Pasja, Zysk, Sens

1. Na początku

Żyj z pasją. Rób to, co ważne, nie pozwalaj by życie mijało ci na byle czym. Odkryj to, co jest w tobie najgłębsze i idź za tym. Gdy nie wiesz jak zacząć, zrób pierwszy krok. Choćby mały i wydawałoby się nic nie znaczący. Po prostu zacznij coś robić. Rusz choćby małym palcem u nogi.

Na początku liczy się każda minuta. Każda drobna decyzja. Każde wyłączenie bezsensownie chodzącego telewizora, odłożenie pełnej niepotrzebnych ci informacji gazety, każde przerwanie rozmyślań o tym, jaki to jesteś biedny i nieszczęśliwy.

Każde pięć minut, jakie poświęcisz na działanie z pasją, sprawi, że twoje życie będzie pełniejsze i bardziej szczęśliwe. Dzięki temu stopniowo, krok za krokiem zaczniesz wychodzić ze stagnacji. Zaczniesz się poruszać i odkryjesz swoją prawdziwą, pochodzącą z działania, równowagę i towarzyszący jej spokój.

2. Ale co później?

Pasja się rozkręci. Jeżeli przeżyje pierwsze tygodnie, przybierze na wadze, jej kości stwardnieją, mięśnie staną się coraz mocniejsze. Coraz trudniej będzie ją wcisnąć gdzieś między powrót z pracy późnym popołudniem a klejące się nocą powieki. Trudno będzie ją utrzymać między słonecznym piątkowym wieczorem a szarym poniedziałkowym porankiem. Zacznie czuć głód. Coraz trudniej będzie jej żyć na resztkach, jakie zostawia pies zwany „muszę za coś żyć”.

Nie chodzi tylko o głód. Chodzi o poważne traktowanie siebie samego.

3. Nie hobby, ale pasja

Co to jest pasja? Pewien znajomy powiedział mi, że ma kilka pasji: zbieranie znaczków, zbieranie kapsli od piwa, oglądanie japońskich filmów i gra w badmintona. Dla niego pasja to czynność, która sprawia mu przyjemność.

Dla mnie pasja to coś innego. Zajęcia, które sprawiają przyjemność mogą prowadzić do pasji, ale pasją nie są. Tak samo jak droga prowadząca w stronę Krakowa nie jest Krakowem.

Pasja to zajęcie, w którym człowiek całkowicie wyraża się i realizuje. To zajęcie, które wymaga od niego pełnej kreatywności i twórczości. Twórczości rozumianej nie jako mazanie farbami po płótnie czy recytowanie sentymentalnych wierszy, ale jako wspólne z Bogiem stwarzanie świata. Pasja to działanie, które daje nam szansę być tym, kim naprawdę jesteśmy. A jesteśmy, jak to ujmuje kościół jedynym stworzeniem na ziemi, którego Bóg chciał dla niego samego. Stworzeniem, które nie jest po coś, dla kogoś czy w jakimś instrumentalnym celu. Ale stworzeniem, które samo w sobie warte jest podziwu i to samej Największej Istoty.

Może to trochę pompatyczne, może trochę przeraża. Ale trudno. Pasja to nie jest dzierganie na drutach zimowym popołudniem, gdy nie ma ciekawszego. Nie myl pasji z hobby (choć to także cenna rzecz od której wiele może się zacząć). Pasja to droga do twojej pełni.

Ktoś może zapytać, jak to do pełni? Przecież pełnię osiąga się przez medytację, wyciszenie, przepracowanie swoich lęków, terapię, pustelnię, głębokie oddychanie i inne lecznicze zabiegi. Nie, nie osiąga się. To wszystko najczęściej jest sposobem ucieczki od życia. Nie można się stać bogiem siedząc w kucki, medytując czy wgłębiając się w swoje sny, wspomnienia czy majaczenia. Najbliżej Boga jesteśmy wtedy, gdy dajemy mu swoje ręce (choć czasem w roli rąk mogą występować usta, gdy naszą pasją jest np. przemawianie, głowa gdy naszą pasją jest projektowanie albo jakakolwiek inna nasza część).

Już gdzieś cytowałem słowa Abrahama Hoshua Heschela:

Drogą do oczyszczenia „ja” jest unikanie rozmyślania nad nim i skoncentrowanie się na zadaniu, które mamy do spełnienia.

Gdy jesteś na początku drogi być może nie wiesz, co jest twoim prawdziwym zadaniem. Możesz mieć jakieś pomysły. Może ci się wydawać, ale tak naprawdę jeszcze tego nie wiesz. Wytrwałe podążanie „ścieżką serca” będzie ci odsłaniać to, czym powinieneś się zająć. Stopniowo bez zbędnego analizowania i konceptualizowania będzie do ciebie docierać, gdzie Bóg potrzebuje twoich rąk.

