Jak psychicznie radzić sobie z zagrożeniem koronawirusem?

Czy ludzie podobnie czuli się na początku września 1939? Nie, nie chcę porównywać tych sytuacji. Nie da się zestawić koszmaru wojny z najgorszą nawet pandemią, ale coraz częściej mam poczucie, że dzieje się teraz coś przynajmniej w pewnym stopniu podobnego.

Czy to początek nowego, nieznanego świata?

Czy właśnie nie kończy się świat, do którego byliśmy przyzwyczajeni? Lepszy, czy gorszy, brzydki czy piękny, ale oswojony. Za chwilę, już teraz, zaczyna się coś nieznanego, niebezpiecznego, niepewnego. Zaczyna się podróż, której nie każdy ukończy, a ci którym się to uda, staną się po niej innymi ludźmi.

Póki co nie chce się w to wierzyć. Na razie lepiej myśleć, że jakoś będzie. Damy radę, będziemy walczyć i ani się obejrzysz, wszystko wróci do normy. Może nie jest to aż tak poważne?

Może za chwilę się obudzę i będzie normalnie? I będzie można bez ceregieli pójść do kawiarni, kościoła, teatru, wysłać dzieci do szkoły, powłóczyć się po galerii, pojechać na spotkanie, poprowadzić szkolenie.

Jednak z każdą kolejną wiadomością, wizja, że to wszystko wróci, oddala się.

— Czego się bać? — mówi znajoma — przecież tyle wirusów już przeszliśmy, jeden więcej, jeden mniej, zarazisz się, wyzdrowiejesz i po strachu.

Nie, nie chodzi o to, że aż tak bardzo boję się zarazić. Owszem trochę się boję, bo pewnie, z racji operacji serca jestem w grupie podwyższonego ryzyka.

Jeżeli chodzi o zakażenia, bardziej boję się o tych kilka milionów starszych, słabszych i schorowanych ludzi, wśród których są też moi bliscy. To duża różnica, czy ktoś odejdzie teraz, w przepełnionym szpitalu, bez bliskich, pod respiratorem, czy za kilka lat.

Lęk przed tym, że ja sam się zarażę, jest niczym w porównaniu z lękiem, że ich to dotknie. Ci wszyscy chojracy, w stylu „Dajcie wirusa każdemu i będzie spokój” (propozycja jakiegoś amerykańskiego dziennikarza) to ludzie pozbawieni empatii, wyobraźni i współczucia.

Ale to nie kwestia związana z samym wirusem jest tym, co zamyka rozdział pod roboczym tytułem „stary, dobrze znany świat” i otwiera nowe, niepewne terytorium, po którym nie wiadomo jak się bezpiecznie poruszać i z którego nie wiadomo jacy wyjdziemy.

Wczoraj miałem pracę. Prowadziłem szkolenia, spotykałem się z ludźmi, miałem terminy w kalendarzu. Dziś wszystkie spotkania i szkolenia zostały „przesunięte”.

Robimy dobrą minę, udając, że może w maju, może w czerwcu. Wiemy jednak, że po pierwsze nie tak szybko, a po drugie nie wiadomo czy w ogóle. Nie trzeba być ekonomistą, by się domyślić, jak wielkie będą straty gospodarcze i jak wiele firm będzie miało przez długi czas poważne problemy. Na tyle poważne, że wydatki na szkolenia będą ostatnią rzeczą, na którą będą pieniądze.

A gdy wreszcie (w przyszłym roku? później?) wszystko wróci do normy, też nie będzie różowo. Tych kilka miesięcy sprawi, że nauczymy się nowych rzeczy i nabędziemy nowych nawyków. Szkolenia online i tak z roku na rok zjadały coraz większą porcję szkoleń bezpośrednich. Teraz pochłoną je całkiem. Nie mam już pracy, jaką miałem i nie będę jej miał.

Jednak czy tylko mojej branży to dotyczy?

