Niektórzy właśnie zaczynają wakacje, a ja właśnie z nich wróciłem. Po dwóch tygodniach przerwy siedzę za swoim biurkiem i za swoją klawiaturą. Czuję się tak, jakbym nigdzie nie wyjeżdżał. Może tylko więcej nie przeczytanych maili i nieuporządkowanych papierów na biurku. Może tylko mam trochę większy chaos w głowie (ale to nic nowego, żyję z tym, na co dzień). Mam wrażenie, jakbym obudził się z popołudniowej drzemki. Wokół tak, jak było. Filiżanka herbaty, gazeta i ciastko. Tylko przez chwilę wszystko wydaje się dziwne i odległe, ale zaraz wraca do normy. Staje się zwykłe i codzienne. Może w podróżach najcenniejsze są te krótkie momenty po powrocie. Gdy człowiek wchodzi do swojego mieszkania i może go zobaczyć, tak jak je widzi ktoś obcy. Gdy człowiek, zanim zazębi się (jak łańcuch rowerowy z zębatką) o to wszystko, co go otacza może uważnie i z dystansem się temu przyjrzeć.

Wróciłem znad chłodnego, pochmurnego morza do skwierczącego w słońcu Krakowa. Mury są nagrzane, nie ma wiatru, słońce cały dzień na niebie.

Pewnie potrzebuję kilku dni na to, by wpaść w stary rytm. Jadąc nad morze miałem ambitne plany by czytać i pisać. Wziąłem ze sobą z dziesięć książek, laptopa, duży zeszyt A4 i dwa ulubione pióra. Myślałem, że będę pracował nad blogiem i na bieżąco zamieszczał posty. Pewnie coś by z tego wyszło, ale wziąłem też ze sobą 3-letniego malucha, która nigdy jeszcze był nad morzem. Owszem rankami, zanim dziecko się obudziło udawało mi się pracować (wieczorem, po zaśnięciu, ok. 21.40 wolałem oglądać zachody słońca). Ale oprócz tego, na nic innego nie miałem czasu.

I myślę, że całe szczęście. Zamiast pracować nad konkretami wolałem zadawać sobie bardzo ogólne pytania. O co mi chodzi? Po co robię to, czy tamto (chociażby po co prowadzę tego bloga). Czy jestem szczęśliwy? Czy nie daję się czasem wpuścić w ramy, które m nie pasują? Czy warto godzić się na pewne rzeczy, które mi się nie podobają? I tak dalej. Wiele różnych pytań, na które w większości i tak ciągle nie mam odpowiedzi.

A tekstów i tak przywiozłem dosyć dużo. A do tego jeden konkretny pomysł, które mam nadzieję zrealizuję w tym tygodniu.

Aha, przywiozłem kilka zdjęć. O to kilka z nich.
Polskie, spokojne morze

Kormorany z molo w Heringsdorf

Czarne morze, bynajmniej, nie Morze Czarne