4. Odwaga odpowiedzi

Droga pasji może zaczynać się jako wygodne, bezpieczne i przyjemne zajęcie. Ale gdy jej nie porzucisz, w którymś momencie sprawy staną się poważne. Musisz mieć odwagę by dostrzec ten moment i odwagę by udzielić wtedy odpowiedzi. Inaczej możesz skończyć pełny frustracji, rozczarowania i żalów.

Jakiś czas temu przypadkiem trafiłem na forum osób piszących. Nie byłem świadomy jak wiele osób w Polsce pisze. Tysiące. Ale 99,99% z nich to ludzie sfrustrowani i zdołowani przez swoje zajęcie. Skoro pasja to działanie, które daje nam szansę być tym, kim naprawdę jesteśmy, a oni właśnie realizują swoją pasję, skąd tyle smutku, złości i rozczarowania w ich wypowiedziach? Dlaczego tyle żalu pod adresem wydawców, czytelników, pisarzy? Z prostego powodu. Póki ich pisanie było hobby, wszystko było w porządku. To przyjemnie popisać przez godzinkę czy dwie po przyjściu z pracy. Dla wielu to fajniejsza rozrywka niż pójście do kina czy na zakupy. Ale żaden z hobbistów nie oczekuje, że świat zachłyśnie się tym, co robi. Gdy napiszesz książkę wyłącznie dla przyjemności nie rozczaruje cię zbytnio, gdy nikt, prócz twoich krewnych i znajomych nie będzie chciał jej czytać. Hobby to rozrywka, której celem jest rozładowanie napięć po pracy. To bardzo cenne. Sam mam zamiar (gdy minie mi moje aktualne hobby, którym jest nauka gry na harmonijce) napisać powieść dla przyjemności.

Ale wielu z tych piszących, w którymś momencie dochodzi do punktu, w którym pisanie domaga się czegoś większego. Zaczynają się w tym odnajdować, zaczynają czuć, że godzina dziennie im nie wystarcza. Że chcą móc poświęcić swojemu zajęciu nie ochłapy, ale to co najlepsze – cztery, pięć godzin czasu najlepszej jakości. Ale na ich drodze staje strach. Jego spojrzenie mówi: nie przejdziesz, to nie dla ciebie, nie uda ci się, zabijesz się w ten sposób, zmarnujesz swoje życie. Tylko niektórzy mają odwagę na to by zaryzykować i skoczyć w przepaść. Większość woli krążyć w tym samym miejscu, narzekając do końca życia na świat, innych ludzi i siebie samego.

Jednym z powodów, dla których ludzie boją się pójść dalej na swoje drodze pasji jest obawa, że w ten sposób skazują się na biedę.

Nie do końca zresztą wiadomo, czy czasem bieda nie jest czymś bardziej szlachetnym. Gdzieś tam na opłotkach umysłu błąka się pomysł, że być może zysk jest tak samo zły, jak narkotyki i prostytucja?

5. Zysk

Istnieje legenda artysty niekomercyjnego i niesprzedajnego. Nie ma za co żyć, ale robi, to co kocha. W odróżnieniu od tego, który ma pieniądze jest wolny i szczęśliwy. Istnieje legenda człowieka biednego, bo uczciwego. W odróżnieniu od tych z pieniędzmi jest szlachetny, wolny i szczęśliwy. Istnieje mit, że pieniądze są wrogiem szczęścia. Gdy je masz wszystko traci smak, a Bóg patrzy na ciebie z wyrzutem, jakbyś mu ukradł pół kilo jabłek z jego sadu. Nie wiem jak młodsi, ale ja ciągle mam jeszcze w głowie takie obrazy. To być może efekt czasów, w których dorastałem. Ostatnio, czytając jedną z encyklik, znalazłem doskonałą definicję tego, czym był socjalizm: to zazdrość biednego człowieka podniesiona do roli prawa. Te mity są niczym innym jak zazdrością biednego człowieka. Biedny człowiek ma prawo zazdrościć, ale nie powinien ani tej zazdrości pielęgnować, ani jej się poddawać, ani narzucać ją innym.

