Masz coś do zrobienia czy będziesz tylko jęczał?

Nie pasuje mi ta praca,  nie mam żadnych perspektyw, nie czuję się za dobrze z samym sobą, miewam depresję, nie mam odwagi, nie wiem jak sobie poradzić, nic nie potrafię, miałem ciężkie dzieciństwo, zmarnowałem wiele czasu, inni są ode mnie mocniejsi, nic mi nie wychodzi…

Nawet nie wiesz ile osób ma takie problemy jak ty.

Jeżeli bycie psychologiem ma jakieś ukryte profity, to jest nim wiedza o tym, jak wiele osób odczuwa negatywne emocje, jak często ludzie czują się przygnębieni, przytłoczeni i niedopasowani. Nawet ci, którzy na co dzień przyjmują pozy władców świata, gdy usiądą, rozejrzą się wokół i zobaczą, że oprócz „psychologa” nikt ich nie słucha, zaczynają opowiadać o dręczących ich obawach, problemach i lękach. Dlaczego to profit? Bo gdy dopada cię chandra nie  musisz się bać, że jesteś inny.

Każdy, w jakiś sposób musi się zmagać ze swoim poczuciem niepewności czy niepełnowartościowości. Jasne, są tacy którzy tego nie mają. Ja bym im jednak nie zazdrościł. Bertrand Russel napisał:

Jedną z bolesnych rzeczy naszych czasów jest to, że ci, którzy czują się pewni siebie są głupcami a ci, którzy mają wyobraźnię i rozum są wypełnieni wątpliwościami i rozterkami.

Z kolei Charles Darwin pisał:

Ignorancja częściej jest przyczyną pewności siebie niż wiedza.

Jeżeli nie jesteś głupcem i dysponujesz  w miarę sprawną wyobraźnią, jeżeli masz jakąś wiedzą na temat  świata – masz wątpliwości i rozterki.

Nie jesteś niezwykły jeżeli czujesz się niepewnie, jeżeli przyszłość cię przeraża, jeżeli trudno ci zabrać się za działanie i doprowadzić je do końca.

To ludzka rzecz. To cię nie przekreśla.

Ale zanim mi ktoś zarzuci, że w tani sposób siebie i ciebie dowartościowuję, jeszcze jedno. Ten cały psychiczny śmietnik to nie powód byś schował się w kącie i żalił  na swój los.

Zawsze masz dwie możliwości: możesz użalać się nad sobą; szukać pocieszenia i motywacji; szukać słuchacza, który podda swoje ucho twoim żalom; szukać kogoś, kto cię z tego wszystkiego wyleczy, kto naprawi twoje życie, wyprowadzi cię na prostą…

Wielu chętnych, za niewielką opłatą, ci w tym wszystkim pomoże. Przede mną leży wielki podręcznik terapii. Pełno w nim przepisów jak zagadywać pacjentów, jakie zadania im proponować, jakie ćwiczenia z nimi wykonywać… ogólnie niby wszystko w porządku. W końcu sam kupiłem tę księgę.  Tyle, że w praktyce, takie podejście najczęściej oddala zmianę.

Gdy ktoś prosi mnie o pomoc, zazwyczaj go słucham (albo czytam) a potem zadaję proste pytanie:

– Czy jest jakiś projekt, który chcesz zrobić, który by choć trochę przybliżył cię do takiego życia, jakie chciałbyś prowadzić?

– Projekt?

– No wiesz, przedsięwzięcie, eksperyment, próba, wyprawa, takie-sobie-dłubanie-po-godzinach, coś co chciałbyś mieć na swoim koncie…

– Ech nie….  teraz jestem na to za bardzo zblokowany, za słaby, nie bardzo mam siły, brakuje mi wiedzy, umiejętności…

To rozwiązanie numer jeden: schować się. Rozwiązanie numer dwa: odkryć się.

Albo chcesz coś zrobić ze swoim życiem, albo nie chcesz. Jeżeli chcesz, wybierz jakieś przedsięwzięcie. Nie przesadzaj  z celami – coś prostego na początek. Ale coś konkretnego. Coś co prowadzi w dobrą stronę. A potem to zrób.

Będzie ciężko?

Będzie.

