Czy naprawdę tego chcesz?

Czy wiesz już, o czym marzysz? Jacht, Ferrari, rezydencja nad morzem, wywiady, piękne kobiety i inne tego typu rzeczy? Jesteś pewny, że to twoje marzenia? Co byś powiedział, gdyby się okazało, że to wcale nie są twoje marzenia? Że ktoś cię zaprogramował?

Może ten człowiek ma trochę racji:
httpv://pl.youtube.com/watch?v=NRzn6jIAiXw

Pozornie żyjemy w czasach indywidualizmu i wiary w siebie. Ciągle słychać „możesz wszystko, wystarczy chcieć, możesz mieć najwspanialszy samochód, dom jaki sobie wymarzysz, możesz stać się kim chcesz, nawet z pucybuta możesz zostać milionerem”. Czy naprawdę nasza kultura zachęca do tego by mieć marzenia?

Ponoć Henry Ford powiedział: „każdy może mieć Forda w jakim chce kolorze, pod warunkiem, że będzie to czarny”. Co prawda, Fordy już dawno produkowane są w znacznie szerszej gamie kolorystycznej, jednak rynek ciągle działa na tej zasadzie. Nie tak dawno, starą formułą Forda posłużyła się firma Pepsi. „Bądź sobą – wybierz Pepsi”. Być sobą, znaczy wybierać to, co się chce. Nie jesteś sobą, gdy wybierasz to, co ci każą. Wybierz co chcesz, pod warunkiem, że będzie to pepsi? Nie jest jednak tak źle, skoro szybko się okazało, że slogan nie tylko nie pomógł w sprzedaży, ale ją obniżył. Młodzi ludzie wyczuli fałsz i przerobili hasło na bardziej prawdziwe : „Bądź sobą pie….. Pepsi”.

Pepsi zmieniła hasło, ale nie zmieniły się zasady działania rynku. Gdy produkujesz coś masowo, nie możesz zaspokoić wszystkich możliwych marzeń. Lepiej sprawić, by ludzie chcieli tego, co akurat produkujesz. Ich pragnienia powinny być zgodne z katalogiem opracowanym przez marketingowców. I ta strategia działa. Teoretycznie możesz wszystko, ale komu by się chciało chcieć na własną rękę?

Ciągle spotykam młodych ludzi, których pragnienia są tak powtarzalne, przeciętne i typowe, jakby ktoś im rozsyłał je pocztą. Wypisują je w CV, które czytam, jako ich potencjalny pracodawca:

Mój cel: zdobyć dobrą pracą, która umożliwi mi w pełni wykorzystać możliwości.

Czasem im mówię:
– No dobra, to było formalne CV, a teraz powiedz mi, czego, tak naprawdę chcesz?
– No…, zdobyć dobrą pracę
– A potem zbudować dom pod miastem, kupić dobry samochód, mieć wspaniałą żonę i zdolne dzieci?
– Skąd wiesz?

Nie wierzę w takie marzenia. Te prawdziwe są wyjątkowe i unikalne jak odciski palców. Mają zapach, aromat, wibrację…. Kiedyś, w czasach PRL-u, gdy nie było czekolady, można było dostać „wyroby czekoladopodobne”. Do ich produkcji nie było potrzebne deficytowe wtedy kakao. Z zewnątrz czekolada „czekoladopodobna” wyglądała całkiem dobrze. Ten sam kolor i rozmiar. Ale wystarczyło powąchać. Zapachu nie miała żadnego. Ze smakiem nie lepiej. Ale dzieciaki jadły tą niby-czekoladę. Z prostego powodu. Wielu z nas nigdy nie próbowała czegoś innego.

Ile razy słyszę sztampowe, wyprane z zapachu i wyobraźni marzenia, przypominam sobie o tych produktach „zastępczych”. Ostatnio byłem w pijalni czekolady Mount Blanc. Do esspresso dostałem trzy małe czekoladki. Gorzka, czarna kawa i słodka, aksamitna czekolada. Rozpiętość naszych kubków smakowych to cudowna rzecz. Wyszedłem w doskonałym nastroju.

Ale pojawiła się jeszcze jedna rzecz. Poczułem nieoczekiwanego sojusznika rynku. Poczucie winy. Zapłaciłem dużo. Może powinienem zadowolić się czymś tańszym? Bardziej skromnym. Wyrzeczenie i brak pragnień – czy nie to jest rzeczą najbardziej szlachetną?

Rollo May (wielka postać w psychologii) w swojej książce „Miłość i wola” relacjonuje słowa niejakiego Ojca Williama Lyncha – księdza i terapeuty. Lynch mówi:

Bóg cieszy się, kiedy człowiek czegoś pragnie (Good exults when man comes through with a wish of his own).