Świat jest pełniejszy, gdy możesz mieszkać w wygodnym domu z widokiem na góry, gdy możesz wyskoczyć na weekend do Paryża, gdy stać cię na drogą restaurację i dobrze uszyte ubranie, gdy możesz jeździć wybranym przez siebie, a nie twoje ograniczenia, samochodem. Czy to są rzeczy, które robią komuś krzywdę? Wręcz przeciwnie. Pieniądze pozwalają ci wejść w większy i szerszy krąg świata i ludzi. Dlaczego masz się przemykać przez świat opłotkami? Dlaczego nie miałbyś spotkać się z ludźmi w Nowym Yorku czy Kioto? Dlaczego nie miałbyś skorzystać z pracy najlepszych, najbardziej przejętych swoją pracą projektantów? Dlaczego nie miałbyś powylegiwać się na wybrzeżu Karaibskich wysp? Dlaczego nie miałbyś poczuć radości pielęgnacji swojego ogrodu?

Przecież to także twoja Ziemia. Jesteś jednym z tych, którzy dostali ją w posiadanie. Kiedy masz zamiar skorzystać z tego, co dostałeś? Po śmierci? Byłbym bardzo ostrożny z zostawianiem sobie życia na ten czas. Może to być nieco utrudnione.

Owszem w pieniądzach można szukać czegoś, czego w nich nie ma. Można szukać poczucia własnej wartości, bezpieczeństwa, kontroli nad światem, miłości itp. Ale czy to znaczy, że musisz od razu wpaść w te niebezpieczeństwa? Winem można się upić, ale czy to znaczy, że nikt nie powinien go pić? Nawet, gdy raz czy dwa przesadzisz i obudzisz się z bólem głowy, czy to dobry pomysł by z tego powodu już nigdy w życiu nie wziąć do ust Château Haut-Brion czy jakiegoś Chateauneuf du Pape lub choćby dobrego Zinfandelka (najlepiej białego)?

6. Pasja i zysk

Jak do tej pory wszystko pięknie. Mowa o rzeczach oczywistych. No to czas na sprawy mniej oczywiste: Czy można mieć pieniądze robiąc to, co cię pasjonuje? Czy to się nie wyklucza?

Niedawno rozmawiałem z dziewczyną, która od kilku lat (tzn. od ukończenia studiów) robi nie-to-co-by-chciała. Usłyszałem od niej:

– Nie wierzę, że można zarabiać na czymś, co się lubi. Muszę pracować by mieć za co żyć, a dopiero po pracy mogę robić, to co mnie pasjonuje.

– I jesteś z tego zadowolona?

– Nie, ale inaczej się nie da.

Kilka dni wcześniej dostałem maila od Aleksa. Aleks pisze (wybacz Aleks, że troszeczkę skróciłem twój list):

Swoje zajęcie uważam za ciekawe, wartościowe i potrzebne, nie brakuje w nim wyzwań ani satysfakcji, gdy udaje mi się podołać tym wyzwaniom. Wszystko byłoby w porządku, ale muszę mierzyć się z drugą stroną medalu, którą jest permanentny brak gotówki. Nie mam wygórowanych potrzeb, nie marzy mi się własna wyspa, najnowszy model helikoptera itd., ale jeśli co miesiąc martwisz się, czy nie zabraknie ci na rachunki, koniec końców dojdziesz do wniosku, że coś tu nie gra.

Nie sądzę, bym pracował znacznie mniej lub gorzej od innych, potwierdzają to dość liczne merytoryczne oceny moich wysiłków. Cóż z tego, skoro nie przekładają się one na rozwiązanie problemu z utrzymaniem?

W przeszłości często stosowałem się do rad, zgodnie z którymi powinienem przynajmniej na jakiś czas odpuścić sobie i zająć się czymś innym, mniej atrakcyjnym, pozwalającym za to utrzymać się na powierzchni. I rzeczywiście, w krótkim czasie skutki okazywały się być pozytywne. Nie martwiąc się o byt, byłem spokojniejszy, mniej nerwowy i zestresowany, nie nawiedzały mnie negatywne myśli i uczucia. Jednakże po dłuższym czasie miałem nieodparte wrażenie, że co najwyżej stoję w miejscu, innymi słowy, żyję tylko po to, by płacić rachunki. Rzucałem więc tę pracę, wracałem do swoich zajęć, z czasem okazywało się, że znowu gnębi mnie brak pieniędzy i trzeba się rozglądać za czymś innym i tak w kółko.

Jestem bardzo zmęczony tym niekończącym się pląsem. Uważam, że w pewnym sensie mam szczęście. Nie każdy, mając trzydzieści parę lat, wie, co chciałby robić w życiu i jeszcze ma predyspozycje odpowiednie do wybranej drogi, nazwijmy ją, zawodowej i życiowej. Co mam jednak zrobić w sytuacji, gdy widzę, że „celów wyższych” w żaden sposób nie da się pogodzić z „prozą życia”? Przykładam się do pracy, w związku z czym brak dochodów zaczynam postrzegać jako niesprawiedliwość, robiąc się zły na cały świat.