Będzie strasznie?

Jak cholera.

Zmęczysz się?

Zmęczysz.

Będziesz się bał?

Co najmniej jak wilka w ciemnym lesie.

Tylko wiesz co? I tak się zmęczysz. I tak dostaniesz wycisk. I tak twój lęk cię sponiewiera. I tak ci będzie ciężko.

Wszystko jednak zależy przy czym się zmęczysz. Przy zmaganiu się z przeszkodami czy przy próbach wymigiwania się od nich? Przy zmaganiu się z lękiem czy przy żałowaniu, że się nie odważyłeś spróbować?

Pięknie to ujął Theodore Roosevelt:

Wszyscy musimy się zużyć lub zardzewieć, każdy z nas. Moim wyborem jest się zużyć.

To kwestia wyboru. Praca nad sobą może być cenna. Terapia, coaching czy rozwój może pomagać. Pod jednym warunkiem: że twoim wyborem jest zużyć się w działaniu. Że twoim wyborem jest podnieść się i iść na wprost. Że zgadzasz się na to, by lęk uderzył cię prosto w twarz, a nie zgadzasz się na to by się nad tobą pastwił, gdy jesteś zwinięty w kłębek.

Ile razy lęk widzi, że się zwijasz w kłębek i zasłaniasz ramionami oczy, tyle razy dopada cię i zaczyna okładać. Ten durny sadysta nigdy nie daruje sobie okazji by skopać bezbronnego. Nie myśl, że chowając się unikniesz go. Nie uda ci się takę udawanie nieświeżego trupa, branie go na litość czy negocjowanie.

Gdy jednak się podniesiesz i wystawisz twarz na jego cios, ten sadysta ucieka jak oparzony. Ale nie licz na to, że ucieknie. On ucieka tylko wtedy, gdy jesteś gotowy przyjąć jego cios. Jeżeli chcesz przyjąć cios, bo wiesz, że on wtedy ucieknie – cwaniak cię przejrzy i uderzy.

Powiedz mu:

– Skoro cię mam, skoro i tak już jesteś, skoro i tak mnie niszczysz, zróbmy to na moich warunkach, nie będę się przed tobą więcej chował…

Co to znaczy w praktyce?

Najprostsza rzecz: zacznij działać.

Wybierz cel, zrób pierwszy krok, potem następny, wytrzymaj obawy, wyjdź do ludzi, podziel się…

Naraź się na śmiech, niedocenienie, trudności wewnętrzne, negatywne przeżycia.

Nie szukaj taniej motywacji, wiecznej psychoterapii czy odurzenie w słodkich dźwiękach.

Masz coś do zrobienia albo nie masz. Jeżeli nie masz nic do zrobienia, tylko zawracasz głowę.

 


Zdjęcie w tle nagłówka: Jason Bolonski

35 komentarzy

  1. To taki bardzo szybki tekst, będący reakcją na pewne przeżycia. Chciałem napisać coś krótkiego na Facbooka, wyszło coś do bloga. Tekst jest niedopracowany. Pewnie są tam jakieś literówki czy nawet błędy. Jutro rano go poprawię. Ale ponieważ ostatnio nabrałem nawyku szlifowania (ostatnio? ha, ha) w efekcie którego na blog nie trafia nawet połowa napisanych przeze mnie tekstów, postanowiłem go wrzucić tak, jak jest teraz.

    • Proszę pisać, a właściwie publikować jak najwięcej. Nawet, jeśli pewne Pana przemyślenia się powtarzają, to nie zaszkodzi przeczytać je po raz kolejny. Pana teksty są nie tylko mądre, ale przede wszystkim „życiowo” prawdziwe, ponieważ nie owijają w bawełnę i nie ukrywają, że praca nad sobą wymaga wysiłku i nie zawsze przebiega po naszej myśli.
      Pozdrawiam

    • Jak się nazywa ten podręcznik terapii, jeśli można zapytać?

    • Zbyszku,

      sam fakt opublikowania tego wpisu to najlepsza instrukcja obsługi wdrażania zawartych w treści zaleceń.
      Gratuluję!