Czy nie zmieni się znacznie więcej? Mały przykład z dzisiejszego dnia (niedziela). Znam kogoś, kto nie wyobrażał sobie, by w niedzielę nie pójść na mszę. To była rutyna granicząca z obsesją. Ta osoba, nie czekając na łaskawe pozwolenie biskupów, od dwóch tygodni nie była już w kościele (rozumując, że pójście w tłum byłoby grzechem przeciw przykazaniu „nie zabijaj”). Było jej ciężko, ale zbudowała nowy nawyk. Czy ta osoba, po kilku tygodniach wróci do starego zwyczaju? Może tak, a może nie. Takich sytuacji zmiany nawyków może być więcej niż sobie w tym momencie uświadamiamy.  Świat składa się z dziesiątków małych nawyków.

Koronawirus to nie tylko zagrożenie zdrowotne. To coś, co zmienia gospodarkę, nawyki i przyzwyczajenia.

Być może właśnie zaczyna się nowy świat?

Nie wiem, czy dla ciebie, ale dla mnie, na pewno. Nawet jeżeli wszystko wróci na stare koleiny, a ten tekst za pół roku, będę zmuszony schować pod dywan, to dla mnie stary świat, właśnie się skończył. Po prostu nie mam tyle oszczędności, by czekać przez pół roku, aż wszystko wróci do normy.

Były plany, był fajny początek roku, było odbicie po kilku słabych latach, ale już nic z tego nie zostało. Wszystko się zawaliło.

Jak się z tym czuję?

Niepewność, obawy, pomieszanie, chaos. Budzę się w nocy, moje myśli galopują. Jak będzie? Jak sobie poradzimy? Czy się odnajdziemy?

Można to nazwać stresem, można nazwać to lękiem.

Czy tylko ja przez to przechodzę?

Gdyby ktoś jeszcze miał podobne problemy, kilka słów jak sobie z tym poradzić.

Jak nie reagować na zagrożenie?

Istnieją trzy rodzaje kiepskich sposobów reagowania na negatywne doznania emocjonalne: unikanie, uleganie, kompensowanie. 

Te trzy rodzaje reakcji można łatwo dostrzec w odniesieniu do obaw, jakie wywołuje epidemia.

ULEGANIE

Najprostszym i najbardziej oczywistym sposobem reagowania na lęk, jest uleganie mu.

To niebezpieczne, bo gdy ulegamy lękowi, przestajemy działać racjonalnie i pogarszamy swoją sytuację. Ludzie w panice biegną do sklepu i by zabezpieczyć się przed koranawirusem, stają w gigantycznej kolejce, wymieniając się wszystkimi wirusami. Ludzie z przerażeniem rozpowszechniają głupie wiadomości, że miasta zostaną zamknięte czy że koronawirus jest rodzajem AIDS, którego nie można wyleczyć. Ludzie nie mogą spać, martwiąc się, czy ta osoba, która jechała z nimi w windzie, nie była czasem chora.

Gdy ulegasz lękowi, on zaczyna się nakręcać. Przejmuje kontrolę nad tobą i zmusza cię do szukania kolejnych wiadomości, do wymyślania kolejnych przerażających scenariuszy.

Możemy ulegać lękowi, nawet o tym nie wiedząc.

Ktoś, kto nieświadomie zaczyna ulegać obawom, mówi:

— Jestem spokojny, kontroluję sytuację, nic się nie dzieje. Luzik…

Ale nagle rozlega się trzask gałązki i cały pozorny spokój i opanowanie pęka.

— Łaaaa! Potwór mnie zaatakował! Weźcie mnie stąd! Szybko! Ratunku!

Jak nie ulegać lękowi? Zajmiemy się tym za chwilę, ale teraz jeszcze dwie pozostałe, jak ładnie się to nazywa, nieadaptacyjne reakcje.