W tej chwili widzę swoją przyszłość w dwojaki sposób:

a) daję sobie spokój z „artystowskimi fanaberiami”, idę do „porządnej pracy”, zakładam rodzinę i kończę jako sfrustrowany mąż, ojciec i dziadek, dręczony myślą, że zrezygnował z marzeń (o ile wcześniej nie dojdzie do np. rozwodu, bo nikt nie będzie w stanie wytrzymać ze mną – nie ma co się dziwić, skoro sam siebie nie znoszę…);

b) stawiam na swoim i klepię biedę. Zapominam o rodzinie, do końca mieszkam w wynajętej kawalerce i co miesiąc rozglądam się po kumplach, by pożyczyli mi kilka stów na czynsz, które oddaję z wielkim mozołem i w nie mniejszym popłochu. Na starość będę zapewne przypominał książkowo-filmowego szpiega, w każdej chwili mającego pod ręką truciznę, by szybko skończyć ze sobą, gdy znajdzie się w beznadziejnej sytuacji.

Co mógłbym zrobić, by nie dać się ponieść frustracji podchodzącej mnie raz z jednej, raz z drugiej strony? Nie zależy mi na sławie i wielkich pieniądzach, chciałbym tylko robić swoje, nie martwiąc się o byt tak drastycznie, jak ma to miejsce obecnie.

7. Mam marzenie

Obrazek sprzed kilku tygodni. Późne popołudnie. Pada rzęsisty deszcz, stoimy pod arkadami, obok jest przedszkole mające w swojej nazwie artystyczne. Przez okno widać znudzoną panią przedszkolankę. Siedzi za małym stolikiem i bazgrze coś bezmyślnie. Za jej plecami bawi się dziecko, którego nie odebrali jeszcze rodzice. Do drzwi puka jakaś kobieta z chłopczykiem na ręku. Przedszkolanka uchyla drzwi i patrzy nieufnie. Z tego, co słyszę kątem ucha wynika, że matka przyjechała z chłopcem by mu pokazać przedszkole, do którego będzie niedługo chodził. Prosi o możliwość wejścia i pokazania dziecku, jak jest w środku.

Odpowiada jej monotonny głos przedszkolanki:

– Nie mogę, jestem sama, jest po godzinach…

Co by jej przeszkadzało wpuścić chłopca? Sprawiłaby mu radość.

Odchodzą. Rozczarowany chłopiec płacze. Mama tłumaczy mu, że pani nie może. Przedszkolanka (pewnie by pokazać, że coś robi) zaczyna turlać piłkę z dzieckiem, które czeka na rodziców.

Mam ochotę podejeść i skląć ją. Bezsilna złość na bylejakość, brak zaangażowania, robienie czegoś tylko po to by zarobić pieniądze. Wiem, to by nic nie dało. Wyszedłbym na świra i kretyna. Człowieku, czego ty chcesz? Robi swoje, jest asertywna, nikt nie powiedział, że ma przejmować się każdym dzieckiem.

To jedna z wielu sytuacji.

Dlaczego przedszkola prowadzą ludzie, których absolutnie to nie pasjonuje?

Dlaczego restauracje prowadzą ludzie, którzy nie mają serca do dobrego jedzenia?

Dlaczego sklepy prowadzą ludzie, których nie obchodzą ani potrzeby klienta ani towary, jakie sprzedają?

Dlaczego w gabinetach lekarskich siedzą ludzie, których nudzą pacjenci i ich skargi?

Dlaczego szkolenia, robią ludzie, których nic a nic nie obchodzą umiejętności uczestników?

Tę listę można długo ciągnąć. Wiem, co ci ludzie by odpowiedzieli gdyby ich zapytać:

– Dlaczego to robimy? To oczywiste. Bo można na tym zarobić.

Moja odpowiedź jest inna:

– Bo my, ludzie z pasją im na to pozwoliliśmy.

Podczas całej tej scenki, obok mnie stoi osoba, która mogłaby prowadzić przedszkole. Jej pasją są dzieci i ludzie. Powinniście zobaczyć jak rozmawia z dziećmi. Mistrzostwo świata. Nie widziałem jeszcze by nie uśmiechnęła się nawet do nieznanego jej dziecka i nie słuchała z uwagą tego, co ono chce powiedzieć. Gdyby ona prowadziła to przedszkole, ta przedszkolanka albo by nie została zatrudniona, albo by już tam nie pracowała, albo miałaby zupełnie inną postawę wobec klienta.

