Ten sam dzień…

Gdy zadzwonił budzik było ciemno. Przestawiłem na piętnaście minut później. Znowu ciężka noc. Dzieci płaczące z powodu nocnych koszmarów i budzące się od kataru. Co chwila trzeba wstać, przykryć, uspokoić. A potem, gdy człowiek zaczyna wreszcie spać, pobudka. Ból w skroniach. Zmiana bandażu na ręce. Szwy jak u zombie. Na zewnątrz zimno, nie chce się nigdzie iść. W pracy na stole stos książek i porozkładane bez składu notatki. Zacząłem pisać. Ale po chwili pomyślałem, że potrzebuję programu do robienia konspektów. Przez dwie godziny szukałem w internecie a potem konfigurowałem. Gdy wreszcie usiadłem do pisania, okazało się, że brak mi kilku informacji. Przeszukiwanie artykułów i książek. Coraz mocniejsze poczucie, że nic mi się dziś nie udaje. Wyszedłem z pracy czując, że odniosłem porażkę. Było znacznie cieplej niż rano. W zasadzie gorąco. Doszedłem do domu spocony i zmęczony. Gdy usiadłem na chwilę w fotelu, najmniejsza przyszła na czworakach. Wstała, chwyciła się nogi i podryguje, czekając aż wezmę ją na ręce. Starsza też wymaga uwagi. Trzeba wyciągnąć farby i chronić przed wymalowanie wszystkiego wokół.

A w głowie, co pewien czas myśli: zmarnowany dzień; nie udało się zrealizować planów; muszę bardziej się starać; ciągle w tym samym miejscu; jestem bezproduktywny…

Wreszcie poszły spać. Siedzę zmęczony i zniechęcony na sofie. Przez chwilę trzymam w ręku pilota. Włączyć kolorowe obrazy i nie myśleć. Po takim dniu trochę dryfowanie dobrze mi zrobi. Jednak wyciągam z torby kwartalnik, który noszę z sobą od dawna licząc, że znajdę gdzieś po drodze czas na czytanie. Na ostatniej stronie jest wiersz. Rosemery Wahtola Trommer, mama – poetka, pisze:

W chwilach przed zaśnięciem

Co dziś osiągnęłam?
Zamek z krzeseł i poduszek
zbudowany wspólnie z moim chłopcem.
Pełzanie wewnątrz niego a później rozbieranie.
Jeszcze. Jeszcze.
Wspólne szukanie źródła słodkiego zapachu
bez dotarcia do kwiatu, z którego pochodził.
Wspólny popołudniowy piknik z ciastem z mango i truskawek
pokruszonym na kuchennej podłodze.
Umyte talerze.
Nasze poszukiwania szparagów pod wiśniami, daremne.
Tory naszej drewnianej kolejki z ośmioma pętlami i trzema wzgórzami,
rozmontowane i zapakowane do pudełka.
Jego zęby wyszczotkowane, moje zęby wyszczotkowane.
Nasze ubrania złożone w stos by jutro je uprać.
Miłość tak silna, łamiąca klatkę
jaką stała się moja ochota na lot,
oswajająca nadzieję na wolność zrobienia spisu rzeczy do zrobienia,
odwracająca mnie od małego ja do wielkiego,
mały dar za małym darem*.

…widziany inaczej

Co ja dziś osiągnąłem? Nagle widzę swój dzień. Ale już nie z perspektywy:

  • Jak daleko do moich celów?

ale z perspektywy:

  • Co cennego dziś się wydarzyło?
  • Co cennego dziś dostałem?

W nocy możliwość bycia blisko dziecka. Okrywania go i uspokajania. Wsłuchiwania się w jego oddech. Potem możliwość wstania o piętnaście minut później. Także możliwość czucia swojej kruchości i cielesności, gdy bandażowałem rękę. Potem możliwość szukania nowych sposobów pracy i przeglądania nowych książek. Dostałem uwagę innych ludzi. Ich chęć słuchania i mówienia. W domu możliwość działania bez oglądania się na to, jak się czuję. Dotyk rączek dziecka, wdrapującego się na kolana. Jego miny i gaworzenie. Zapach farby zmywanej z małego, czerwonego stołu. Bycie potrzebnym. I nawet to, że tego wszystkiego nie do końca byłem świadomy. Po raz kolejny poczułem jak wiele zależy od sposobu patrzenia i jak ważne jest pamiętanie o wdzięczności.

Dociera do mnie, jak wiele dostałem. Jak bardzo zostałem obdarowany.Jakbym wyszedł z egzaminu, przekonany, że oblałem, a tu okazuje się, że zdałem celująco. Dostałem więcej niż to, na co zasługuję. Znacznie więcej niż sam dałem. Zasypiam przepełniony wdzięcznością.

Ćwiczenie: lista rzeczy za które czuję się wdzięczny

Jest przynajmniej kilka ćwiczeń, które mogą nas nauczyć życia w teraźniejszości. Mam nadzieję, że uda mi się je z czasem je opisać.