UNIKANIE

To sposób strusia. Jak schowam głowę w piasek, nie będzie niebezpieczeństwa. Lepiej nie myśleć o zagrożeniu, nie robić niczego co mi o nim przypomina, zająć się czymś zupełnie innym, nie rozmawiać, nie czytać, zostawić decyzje na później. Trzeba tak ułożyć sobie życie, by biegło ono w innych obszarach niż te zagrożone.

Jednym z przykładów tej strategii jest dobrze nam znana prokrastynacja. Boję się, że sobie nie poradzę, to może teraz obejrzę sobie jakiś fajny film, a pracą zajmę się jutro.

Często wspomagamy nasze uniki: alkohol, narkotyki, seks, objadanie się, kompulsywne sprzątanie, pracoholizm, gry komputerowe… Jest tak wiele sposobów na to, by odwrócić swoją uwagę od tego, czego się boimy.

Czy to wszystko złe rzeczy? Nie ma nic złego w odwróceniu na jakiś czas uwagi od problemu — np. w zagraniu w ulubioną grę, czy obejrzeniu zaległego odcinka serialu. To nawet pożądane, by móc później ze świeżym umysłem zmierzyć się z problemem. Jeżeli jednak wcześniej nie poradzisz sobie z lękiem, przyjemność będzie podszyta smrodkiem strachu. Nie do końca będzie cię to wszystko bawiło. Jak czymś innym, jest napić się wina dla przyjemności, oraz pić, by się uwalić, tak samo czymś innym jest zagrać w grę, by się rozerwać, a zagrać, by zapomnieć o lęku.

Problem ze strategią unikania jest taki, że w życiu nie da się uniknąć całej masy rzeczy, a szczególnie takich jak te.

Znam rodzinę, która tydzień temu, gdy my z żoną, spokojnie robiliśmy zakupy na wypadek epidemii, wyjechała na urlop do Portugalii. Przez kilka dni słali słodkie widoczki, jak to jest wspaniale. Ach, jacy my jesteśmy sprytni, bo uniknęliśmy tego całego głupiego zamieszania. Uniknęli? Teraz dopiero mają zamieszanie.

Unikanie, nie tylko pakuje nas w jeszcze gorsze tarapaty. Ono wcale nie usuwa czającego się w nas lęku. Lęk rośnie, tyle że w tle, a my nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. Gdy stanie się jak wielki, nadęty balon, byle co go przekłuwa a my tracimy kontrolę nad sobą.

KOMPENSOWANIE

To najbardziej wkurzający mechanizm. Łączy się z wieloma problemami psychicznymi. Np.: jeżeli czujesz się bezwartościowa, starasz się robić wszystko doskonale (tajemnica perfekcjonizmu); jeżeli czujesz się pokrzywdzona, stajesz się okrutna i krzywdzisz innych (tajemnica chuliganów krzywdzonych w dzieciństwie); jeżeli czujesz się gorsza od innych, zaczynasz traktować się jak boga albo geniusza (tajemnica psychopatycznych wodzów).

Mały przykład, jak kompensowanie może wyglądać w obecnej sytuacji. Starsza osoba, schorowana, ponad 70 letnia, po przebytych ostatnio kilku chorobach (także płucnych), słowem ktoś, dla kogo złapanie wirusa jest prostą przepustką na wczasy pod respiratorem. I ta osoba, dwa dni temu, wybiera się na spotkanie z rodziną, która — nagroda złotego buraka za rozważność — przyleciała z zagranicy.

Dlaczego? Oddajmy głos bohaterowi:

— Nie ma się co bać! Trzeba żyć odważnie! Nic się nie stanie! Odwagi! A poza tym to ściema, fake news, wymysł amerykańskich koncernów farmaceutycznych.

Nadmierna kompensacja polega na tym, że reagujesz na swój lęk czymś przeciwnym. Ponieważ tak bardzo nie jesteś w stanie pogodzić się z tym, że masz w sobie lęk, twoja psychika formuje reakcję przeciwną. Jeżeli czujesz lęk, stajesz się idiotycznym ryzykantem.