Gdyby prowadziła swoje przedszkole, odebrałaby, co najmniej kilku klientów temu kiepskiemu „artystycznemu” przedszkolu. Ale tego nie robi mimo, że by chciała. Boi się, że to jej fanaberia. Że gdy się za to zabierze, ona i jej dzieci nie będą miały za co żyć. Boi się, że nie da sobie rady z całą finansową stroną przedsięwzięcia.

Dlaczego tym wszystkim pozbawionym pasji ludziom opłaca się robić te kiepskie przedszkola, kiepskie szkolenia, kiepskie restauracje? Bo ci, którzy by robili to z pasją wycofali się, schowali się lub nie umieją tego robić, tak by związać koniec z końcem.

Mój wielki sen jest taki: Pewnego dnia, wszyscy ludzie z pasją wyjdą i zaczną działać. Odważą się robić to, co ma dla nich serce. Zaczną robić to, co kochają. A wtedy ci wszyscy, którzy tylko zarabiają pieniądze, albo staną się bezrobotni, albo znajdą coś, co ich naprawdę interesuje i w czym będą mogli odnaleźć swoje serce,

Może to utopia, ale pamiętaj, że jeżeli wycofujesz się ze swojej pasji (lub nie odważasz się poważnie się za nią zabrać) dajesz miejsce tym wszystkim „porządnie” (czyli bez serca) pracującym ludziom. Pozwalasz by świat krok za krokiem zmieniał się w miejsce, w którym króluje bylejakość. Gdy się wycofujesz, bądź pewny, że twoje miejsce zajmie zaraz ktoś, kto przerobi je na „porządną pracę”. I bez żadnego przejęcia, bez większych emocji „zrobi na tym kasę”. Jeżeli zrezygnujesz ze swoje pasji nawet nie wiesz jak bardzo będzie cię brakowało. Jak bardzo ubogi będzie świat bez twojego przejęcia, twojego zaangażowania i emocji. Proszę, nie rób tego, nie rezygnuj, nie poddawaj się, nie zostawiaj miejsca dla tych cynicznych biznesmenów, dla tych ludzi pracujących bez pasji i serca. Nie pozwalaj by zrealizowała się wizja świata pustych, bezosobowych transakcji.

Nie idź do porządnej pracy, nie dawaj sobie spokoju ze swoimi fanaberiami.

Aż boję się, że napisałem te słowa. Dobrze wiem, że passio nie znaczy lekka kasa, leżąca na ulicy, uznanie ludzi i dobra zabawa, ale: cierpienie.

8. Trzecia możliwość

Jeżeli wkroczysz na drogę serca nie unikniesz cierpienia. Ale to nie znaczy, że masz się zgadzać na każde cierpienie. To nieprawda, że są tylko dwie drogi:

a) Znaleźć porządną pracę i dać sobie spokój

b) Klepać biedę, oszczędzać, ograniczać wydatki i modlić się by pieniądze zaczęły w końcu płynąć.

Zazwyczaj jest jeszcze trzecia droga:

c) Robić to, co cię pasjonuje i na tym zarabiać.

Ta trzecia możliwość wymaga jednak wielu umiejętności. Umiejętności, których nikt nam w szkole nie daje, o których nie mówią nam rodzice i których istnienia często nawet się nie domyślamy.

Jeżeli mamy stworzyć świat ludzi działających z pasją, jeżeli mamy pozbawić pracy, tych którzy tylko robią kasę i ze znudzeniem wykonują swoją pracę nie wystarczy skoczyć na głowę z urwiska. Musimy po drodze nauczyć się kilku rzeczy na temat pieniędzy, zarządzania, marketingu, wolnego rynku i rzeczywistości ekonomicznej. Zabierając się za pasję bez tych umiejętności tworzymy sobie niepotrzebne trudności. Gdy się tego wszystkiego nauczysz twoje życie co prawda nie zmieni się w bajkę, ale przynajmniej pozbędziesz się bólu, który nie jest potrzebny.

9. Cykl tekstów

Ten tekst otwiera nowy cykl artykułów pt. Pasja, Zysk, Sens. To będzie uzupełnienie do tego, co mówiłem we wcześniejszych artykułach i kursie o zaczynaniu działania.

Byśmy się dobrze zrozumieli: nie interesuje mnie zarabianie pieniędzy. Dużo jest w internecie rad dla tych, którzy chcą stać się za wszelką cenę bogaci. Ani mnie to nie pociąga, ani osoby, które takich rad szukają nie skorzystałby z mojej pomocy (choćby dlatego, że moje teksty są dla nich za długie). Interesuje mnie to, jak żyjąc z pasją nie pozbawiać się na własną prośbę zysków. Na dłuższą metę sprawdza się tylko formuła pasja + zysk.