    • Padłam… Panie Zbyszku, walczę z otyłością od dziecka. Codziennie wbijam zęby w parapet, codziennie gdzieś lecę, 3 razy w tygodniu latam na zumbę, jeżdżę konno, mam problem, ale mu się nie daję! Jestem twarda małża, nie miętka krewetka! DZIĘKUJĘ PANU Z CAŁEGO SERCA za ten wpis! Czy mogę go zawiesić na swoim blogu dotyczącym odchudzania, który nazywa się bardzo adekwatnie, walka o siebie… DZIĘKUJĘ! Justyna Walerzak

    • Zbyszku, pozwól po imieniu… Najpierw technicznie. Chętnie podzielę się moimi dobrymi praktykami co do szlifowania tekstu. Może coś podchwycisz dla siebie.
      1) Piszę plan rozdziałów i zrąb tekstu intuicyjnie, bez oceniania jak leci, aby nie blokować flow.
      2) Zostawiam na dzień, aby dać czas na ikubację.
      3) Drugiego dnia siadam i redaguję ponownie tekst wprowadzając poprawki.
      4) Jak czuję, że tekst jest ok, robię korektę.
      4.1) Najpierw błędy ortograficzne http://www.korektor.net/slownik.html
      4.2) Czasem też sprawdzam stylistyczne http://www.przecinki.pl/analiza
      5) Robię linkowanie wewnętrzne, dodaję fotki, dodaję tagi
      6) Planuję publikację, ostatnie szlify, podgląd i gotowe!

      Co do artykułu, ważny temat poruszyłeś. Często spotykam osoby wokół mnie, które narzekają i nic z tym więcej nie robią. Wcale nie jest to prostsze, bo podobno więcej energii idzie na odwlekanie, negatywne myślenie niż na faktyczne działanie.

      Łatwiej jest wchodzić w rolę ofiary. Miałem taki kryzys w tamtym roku, to wiem. Kierowałem się do przeszłości, do porażek i do tego co negatywne. Z pół roku mi zajęło, żeby świadomie sięgać do tego co dobre i budujące. Nie było łatwo ruszyć 4litery, ale dzięki temu wiem, że się da.

      Co do samego działania to w takich momentach kryzysu, nawet uśmiech jest wielkim sukcesem i na tym, rzecz polega. Takiego rzędu wyzwania trzeba przyjmować: uśmiech, jedna pozytywna myśl, powiedzenie słowa „dziękuję”. Trzeba budować tę linę pozytywnego działania niteczka po nitce; im drobniejsza, tym lepiej.

    • Niedawno tu wpadłam, jak to bywa, link po linku i jestem. I co widzę, przy szeroko otwartych oczach i świeżym jeszcze pourlopowym umyśle.
      Bez zbędnej afirmacji „dnia codziennego”, uwielbienia dla psychoterapii, przeceniania roli psychologa i trywialnych zwrotów „bądź optymistą”, czy serwowania cytatów niczym z „żółtych karteczek”. Podoba mi się treść, jej sens, powoływanie się na konkrety i Pan poczucie humoru, ten rodzaj sarkazmu (dla mnie inteligentny sarkazm ma …..użyję modnego słowa „moc”). Pozdrawiam serdecznie Ania

  2. Nie znalazłam żadnej literówki 😀

  3. Mam nadzieję na jak najdłuższą żywotność bloga. Nie chodzi o to, że bez tego się zgubię, po prostu Pańskie przemyślenia są bardzo cenne (nawet z literówkami). Tak skrycie uważam, że to zaszczyt móc je poznawać.
    Proszę publikować.

  4. Absolutnie cieszyło mnie czytanie każdego słowa w tym tekście ! Dziękuję, dziękuję bardzo za Pana dzielenie się doświadczeniem, wiedzą.. to był bardzo potrzebny tekst !!

  5. Chyba uzywasz jakis podprogowych przekazow w Twoich tekstach, poniewaz dalem sie skusic i zamowilem Twoja ksiazke. 🙂

    To na zarty (ale ksiazke zamowilem), a tak na powaznie to fajnie sie czyta Twoje artykuly.