Dziś bardzo proste, ale ważne ćwiczenie.

Usiądź wieczorem i zrób listę. Spisz wszystko, co dzisiejszego dnia dostałeś. Wszystko, to, za co możesz być wdzięczna. Codziennie przez dwa tygodnie, każdego dnia spisz minimum pięć rzeczy. Każdego dnia inne. To może być cokolwiek. Sprawy małe jak i duże. Ludzie, wydarzenia, przedmioty, twoje osiągnięcia, talenty i uzdolnienia… Kto wzbogacił twoje życie? Pomyśl o nieznajomych, bliskich, współpracownikach, sąsiadach, dalekich znajomych, spotkanych nieznajomych, ludziach których nigdy nie poznasz … Możesz pomyśleć także o zwierzętach, krajobrazach, miastach, ulicach,…

Np. dziś mogę napisać na swojej liście, że jestem wdzięczny za:

  • to, że udało mi się wcześnie wstać,
  • kolory nieba jakie widziałem idąc do pracy,
  • smak i zapach porannej kawy,
  • komentarze na moim blogu,
  • muzykę, którą mogłem słuchać przy pracy (podcasty z KEXP oraz Radia Tres)

Oczywiście można spisać więcej pozycji. Idealnie jest założyć zeszyt i codziennie poświęcić dziesięć, piętnaście minut na spisywanie tego wszystkiego, co dziś dostaliśmy.

Ważne by robić to regularnie przez kilkanaście dni. Buduje się w nas wtedy nawyk. Dzięki niemu nasz świat staje się inny.

Jeżeli nie jesteś w stanie znaleźć w sobie poczucia wdzięczności nie staraj się go osiagać na siłę. Nie staraj się wzbudzać w sobie żadnych odczuć. Zamiast tego po prostu poszukaj rzeczy, które dostałaś bez swojego wkładu. Od innych ludzi, od losu, od Boga czy od natury. Każdy dostaje takie rzeczy. Gdy człowiek je sobie uświadomi, z czasem poczucie wdzięczności samo przychodzi.

To nie chodzi o to by coś zmieniać w swoich uczuciach. Chodzi tylko o to, by zmusić swoją uwagę do nieco innego patrzenia na świat. Takiego, które dostrzega dzisiejsze dary. Wystarczy uważnie się rozglądać. .

Warto to umieć. Często codzienne zmagania zajmują nam tyle czasu i energii, że gdy już uda nam się zrealizować marzenia, nie jesteśmy w stanie się tym cieszyć. Przez te lata walki staliśmy się do tego niezdolni. Gdy przez pół życia nie dostrzegłeś niczego, z czego można było by się cieszyć, nie będziesz czuć radości, gdy przyjdzie ten wielki dzień. Ciągle będziesz rozglądać się za czymś innym.

Są ludzie będący w bardzo trudnej sytuacji. Tacy, którzy muszą się solidnie nagimnastykować by znaleźć pięć rzeczy, za które można dziękować. Ale nie ma ludzi, którzy niczego nie dostają. Każdy z nas, nawet w najtrudniejszej sytuacji dostaje wiele rzeczy. Corrie ten Boom, której rodzina została wysłana do obozu koncentracyjnego za ukrywanie Żydów, wspominała, że dziękowała za pchły w jej baraku, bo dzięki nim strażnicy trzymali się nieco w oddaleniu, co dawało im nieco prywatności i pozwalało na praktyki religijne. Jeżeli tam można było czuć wdzięczność, jak można nie znaleźć niczego w naszym codziennym, pełnym wygód życiu?

Nawet, jeżeli wydaje ci się, że twoje życie jest bez sensu i nie możesz doczekać się zmiany, warto uczyć się wdzięczności. Choćby, dlatego, by ciągle być zdolnym do jej czucia, gdy wreszcie wszystko się odmieni.


* To dosyć kiepskie (moje własne) tłumaczenie. Niżej wiersz w oryginale.

Wiersz pochodzi z tomiku: Holding Three Things at Once. Rosemerry Wathola Trommer

In Moments Before Sleep

What did I achieve today?
Built forts with my boy
out of chairs and couch cushions,
Crawled inside then tore them down.
Again. Again.
Chased together the scent of something sweet,
never finding the flower from which it came.
Shared a mid-afternoon picnic of mango and strawberry crumble
sprawling on the kitchen floor.
Soaked and cleaned the dish.
Our search for asparagus beneath cherry trees, thwarted.
Our wooden train track with eight loops and three hills
disassembled and boxed and stowed.
His teeth brushed, my teeth brushed.
Our clothes in the pile to be washed tomorrow.
Love so strong it broke the cage
that my taste for flight had become,
tamed my hope for freedom to do the to do list,
turned me from the one self to the huge self
small gift by small gift.