Dwie pierwsze zasady

Do tej pory mowa była o dwóch zasadach: rób coś, co zarówno daje ci motywację wewnętrzną jak i wnosi w życie innych wartość ( tekst tutaj). To bardzo ważne zasady. Szczególnie ta druga. Im więcej będziesz mieć empatii, im uważniej będziesz się rozglądać wokół siebie, im uważniej będziesz słuchać innych – tym łatwiej będzie ci stworzyć taką przyszłość o jakiej marzysz. Największym ryzykiem ludzi zabierających się za jakieś przedsięwzięcie jest kręcenie się wokół własnego ogona. Zamiast zadać sobie pytanie, czego potrzebują inni, oni ciągle rozważają:

– O czym ja marzę?

– Co mi sprawia największą przyjemność?

– Jakie są moje potrzeby?

To istotne pytania. Ale jeżeli tylko w tej sferze się obracasz, jesteś kulawy (o ile nie jednonożny). Nie dziw się, jeżeli nie uda ci się dojść do miejsca, w którym można poczuć radość i satysfakcję z pracy.

Nie tylko o ciebie w życiu chodzi. Pobudka! Jeżeli znajdujesz się w jakimś dołku, jeżeli twoje plany nie wyszły, jeżeli nie jesteś do końca zadowolony ze swoje rzeczywistości, potraktuj to jako okazję. Okazję do tego by dowiedzieć się czegoś nowego o świecie wokół. Zamiast międlić siebie samego – wałkować to, jak się źle czujesz, jak nic ci nie wychodzi, jak ciężko się przebić itp., otwórz oczy i rozejrzyj się. Wyjdź na zewnątrz i zacznij rozmawiać z ludźmi. Zacznij słuchać i pytać o to:

– Co dla nich jest problemem?

– Czego potrzebują?

– Jakie cele chcą osiągnąć?

Z mojego doświadczenia szczególnie cenne jest to ostatnie pytanie. Nie można wymyśleć jakiegoś sensownego przedsięwzięcia, jeżeli nie rozumiesz jakie są cele mają twoi klienci.

Ale o tym wszystkim była mowa w poprzednim tekście. To skrótowa powtórka. Idziemy dalej.

Czy te dwie zasady wystarczą? Czy każdy, kto jest w stanie odpowiedzieć sobie na te dwa zestawy pytań może osiągnąć sukces? Nic podobnego. Gdybyśmy poprzestali na tych zasadach, ciągle byłoby to głodne gadanie. Tzn. twoje przedsięwzięcia ciągle byłyby skazane na porażkę. Jest jeszcze trzecia zasada.

Miałem zamiar napisać, że gdy poznałem tą zasadę, moje działanie zmieniło się o 180 stopni. To byłaby nieprawda. Tą trzecią zasadę łatwo zrozumieć na poziomie intelektualnym. Łatwo się zgodzić na nią czytając opisy przypadków czy analizując losy przedsięwzięć. Jednak przestawić swoje myślenie, tak by na co dzień się nią kierować, jest niezmiernie trudno. Mnie to zajęło co najmniej dziesięć miesięcy (jeżeli w ogóle się udało). Mam nadzieję, że nie będziesz równie oporny jak ja. Jeżeli jednak mi powiesz, że nie masz z tym żadnych problemów, że zawsze tak podchodziłeś do życia, to wybacz – ale nie do końca ci uwierzę.

Przywiązanie do pomysłów

Ta dzisiejsza, trzecia zasada, wymaga dużej pokory. Problem polega na tym, że zazwyczaj – nawet jeżeli obwiniamy się o niskie poczucie własnej wartości czy wręcz nieudolność – jesteśmy niezmiernie dumni i przejęci pracą naszego umysłu. Bardzo przywiązujemy się do własnych pomysłów. Szczególnie wtedy, gdy dotyczą one nas samych.

Tymczasem ta zasada mówi: traktuj wszystkie swoje pomysłów jak hipotezy, a więc coś, co dopiero wymaga sprawdzenia poprzez działanie. Pamiętaj, że każdy pomysł jest tylko pomysłem. Czymś co może się opierać na fałszywych wyobrażeniach, nietrafnym zgadywaniu i selektywnym wyborze danych, a przede wszystkim na braku odpowiednich informacji.

