Jak przestałem być pieprzonym psychologiem?

1.

Kilka dni temu usiadłem, wyciągnąłem kartkę i postanowiłem stworzyć krótką prezentację na mój temat. Ludzie lubią, gdy przy twoim nazwisku coś widnieje. Zbigniew Ryżak – psycholog, trener, autor… Coś takiego dosyć często pojawia się przy moim nazwisku (z moją oczywiście pomocą).

Tak, nazywam się Zbigniew Ryżak (a przynajmniej niektórzy mnie tak nazywają). Ale czy jestem na przykład psychologiem? Owszem, skończyłem psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim i to z wynikiem bardzo dobrym. Jestem z tego dumny.

Ale czy to powód by dać sobie przylepić na czoło etykietkę psycholog?

Nie chcę jej. Dziękuję za te wszystkie skojarzenia, jakie za nią idą: maślane oczy, łagodny głos, czarne ciuchy, zniewieściałe maniery, rozmemłanie…. Dziękuję za pytania w stylu: Mam zdradzać czy nie? Jestem zdolny, ale nie mogę poradzić sobie z depresją, możesz mi szybko pomóc? Nie mam z kim pogadać, czy mogłabym ci napisać o swoich przeżyciach z dzieciństwa? Słyszę głosy, jak się ich pozbyć?

I wcale się nie liczy czy ktoś chce mi za to płacić czy nie. Są tacy, którzy chcą płacić za porady psychologiczne przez internet. Jacyś wariaci! To tak, jakby ktoś miał płacić za wąchanie obiadu. Jeżeli masz problemy, które wymagają porady terapeuty, przez internet nie da ci się pomóc. A jeżeli ktoś ci pomógł przez interent, to nie wymagałeś pomocy terapeuty. Kolega by wystarczył. Koniec, kropka. Chyba, że należysz do tych, którzy są najedzeni od samego wąchania.

Ale w moim przypadku nie chodzi o pieniądze. Nawet gdybym otworzył praktykę psychologiczną, co najmniej ¾ klientów wyrzucałbym na zbity pysk.

Nie możesz poradzić sobie z depresją?! Zawracaj tyłek komuś innemu koleś! Co ty myślisz, że mi jest lżej? Że nie mógłbym wyhodować w sobie czegoś podobnego, gdybym był tak leniwy jak ty?! Szukasz u mnie potwierdzenia, jaki to jesteś biedny i schorowany, a weź się stąd zabierz…

Mąż cię zdradza? I co myślisz, że jak się wypłaczesz to będzie ci łatwiej?! Wywal go w z domu i nie zawracaj ludziom głowy!

Sami widzicie. Średnio nadaję się do tej roli.

Nie, nie jestem psychologiem. Kocham psychologię, ale czy fakt, że lubisz jeść bakłażany jest wystarczającym powodem by ktoś nazywał cię bakłażanem?

Co my tam jeszcze mamy? Trener.

Trenerem bywam, ale rzadko. W zasadzie częściej jestem rowerem. Chciałem powiedzieć częściej jeżdżę rowerem (to znaczy jestem cyklistą). Ale rower mi się ostatnio popsuł a poza tym za dużo błota.

Autor… kto dziś nie jest autorem? Mam nadzieję, że wy, kochani czytelnicy zostaniecie przynajmniej autorami komentarza pod tym tekstem.

2.

Ogólnie mówiąc, nie lubię rzeczowników. To jeden z błędów, jakie ludzie popełniają w odniesieniu do siebie. Utożsamiają się ze swoimi rolami. Mówią innym, że są psychologami, trenerami, autorami, ojcami, matkami, dyrektorami, matkami (o, przepraszam, matkami już było)…. Po pewnym czasie ich etykiety zaczynają nimi rządzić. Skoro psycholog to taki miły gość, który wysłuchuje, nie przerywa i świdruje głębokimi oczkami umieszczonymi na zarośniętej twarzy, to po jakimś czasie używania tej etykiety zaczynam stawać się kimś takim.

To kim w takim razie jestem?

Naprawdę potrzebuję to wiedzieć? Człowiekiem, istotą czującą i myślącą, pustą przestrzenią, życiem… słowa, słowa, słowa. Możemy pobawić się w słowa. Jestem zgubioną monetą, szumem skrzydeł kołujących gołębi, śnieżną płaszczyzną pokrytą dziesiątkami śladów… Ostrzegam, ja tak mogę długo… Ale wystarczy.