Od środka wygląda to tak, jakbyś rzeczywiście był niezwykle odważny. Jednak z boku różnica jest widoczna gołym okiem. Człowiek naprawdę odważny bierze pod uwagę zagrożenia, przygotowuje się na nie, zabezpiecza i podejmuje świadome decyzje o tym, czy potencjalne ryzyko nie przekracza zysków.

Przedwczoraj na przykład stanąłem przed dylematem, czy iść do ośrodka zdrowia, w którym dzień wcześniej pojawił się zakażony pacjent (ośrodek został wyłączony na cały dzień i zdezynfekowany, jednak skoro była tam jedna taka osoba, mogła pojawić się i druga). Ponieważ miałem umówioną wizytę u doskonałego laryngologa i bardzo mi na niej zależało, zdecydowałem się podjąć ryzyko. To była jednak decyzja. Osoba, która kompensuje lęk, nie podejmuje decyzji.

Jest jak wujek mojego kolegi, który kiedyś wziął nas na przejażdżkę samochodem. Dość późno zorientowaliśmy się, że jest podpity. Gdy z piskiem opon i zawrotną szybkością ścinaliśmy zakręty, mój kolega wrzasnął:

— Wujku, wolniej!

— A co, boicie się?

— Nie — odpowiedział kolega, choć widać było, jak twarz mu zielenieje (moja pewnie też).

— No to w czym problem? — i gaz do dechy.

Dojeżdżamy do następnego zakrętu. Znowu pisk opon, klakson samochodu z naprzeciwka.

— Wujku, wolniej!

— A co, boicie się?

— Tak — tym razem mówi kolega.

— To się nie bójcie! — i gaz do dechy.

Nieobecność strachu jest patologią. Ludzie odważni zawsze się boją. Różnią się od tchórzy tylko tym, że nie ulegają strachowi, a jedynie biorą pod uwagę to, czego się boją i tam, gdzie mogą, przygotowują się.

Jak postępować ze stresem? Dwie podstawowe rzeczy

Jak sobie w takim razie radzić? Jak nie wpaść w pułapkę trzech u: ulegania, unikania i udawania (kompensowania)?

To dość duży temat, więcej będzie można przeczytać w ukończonym już przeze mnie 100 stronicowym ebooku: Silna psychika. Jak podnieść swoją odporność psychiczną? Ebook będzie od jutra dostępny, domykam tylko szczegóły techniczne. Koniec reklamy 😉

Dwie najważniejsze rzeczy, które chronią przed złymi u, to nawiązanie kontaktu z emocjami oraz wybór nastawienia.

Akceptacja doznań

Pierwsza niezbędna rzecz to akceptacja własnych odczuć. Ponieważ walczymy z koronawirusem, powiem tak: ściągnij koronę. Miej odwagę poczuć to, co czujesz. Emocje, także te powszechnie uważane za negatywne — takie jak lęk, smutek, niepewność — nie są złe. Wszystkie pełnią jakąś funkcję, są w jakiś sposób nam potrzebne, a ich odczuwanie jest dowodem na to, że jesteś człowiekiem, a do tego zdrowym człowiekiem.

Ludzką rzeczą jest bać się choroby.To naturalne. Nie boisz się przecież jakieś wymyślonej lalki Momo ani jeźdźca bez głowy. Mamy prawo się bać. Mamy prawo czuć lęk przed bólem, zmianami, niepewnością tego, co będzie i tym, czy coś złego się nie przytrafi moim bliskim.

Czuć obawy nie jest przyjemną rzeczą. Ale to nie znaczy, że jest to złe. Nie znaczy też, że nie jesteśmy w stanie tego znieść.

Lęk jest trochę jak owad, który chodzi ci po ręce. Nic przyjemnego. Ale nie bój się. Ten robal nie gryzie i nie wejdzie ci do oka czy nosa. Obserwuj go uważnie, a zobaczysz, jak lada chwila odleci. Masz doskonałą okazję do tego, by nauczyć się cierpliwości w odniesieniu do swoich odczuć. To ci się przyda, nie tylko teraz.

