Gdy masz ochotę się wycofać

Zawsze jest zbyt wcześnie na to by się poddać. Jason Kidd
Wycofuj się tylko wtedy, gdy odniesiesz sukces. David K. Reynolds

Znowu nowa firma

Mam znajomą, która jakiś czas temu wpadła na nowatorski pomysł. By go zrealizować założyła firmę i rozpoczęła działanie. Potrzebowała na początek kilku klientów i niewielkiego zainteresowania mediów. Pogratulowałem jej odwagi i życzyłem sukcesów. Po kilku tygodniach, skontaktowałem się i zapytałem, co z firmą. Powiedziała:
– Wiesz, siedzę już w czymś innym. Lepszy target i lepszy produkt.
– Ale co z tamtym pomysłem?
– Już mnie tak nie ciągnie.
– Ale jakie efekty? Czy udało ci się to, co miałaś w planach?
– To było nieco trudniejsze niż myślałam, doszłam do wniosku, że szkoda czasui i wysiłku. Może coś jeszcze z tego będzie, ale teraz skupiam się na czymś innym.

Faza pierwsza: w pełnym słońcu

Większość naszych projektów, zaczyna się w słońcu. Wpada nam do głowy jakiś nowy, rewolucyjny pomysł. Nie możemy przestać o nim myśleć. Wymyślamy nazwę firmy, rejestrujemy domenę, dopracowujemy biznes plan, wymyślamy logo, chwalimy się znajomym.… To może wyglądać inaczej, ale zapewne znasz gorączkę nowości.

Dobrze czuć radość, ekscytację, wierzyć, że podbijesz świat, że nikt jeszcze czegoś takiego nie widział, że ludzie przysiądą z wrażenia, że głodne masy czekają tylko na ciebie. Do pewnego momentu łatwo jest działać z energią.

Ale przychodzi chwila, by pokazać to ludziom.
Wspaniale, gdy są zachwyceni i wszystko dzieje się tak, jak sobie człowiek wymarzył.
Ale bardzo rzadko tak jest.

Faza druga: smuga cienia

Niestety, większość projektów, w którymś z momentów wchodzi w smugę cienia. Pojawiaj się trudności. Głodne masy się nie rzucają. Ludzie nie mdleją. Klienci nie walą oknami. Nikt nie prosi cię o to byś przyjął wyższe stanowisko. Twoje cv nie robi zbyt wielkiego wrażenie i nikt nawet nie raczy się z tobą skontaktować. Waga nie spada tak szybko jak to miało być. Nie osiągasz takich wyników…

No może nie jest najgorzej, ale daleko nie tak, jak byś chciała czy chciał.

Tego, co czujesz, pewnie nie nazwałbyś zniechęceniem. Ani tym bardziej rozczarowaniem. Tylko jakoś dziwnie straciłeś miętę do projektu. Już nie jest tak atrakcyjny.

Przestało świecić słońce. Twój projekt znalazł się w smudze cienia.

W smudze cienia jest nudno, niewygodnie, nieprzyjemnie, duszno, nieco smutno. Bez polotu. Gdzieś tam w środku, coś ci być może mówi: nie liczysz się, nie uda ci się, może to wszystko jest bez sensu.

Ucieczka ze smugi cienia

Nikt nie lubi być w smudze cienia. Po co tam tkwić, skoro jest dobre i szybkie wyjście? Jesteś osobą kreatywną, szybko możesz wymyślić coś nowego i lepszego. Zamiast się męczyć, możesz zacząć pisać nową, lepszą książkę, możesz założyć lepszą firmę, możesz założyć nową stronę, możesz zacząć ćwiczyć coś innego, możesz posprzątać, itp.

To idealne rozwiązanie. Porzucasz smugę cienia i wracasz do świata słońca. Znowu wierzysz w siebie i sens tego, co robisz. Nie musisz się męczyć z wątpliwościami, nudą i niewdzięcznym robieniem poprawek.

Dobrze-się-zapowiadacze

Tyle tylko, że jeżeli choć raz zgodzisz się uciec ze smugi cienia, do końca życia będziesz czuł taką pokusę.