Pomysły na siebie

Słyszałem historię człowieka, który przez długi czas marzył o własnej kawiarni. W zupełności to rozumiem. Właśnie wróciłem ze Starbucksa. Ja też poproszę o kawiarnię. Najlepiej dwie – jedną przedobiednią, a drugą popołudniową. Och, mógłbym siedzieć i sączyć kawę za kawą. Przyznam się, miałem nawet taki moment, że rozglądałem się za lokalem (jak ktoś jest z Krakowa i nigdy nie rozglądał się za lokalem na kawiarnię, to chyba tylko dlatego, że szukał miejsca na lokal z mocniejszymi napojami). Ale ten człowiek, o którym mowa, był uparty. Nie tylko chodził po kawiarniach, nie tylko zrzędził, że „on by to zrobił lepiej”, nie tylko dokształcał się z rodzajów kaw i technik ich parzenia, ale także w końcu zainwestował. Na początku, ponieważ wiele się działo (otwarcie lokalu, pierwsi goście, przecieranie szlaków itd.), trudno mu było powiedzieć, czy rzeczywiście to taka frajda, jakiej oczekiwał. Jednak po niecałych dwóch latach stwierdził:

–Prowadzenie kawiarni to zupełnie coś innego, niż chodzenie na kawę. Nie miałem zielonego pojęcia jak bardzo męczące i nużące to zajęcie. Sprzedał kawiarnię (ze stratą, ale i tak był szczęśliwy) po czym wrócił do swojej poprzedniej branży.

Ekonomistka Herminia Ibarra, zajmująca się między innymi rozwojem zawodowym, w książceWorking Identity opisuje kilkanaście podobnych przepadków. Opisuje np. historię Garego, 35 letniego, wypalonego konsultanta finansowego.

Gary czuł, że jego życie nie wygląda tak jak by chciał. Praca go dusiła i wysysała z niego radość życia. Któregoś dnia poczuł, że coś musi zmienić. Że najwyższy czas powalczyć o możliwość zaczerpnięcia pełnego oddechu. Usiadł i spisał swoje pasje. Najważniejszą z nich okazało się nurkowanie z akwalungiem. Oczyma wyobraźni zobaczył się w roli właściciela szkoły nurkowania na jakieś karaibskiej wysepce. Zamiast hałaśliwych ulic Londynu, szum morza. Zamiast nurkowania w szarych arkuszach pełnych nudnych cyfr, nurkowanie w kolorowym, pełnym bajecznej przyrody oceanie. Gary zwolnił się z pracy. Pierwszą rzeczą było zrobienie kursu dla instruktorów nurkowania i opracowanie biznes planu. Taki kurs trwa dwa miesiące. To dość dużo czasu by uważnie się przyjrzeć temu, jak naprawdę wygląda biznes zatytułowany „szkoła nurkowania”. Gary, po początkowym wybuchu radości wyzwolenia, zaczął przeczuwać, że coś nie do końca mu pasuje. Im bliżej było ostatecznych decyzji (wzięciu kredytu i zakupu nieruchomości), tym mocniej Gary czuł, jakieś pytanie domaga się odpowiedzi. W końcu stało się tak natarczywe, że musiał je usłyszeć:

– Czy rzeczywiście chcę to robić przez kilka najbliższych lat? Czy czyszczenie łodzi ze skorupiaków i porostów oraz nudne i powtarzalne życie na małej karaibskiej wysypce, jest tym o co naprawdę mi chodzi?

Nie jest łatwo odpowiedzieć na takie pytanie, szczególnie wtedy, gdy człowiek już dużo zainwestował (zwolnił się z pracy, wydał na kursy i uprawnienie, rozpowiedział znajomym). Ale Gary maiał odwagę odpowiedzieć sobie szczerze: – Nie. Nurkowanie jest wspaniałym hobby, jest niesamowitym relaksem, jest czymś, co można bez znużenia robić przez cały tydzień czy nawet dwa tygodnie. Ale po dwóch miesiącach własnych doświadczeń, po rozmowach z innymi właścicielami szkół nurkowania, po uważnej obserwacji ich pracy, Gary wiedział, że to nie jest coś, co chciałby robić dzień w dzień przez kilka najbliższych lat.