Tak naprawdę to nie obchodzi mnie, kim jestem. Nie przerażają mnie chwile, gdy mam poczucie własnej nierzeczywistości. No to, co, że nie wiem? Można stracić życie na szukanie odpowiedzi na pytanie o to, kim się jest. Ale według mnie są lepsze sposoby na spędzenie czasu na ziemi.

Gdy usiadłem nad kartką, w rzeczywistości chodziło mi o to, by powiedzieć coś innym. By dać im jakąś informację o sobie. By ułatwić im odpowiedź na pytanie o to, czy z tym gościem warto się zadawać. Czy to człowiek, który pasuje do ich świata i potrzeb. Ale to można osiągnąć w zupełnie inny sposób.

3.

Kiedyś przeczytałem radę, by podczas autoprezentacji nie używać rzeczowników, ale czasowników.

Nie mów kim jesteś (rzeczownik) ale powiedz co robisz (czasownik).

Nie mów np.

jestem doradcą podatkowym,

ale powiedz

pomagam ludziom płacić mniejsze podatki.

Nie mów

jestem trenerem biznesu,

ale powiedz

prowadzę szkolenia, na których ludzie uczą się prowadzenia biznesu.

Ten sposób mówienia o sobie po pierwsze sprawia, że ludzie lepiej cię zapamiętają, po drugie przestaniesz ograniczać siebie samego głupimi, nieprzystającymi do siebie etykietkami.

Moje pytanie o to kim jest Zbigniew Ryżak, zmieniło się w pytanie o to, co dla innych robi, czy chce robić Zbigniew Ryżak.

4.

Oto odpowiedź:

Pomagam pokonywać wewnętrzne przeszkody, jakie utrudniają ci płynne, skuteczne i sensowne działanie.

Jeżeli chcesz działać, albo działasz, spotykasz co rusz tysiące przeszkód. Zwlekanie, rozproszenie, błąkanie się bez celu, perfekcjonizm, uleganie porażkom, unikanie wyjścia do ludzi, niewyciąganie wniosków z błędów – to i dziesiątki innych rzeczy sprawia, że nasze działanie albo zanika albo staje się przerywane, nieefektywne czy pozbawione sensu.

Sam nie jestem w tym jeszcze mistrzem, ale to mnie interesuje. Znam od podszewki pułapki i blokady. A co najważniejsze interesują mnie problemy osób, które chcą działać.

Przejmuję się tym, gdy widzę jak ktoś walczy i nie umie zrobić tego albo tamtego, albo nie uświadamia sobie jak niszczy go jego wewnętrzny demon.

Przejmuję się tym, gdy:

  • ludzie zakładają firmy i te firmy, mimo wielkiej pracy im padają,
  • gdy komponują świetną muzykę i do nikogo oprócz grona przyjaciół to nie dociera, bo boją się z nią wyjść, albo wychodzą niemrawo,
  • gdy robią cudowne zdjęcia, ale żeby się utrzymać muszą pracować jako kasjerzy w markecie,
  • gdy piszą przejmujące powieści ale boją się wysłać to do wydawnictwa i zamiast nich wydawane są jakieś bzdury ledwo sylabizujących, za to bardziej przebojowych panienek,
  • gdy pracują w tej samej firmie przez pół życia, marząc każdego dnia by się zwolnić…

Nie interesują mnie ludzie, którzy chcą użalać się nad sobą. Nie podzielam zainteresowań tych, którzy lubią filozofować i dywagować o tym ilu diabłów zmieści się na szpilce albo czy ja myślące jest zlokalizowane w piątym czy szóstym na lewo zwoju kory mózgowej przedczołowej. Nie biorą mnie wizje, tego, jak powinna wyglądać ziemia, gdyby wszyscy się wreszcie obudzili i zmienili.

Interesują mnie mury, jakie nas otaczają. Liny, które trzymają nas przy ziemi jak Guliwera po wylądowaniu w krainie liliputów.

5.

Co robisz chcesz robić dla innych?

W czym chcesz im pomagać?

Co im chcesz dawać?

Jakie są twoje najważniejsze czasowniki?

6.

Pablo Picasso wspominał:

Moja matka powiedziała do mnie „Jeżeli wybierzesz wojsko, staniesz się generałem. Jeżeli wybierzesz stan duchowy, zostaniesz Papieżem’. Ja jednak wybrałem malowanie i stałem się Picassem.

Jeżeli już masz kimś zostać, zostań samym sobą.

