniki jak i tematów.

  11. Szukam właśnie siebie. Błądząc w labiryncie wątpliwości i lęków, wyszukałem tę stronę. Nie myślałem nad tym, czy artykuł był za długi, czy za krótki. Z pisaniem tak to już jest, że chce się przekazać wszystko dokładnie, co nierzadko równa się temu, że i obszernie. Poezja oparta jest na symbolice i oczywiście, duża to sztuka, opanować ją na tyle, żeby znaczenie użytych w niej symboli było łatwe do odczytania. Nie zawsze to jednak wystarczy. I w tym przypadku czuję, że wszystkiego jest w sam raz. A rady bardzo pomocne. Problem w tym, że zazwyczaj łatwiej jest czytać, myśleć, a nawet mówić, niż coś zaimplementować…

Zostaw komentarz