Wrócił do Londynu i zaczął testować inne możności. W końcu znalazł pracę w firmie zajmującej się kartami kredytowymi. I mimo, że była to praca zupełnie niepodobna do tej, o której tak długo marzył, po raz pierwszy w życiu budził się rano z poczuciem, że robi to, co powinien.

To, że nasze marzenia okazują się czymś zupełnie innym, niż oczekiwaliśmy, jest raczej regułą niż wyjątkiem.

Czy to jednak znaczy, że powinniśmy je odrzucać? Oczywiście, że nie. Gdyby Gary nie odważył się podjąć ryzyka, pewnie nigdy by nie odkrył tej nowej, dającej poczucie prawdziwej satysfakcji pracy.

Trzeba za nimi podążać. Warto jednak pozbyć się złudzenia, że wiemy coś na pewno. Że na pewno, gdy zaczniemy coś robić, poczujemy satysfakcję i pełnię. Nasza wizja siebie, jest tylko hipotezą – wynikiem pracy naszego umysłu, który z konieczności opiera się (o ile nie jesteś bogiem) na niepełnych danych. Ta hipoteza może się sprawdzić – może się okazać, że rzeczywiście, to jest dokładnie to; wcale jednak nie musi – może się okazać, że w tej nowej skórze nie czuję się wcale lepiej.

Herminia Ibarra przeanalizowała wiele przypadków zwrotów kariery – zarówno tych, które prowadziły do zadowolenie jak i tych, które kończyły się jeszcze większym rozczarowaniem. Doszła do wniosku, że wszystkie skuteczne zmiany poprzedzone są serią prób, eksperymentów i rozczarowań. Zanim człowiek okryje to, o co mu chodzi, musi kilka albo nawet kilkanaście razy się rozczarować. Wielkie, dramatyczne zwroty, w których rzucamy nasze dotychczasowe życie, palimy wszystkie mosty i zaczynamy coś zupełnie nowego, rzadko kiedy wychodzą nam na zdrowie.

Gdy po raz pierwszy przeczytałem te wnioski, byłem nieco zbulwersowany. To nie może być prawda – pomyślałem – przecież to zachęta do tego by działać na pół gwizdka. Byłem wtedy zwolennikiem rozwiązań typu „spal za sobą wszystkie mosty”. To taka zręczna figura różnego typu mówców motywacyjnych: jeżeli marzysz, by np. zostać pisarzem, to zwolnij się z pracy, kup za wszystkie oszczędności mansardę (najlepiej w Paryżu) i nie wychodź z niej, póki nie będziesz mieć gotowego arcydzieła. Długo można by pisać o tego typu strategiach motywacyjnych. Jedna tylko uwaga: ktoś, kto daje takie rady, nigdy nie znajdował się w sytuacji spalonego mostu. Prawdopodobnie nigdy nie był pod prawdziwą ścianą. Bo gdyby choć raz znalazł się w takiej sytuacji, zrozumiałby że zdecydowanie częściej czujemy w niej strach, apatię, przerażenie i zniechęcenie niż przypływ sił twórczych.

Z czasem zrozumiałem, że robienie „czegoś na próbę” a robienie czegoś na „pół gwizdka” to dwie różne rzeczy. Kto powiedział, że eksperymentów nie można prowadzić z pełnym zaangażowaniem? Poza tym, jeżeli potrzebujesz do czegoś stawiać się pod, to prawdopodobnie to nie jest to, co powinieneś robić. Raczej brakuje ci do tego wewnętrznej motywacji.

Dwa ważne wnioski wypływają z zasady traktowania pomysłów na siebie jak hipotez. Po pierwsze zmieniaj swoje życie stopniowo. Gary, w odróżnieniu od człowieka z kawiarnią, nie wpakował wszystkich swoich oszczędności w nowy projekt. Nie zablokował swojej możliwości działania na kilka lat.

Zanim zdecydujesz się na jakiś dramatyczny zwrot – rzucenie czegoś i zajęcie się czymś zupełnie innym – przeprowadź eksperyment. Upewnij się, że znasz nowe zajęcie nie tylko z wyobrażeń, ale z praktyki. Spróbuj jaki to ma smak i bądź wobec siebie uczciwy.