Jeżeli pozwolisz, by nowy, fascynujący projekt zajął miejsce tego starego i nudnego, ryzykujesz, że staniesz się kolejnym dobrze-się-zapowiadaczem. Będziesz zostawiać za sobą, niedokończone, dobrze rokujące projektu. Szkice i drafy. Strony bez treści z dumnymi zapowiedziami. Nic nie znaczące, zarejestrowane nazwy firm.
Ale nie widzisz tego, co zostaje za tobą, bo myślami jesteś przy następnej rzeczy. Wydaje ci się większa i bardziej pasjonująca. Jak to powiedziała moja znajoma „lepszy target, lepszy produkt” (cokolwiek to znaczy).

Nie wychodź ze smugi cienia – niech ona wyjdzie

Gdy pojawia się smuga cienia, skuteczne działanie wymaga czegoś odwrotnego niż to, na co mamy ochotę.

Nie opuszczaj cienia. Nie uciekaj. Nie szukaj ulgi. Zostań w cieniu, tak długo jak trzeba. To nie ty masz uciekać. To ona ma ustąpić.

Czujesz zniechęcenie? I co z tego? Kto powiedział, że nigdy go nie poczujesz? Kto powiedział, że to taki ogromny problem?

Wytrzymasz czy zemdlejesz?

Moja córka – jak każde dziecko – czasem marudzi i rozpacza na byle czym. Kiedyś miała niewielką ranę na kolenie. Po prostu zdarta skóra. Nic wielkiego, rzecz chyba sprzed dwóch dni. W ogóle o niej nie pamiętała, do chwili gdy weszła do wanny. Musiało ją trochę zaszczypać. Zaczęła krzyczeć, płakać, stanęła na jednej nodze i kategorycznie stwierdziła, że nie pozwoli się umyć. Normalnie bym spełnił jej prośbę, ale tym razem byłem pewny, że przesadza.

Zapytałem ją:
– Boli cie?
– Bardzo, bardzo, bardzo
– A jaki to jest ból, czy taki jakby gryzł cię krokodyl?
– Nie…
– To może taki, jakby gryzł cię kotek?
– Nie.
– A może taki, jakby kotek chwycił cię pazurkami?
– Nie…

I tak doszliśmy do stwierdzenia, że jest to ból, taki jakby mała mrówka chodziła i trochę szczypała. Okazało się, że można go wytrzymać i umyć nóżkę.

Dorośli ludzie w taki sam sposób panicznie reagują na wewnętrzne, nieprzyjemne uczucia.
Gdy tylko poczują się nieco gorzej, zaczynają panikować:

– Och, nie zniosę tego, czuję się tak zniechęcony, tak przerażony, tak osłabiony …. muszę coś z tym zrobić.

I zamiast po prostu wytrzymać – coś co jest całkowicie do zniesienia – tracą czas na jakiś bzdury w stylu kotwiczenia, wprowadzanie się w trans, przepracowywania, itp. Zamiast pomóc, to tylko rozprasza ich siły. Przyjemniej jest zająć się swoimi wewnętrznymi stanami niż pracować będąc w strefie cienia. W efekcie dostajesz dobre samopoczucie, ale robota pozostaje niezrobiona.

Warto, gdy pojawia się w tobie potrzeba ulgi, zadać sobie pytanie:
-Czy naprawdę to taki wielki ból? Czy nie jestem w stanie go znieść?

Jeżeli masz coś do zrobienia, a ból i zniechęcenie jakie czujesz nie wywołuje katatonii, to po prostu to zrób.

Gatunek ludzki przestałby istnieć, gdyby ludzie nie potrafili działać mimo negatywnych doznań. Kobiety rodzą dzieci, mężczyźni się boksują, asceci głodują na pustyni, alpiniści znoszą ból głowy w rozrzedzonym tlenie, itd.

Smuga cienia ustępuje zawsze, gdy działasz. Im więcej wygody pragniesz, tym mniej masz realnych możliwości.