Druga sprawa. Mimo, że mam trochę doświadczeń (ostatnią porządną pracę miałem ponad dwadzieścia lat temu) nie uważam się za guru w tym zakresie. Bardziej będzie to dyskusja i podpowiadanie zagadnień. Zależy mi raczej na tym by zwracać uwagę na pewne problemy / wyzwania, nawet gdy nie mam gotowych recept.

Za tydzień kolejny tekst z tego cyklu (będę starał się wypuszczać teksty co wtorek). Ale wcześniej pytanie:

Czy jest to dla Ciebie ważny temat? Czy podoba Ci się, że się nim zająłem? Czy masz jakieś pytania z nim związane? Czy masz jakieś doświadczenia, którymi mógłbyś się podzielić?

20 komentarzy

  1. Jeden ps-ik: to nie znaczy oczywiście, że mam zamiar lecieć tym cyklem co tydzień. Inne tematy też będą się pojawiać.

  2. Dziękuję za ten wartościowy artykuł. Bardzo się cieszę, że poruszył Pan właśnie ten temat.

    W zupełności podzielam Pana zdanie. Trzeba robić to co się kocha bo wtedy życie ma sens i jest wartościowe. I trzeba uczyć się na tym zarabiać. Nie ma innego wyjścia!

    Nie można przecież robić coś z pełnym zaangażowaniem i oddaniem jeśli się czegoś nie lubi.

    Czekam na kolejne wpisy.

    pozdrawiam

  3. Dla mnie temat trafiony w 10tke i z niecierpliwoscia czekam na dalsze publikacje. Sama wlasnie stoje na skrzyzowaniu pracy z pasja i przygotowuje sie do podjecia decyzji i ryzyka. Mam nadzieje,ze wybiore slusznie i w zgodzie ze soba.

  4. I ja się przyłączę do zdań poprzedników. Akurat dzisiaj po raz kolejny „odbiło” mi się pracą, którą wykonuję za pieniądze i po raz kolejny pomyślałem jak wiele przyjemności daje mi praca, jaką wykonuję póki co będąc na wolontariacie. Panie Zbyszku, wychodzę z założenia, że wszystko dzieje się po coś – ostatnio moją uwagę przyciągają teksty, rozmowy poruszające kwestie, które Pan powyżej opisał, widać stoję przed wyborem. I ja miotam się pomiędzy tym, co kocham, a tym, co kiedyś lubiłem, ale teraz już nie lubię i nie chcę tego robić. A czynnikiem, który mnie blokuje przed skokiem do głębokiej wody jest oczywiście kasa i niepewność czy oddając się na 100% temu, co kocham, będę w stanie siebie utrzymać, czy też będę musiał kombinować trochę jak Aleks z Pana tekstu…

  5. Zbyszku, proszę przekaż tej osobie, że bardzo potrzebuję jej przedszkola. Nie mam jeszcze dzieci, ale pamiętam tę panią, o której piszesz z dzieciństwa. Pamiętam takie panie ze szkoły, ze studiów, spotykam je zresztą wszędzie. Ale dzieci nie mogą stawiać temu czoła, to właśnie one zasługują na takie „osoby”, o których piszesz.
    Będę czytać teksty z uwagą, bardzo dodają mi odwagi.

  6. jestem za. pozdrawiam

  7. Zbyszku, jak zawsze, mądry, motywujący i osadzony w realiach jednocześnie tekst 🙂
    Jestem przykładem osoby, która poszła za swoją pasją.Chciałabym napisać, że udało się, warto było itd. Jednak nie udało mi się. Decyzja okazała się wielką lekcją poradzenia sobie z porażką. Owszem, poradziłam sobie z nią, jeszcze nie rezygnuję, próbuję, ale to już ostatnie miesiące – do zimy. Od wtedy, jeśli będzie, jak jest, szukam znów pracy w branży, w której pracowałam i w której się wypaliłam, ale, zwyczajnie, pieniądze są do życia potrzebne.
    Osobom, które chcą pójść za swoją pasją doradzałabym nie podejmowanie pochopnych decyzji, przeanalizowanie wszystkiego – rynku itp., zaplanowanie, dobrze byłoby też posiadać zaplecze finansowe na początek.
    I oczywiście warto pamiętać, że jeśli jednej osobie się nie udało, to nie znaczy, że innej się też nie uda. Wielu osobom się przecież udaje 🙂

    • Marzeno, dziękuję za komentarz. Gdy zabierałem się za ten cykl, zrobiłem sobie listę osób, którym chciałbym pomóc (taka lista pozwala mi być w miarę konkretnym). O Tobie też myślałem. Mam nadzieję, że jak zacznę pisać o konkretach, to w czymś Ci pomogę. Pozdrawiam 🙂