Wiele osób marzy na przykład o napisaniu powieści. Moja znajoma ma prosty plan. Postanowiła zarobić dość pieniędzy by się zwolnić, zamknąć za drzwi i przez cały dzień nie musieć nic innego robić. Niestety nie przekonuje jej np. Haruki Murakami, który  swoją pierwszą powieść napisał prowadząc nocny klub jazzowy. Haruki jakoś nie rzucił wszystkiego w diabły i nie powiedział: – Od dziś mówcie do mnie panie pisarzu. Po prostu spróbował, a klub sprzedał, dopiero wtedy, gdy był pewny, że kocha pisanie oraz, że są ludzie, którym na tyle się to podoba, że chcą za to zapłacić. Co ci przeszkadza w tym, by zacząć pisać dzisiaj? Moja znajoma zbiera pieniądze od dziesięciu lat. Całe szczęście coraz rzadziej wspomina o pisaniu.

Pragnienie boskości

Drugi wniosek jest bardzo optymistyczny dla tych, którzy mają poczucie, że nie do końca wiedzą, co mają robić. Dla tych, których paraliżuje świadomość, że ciągle im brakuje klarownej wizji życia po drugiej stronie tęczy. Nie ma czego żałować. Zamiast szukać złudnego poczucia pewności, które tylko zaciemnia nasze decyzje, zacznij przeprowadzać eksperymenty. Szukaj w działaniu, a nie w swoje głowie.

Pamiętam wypowiedź jednego z uczestników szkolenia, jakie prowadziłem on-line. Napisał:

Od ponad roku szukam odpowiedzi na pytanie co jest sensem mojego życia. Idzie mi to opornie, mimo iż wiem że to najcenniejszy klucz którego potrzebuję. Próbuję wsłuchać się w siebie aby dostrzec odpowiedź, ale to co słyszę nie ma w sobie siły „tak, to jest właśnie to!”. Może to.. może tamto… Żadne z tych “to” i “tamto” nie ma iskry… Jak uzyskać odpowiedź na najważniejsze pytanie życia (dokąd chcę zmierzać) i być pewnym że to na 100% jest właściwa odpowiedź?

Doskonale rozumiem zmagania tego człowieka. Też czasem mnie to dopada. Pragnienie klarowności to jedna z uniwersalnych pokus człowieka. – Będziecie niczym bogowie – jak nam życzyła kiedyś pewna oślizgła persona. I rzeczywiście staramy się być jak bogowie. A Bóg wiadomo – jest wszechwiedzący i nieomylny. Jak już co mu wpadnie do głowy, to mucha nie siada! Nie ma to – tamto. I często oceniamy samych siebie z perspektywy boskości. Nie wiem, nie mam stu procent przekonania –to znaczy, że jestem jakiś wybrakowany. Coś ze mną nie tak. Muszę bardziej wejść w siebie, bardziej się skupić. Muszę pójść do psychoanalityka, zacząć zapisywać sny, analizować symptomy i odczucia, muszę przeprowadzić sto pięćdziesiąt testów psychologicznych… Szukam i szukam, ale poczucie klarowności, jak cień, ciągle przede mną ucieka.

Nie krytykuję poczucia klarowności.  W którymś momencie każdemu jest potrzebna jasność co do tego, kim się jest i co się w życiu robi. Jedyne co krytykuję to oczekiwanie, że tą klarowność można osiągnąć siedząc i myśląc. Że w wyniku jakiegokolwiek rodzaju analizy czy refleksji można odnaleźć w sobie to upragnione, Prawdziwe Ja.

To pułapka. Pułapka związana z powszechnym przekonaniem naszych czasów o absolutnej wartości wytworów umysłu. Psycholodzy wyliczają setki złudzeń poznawczych jakimi ludzi ulegają każdego dnia, czytamy o nich, kiwając z politowaniem głowami:

–Jakie te ludzie głupie panie, nie? Bo akurat tak się złożyło, że ja jestem nieomylny, wszechwiedzący i pozbawiony złudzeń. No akurat rozmawiasz pan z bogiem.

Herminia Ibarra mówi o dwóch modelach zmiany. Pierwszy można nazwać: Oddaj się refleksji – Odkryj swoje prawdziwe ja – Podejmij ostateczną decyzję. Ten model to całkowita bzdura. Recepta na porażkę. Skuteczny jest tylko drugi model: Spróbuj i Oceń lub inaczej: Działaj i Ucz się.

