„Moją przeszkodą jest lęk”

Moją przeszkodą jest lęk. Jestem teraz w trakcie zmian w moim życiu i zdaje się, że lęk w tej sytuacji jest naturalny. Chcę jednak żeby on mi tylko wskazywał miejsca gdzie kończy się moja „strefa komfortu”, gdzie wchodzę w „nowe” a mną nie zawładnął. Tak myślę, że lęk jest takim fundamentem wszystkich nieprzyjemnych uczuć i próbuję zrozumieć to, co się ze mną dzieje w sposób bardziej szczegółowy.

Tak, lęk jest naturalny. Sygnalizuje nam wyjście poza strefę komfortu.

Ale jak sprawić by lęk / obawy / wątpliwości mną nie zawładnęły? Ludzie tak często mówią, że lęk ich paraliżuje, osłabia, przygniata, nie pozwala zrobić ruchu.

Jak sobie z tym poradzić? Po pierwsze zrozumieć, że to nie lęk / obawa / trema (jakkolwiek to nazwiesz) jest przyczyną paraliżu. To nasze reakcje na nieprzyjemne doznania.

Mieszkam w bloku, który jest dość akustyczny (tzn. czasem słychać sąsiadów). Ponieważ wcześniej długo mieszkałem w cichym domu a potem w tzw. „starym budownictwie” (nawet gdybym przyłożył szklankę do ściany, nie usłyszałbym co robią sąsiedzi) dość długo nie mogłem sobie poradzić. Coraz bardziej denerwowałem się na każdy odgłos. Od razy pojawiały się myśli:

– O nie, znowu hałasy… tragedia, muszę coś z tym zrobić… muszę się czym prędzej przeprowadzić do jakiegoś lepszego miejsca … ale przecież nie stać mnie na to… jestem beznadziejny… to straszne, że muszę żyć w takich warunkach…

Zależnie od pory dnia czy dyspozycji wpadałem we wściekłość albo w dołek.

A potem zauważyłem, że moim dzieciom nie tylko hałasy zza ścian nie przeszkadzają, ale nawet ich nie zauważają.

Gdy przyjrzałem się temu z boku, doszedłem do wniosku, że odgłosy są tak naprawdę umiarkowane. By je usłyszeć trzeba wyostrzyć słuch. Zauważyłem, że wcale nie są głośniejsze od dziesiątków innych, jakie bez problemu akceptuję (szum ulicy, śmieciarka, ptaki, rozmowy za oknem). To ja sam, swoim nastawieniem „pogłaśniałem” je.

Skupiałem uwagę i słyszałem wszystko wyraźniej.

Słyszałem wyraźniej – dołowałem się.

Dołowałem się – jeszcze bardziej się skupiałem.

Gdy w końcu zacząłem je akceptować (przynajmniej częściowo), hałasy przestały być tak dokuczliwe. Nigdy nie będą przyjemne, ale przestały wywoływać ataki zdołowania czy wściekłości.

Podobnie jest ze strachem: podkręcamy go bo myślimy:

– To nie w porządku, nie powinnam tego czuć, coś ze mną nie tak, muszę czym prędzej zrozumieć powody, muszę szczegółowo zrozumieć co się ze mną dzieje!

Czy zrozumienie powodów pozwoli ci pozbyć się lęku? Czy nie wystarczy wiedzieć, że lęk jest naturalnym efektem robienia rzeczy nowych?

Nie jest przyjemnie czuć lęk. Nikt tego nie lubi. Ale próbując wgłębiać się w przyczyny, tylko wzmacniasz to doznanie.

Gdy poczujesz lęk, zamiast szukać powodów i sposobów pozbycia się go, pomyśl na czym ci zależy. Zwróć się w stronę tego, czego pragniesz; przypomnij sobie, co jest twoim celem. Nie koncentruj się na tym, co cię trzyma w strefie komfortu, ale na tym, co czeka poza nią.

4 komentarze

  1. Racja! To, na czym skupiamy się w życiu, staje się naszym punktem odniesienia i koncentracją energii.

  2. Będąc od czasu do czasu pod wpływem tej mrocznej siły, dzięki takim słowom mogę się zatrzymać, spokojnie odsapnąć i nawet polubić ją w sobie. Dziękuję.

  3. Lęk często mnie paraliżuje… i sprawia, że pojawiają sie objawy fizjologicznie jak duszności, arytmia itp. To sprawia, że bardzo trudno mi jest funkcjonować w sytuacjach dla mnie nowych. Spróbuję pamiętać Pana uwagi i skupić się na celu, zamiast roztrząsać moje lęki.

  4. Jak mam podobnie. Jak ty Dominika. Strach mną bardzo dominuje..Z dnia na dzień się go nie pozbede ale może nauczę się jak na niego prawidłowo reagować

Zostaw komentarz