Ale czy naprawdę? Czy lęk mnie nie pokona, nie zmusi do panicznej ucieczki, nie sparaliżuje, nie sprawi, że zacznę zachowywać się jak galareta? Czy nie lepiej go odciąć, wyrzucić, stłamsić?

Nie, sam lęk nie, ale może to sprawić twój lęk wzbogacony o twoją reakcję na lęk.

Budda mówił o dwóch strzałach. Gdy trafia cię pierwsza strzała, czujesz ból, jednak od tego nie umierasz. Problem zaczyna się wtedy, gdy druga strzała trafia w pierwszą. Wtedy możesz mieć do czynienia z paraliżem albo totalną dezorganizacją.

Paraliż pojawia się tylko wtedy, gdy brakuje ci akceptacji własnych doznań. Gdy zaczynasz zmagać się ze swoimi emocjami, mówiąc: nie mogę się tak czuć; nie mogę się tego bać; to jest źle, że się tak czuję; muszę natychmiast z tym coś zrobić. Podczas takiego zmagania negatywne emocje rosną i umacniają się.

Nie masz wpływu na pierwszą strzałę. To życie, świat, inni ludzie posyłają ją w twoją stronę. Ta teraz wyleciała z Wuhan i nic na to nie poradzisz.

Jednak druga strzała to ty sam. Sam ją sobie wbijasz. Jedyny sposób na to, by przestać, to nauczyć się cierpliwie znosić pierwszą.

Tyle wyjaśnienia, pora na propozycję ćwiczenia.

Usiądź w spokojnym miejscu i poświęć przynajmniej 2 minuty na myślenie o tym, czego się boisz i jakie są złe aspekty obecnej sytuacji. Nie wymyślaj jakichś niestworzonych scenariuszy, ale pozwól, by twój umysł podzielił się z tobą obawami i negatywnymi odczuciami.

Weź głęboki oddech, rozluźnij się, możesz zamknąć oczy i wsłuchać się w siebie. Pozwól, by obrazy, myśli i doznania swobodnie przez ciebie przepływały.

To może być nieprzyjemne, ale ani im nie ulegaj, ani ich nie wypieraj. Zamiast tego, z uważnością, cierpliwością i łagodnością pod swoim adresem, obserwuj. Niech jakaś część ciebie doznaje, a jakaś opowiada o tym, co się dzieje.

Co cię przeraża w całej tej sytuacji?

Czego się boisz?

Co nie jest dobre?

Co cię dołuje?

Co najgorszego może się wydarzyć?

Nie bój się, że samo myślenie o tych rzeczach może je urzeczywistnić. Twoje myśli są tylko myślami, nie przyciągają rzeczywistości.

Zwróć uwagę na to, co się dzieje w twoim ciele, gdy myślisz o niebezpieczeństwach. Czy pojawia się jakieś napięcie?

Gdybyś miała namalować te doznania, co by to było? Jak by to wyglądało?

Obserwuj i opisuj to, co przepływa przez ciało i umysł.

Gdy minie czas, weź kilka głębokich oddechów i się rozluźnij.

Czy coś z tego, co twój mózg ci opowiedział, jest prawdopodobne? Czy możesz w jakiś sposób tego uniknąć? Jeżeli tak, zaplanuj działania zaradcze.

Ucz się ze spokojem przyjmować prace swojej psychiki. Nie trać kontaktu ze swoimi emocjami.

A co gdy emocje zaczną mnie porywać? Uświadom sobie, że cię porywają. Przyglądaj się temu, co się z tobą dzieje, opowiadaj. Możesz zapisywać. A potem zwróć uwagę, jak natężenie emocji spada.

Wybór nastawienia

Problemem nie jest lęk czy stres, ale nasze nastawienie wobec niego.

Badania pokazują, że to czy stres jest szkodliwy i niszczy psychikę, czy przeciwnie, pozwala rozkwitać, zależy od tego, jak do niego podchodzimy.