Ibarra to ekonomistka, ale gdy przeczytałem jej wnioski, przypominałem sobie słowa filozofa i teologa. Abraham Joshua Heschel pisał:

W samotnej refleksji nad sobą nasze „ja” może zdawać się źródłem cudownych myśli i ideałów. Jednakże myśl może być jedynie zwodniczym urokiem, a ideały można nosić jak pożyczony diadem. To w czynach człowiek staje się świadomy, tego czym jego życie jest naprawdę, to w posługiwaniu się wolą a nie w refleksji człowieka spotyka własne „ja” takie, jakie ono jest naprawdę…. Serce człowieka odsłania się w czynach. Czyn jest sprawdzianem, próbą i ryzykiem.

Chcesz poznać siebie? Chcesz poznać swoje serce? Nie trać czasu na wypełnianie testów, psychoanalizę i nie kończące się dywagacje Co jest moim sednem. Zamiast tego zaplanuj i przeprowadź serię eksperymentów. Zacznij działać i obserwuj siebie. Działanie jest najlepszym sposobem na to by przekonać się czy twój pomysł na siebie jest trafny. Refleksja nad sobą ma sens, ale tylko wtedy, gdy jest przeplatana działaniem. Tylko robiąc coś możesz poznać swoje możliwości i preferencje.

Rada dla uczestnika szkolenia, którego słowa zacytowałem wyżej jest prosta. Przestań uprawiać czystą refleksję. Zacznij uprawiać świadome, uważne działanie. Nie musiałem tego nawet pisać. Zrobiła to za mnie jedna z uczestniczek szkolenia. Napisała:

Piszesz o wsłuchiwaniu się w siebie, o wewnętrznym głosie – brzmi bardzo poetycko. Czy kryje się za tym jakiś konkret? Jakieś działanie? Zaciekawiła mnie taka precyzja, że od ponad roku szukasz sensu życia. A wcześniej nie obchodziło cię to, co dzieje się z twoim życiem? Chcesz mieć 100% pewności – przecież wiesz, że to niemożliwe, musisz to wiedzieć, jesteś zbyt inteligentny. Jestem już starszą babeczką i zdążyłam się dowiedzieć, że nie ma innej drogi jak ryzyko i działanie. Trudno dowiedzieć się, co powinno się w życiu robić, nie angażując się w konkretne sytuacje. Trudno przewidzieć, czy warto z kimś być, nie będąc z nim itd. Sorry, że się wymądrzam. Ale ruszył mnie twój tekst, bo sama kiedyś wpadłam w pułapkę takich gładkich i dalekich od życia zwrotów .

Dodałbym tylko: Nie masz stuprocentowej pewności co robić? Super. Masz lepiej niż ci, których blokuje sztywność myślenia. Znacznie łatwiej będzie ci uczciwie oceniać wyniki eksperymentów. Zamiast się tym przejmować – ciesz się z tego. Tylko w jednym przypadku brak pewności przeszkadza: gdy zamiast szukać, czekasz aż spłynie na ciebie jasna, klarowna refleksja, po której każda przeszkoda wyda się łatwa do przeskoczenia, każda krytyka pozbawiona racji, każde zmęczenie chwilowe, a każda ofiara uzasadniona.

Od jakiego eksperymentu zaczniesz?

Eksperyment nie tylko da ci smak tego, o czym marzysz, ale także – jeżeli zdecydujesz, że ciągle ci się to podoba, ułatwi dalsze działanie.

Jeżeli nie masz możliwości działania, czy możesz przynajmniej wejść w kontakt z ludźmi, którzy na co dzień robią to, o czym marzysz? Czy możesz zastępczo skorzystać z ich doświadczeń? I nie chodzi o ludzi, którzy podobnie jak ty, marzą, że któregoś dnia będą coś robić, ale takich, którzy robią to od dawna.

*

Dziś tyle. W następnym tekście będzie mowa o testowaniu hipotez na temat tego, co potrzebują inni, bo to oczywiście, póki czegoś konkretnego nie zrobimy, również są tylko hipotezy, choćbyśmy nie wiem, jak mocne poczucie klarowności mieli w środku.