Chodząc od dawana do kościoła i uważnie wsłuchując się w to, co tam mówią, miałem wrażenie, że ideałem jest człowiek bez pragnień. Człowiek, który osiągnął obojętność wobec świata i siebie. Jest ponad tymi przyziemnymi sprawami. A tu takie odkrycie: nasze pragnienia są dobre. Bóg cieszy się, gdy czegoś pragniemy i gdy może nasze pragnienia spełnić. Jest rozczarowany, gdy w imię pobożności, czy dostosowania się do innych negujemy swoje prawdziwe pragnienia. Jest rozczarowany, gdy nasze prawdziwe pragnienie zastępujemy zgodą na to, co mamy i to, co nam dają. Jest smutny, jak rodzic, który chciałby obdarować dziecko, ale nie może, bo ono ciągle mówi mu: „nie, nie chcę”.

Kluczem do szczęścia nie jest tłumienie swoich pragnień. Żyjemy, póki mamy w sobie pragnienia. Autentyczne pragnienia. Płynące z serca, a nie z telewizji.

[ratings]

6 komentarzy

  1. Zbyszku, bardzo podoba mi się twoje podejście do marzeń, pragnień, sekretów, itd. Twoje przemyślenia i rady są o wiele głębsze niż wiele z tego, co czytam u różnych „guru” produktywności, sukcesu i szczęścia. A w tym artykule poruszasz bardzo ważny temat – wielu z nas nie potrafi określić czego pragnie, czego chce, korzystamy więc z gotowych wzorów. I jest to o tyle łatwiejsze, że te wzorce są wzmacniane przez społeczeństwo. Trzeba odwagi by wyjść poza to. Oby coraz więcej ludzi to robiło. pozdrawiam 🙂

  2. Woow, bardzo inspirujący tekst, dający dużo do myślenia. Zbyszku, czy chciałbyś podzielić się z nami swoimi prawdziwymi marzeniami?

  3. Doskonały punkt widzenia! Rzekłbym – ożywczy 🙂

    W jednym się z Tobą nie zgodzę. Absolutnie nie uważam, że żyjemy w czasach indywidualizmu. To tylko powierzchowne wrażenie.

    Tak naprawdę nigdy wcześniej w historii nie było takiej homogenizacji umysłów, poglądów, wartości, aspiracji jak obecnie.

    Prosty przykład z mojego życia:

    Kiedyś uwielbiałem książki J.R.R. Tolkiena. Jako nastolatek byłem kompletnie urzeczony jego fantastyczną wizją.

    Miałem w głowie kompletną i unikalną na skalę wszechświata wizualizację Śródziemia i istot je zamieszkujących, każdego bohatera również.

    I pewnego dnia popełniłem błąd – poszedłem do kina na „Władcę Pierścieni”.

    I co się stało?

    Moja wyobrażona wizja bajkowego świata została stłamszona przez obraz i dźwięk płynący z kinowego ekranu.

    Kiedy myślę o Gandalfie, widzę Iana McKellena.

    Zdałem sobie sprawę, że zostałem okradziony przez tzw. kulturę masową z mojej własnej wizji. To samo stało się z milionami innych ludzi. Wszyscy mają w głowach tą samą wizję.

    Potworne. To na pewno nie jest indywidualizm.

    To samo dzieje się w pozostałych dziesiątkach tysięcy przypadków – te same książki z list bestsellerów, te same filmy w TV i kinie, ta sama muzyka z toplisty i radia…

    Zero indywidualizmu.

    Ja oczywiście musiałem się zbuntować. 🙂

    Czytam, oglądam i słucham rzeczy, o których nikt z moich znajomych nigdy nie słyszał.

    Nie oglądam TV. Nie słucham radia. Nie czytam gazet.

    Pielęgnuję swoją indywidualność.

    Bardzo dobrze przekłada się to także na biznes. Jeśli posiadasz prawdziwą indywidualność, to jesteś w stanie oferować ludziom naprawdę unikalną wartość.

    Dzięki Zbyszku za natchnienie, już dawno nikt nie skłonił mnie do napisania tak obszernego komentarza 😀

    Pozdrawiam serdecznie,
    Wojciech 🙂

  4. Ciągle słychać „możesz wszystko, wystarczy chcieć, możesz mieć najwspanialszy samochód, dom…….Tak jest. Można mieć wszystko lecz ludzie czy też pojedyncze jednostki składające się na całą naszą społeczność nie wiedzą czego chcą dlatego tez mają to co im się podsunie lub przydarzy :-)Zdają sie na ślepy los a później okazuje się że ich życie jest – jakieś takie – nie takie. Hm – pytanie. Czego pan/ni chce otrzymać od życia które to przelatuje przez palce? Bardzo często następuje chwila zastanowienia która przedłuża się w nieskończoność. Jak pani/pana życie powinno wyglądać – podpowiadam? Nie wiem – słychać odpowiedź. Czyż to nie mówi nam wszystkiego.

  5. Mocny filmik, który otwiera oczy. Ale można też odnieść wrażenie, że może ten człowiek szydzi ze wszystkiego bo sam chciałby mieć to co oni mają.

  6. zajefajowy film!:)

Zostaw komentarz