Ludzie, którzy są przekonani, że stres tylko zabija — mają pod jego wpływem problemy psychiczne i zdrowotne. Ludzie, którzy potrafią dostrzec w nim coś pozytywnego, nie mają problemów zdrowotnych i doświadczają rozwoju (czasem nazywa się to rozwojem pourazowym).

To, jak widzimy sytuację, zależy od naszej decyzji. Możemy świadomie szukać, nawet w najtrudniejszych chwilach, pozytywnych aspektów.

W żadnym wypadku nie chodzi o pozytywne myślenie. Nie chodzi o to, by zacząć udowadniać sobie i światu, że tak naprawdę to przydarzyło nam się coś wspaniałego. Wiesz, zachorowałem na serce, ale to najwspanialsza rzecz, jaka mi się przytrafiła. Wiesz, jest epidemia, ale to takie wspaniałe. Bzdura! To byłby przykład unikania. Nie chodzi o jakiś oderwany od rzeczywistości pozytywny bełkot. Chodzi o to, by nauczyć się patrzeć szerzej. Tak, jest wiele rzeczy nie w porządku. Tak wynika z tego wiele zła. Ale czy to znaczy, że nic dobrego nie może również z tego wyniknąć?

Łatwo dostrzegać to, co złe. By oprócz tego zobaczyć to, co dobre, trzeba wysiłku, a potem determinacji.

Człowiek ma w sobie niesamowitą siłę, polegającą na tym, że z każdego złego i trudnego doświadczenia, może uszczknąć dla siebie coś dobrego.

Praktyczne zadanie:

Przez 2 minuty poszukaj pozytywnych stron twojej obecnej sytuacji. Poszukaj korzyści, jakie z tej sytuacji mogą wyniknąć. Co dobrego może wyniknąć z koronawirusa dla ciebie samego?

Może dzięki temu będziesz mógł spędzić więcej czasu z bliskimi?

Może to będzie okazja, by przyjrzeć się temu, o co ci w życiu chodzi?

Może nauczysz się doceniać proste rzeczy i czuć za nie wdzięczność?

Może dzięki temu wreszcie zwolnisz i złapiesz właściwe tempo?

Może wreszcie się wyśpisz?

Może poczujesz większą wspólnotę z innymi?

Może rozwiniesz się duchowo? 

Dla mnie — mimo całego zagrożenia i strat, jakie się wiążą z obecną sytuacją, jest całkiem sporo dobrych rzeczy.

Od dawna chciałem na poważnie przenieść się ze szkoleniami do internetu (kiedyś nieśmiało się tym zajmowałem). Od dawna chciałem wpuścić we większy obieg moje książki. Doskonała okazja. Mogę robić to, o czym zawsze myślałem, a co zawsze schodziło na drugi plan, bo przychodził klient ze zleceniem i trzeba było robić projekt. Dawno nie miałem tak doskonałych warunków, by wreszcie zrealizować swoje plany. Poza tym cieszę się, że mogę spędzać całe dnie ze swoimi córkami. To wspaniałe.

To paradoks: nikt nie chce czuć lęku i stresu, ale często czas największego rozwoju to równocześnie ten, w którym jest najwięcej lęków, przeszkód, barier i zmagań.

5 dodatkowych podpowiedzi na radzenie sobie ze stresem wywołanym przez epidemię

Jeżeli masz kontakt ze swoimi emocjami i umiesz dostrzec w przeciwnościach coś pozytywnego, możesz skorzystać z kilku dodatkowych technik, które pomogą ci przejść przez trudny czas.

Pięć pierwszych z brzegu, popartych wieloma badaniami, sposobów:

1. Ruszaj się.

Ponieważ siłownie są zamknięte i rzadziej wychodzimy, wiele osób mało się rusza. Aktywność fizyczna jest nieodzownym warunkiem zdrowia psychicznego. Szczególnie wtedy, gdy spędzasz cały dzień w domu, dbaj o to, by ćwiczyć. Możesz choćby tańczyć, ćwiczyć aerobik, jogę albo zrobić gimnastykę. Ruch uspokaja i przywraca spokój. Niezbędne minimum to 20 minut wysiłku o średniej intensywności.

