O słuchaniu impulsów do zmian i odwadze próbowania

14 komentarzy

  1. Przyznam się, że to część mojego projektu treningowego, który sobie ostatnio narzuciłem. W celowy sposób ćwiczę pewne rzeczy. Ale tak sobie pomyślałem, że może dla kogoś to będzie jakaś rozrywka i umieszczam. Jakieś komentarze może? Będę wdzięczny za te dobre i krytyczne 🙂

  2. Nie spodziewałem się takiego zwrotu akcji w połowie nagrania 😉 ale muszę przyznać, że wpłynęło to na mnie znacznie silniej, niż gdyby ta historia dotyczyła totalnie anonimowej osoby.

  3. Bardzo inspirująca historia, dzięki Zbyszku:)

  4. Absolutnie genialne nagranie. Gdyby nie ta cholerna habituacja, to odtwarzałbym to sobie codziennie:)
    Dzięki Zbyszku!

  5. Świetny filmik i inspirująca historia:) Dobrze usłyszeć, że warto ryzykować, warto robić coś ważnego. Twoje podejście do życia wydaje się bardzo mało popularne, wszędzie słyszę, że trzeba robić wszystko, żeby być tym szanowanym obywatelem. A Ty radzisz, żeby słyszeć muzykę i tańczyć:) Dziękuję!

  6. było to w stylu Martin Eden Jack London – super
    Czesiek Klim

  7. Skąd brać te siły do walki?Ja mam wrażenie, że stawiam sobie poprzeczkę wysoko i kiedy ją osiągnę to jestem tak zmęczona, że nie ciesze się już z działania, z tego co osiągnęłam. Z drugiej strony jak nie osiągam to co sobie założyłam lub inni mi wyznaczyli np. w pracy to mam wrażenie, że nie dałam z siebie wszystkiego. Ze jestem zbyt słaba, beznadziejna. Chyba już przestałam czuć inspiracje…

    • Dobre pytaniem. Jak połączyć inspirację z perfekcjonizmem? Jak odróżnić moją nienasyconą, perfekcjonistyczną część od zdrowej inspiracji? Doskonały temat, dziękuję Blublu. Pomyślę nad tym.

  8. Bardzo wam dziękuję za komentarz i bardzo się cieszę, że to nagranie wzbudziło tak pozytywne reakcje 🙂

  9. Dziękuje za nagranie. Ja bym tylko dodała trochę bardziej optymistyczne zakończenie tego nagrania. Prawda, gwarancji może i nie ma że osiągnie się to co się chce, ale ja czuję że osiągnę to o czym marzę. Działam w tym kierunku każdego dnia i, mimo że jest czasem ciężko i przychodzi małe zniechęcenie, to jednak powracam myślą do tego, dlaczego podjęłam się tego działania i energia (wewnętrzna 😉 wraca.

    Dziękuję za podzielenie się tą historią.

  10. Bardzo dobre podsumowanie! Ta informacja, ze nie zawsze moze sie udac,ale mimo wszystko warto robic WSZYSTKO, zeby poczuć pelnie.
    Zbyszku, nie wiem jak to robisz, ale z tekstem zawsze trafiasz w sedno mojej aktualnej sytuacji. Od jakiegos czasu krece sie w kolko probujac zdecydowac: czy dreptac w miejscu, czy probowac porwac sie na cos niesamowitego – cos, o czym zawsze marzylam. I zdecydowalam: nie bede stac w miejscu, choc tak byloby najwygodniej, pojde (a wlasciwie: pobiegne) do przodu – dziekuje 🙂