    Dzieki
    Lukasz

  6. OK, wszystko fajnie – trzeba działać – rozumiem i nawet się z tym zgadzam.
    I wszystko jest w porządku, jeżeli mogę osiągnąć cel szybko – np. chcę upiec ciasto – to mogę załatwić w 1-2 godziny i już jest efekt. Ale większość ludzi ma dużo bardziej złożone i czasochłonne marzenia. I wtedy pojawia się coś takiego: zabieram się do działania, robię coś kilka-kilkanaście dni aż nagle pojawia się myśl: Co, to tylko tyle? To ja tu staram się, haruję kilka dni i tylko taki malutki kawałeczek jest gotowy – to kiedy ja to skończę? A mam przecież jeszcze inne projekty. I pojawia się to uczucie „bezsensu” – i wtedy już nie jest fajnie.
    Pozdrawiam

    • A ja mam czasami wrażenie, że często nasze marzenia są tylko echem marzeń innych ludzi. I kiedy je zaczynamy realizować okazuje się, że to nie nasza bajka. Dowiedzieć się tego w działaniu bezcenne. Brak złudzeń pozwala szukać dalej i próbować.
      pozdrawiam
      A.

    • Masz rację Agato. Samo zabranie się za działanie nie uwalnia jeszcze od wszystkich problemów. Myślę, że ważne są dwie rzeczy.
      Po pierwsze, działanie nie wyłącza refleksji. Jeżeli rzuciłaś się na coś i po dwóch tygodniach mówisz do siebie „Dlaczego tak wolno, z taką szybkością daleko nie zajdę” następne pytanie powinno brzmieć: „czy nie za dużo się spodziewałam? (patrz poprzedni tekst). Może trzeba zrewidować swoje oczekiwania, w każdym razie te dotyczące horyzontu 2-3 tygodni.
      Po drugie: Działać to robić rzeczy potrzebne i ważne. Czasem po prostu rzucamy się wir aktywności, tylko po to, by uciec przed wyrzutami sumienia. Drugie pytanie: Czy robiłam, to co trzeba? A może tylko byłam aktywna?
      Pozdrawiam i dziękuję za tą ważną uwagę.

  7. Dziękuję Zbyszku :)))

  8. Od dłuższego czasu „po drodze” mi, z tym , o czym piszesz. Zaglądam tu, jak nie ma nic nowego – wracam to już opublikowanych rzeczy. Zawsze zdarzy się coś, co do mnie dotrze na nowo, inaczej, mocniej. Z tego wpisu – ważna, cholernie ważna i aktualna dla mnie sprawa „Najprostsza rzecz: zacznij działać” i „wytrzymaj obawy”.
    Dzięki Zbyszku!

    • Bardzo się cieszą Aga, że zaglądasz. Tak, czasem pewne słowa / zwroty coś nam porządkują. Cieszę się, że zdarza ci się je znaleźć w tym, co piszę. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  9. Każdy z czytelników zinterpretuje teksty ma swoją modłe 😉 Jedni zobaczą niesamowite słowa przekazane w prosty i ciekawy sposób. Inni zobaczą błędy i będą zachwyceni, że to właśnie oni je odkryli, a jeszcze inni stwierdzą, że to kompletnie nikomu do niczego nie potrzebne. Możemy pisać i starać się jak najlepiej przekazać co nam chodzi po głowie, a i tak czytelnik nada własny sens i interpretacje. Pozdrawiam i życzę inspiracji i wielkiej chęci do pisania 🙂 niech czytelnicy mają co interpretować i w ten sposób poznawać własne ja 😉

  10. To do dupy to życie, skoro tak czy siak trzeba cierpieć.
    Zresztą, co ten świat i ci ludzie warci, skoro wydarzają się takie rzeczy jak ostatnio na Ukrainie. Wysadzić tę biedną planetę w cholerę – mamy przecież środki.
    Tak, moim „projektem” będzie przekonać światowych przywódców do podjęcia takich działań 🙂

    • Bartku, psycholodzy poznawczy nazywają to chyba „myśleniem czarno – białym”: albo wszytko jest idealnie, albo jest do niczego. Życie nie jest cudowne, tzn. nie jest całkiem białe. Ale to nie oznacza, że jest całkiem czarne. Jakie jest życie, jeżeli nie jest ani czarne ani białe? Sam wiesz.
      Nasz stosunek do świata / życia jest często odzwierciedleniem stosunku do siebie (albo na odwrót, nieistotne) Często, jeżeli tylko nie uda nam się być ideałem, uznajemy, że jesteśmy zupełnie do niczego.
      I my i życie rzadko bywa tylko czarno albo białe.