28 komentarzy

  1. Witam wszystkich tych, którzy nie zapomnieli o istnieniu tego bloga.

    Witam, cieszę się, dziękuję. [tu następuje głęboki pokłon]

    Zastanawiałem się co napisze, gdy będę mógł już wrócić do pisania. Wiem, że lepiej nic nie mówić niż napisać zdawkowa. Pozwólcie, że nic nie napiszę.

    Chyba trochę się zmieniłem przez te dwa miesiące. Mam wrażenie, że startuje Energia Wewnetrzna 3.0. Zobaczymy. Może wreszcie uda mi się stać pieprzonym Ryżakiem 😉
    Mam nadzieję, że to wytrzymacie 🙂

  2. Zbyszku, cieszę się, że jesteś, bo już się martwiłam, że nie będziesz pisał. Tekst jest super, szczególnie zdanie „Nie interesują mnie ludzie, którzy chcą użalać się nad sobą.” Lubię takie 🙂

    Skojarzyła mi się pewna rozmowa, w ubiegłym roku tuż przed końcem roku zostałam oddelegowana do zadania w naszej firmie, którego nikt nie chciał się podjąć, ja z resztą po godzinie pobytu w danym miejscu, zadzwoniłam do szefowej, że uciekam i natychmiast jest mi winna wyjaśnienie.

    Przyszłam na spotkanie wyjaśniające, na którym miałam odmówić w tym zakresie współpracy, ale ku mojemu własnemu zdziwieniu i w moim zdenerwowaniu, zamiast odmówić współpracy, zaczęłam w potoku słów snuć plany o tym, co zrobić, aby zniwelować istnienie murów. Sama oniemiałam z wrażenia, bo przecież miałam zupełnie inne świadome zamiary, czyżby podświadomość i chęć zmierzenia się z murami była silniejsza…?

    Na kolejnym spotkaniu w diabelskim młynie, narzekające towarzystwo mnie zdenerwowało, po czym postawiałam jednoznaczne i dosadne pytanie. Co można zrobić, aby ten stan zmienić? Nagle zawrzało w diabelskim młynie, bo towarzystwo musiało się zastanowić, nad innym problemem, a mianowicie, jak pozbyć się problemu, posiadania aż tylu problemów i jak to w praktyczny sposób uregulować. Efekty są widoczne i powiedzmy jak na tak krótki okres czasu zadowalające.

    Swoją drogą, jeszcze się nie spotkałam z określaniem siebie i tego, kim się jest w formie czasowników i powiem szczerze, że przypadła mi do gustu taka forma określania siebie, aby nie popaść w rutynę bycia kimś z etykietki, którą ciężko jest zmienić.

    • Dziękuję Doroto 🙂 Podoba mi się takie aktywne podejście, które czasem wbrew planom prostuje drogę.
      Metodę z czasownikami naprawdę polecam. Jej dużą zaletą jest to, że łatwiej dzięki niej nawiązywać kontakty.
      Gdy używasz rzeczowników, często jest tak:
      Ona: Kim Pan jest z zawodu ?
      Ja: Psychologiem.
      Ona: Aha, ojej…
      Ja: A pani?
      One: Księgową
      Ja: Aha….
      Ona: [cisza]
      Ja: [cisza]

      Gdy zamiast tego człowiek używa czasowników, to wygląda tak:
      Ona: Kim pan jest z zawodu?
      Ja: Doradzam ludziom jak zabrać się za działanie. Ostatnio pomagałem stundetowi, który ciągle odkładał naukę do egzaminów na później i omal nie wyleciał ze studiów.
      Ona: o… ja też czasem odkładam z zabraniem się za ważne rzeczy.

      Mniejsza o realność przykładu (całkiem wymyślony) chodzi o to, że gdy mówisz kim jesteś, blokujesz rozmowę, a gdy mówisz co robisz – zachęcasz do niej. Taki prosty, mało znany trik z psychologii komunikacji, a przy okazji bardzo pomocny w „rozmowach” z sobą samym.

  3. Dobry, mocny tekst…
    Zbyszku, dokładnie o tym wiesz, ale napiszę, świetnie jest się z Tobą nie zgadzać, polemizować, a i wkurzać się na Ciebie niepomiernie, oj tak, ale… brak Ciebie był dojmujący. Obecność Twoja na blogu to taki kursor na normalność, tzn. na przytomność umysłu bez podpórek. 🙂

    • Witaj Alicjo. Dziękuję. Mam nadzieję, że nie przesadzę z tym wkurzaniem. Ale to pewnie nic innego jak efekt wkurzenie na siebie samego 😉
      Boję się tylko, że pewnie kogoś mogę za mocno dotknąć. No ale co mam robić? Udawać, że jestem jaki nie jestem? „Kochaj i wal po pysku”. Brzmi niestety jak czysta perwersja.