2. Medytuj z oddechem.

Usiądź z wyprostowanym kręgosłupem i przez 5 – 10 minut skup się na oddechu. Oddychaj bezgłośnie przez nos. Zwracaj uwagę na każdy oddech. Licz wydechy od 1 do 10. Gdy dojdziesz do 10, zacznij od 1. Gdy się pomylisz, nic się nie stało, zacznij od 1. Nie staraj się wpływać na oddech, obserwuj. Przy wydechu, możesz poczuć jak twoje mięśnie się rozluźniają, podczas wdechu, jak powietrze wpływa przez dziurki od nosa.

3. Utrzymuj więzi z bliskimi.

Jedną z naturalnych reakcji na stres i napięcie jest reakcja opieki i troski (tend and befriend) Oksytocyna, która wydziela się podczas kontaktów z ludźmi, których lubimy i kochamy, osłabia stres i leczy jego negatywne konsekwencje. Najlepsze jest to, że poświęcając czas bliskim, sami z tego korzystamy, jak i pomagamy innym. Zadzwoń, napisz, usiądź za stołem.

4. Wykonuj swoje praktyki duchowe.

Badania pokazują, że modlitwa, kontakt ze sferą ducha pomaga w radzenie sobie z trudnościami. Jeżeli jesteś wierzący, nie zapomnij o tym źródle. Nie chodzi jednak o bezmyślne praktyki, typu klepanie zdrowasiek czy mantr. Lepsza jest rozmowa z Kimś od nas większym.

Jeżeli nie jesteś wierzący, poświęć chwilę na nawiązanie kontaktu z najgłębszą częścią ciebie samego, czymś, co wierzący mogliby nazwać boskim pierwiastkiem. Spróbuj z tą częścią siebie o sensie tego, co się wokół dzieje. Posłuchaj, co ma ci do powiedzenia.

5. Utrzymuj mądrą dietę informacyjną.

Trzeba śledzić wiadomości, ale rób to w sposób kontrolowany. Z badań jednoznacznie wynika, że nadmierne oglądania wiadomości po różnego rodzaju katastrofach czy atakach terrorystycznych, mocno zwiększa ryzyko depresji i zaburzeń pourazowych.  W pewnych badaniach okazało się, że osoby, które oglądały przez więcej niż 6 godzin dziennie wiadomości nt. zamachu terrorystycznego, cierpiały potem na zburzenia związane ze stresem pourazowym, mocniejsze niż osoby, który osobiście doświadczyły tego zamachu.

Kontroluj zatem to, co zasysasz z mediów na temat zagrożenia. Określ źródła, porę i ilość. Nie sprawdzaj wiadomości cały czas. Nie wczytuj się w dziwne komentarze i fora.

* * *

Mam nadzieję, że tych kilka rad będzie pomocnych dla kogoś. Trzymam kciuki za to, byśmy umieli dobrze wykorzystać ten czas. Nie dlatego, że to dobry czas, bo takim nie jest, ale dlatego, że mamy taką zdolność, by z każdych opałów wychodzić silniejszymi.

A może zechcesz podzielić się swoimi pomysłami i refleksjami na obecne czasu. Bardzo będę za to wdzięczny.