  11. Witam serdecznie 🙂 Zbyszku mówisz ” ..wstań i zrób to co czujesz…będziesz mieć poczucie że walczyłeś ,że żyłeś…” A co czuje przeciętny człowiek- lęk, że robi nie to co powinien.To już prawie jak obsesja.Nakręcanie na działanie jest wpajane już od małego dziecka. Rywalizacja,pogoń za sukcesem i bycie kimś wyjątkowym. A czy w życiu na pewno o to chodzi? Całe szczęście że Ty miałeś wewnętrzny impuls:)Poszedłeś za głosem serca. Myślę że wielu jest którzy nie słyszą swego głosu lecz ulegają presji otoczenia.
    Często chętnie by trwali tu gdzie są ale ich spokój mąci głos zewnątrz ” ..więcej,lepiej i jeszcze i dalej,inni mogą to ty też …itp…” Biegną,osiągają,próbują,zdobywają,prawie zatracają siebie i bliskich….i nic..to nie to…i koło w ruch,znowu nowe,znowu lepiej,znowu tu i tam…aż sil brak.
    A może więcej refleksji,może więcej kontaktu z WŁASNYM JA, może warto jeszcze raz przeczytać książkę Paulo Coelho „Alchemik”. Może warto sprawdzić czy to moje JA chce zmian i jakich, czy ulegamy presja OTOCZENIA? Dziś Ty też straszysz „..gdy nie zaczniesz działać grozi ci ,bycie szanowanym,nobliwym obywatelem….a co ci grozi jak zaczniesz działać,że przegrasz,dostaniesz po plecach…ale poczujesz że żyłeś….” W końcu i jedna i druga sytuacja jest życiem :)) A nie chodzi o to aby stać się ćpunem adrenalinowym 😉
    Pisałeś kiedyś Zbyszku ,że ta chwila która jest, dostarcza nam dużo możliwości… wystarczy się rozejrzeć.To prawda. Dziś zgadzam się z Tobą w jednym, że warto kierować się impulsem, inaczej nazywając WSŁUCHAĆ SIĘ W GŁOS SWEGO SERCA 🙂 I nie ma nic złego w byciu nobliwym obywatelem jeśli ktoś lubi. Pozdrawiam, uwielbiam Twoją szczerość:)

  12. Witam
    Mam wrażenie, że wiele osób godzi sie na rolę ,,nobliwego obywatela”,
    bo tak jest wygodniej…
    Być może jest to specyfika prowincji, a może
    każdego mniej lub bardziej zamkniętego środowiska. Istnieje jakby
    zasada: jesli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one.
    Chodzimy do Kościoła, bo tam nas widzą i naprawdę dobrze to wygląda.
    Idziemy komuś na rekę, bo on nam się kiedyś przyda. Nie mówimy głośno
    o swoich uczuciach, bo to nikogo tak naprawdę nie interesuje. A nasze
    poglądy? No lepiej, żeby były spójne z poglądami szefa czy sąsiadki.
    Wszyscy niemal żyją tak samo. Życie mija dzień za dniem i nikomu
    nie przyjdzie do głowy/a jak przyjdzie to równie szybko uleci/, żeby coś
    zrobić po swojemu, może naprzekór innym, może pod wiatr. Ale dla siebie,
    żeby poczuć wolność, czy zmianę…

    ,,Nobliwi obywatele” czasem godzą się na ten rodzaj stagnacji,
    bo jest ona pewna stabilizacją w życiu. Mam pracę. Utrzymuję rodzinę, przecież
    nie mogę rodziny narażać na takie ekperymenty…

    Ale są przecież i tacy co zaczynają już słyszeć odgłosy owej muzyki,
    że czasem uświadamiają sobie z wielkim bólem, że własnie ,,ślizgają sie ”
    po życiu, że tracą każdą godzinę, każdy dzień swojego istnienia. A mimo
    boją się zmian, nie potrafią ocenić czy te zmiany są słuszne, boją się
    takiego rzucania na głęboką wodę.
    Czy dla takich osób /takich jak ja/ jest nadzieja?
    Czy działać nade wszystkio i mimo wszystko?
    Czy daną sytuację adaptować do swoich możliwości?
    Pewne sfery te kłopotliwe zbywać, a spełniać sie w tych z którymi
    sobie radzimy lub w których jest nam dobrze? Naprzykład do pracy,
    która już nie daje satysfakcji chodzić tylko po to, żeby mieć za co żyć.
    A naprzykład w życiu prywatnym zadbać o spełnienie i wolność?
    A może półśrodek to tylko półśrodek i niespełnienie poznostanie niespełnieniem?

  13. podoba mi się stwierdzenie: „chciałbym opowiedzieć historię o pewnym człowieku którego dość dobrze znam, chociaż nie tak dobrze jak bym chciał”
    🙂

Zostaw komentarz