  4. Ja myślę, że przesłanie, które wisiało tu na stronie gdy Cię nie było, było jednym z najlepszych artykułów jakie napisałeś. 🙂 Świetnie jednak, że zdecydowałeś się kontynuować działalność internetową, bo ona nie jest uzależniająca dla czytelnika (jeden z głównych minusów netu), a daje do myślenia. Może z tego wyniknąć tylko coś dobrego…. Pozdrawiam serdecznie,. 🙂

    • Dziękuję Jagodo. Też myślę, że to był najlepszy artykuł. Ale cóż, człowiek ma jaką potrzebę by mówić i zagłuszać. Czy coś dobrego z mojego pisania wyjdzie? Zobaczymy. W tej odsłonie będę bardziej aktywny i sam spróbuję się uzależnić od internetu 🙂

  5. Ciesze się że znowu jesteś. Świetny tekst, za taką właśnie postawę Ciebie cenie.
    Twoje rady nie poszły na marne, ja również przestałem być pieprzonym, analizującym wszystko teoretykiem-perfekcjonistą 😉
    Mam nadzieję że portal będzie żył. Pozdrawiam!

  6. Jakże się CIESZĘ z Twojego powrotu i aktywności na tej stronie! Zaglądałam tu co jakiś czas, czytając komentarze pod starymi artykułami, ale brak nowych był – jak powiedziała Alicja – dojmujący. Dla mnie też, jak dla Jagody, tekst widniejący tu w czasie zawieszenia strony, był mocny i treściwy. Jednak dużo bardziej od aforyzmów i skrótowych mądrych myśli, wolę czytać Twoje artykuły i – może czasem jeszcze bardziej – komentarze do nich i Twoje komentarze do komentarzy.
    Uświadomiłeś mi wiele rzeczy, których realizacja poprawiła mi życie. DZIĘKUJĘ Ci za to i z wdzięcznością czekam na jeszcze!

  7. Witam!

    Mi również bardzo podobał się poprzedni wpis, tym bardziej, że uświadomił mi że jestem zwrócony we właściwą stronę. 🙂

    Powyższy wpis również odczytuję jako wartościowy. Zawiera wartościową wskazówkę do wykorzystania w prezentacji własnej osoby w sposób ciekawy i zachęcający do rozmowy.

    Niewątpliwą korzyścią płynącą z powyższego tekstu jest również przedstawienie szlachetnej pracy autora tego tekstu, który swoją misją uczynił pomoc ludziom, którzy dążą do sukcesu.
    Pojęcie psycholog przynajmniej dla mnie nie kojarzy się jednoznacznie z człowiekiem, który pomaga innym odnieść sukces, więc to co napisał o sobie autor tego wpisu jest potwierdzeniem, że metoda czasowników jest o niebo lepsza od prezentacji własnej osoby przy użyciu rzeczowników.

    Pozdrawiam

  8. Witaj Zbyszku! Wspaniale, że wróciłeś! Bardzo się cieszę, że znowu piszesz, bo w kontekście mojego (nie)działania potrzebuję tego jak kania dżdżu! Mimo że dawne słowa nie zniknęły nawet gdy strona chwilowo była niedostępna, cokolwiek bym nie robiła, zawsze dźwięczą w mojej głowie.
    A Twoje przesłanie jakie tu widniało podobało mi się chyba mniej niż innym czytelnikom… Internet dla mnie to nie jest jakieś bezosobowe uzależniające monstrum – to ludzie, którzy piszą i czytają. A od ludzi zawsze byłam uzależniona i nie chcę tego zmieniać 😉
    Pozdrawiam serdecznie!