    • Zbyszku, dziękuję 🙂 Czekam zatem na konkrety 🙂

  8. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy . Temat bardzo interesujący. Pozdrawiam. Ania

  9. Ponad 7 lat temu obudziłam się pewnego ranka z wiedzą, co chcę, albo inaczej- co mam w życiu robić. Byłam oszołomiona, zdumiona, przestraszona. ale poszłam za tym, skoczyłam w przepaść, ale nie rozbiłam się o dno, tylko czasem kolana „poharatałam”, jak brakowało mi sił i energii do działania- oczywiście przez brak pieniędzy. Ale ja należę do jakichś takiś ludzi upartych, naiwnie wierzących, że skoro jest we mnie przeświadczenie, że mam to robić, to robię. Mam dwie pasje, realizuję je całą sobą przez 24 godziny na dobę. Ale przez ten cały czas nie ustawałam w słuchaniu swojego Ja, swojej Intuicji. Jakbym słuchała tylko rozumu, dalej bym pracowała na etacie i żyła jak statystyczny Polak- 8 godzin snu, 8 godzin konsumpcji, 8 godzin bezsennego snu. Nie, dziękuję. Idę swoją drogą. I mam zawsze w głowie powiedzenie: Uważaj na tych, których spotykasz, idąc na szczyt, bo możesz ich spotkać, spadając w dół. Dlatego jestem uważna, rozwijam świadomość Tu i Teraz, a każdy napotkany człowiek jest dla mnie jakimś znakiem.
    Życzę wszystkim pasjonatom odwagi posłuchania własnej Intuicji. Mnie ostrzegała przed niektórymi działaniami, też jej posłuchałam, chociaż ego bardzo to przeżywało.
    A tak w ogóle to przecież wiecie, że żeby zmienić cokolwiek na tym świecie musicie zacząć od samych siebie. A z tym bywa różnie, nieprawdaż?

  10. Witam serdecznie,
    z niecierpliwościa każdego dnia wyglądałam kolejnych tekstów i warto było czekać. Bardzo interesujący temat i już nie mogę się doczekać kolejnych artykulów z tego cyklu.
    Przeczytałam cały tekst i mam pytanie: ale jak znaleźć swoją pasję i jak rozpoznać, że to pasja a nie hobby? To wcale nie jest takie proste. Są rzeczy, które uwielbiam robić, ale nie jest to raczej pasja, nie spędzam nam nimi wielu godzin czując, że to właśnie chcę robić w życiu.
    Zbyszku, drodzy czytelnicy-jakieś rady? Marzeno, Izaraj-jak rozwijały się Wasze pasje?
    Pozdrawiam
    Ania

  11. Dziękuję za wszystkie komentarze i maile. Wynika z nich, że temat jest potrzebny. Pracuję na kolejnymi tekstami i materiałami. Mam nadzieję, że pomogą. Zajrzyjcie koniecznie we wtorek.

  12. Bardzo cieszę się, że zająłeś się tym tematem, Zbyszku! Jestem od pewnego czasu na zakręcie, na jakimś takim długaśnym wirażu!… Twoje teksty pisanę na pochwałę działania zawsze dodają mi otuchy. Ja tego nie mam dobrze wyćwiczonego, moja rodzina rzadko zdobywała się na działanie, zwłaszcza działanie z pasją, raczej na odbiór – ale kiedy postaram się, nagle okazuje się, że do zrobienia jest tyle rzeczy, które CHCĘ robić, że nie ma czasu, aby było smutno, nie ma czasu za dużo, żeby tęsknić, żeby zastanawiać się nad tym, czego mi brakuje.
    Jednak – nie czytałabym Twojego bloga, gdybym nie przeszła terapii. Proszę Cię, nie zniechęcaj ludzi do terapii, autorefleksja jest potrzebna, zatrzymanie się także. Ludzie często idą utartą koleiną, w którą wsadzili ich rodzice – i nawet nie wiedzą, że to przez tę koleinę tak się wszystko pieprzy, tak cierpią, choć powinno być tak cudnie. Wiem, że niektórzy przesadzają z „rozwojem osobistym”, że się z tego zrobił przemysł, że masa jest beznadziejnych terapeutów. Ale nie uogólniajmy…
    Czekam z ciekawością na Twoje wtorkowe teksty – czuję pasję w sobie, że napływa, że się krystalizuje – mam nadzieję, że Twoje teksty temu procesowi pomogą.
    Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Twoich Czytelników!