14 komentarzy

  1. bardzo dobry tekst ale wazne zeby nie przyszlo cos gorszego niz koronawirus bo wtedy to bedzie lipnie i tak jak przepowiadajai mowia moze nadejsc poczatek konca swiata a ludzie i tak postepuja jak idioci zamiast siedziec w domu to traktuja to jako odpoczynek od pracy i jezdza nad jeziora i to jest tragiczne pozdrawiam panie zbyszku i zdrowia zycze w tym trudnym czasie i zeby wszystko bylo dobrze

  2. Super tekst! Bardzo pomocny! Pozwolił mi przypomnieć sobie, jak ważne jest pozwolenie sobie na przeżycie tych wszystkich trudnych emocji, ich akceptacja, przyjrzenie się im. Przyznaję, że bardziej stresowałam się tym wszystkim, co dzieje się wokół epidemii…. w każdym razie jestem wdzięczna za artykuł i za ćwiczenia. Bardzo lubię Pana teksty, takie spokojne odkrywanie rzeczywistości z nieoczekiwanego punktu widzenia, która to rzeczywistość oświetlona pod innym kątem zaczyna… łagodnieć, przestaje kąsać. Dziękuję.

    • „…rzeczywistość oświetlona pod innym kątem zaczyna… łagodnieć, przestaje kąsać”

      Ewa, pięknie to ujęłaś 🙂

    • Dziękuję Ewo 🙂 Poczułem się bardziej potrzebny 🙂 Jak tak człowiek siedzi w czterech ścianach, to czasem ma poczucie, że nie za bardzo ma jakiekolwiek znaczenie. A czasem najcenniejszą rzeczą jest po prostu się dzielić, tym co się czuje, tak jak się potrafi, a nawet tak, jak wychodzi. Pozdrawiam ciepło 🙂

  3. Bardzo przydatny tekst i logiczne wskazówki jak sobie radzić z wszechobecną i szybko rozprzestrzeniającą się paniką. Dodałabym też coś dość oczywistego, a mianowicie dbanie o zdrową i zbilansowaną dietę, to jest teraz bardzo ważne i jestem pewna, że nasze systemy odpornościowe nie pogardziłyby dodatkowym wsparciem. A nuż tak się do tego przyzwyczaimy, że wpadnie nam nowy zdrowy nawyk.

  4. Dzięki Zbyszku za ten ciekawy tekst , dla mnie pomocna jest rada aby nie powielać swoich wątpliwości ale odpowiednio się zająć tymi które już się pojawiły. Pozdrawiam serdecznie

  5. Dzięki Zbyszku, wątek o kompensacji strasznie prawdziwy, znam niestety osobę która jeszcze do wczoraj nie wierzyła „w tego całego wirusa”, dziś twierdzi, że być może jest ale nie różni się od grypy. To mój tato, senior, przez swoją skłonność do kompensacji i wiary w spiskowe teorie, nie przestrzega kwarantanny. Niestety jestem bezradna.
    Jak sobie radzę? Założyłam dziennik: spisuję myśli, nazywam to czego się boję. Nie piszę go dla potomności 🙂 Piszę, żeby sobie poradzić, żeby nazwać, oswoić, wyrzucić z mojej głowy. Nie jest to mój pomysł, to współczesna psychologia, badania potwierdzają, że pisanie dziennika ułatwia radzenie sobie z trudnymi emocjami.
    Poza tym ćwiczę, modlę się, oddycham, przytulam się do domowników, praktykuje wdzięczność, bawię się z dziećmi. Najgorzej mi idzie z zamartwianiem się o pracę, która posypała się totalnie.
    Pozdrawiam wszystkich 🙂 nie traćmy nadziei 🙂

    • Dziękuję Bea za to uzupełnienie. Dziennik, przytulanie, wdzięczność, zabawa. To jest ważne! Dopisuję do swoje listy. Nie walcz z „zamartwianiem”, zmień jest w „zatroskanie” – troskliwe zajmowanie się tematem. Wiem, łatwo się to mówi…

  6. Opisujesz swoje zmagania, które są bardzo osobiste i jak sobie z tym radzisz. Czasami patrzę na Ciebie jak na bohatera gry przygodowej dopóki nie uświadamiam sobie, że to życie większości z nas , wyjątkowe i banalne zarazem.

  7. Dzięki wielkie za ten artykuł. Na prawdę go potrzebowałem. Pozwoliło mi to spojrzeć na stres z innej perspektywy i uświadomiło sporo istotnych kwestii z nim związanych.

Zostaw komentarz