Ocena

To oczywiście nie oznacza, że wszystko, zawsze należy kończyć. I że bez względu na wszystko trzeba wytrzymywać zniechęcenie. Są projekty, które lepiej porzucić niż skończyć. Ale bądźmy szczerzy – to rzadkie przypadki. Jesteśmy cywilizacją twórczych, rozczulających się nad sobą ludzi i porażki częściej są efektem braku wytrwałości (nazywam to twardymi czterema literami) niż złych pomysłów.

Ile razy masz ochotę zająć się czymś nowym zadaj sobie pytanie, czy jest to:

  • Ucieczka, próba uniknięcia konfrontacji z przeciwnościami.
  • Działanie strategiczne, przemyślane i uzasadnione.

Gdy nie możesz tego znieść

Zanim podejmiesz się czegoś nowego (założysz nową firmę, zaczniesz pracę na nową książką, zaczniesz uczyć się kolejnego języka, itp.) sprawdź, co się dzieje w tym obszarze, z którego się wycofujesz.

Przychodzą mi na myśl cztery pytania:

  • Czy masz jasno zdefiniowane cele? Czy wiesz, co chcesz osiągnąć? Jeżeli nie wiesz, zawsze będziesz zniechęcony. Jeszcze raz przypomnij sobie co jest teraz twoim celem.
  • Czy te cele ciągle są ważne? Może już przestały. Może nigdy nie były dla ciebie ważne, bo pochodziły od kogoś innego. Nie odkładaj pracy, ale po prostu z niej zrezygnuj
  • Czy twoje cele i standardy są wygórowane? Czy naprawdę ludzie muszą zemdleć? Czy muszą o tobie pisać gazety? Czy musisz zdobyć tysiąc subskrybentów w ciągu miesiąca, czy musisz napisać książkę w ciągu trzech tygodni)? Obniż standardy tak by przystawały do twoich obecnych możliwości
  • Czy masz poczucie, że jesteś w stanie skutecznie poradzić sobie z przeszkodami, jakie się pojawiły? Może czujesz, że czegoś nie umiesz? W takiej sytuacji zamiast zmagać się ze zniechęceniem lepiej poprosić kogoś o pomoc, lub poświęcić trochę czasu na naukę.
  • 7 komentarzy

    1. Świetny artykuł. To znak czasów, że oczekujemy, że ma być dobrze (=przyjemnie) cały czas. Myślę, że Twoje przemyślenia można odnieść także do innych dziedzin aktywności ludzkiej, np. związków.
      Wytrwałość, dyscyplina, odpowiedzialność – szkoda, że nie praktykujemy tych cnót zbyt często.
      Pozdrawiam!

    2. Bardzo się cieszę Olu, że ci się podoba 🙂 Masz rację co do związków. Rzeczywiście. Wśród moich znajomych, jakiś czas temu przeszła plaga rozwodów. W przynajmniej trzech przypadkach jedno z nich stwierdzało: więzisz mnie / nie czuję się tak jak bym chciał/chciała / to nie jest zgodne z moim wyobrażeniem, itp. – i dlatego kończymy to. Tak, jakby podczas ślubu ktokolwiek mówił: „i zawsze będzie wam razem lekko, miło i przyjemnie. amen.” Odmowa konfrontacji z życiem. W efekcie ci „poszukiwacze szczęścia” w nowy związek wchodzili z tak samo głupimi oczekiwaniami. Obstawiam, że parę razy jeszcze z nich uciekną. Zostali kretynami/kretynkami jakimi byli wcześniej. Ci co zostali porzuceni we większości zrobili krok w stronę szczęśliwego życia. Jedna osoba gigantyczny. Po prostu nie mieli wyjścia i nie mieli gdzie się schować.