  9. zupełnie zapomniałam o tej stronie, wcześniej nie raz wchodziłam i czytałam nawet po kilka razy te same artykuły (w końcu za każdym razem i tak miałam już inne podejście do tego tekstu) ale jakoś ostatnio przestałam i się zaniedbałam…
    Dzisiaj – po przeczytaniu tego artykułu moja myśl przewodnia: MARZĘ O TYM ŻEBY Z PANEM OSOBIŚCIE POROZMAWIAĆ NA ŻYWO!!! 😉 i wiem, że kiedyś się uda;-)
    Jest Pan niesamowity!!!
    Dziękuję!
    Pozdrawiam serdecznie – Kasia

    • Dziękuję Kasiu,
      Tak ludzie są niesamowici. Ja też, Pani też i te osoby wokół nas też. Nie ma dwóch takich samych, nic nie znaczących osób. Dlatego fajnie ich spotykać i poznawać. Czasem to trudno dostrzec, ale warto.
      A co do marzeń – na pewno kiedyś się uda. 🙂 Być może niedługo pojawią się jakieś szkolenia, prowadzone przeze mnie. Tak czy owak, proszę zaglądać. Aha, gdybym to nie było przeszkoda, to wolę być traktowany per ty 😉

  10. Oj! jak mi się chciało już coś przeczytać i oczywiście odpisać!!! (chciało mi się powymądrzać troszkę 🙂 ). Dziękuję Zbyszku, spełniły się moje marzenia!

    Co Ty tu napisałeś? Nic nie rozumiem!! Co tak na prawdę chciałeś mi powiedzieć???
    Już dawno nie czytałam tak zakręconego tekstu. Nie wiem o co chodzi. Nie umiem się do niego odnieść. I nie rozumiem moich szanownych poprzedników, którzy komentują to co napisałeś, unosząc się w zachwytach. Ja wymagam więcej, ale przecież coś mnie do tej strony przyciągnęło i co ważniejsze na długo zatrzymało. Lubiłam Cię czytać. Więc podsumowując: przestań bełkotać i zacznij pisać!!!

    Jest jeszcze druga sprawa, która wymaga wzmianki. Wyobrażasz sobie, żeby przyjaciel tak Cię potraktował: wyłączył telefon, zamknął drzwi na wszystkie zamki i wyjechał nikogo ze znajomych nie powiadamając? Przykleił jedynie kartkę do drzwi, na której napisał coś w rodzaju „ZAJMIJ SIĘ SOBĄ”. Wyobrażasz sobie na pewno jak byłam zawiedziona, rozżalona i wściekła na niego i rozumiesz, że miałam ochotę mu powiedzieć, gdzie sobie może ten swój list wsadzić!! Teraz wrócił. Trochę nas przeprasza. Zobaczymy co będzie. Kasia

    • Dzięki KASIA. Czy ty czasem nie usiłujesz mną manipulować?
      Mnie to nie przeszkadza, bo raczej wiem co robię i jakie mam cele, ale być może dla Ciebie cenne będzie przyjrzenie się temu z boku.
      Nie mam czasu się rozpisywać, tylko jednak uwaga: „Trochę przeprasza”. Nic podobnego. Ani na milimetr. W każdy razie jestem tego pewny.
      Pozdrawiam 🙂

  11. Witam ponownie! 🙂 Bardzo się cieszę, że wróciłeś i pojawiają się nowe teksty-brakowało mi regularnego wspomagania w postaci Twojego pisania:D
    A co do przedstawiania się w postaci czasowników, to zgadzam się, że to dobry pomysł. Wiem jak potrafi człowieka sklasyfikować taka odpowiedź w formie rzeczownika-etykietki, zwykle właściwie niewiele mówi o osobie.
    Pozdrawiam i zabieram się do czytania następnych postów:)

  12. Zbyszku, bardzo lubię Twoją autentyczność i uparte dążenie do prawdy. 🙂
    Trzymam kciuki, żebyś na drodze zwanej Wolność znajdował jak najwięcej radości i – a jakże! 😉 – energii wewnętrznej. :))

  13. Ajjaj, ale tu wszyscy słodzą w tych komentarzach… prawie jak na NK. Nigdy tego nie czytam ale w związku z dość długą przerwą pomiędzy ostatnimi artykułami chciałem zapytać co się działo że nie było nic nowego?

  14. A tak wracając do tekstu to powinniśmy się koncentrować na czymś dynamicznym, na działaniu, na czasowniku a nie na stacjonarnym, niezmiennym rzeczowniku który nie pozwala na wprowadzenie żadnych poprawek, kompromisów i jest mniej elastyczny.
    Chciałbym zapytać, jeśli mogę czy uważa Pan że jeśli już musimy opisać gdzieś siebie – bardzo tego nie lubię ale czasem niestety trzeba – wiec jeśli już muszę to czy używanie epitetów – przymiotników ma jakiś sens? To znaczy jaki one mają wartość psychologiczną i czy powinno ich być dużo czy mało?