  13. Zbyszku, bardzo dziekuje za ten tekst. Wykonałam pierwszy krok i kolejny i następny w realizacji pkt 8c. Opór pojawia się pod postacią pytania, ważnego pytania – czy TO co chcę robić to PASJA?, czy to jest to co faktycznie mnie wciągnie, zaangażuje? Skąd biorę tę chęć by to robić? Co jest motorem, który ciągnie mnie do wzmożonego wysiłku? Wiem, że tak wiele jeszcze nie wiem, nie umiem jeszcze, potrzebuje się nauczyć 😉 i potrzebuję w czasie zdobywania wiedzy z czegoś żyć.Chcę pójść drogą mix 8 a i c, czyli utrzymać ‚porządną’ pracę, ale nie dać sobie spokoju i zacząć rozwijać działalność, która wg mnie jest moją pasją. Kiedyś sądziłam, że uda mi się zamienić w pasję, to czym się zajmuję. Lubię to co robię, wiele czytam na ten temat, sprawdzam jak teoria ma się do praktyki, angażuję się bardzo i przejmuje, a jednak w duszy nie ma spokoju, czegoś brak.

  14. Napiszcie do czego zmierzacie, jakie są wasze pasje. Z waszych wypowiedzi to tylko realizacja pasji, dążenie do pasji i jaką pasją mam się zająć. Ja wam powiem, choć nie wiem czy to można nazwać pasją ponieważ cały czas mi czegoś brakuje. Myślę że to trochę brak kobiety, „ona” na pewno by zmieniła na lepsze moje życie. W każdym razie gram na giełdzie, jest to bardzo wciągające, interesujące, poświęcam temu bardzo dużo czasu (same śledzenie notowań w Polsce trwa nie całe 8 godz.) choć nie mam jeszcze wielkich sukcesów inwestorskich to każdy dzień jest inny, dostarcza wrażeń no i ta myśl o tym, że zarobi się kaskę i widzisz jak indeksy rosną i przeliczasz jak raz w dół za chwilę w górę, emotions… Z drugiej strony lubię sobie pośpiewać, mam takie marzenie, żeby zapisać się do jakiegoś dobrego nauczyciela śpiewu na, nie wiem ile lekcji, i pośpiewać w jakimś studio czy sali przez mikrofon. Chciałbym zaczerpnąć oceny eksperta jak to jest z tym moim „talentem” 🙂 a później zobaczymy. No ale na to jest mi potrzebna kasa bo takie lekcje są bardzo drogie (i tutaj mam nadzieję, że GPW mi pomoże :-)). Czy to podśpiewywanie to moja pasja to jeszcze na 100% nie wiem. Jak się sprawdzę w tym śpiewaniu, usłyszę dobrą opinię i po odsłuchaniu siebie będzie mi się to podobało to wtedy będę pewniejszy czy iść w tę stronę. No i trzecia sprawa. Bardzo chciałbym umieć mówić po angielsku, jak chodziłem do szkoły i na studia to się trochę gadało ale teraz jak nie ma się styczności z językiem na co dzień to się zapomniało. Sprawia mi wielką przyjemność jak się dogadam z obcokrajowcem, po drugie lubię rozumieć o czym śpiewają w radio, no i sam chciałbym rozumieć co śpiewam :-). Lekcje angielskiego przeplatały by się z lekcjami śpiewu – mniej więcej. No więc widać, że staram się aby wszystko szło zgodnie z naszkicowanym w mojej głowie „planem”. Dodam, że w tej chwili pracuję w ochronie, 24 na 48 czyli po dobie ma dwie doby wolne. Nie przypadkowo wybrałem taką pracę. Mam dużo wolnego czasu w domu i w pracy – w nocy więcej niż w dzień ale i w dzień w pracy mogę bez problemu śledzić notowania na kupionym jakiś czas temu laptopie.
    Podsumowując: chciałbym żebyście w ten sposób opisywali swoje pasje, recepty na życie, to co lubicie i chcielibyście robić a nie takie słodkie pierdzenia. Chyba, że autorem wypowiedzi jest jedna osoba, której brak przykładów czyli: Pan Zbyszek ta!dam!, który chciał rozbudować swój blog o wypowiedzi czytelników. Jeżeli się mylę to bardzo, bardzo przepraszam Pana Zbyszka i wszystkich czytelników. No to nara.

  15. robie do szkoły reportaż właśnie o pasji. nie bardzo wiem jak sie do tego wziąć więc postanowiłam pierwsze troche poczytać.
    chiałam panu powiedziec ze juz pierwsze słowa mnie zaciekawiły i mi sie spodobały, ma pan duży talent. dziekuje za inspiracje:)

Zostaw komentarz