    3. Ciekawie, niebanalnie …..prawdziwie.
      Gratuluję bardzo „lekkości pióra” – naprawdę dobrze czyta się to, co napisałeś.
      Spotkałam się już z tematem wielokrotnie – ileż to szkoleń i dyskusji takowych było- niestety, zazwyczaj trenerzy podchodzili do sprawy …powiedzmy …na zasadzie wypunktowania teorii… podobnej do tej, którą opisujesz.
      Tak, teoria znana jest wielu – gorzej z praktykowaniem jej. Ludziom temat jest znany, doskonale wiedzą jak być powinno…i co najgorsze uważają, że stosują się w każdym calu do założeń… a potem przychodzi szara rzeczywistość więc…. ogon pod siebie i w długą :o)
      ….a nikt jak się rodzimy nie obiecuje nam, że będzie pięknie kolorowo i szczęśliwie… (ja w każdym razie tej części nie pamiętam 🙂 )
      Kolory zazwyczaj efektem są ciężkiej pracy, pracy również nad sobą- a i niepowodzenia są nam potrzebne – bo po nich jakże łatwiej docenić jest sukces. Przecież gdyby nie ta część życia „strefą cienia” przez Ciebie nazwaną, sukcesy, osiągnięcia- byłyby czymś tak zwyczajnym….
      Zupełnie docenić byśmy ich nie potrafili i w ten sposób pozbawiali się euforii i możliwości wykrzyczenia całemu światu
      TAK, UDAŁO SIĘ!!!
      Przypadkiem odwiedzona strona ale chyba częściej zaglądać tu będę.
      Pozdrawiam

    4. Tak, czasem trzeba po prostu wytrzymać. Jak nas boli, jak czujemy się źle, usiąść i zobaczyć co się w środku dzieje. Jak. Może dlaczego. Niekoniecznie, ale czasem warto. Ale nade wszystko, dać się zadziać temu uczuciu. Często uczucie jakoś mija, jak w twojej rozmowie z córką, okazuje się, że jesteśmy przewrażliwieni. Czasem przydaje się ktoś mądry u boku, kto wesprze i pomoże przejśc gorszy okres. Partner, przyjaciel, wspólnik…
      pozdrawiam Zbyszku 🙂

    5. @Iwono, witam serdecznie i dziękuję. Zapraszam, zaglądaj koniecznie. Najlepiej dodać się do listy sukbsrybentów i dostawać powiadomienie o nowych tekstach.

      Twój komentarz jest bardzo ciekawy. Dał mi wiele inspiracji. Rzeczywiście wiemy o tym, ale nam nie wychodzi. Przyczyną jest to, że nie znamy odpowiednich technik. Zabieram się do pisania tekstu „Trzy techniki pozwalające wytrzymać przeciwności”. Będzie o konkretach. Tekst pojawi się w sobotę. Mam nadzieję, że go przeczytasz i skomentujesz.

      Co do tego, czy rzeczywiście nikt nam nie mówi, że ma być tylko lekko, miło i przyjemnie… Oglądałaś ostatnio jakieś reklamy? Ciągle nam to mówią. Niby nie zwracamy uwagi, ale w tyle głowy zostaje oczekiwanie, że akurat w naszym przypadku, wszystko i zawsze ma być lekko i kolorowo.

      @Asiu, dziękuję za doskonały komentarz. Akceptująca świadomość bólu to zawsze narzędzie numer jeden. Dopiero gdy doświadczysz, możesz coś próbować robić, choć wtedy nie zawsze jest to jeszcze potrzebne.

    6. […] to czasem wysiłku, że czasem trochę poboli. Poboli, poboli i przestanie, czasem wystarczy chwilę wytrzymać. Często okazuję się, że było warto pobyć trochę dzielnym i nie uciekać natychmiast, […]

    7. Panie Zbyszku genijalny tekst! Właśnie zrozumiałem w jakim jestem położeniu a dokładniej w CIENIU znaczy smudze. Podany przykład doskonale odzwierciedla moje położenie.Tylko czy to jest wystarczajaca wiedza, aby nie zrezygnować, aby wrócić do tych ideałów. Nawet krótkotrwałe przebudzenie sie z tego cienia nie zmienia nic na dłuższą metę. Moje lęki i obawy powrócą, poddadzą pod kolejną próbę. Czy da się temu zaradzi w konkretny sposób, czy jest to może jednak długi i skomplikowany proces zminy samego siebie i walki ze swoimi słabościami?

    Zostaw komentarz