      • Ja to rozumiem – tylko co z tego.
        Kazałbyś 10-latkowi (przeciętnemu) napisać poprawną pracę magisterską?
        No, już wiesz co czuję w obliczu „projektu” (abstrahując od takiego szczegółu, że nie wiem, w jakiej dziedzinie miałby on być zlokalizowany, bo jedyne działanie jakie przychodzi mi do głowy to leżenie do góry brzuchem – za to jednak nie dają kasy, chyba że w branży porno, która średnio mnie pociąga).
        To więc trochę co innego niż „lęk, któremu trzeba nadstawić policzek”.
        Zresztą, i tak z tej całej pisaniny – i twojej, i mojej (przede wszystkim) – nic nie wynika.

      • Mam nadzieję, że kiedyś będę miał tak głęboki wgląd w człowieka jak Zbyszek…

        Dla jednych czarno-białe, dla innych skala szarości a dla innych tęcza.
        Bartku, a gdybyś mógł zastosować jedno z trzech podejść:
        1) Dziś patrzę tylko na to co czarne, brudnek, brzydkie i negatywne (pogrzeby, zamachy, katastrofy)
        2) Juto patrzę tylko na to co kolorowe, wesołe, szczęśliwe i piękne (wesela, narodziny, wycieczki)
        3) Trzeciego dnia widzisz jedno i drugie, ale masz prawo wyboru. Z szumu informacji możesz wybierać to co dobre i to co przeciętne i to co smutne. Czasem może się okazać, że to co wydawało się smutne, prowadzi do wesołego. Jak ta przypowieść „Skąd wiesz czy to pech?” (http://goo.gl/u789kF). Nie wiem dlaczego, ale dla mnie taką silną mantrą w chwilach słabości jest angielski zwrot: „Yes, you can…”

  11. Zbyszku, mam taki problem. Ciągle próbuję się czegoś podjąć, ale ciągle to porzucam. Taka dieta – próbuję schudnąć zaledwie 3-4 kg od ponad roku (!) – za każdym razem stosowałam normalną dietę, ćwiczyłam i odrobinę chudłam – a zaraz potem rozchodziło się po kościach i wracałam do stanu sprzed. Jakiś czas temu miałam wyzwanie przysiadowe – zatrzymałam się na 18 dniu, były efekty, byłam zadowolona – wyjechałam gdzieś – i znów rozeszło się po kościach, codziennie sobie obiecywałam, że już dzisiaj zacznę na nowo – i tak minęły 2 tygodnie, a ja jestem na siebie wściekła. Dzisiaj w końcu je zrobiłam, po prostu poszłam je robić od razu jak o tym pomyślałam, ale oczywiście zrobiłam ich mniej niż wcześniej.
    I tak było z różnymi innymi ćwiczeniami, mam niezłą kondycję, ale jak stale ćwiczę, to samo z dietą, chciałam się po prostu na stałe zdrowo żywić, przygotowywałam sobie zdrowe posiłki, nawet je fotografowałam.. Ale porzucam to i potem zaczynam od początku. Sama nie wiem, w którym momencie to następuje i dlatego tak robię (?). Może ja się podświadomie boję zmian?..

    Tak było także z innymi rzeczami, np. zapisałam się na wolontariat, ale tak się bałam, że na niego nie poszłam. Albo chodziłam na takie zajęcia, i zrezygnowałam z nich po 4 razach. Mnóstwo sytuacji.. Widzisz tutaj jakiś mechanizm, doradzisz coś?

  12. Zbyszku kolejny wspaniały tekst. Masz wielki dar pisania w sposób jasny, trafny i motywujacy. Dużo w zyciu czytałem literatury z zakresu psychologii, mam za sobą terapię ale w tym co piszesz odkrywam potężną jakość. Sam mam wielki problem z dokonywaniem zmian w życiu. Myślenie bierze u mnie górę nad działaniem.

  13. Oj tak, to mądre i dające niezłego kopniaka.

Zostaw komentarz