    • Osobiście nie lubię przymiotników. Markowi Twainowi przypisuje się powiedzenie: „When You Catch an Adjective, Kill It!” (gdy spotkasz przymiotnik, zabij go). Ta zasada dotyczy pisania, ale autoprezentacja ma wiele wspólnych rzeczy z ciekawym i żywym pisaniem. Przymiotniki niech sobie wymyślają słuchacze / czytelnicy. My jesteśmy by dać im konkretne obrazy, a obraz to raczej czasownik, chyba, że akurat przymiotnik pozwala coś ciekawego i niekonwencjonalnego zobaczyć. Na pewno nie warto: inteligenty, kreatywny, twórczy, pracowity, zaagażowany, itp – 120% ludzi się tak określa 😉

  15. Całym sercem podzielam wasz entuzjazm dla tak kapitalnie ujętego tematu.Całe lata kiedy mnie pytano kim jestem odpowiadałam „Marysia”. Dziwiono się i chciano abym podała zawód jaki uprawiam. Zawsze mnie to śmieszyło,a zwłaszcza w tedy kiedy byłam na urlopie specjalnej troski na syna.Uuu to dopiero gimnastyka,aby ludzie mogli pojąć że nie jest się zawodem wyuczonym lub wykonywanym.Pomysł z czasownikiem jest rewelacyjny i ja od dziś tak o sobie będę mówić.To najlepiej określa nasze życie i nas.Pozdrawiam i cieszę się Panie Zbyszku ze jest Pan
    z nami i dla nas.Mam 55 lat i zawsze tacy ludzie jak Pan mnie inspirują i zachęcają do altruizmu ale nie dla samego faktu,lecz dlatego ze to ma sens.Chętnie czytam pana stronę, którą odkryłam dzięki Pana książce „Efekt jojo w motywacji” .Duże buziaki i czekam na więcej Pana niekonwencjonalnego widzenia świata.

  16. „Kocham psychologię, ale czy fakt, że lubisz jeść bakłażany jest wystarczającym powodem by ktoś nazywał cię bakłażanem?”- rozbroiło mnie to stwierdzenie:). Jednak zastanawiam się nad jego słusznością. Architekt zdobywając dyplom, nie powie, że jest jedynie pasjonatem architektury, ale wolałby nie być z nią identyfikowany. Ktoś kto ma wykształcenie psychologiczne jest psychologiem. Rzeczownki szufladkują, ale to one określają nasze role społeczne a to przecież przez ich pryzmat jesteśmy postrzegani.
    Innym problemem jest fakt, czy będąc psychologiem pracuje się w zawodzie. Obawiam się, że Pan trudniąc się poradnictwem czy wspieraniem rozwoju osobistego (szkolenia) jest postrzegany jako psycholog nawet jeżeli nie ma pan czarnej garderoby lub współczującego spojrzenia. Nawet brak siwej brody i kozetki Pana nie dyskwalifikują.

  17. Na studiach psychologi zachorowałem na psychozę. Może kiedyś zostanę lekarzem Neurologiem i jak mój kolega będę otwarcie mówił o kontakcie z kosmitami. Psychologowie zupełnie jak teologowie i filozofowie się rozwijają co sprawia że ich życie staje się pełniejsze. Nie fajnie wiedzieć że ktoś kto ma mi pomóc w myślach jest zupełnie odmienny od moich oczekiwań, dzięki będę o tym myślał gdy wyląduję w szpitalu po próbie samobójczej i czekać mnie będzie rozmowa z psychologiem. To jak z tym kontaktem z kosmitami będę podobnie podchodził do twoich cywilizacyjnych problemów. Weź koleś pogadaj o tym z kimś może zróbcie jakieś badania czy coś takiego nie zawracaj mi głowy. Tu chodzi o to że ktoś inny tego nie doświadczył np.: swobody w rozmowie którą jak psycholog pewnie posiadasz i możliwe że nie doświadczy bo o godzinie 21 spadnie mu poziom serotoniny i popełni samobójstwo nie zależnie od tego czy będzie miał z kim porozmawiać. Ewentualnie to co dla ciebie jest zaburzeniem i podstawą do terapii gdzie możesz określić kogoś jako osobę niezadowoloną z życia jak niezadowolenie z popędu seksualnego wysokiego libido dla psychiatry będzie sprawą którą rozwiąże zmniejszając ten popęd farmakologicznie. Czyli tam gdzie ty widzisz problem w pacjencie i twierdzisz że trzeba zmienić jego nastawienie psychiatra widzi rozwiązanie w zmniejszeniu tego popędu. Z taką sytuacją się spotkałem.

Zostaw komentarz